Bez kategorii

Pierwszy dzwonek

Pierwszy dzwonek już minął, dziś 3 września, ale dla młodzieży to tak, jakby był nadal pierwszy dzwonek. nadal żyją euforią pierwszego dnia w szkole. Nie wszystkie dzieci z utęsknieniem czekały na pierwszy dzwonek. Większość jednak lubi wracać do szkoły. Przydługie wakacje się szybko nudzą. W szkole zaś codziennie co innego się dzieje. Spotyka się też wreszcie przyjaciół, z którymi przez tyle miesięcy się zżyło, za którymi się tęskniło. Będą szaleństwo i… niejednemu nauczycielowi staną włosy na głowie dęba, gdy się przekona do czego zdolny jest jego ulubiony uczeń. Nie brońmy młodzieży odrobiny szaleństwa, o ile jest to szaleństwo w granicach rozsądku!

Dzień pierwszego dnia szkoły to dzień radości. Nie zawsze jednak tak było. 1 września 1939r. nie było pierwszego dzwonka – trwała już wojna. Gdy przeglądam podręczniki historii dotyczące Kampanii Wrześniowej, kiedy czytam w nich np. wzmiankę o bombardowaniu Wielunia, to nieopatrznie przychodzą mi na myśl piękne słowa wiersza Konstantego Iledofonsa Gałczyńskiego:

” Kiedy się wypełniły dni i przyszło zginąć latem.

Prosto do nieba czwórkami szli żołnierze z Westerplatte.

… A lato było piękne tego roku …”

Pozwólmy dzieciom cieszyć się dzieciństwem, a nie tylko każmy zakuwać. Zdążą dorosnąć. Dziś na dorosłość mają jeszcze czas!

Czy wszyscy nauczyciele wbijają się w pamięć?

Nauczycielka historii wzięła podręcznik i dyktuje młodzieży do zeszytu.

” 3 września 1939r. Anglia i Francja wypowiedziały Niemcom wojnę. Nie padł jednak ani jeden strzał. Była to tzw. ” dziwna wojna”. Na pytanie ucznia jakie były skutki tej wojny, nauczyciel nabiera wody w usta i… milknie.”

Ja miałam różnych nauczycieli!

 O jednych do dzisiaj pamiętam. Spotykamy się na kawie i razem się śmiejemy wspominając moje dziecinne, głupie figle. Miałam też takich, o których wolę nie pamiętać. O mojej wychowawczyni z klas 1 – 3 szkoły podstawowej zapomniałam już w czwartej klasie. Na szczęście, z małą szkodą dla szkoły wyemigrowała do Niemiec.

Trochę wspomnień!

Najbardziej z pójścia do szkoły cieszą się pierwszoklasiści. Dla nich w szkole wszystko jest nowe, orginalne. Ja już od początku byłam trudnym uczniem. Pani zaczyna lekcję, każe otworzyć elementarze, a my z koleżanką wyjmujemy śniadania i urządzamy sobie piknik na ławce. Poszła skarga do dyrektora. Dyrektorem był wtedy Zenon Sołtysiak, porządny człowiek i dyrektor starej daty. Usprawnił klasę. Mnie przeniósł do klasy ” b”, a z tej klasy dał nauczycielce trzech chłopców. Powiedział:

– Teraz pani da sobie radę!

W nowej klasie razem ze mną chodził syn dyrektora, od początku prymus, ale w porządku chłopak.

Największą przygodę przeżyłam w wakacje po drugiej klasie szkoły podstawowej!

Zebrało nas się czwórka: moja koleżanka, Marek i chłopak, który uciekł z domu dziecka. Odkryliśmy w parku dziurę w ziemi. Ciekawość zawiodła nas do podziemi. Niestety, dziura w wyniku ” zjeżdżania na pupie” uległa zasypaniu. Trzy dni błądziliśmy w podziemiach szukając wyjścia. Wyszliśmy przez grobowiec na cmentarzu / dzisiaj zamurowany/. Na cmentarzy znajdowała się nauczycielka. Wyglądaliśmy żle: koleżankę nieprzytomną nieśliśmy, chłopiec z domu dziecka miał skręconą nogę i kulał. Marek wyglądał najbardziej rzeżko i szedł dziarsko. Nauczycielka jednak z okrzykiem:

– Jak Mareczek blado wygląda! – Przypadła do Marka.

Póżniej w roku szkolnym zmieniliśmy kolor harcerskich chust. Mieliśmy zielone. Wychowawczyni jednak powiedziała, że Marek wygląda blado w zielonym i zarządziła pomarańczowe.

Czy byłyśmy złotą młodzieżą?

O swojej wychowawczyni z Ogólniaka mówię, że można z nią było konie kraść!

W drugiej klasie / miałyśmy po 15 lat/ wybrałyśmy się z koleżankami na Andrzejki z mocnym postanowieniem, że sobie na wiele pozwolimy i zaszalejemy. Wchodzimy na salę, a tam trójka klasowa: wychowawczyni, polonistka i chemica. Okazały się babki w dechę. Po raz pierwszy wypiłyśmy po lampce wina i… paliłyśmy trawkę. To drugie przez przypadek. Wychowawczyni/ nałogowa palaczka/ wysłała mnie po papierosy. Był rok 1981, o ten towar było trudno. Kupiłam papierosy u konika przed kawiarnią/ czy dzisiaj ktoś wie, kto to były koniki?/. Amerykańskie. Zawarty w nich haszysz wywołał wizje…

Takie to były moje szczenięce lata w czaszach Komuny, czasach zamordyzmy, kolejek i cenzury. Lata wesołych figli beztroski. Lata, których bym nie oddała za dzieciństwo w demokratycznek Ameryce.

Droga młodzieży, napiszcie, czy wy dzisiaj macie, o czym wspominać ze swoich szkolych lat! Czy Wasze dzieciństwo jest piękne? Czy rzuceni w wir życia kapitalistycznej Polski musicie walczyć o byt? Czy istnieje jeszcze złota młodzież, a nie tylko narkomani, alkoholicy, hiphopowcy i blachary…?

Pozdrawiam!!!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s