Bez kategorii

” Co tam komu w duszy gra? Co kto w swoich widzi snach…?”

Kiedy na początku lat dziewięćdziesiątych trafiłam do swojego psychiatry, powiedziałam mu, że piszę książki. Kazał mi przynieść próbkę swojej twórczości. Przyniosłam mu…maszynopis swojej najnowszej powieści. Przeczytał i powiedział…to jest twórczość na nagrodę Nobla, a nie po to, by psychiatra się nią interesował. W tamtych czasach mój lekarz powiedział mi, że przy pierwszym rzucie choroby, jeśli wcześnie ją się zacznie leczyć, to można ją całkowicie wyleczyć. Zapytałam go: Jak rokuje u mnie? Powiedział; U pani to już trzecia remisja. Jednakże nowoczesne leki i terapia pomogły! Powiedział mi, że już jestem całkowicie wyleczona. Tylko…leki już muszę zażywać do końca życia. Ale…moim sukcesem mój lekarz chwali się w pismach naukowych…
Co ma wspólnego ten wstęp z pisarstwem?
Dobry lekarz psychiatra bada próby literackie swoich pacjentów, albowiem one często świadczą o stanie jego umysłu. Tego co pacjent wstydzi się powiedzieć, lekarz może wyczytać z jego prób literackich. Warto badać też symbolikę wypowiedzi prozą lub wierszem chorego psychicznie. Z drugiej strony chory psychicznie to zazwyczaj człowiek z dużą wyobrażnią. Czuje potrzebę pisania. Nie podcinajmy więc mu skrzydeł! Przelewanie swoich uczuć na papier czy na komputer ma duże znaczenie terapeutyczne. W ogóle w każdym człowieku kryje się potrzeba pisania, ale tylko nieliczni mają to szczęście, że ich czytają. Mnie się udało…
Moja historia.
Muszę się nieskromnie przyznać, że…urodziłam się napiętnowania chęcią pisania . I to nie dlatego, że pochodzę z rodziny w której z dziada pradziada kultywuje się tradycje poezji lub prozy. Od najwcześniejszych lat widywałam się z wielkimi pisarzami tego świata i te koneksje zadecydowały o…wyborze mojego zawodu. Poznałam Czesława Miłosza. Jarosława Iwaszkiewicza, Jana Dobraczyńskiego. Najbardziej utkwiło mi w pamięci spotkanie z Jarosławem Iwaszkiewiczem. o Skamandrze nie miałam wtedy pojęcia. Wychowałam się jednak w kulcie Juliana Tuwima. Trzeba więc wiedzieć, co dla mnie znaczyło spotkanie z człowiekiem, który pił w Ziemiańskiej razem z mistrzem. Kiedy Iwaszkiewicz uściskał moją rękę, rodzice mieli ze mną kłopoty, bo…upierałam się, by jej nie myć. Zarówno Miłosz jak i Iwaszkiewicz nakłaniali mnie do pisania, ale…żaden mnie nie protegował. Jedynie Jerzy Putrament zaproponował mi, że wyda moją książkę…pod swoim nazwiskiem. Nie zgodziłam się. Debiutowałam w wieku piętnastu lat jako…Henryk Mann ” Przyjęciem w wielkim świecie”.
Jak zasłużyłam na sukces?
Nauczyciele poloniści to mają krzyż pański, bo muszą oceniać pierwsze próby literackie swoich uczniów. Moje ” wypociny” oceniała moja polonistka z ogólniaka pani Irena Horoszczak. To ona namówiła mnie, bym krótką powiastkę o zwierzątkach wysłała do amerykańskiego wydawnictwa. W Lubinie niekłamanym autorytetem dla młodzieży był nauczyciel polskiego w Technikum Górniczym pan Ludwik Gadzicki. Pewnie z racji tego, że profesor Ludwik przepadał za młodzieżą i był w stanie zrobić dla niej wszystko, młodzież miała do niego zaufanie i przynosiła mu swoje próby literackie do oceny. Dziś już profesora Gadzickiego nie ma pośród nas, ale w jego mieszkaniu pozostało wiele mogących liczyć na sukces prób literackich młodych ludzi, których…już profesor nie zdążył ocenić. Profesor Ludwik miał dobre oko i rękę do wyszukiwania młodych talentów…
A ja…?
Moim pierwszym czytelnikiem, moją muzą i moim krytykiem jest mój…wujek.
Jest taki film , w którym Roger Vadim z Brigitte Bardot stworzył kobietę. Ze mnie mój wujek stworzył pisarza. Choć nie było lekko. Był twardy. W stosunku do młodych dziennikarzy uznawał zasadę: co ich nie zabije, to zrobi z nich dobrego dziennikarza. Ileż to razy jego krytyka raniła moją miłość własną…
Pamiętam:
W piątej klasie napisałam pierwsze opowiadanie. Jaka byłam z niego dumna! Jak mi się podobało! Moim koleżankom też! Dałam do przeczytania wujkowi i…z uczuciem dumy czekałam na pochwałę. Usłyszałam: Nic śmieszniejszego dawno nie czytałem! I ta …awangardowa ortografia. To był dla mnie szok, bo…opowiadanie było melodramatem w stylu ” Trędowatej”, a ortografia długo jeszcze stanowiła moją piętę achillesową i punkt, którym mnie można było najłatwiej urazić.
” Nie głaskało mnie życie po głowie,
Nie pijałam ptasiego mleka,
…Tak wyrasta się na człowieka.”
W ósmej klasie w lubińskiej gazecie zastępca naczelnego zamieścił dla żartu na pierwszej stronie wierszyk, który napisałam razem z kolegą Markiem Barnasiem.
Wierszyk był hymnem pochwalnym na cześć naszej koleżanki i zaczynał się:
“Sabineczka cna dziewica, dwa warkocze po jej licach…”
To był mój debiut!
Prawdziwym debiutem było wspomniane ” Przyjęcie w wielkim świecie”, a dziś… spełniło się moje marzenie. Jako nieliczna z młodych ludzi uzyskałam to, że to co piszę ludzie czytają. Moja nawet najsłabsza powieść znika z księgarń jak świeże bułeczki.
A wielcy pisarze?
Czy nadal nie myję ręki, kiedy mnie który uściśnie?
Dziś wielcy pisarze to moi koledzy i ściskamy sobie ręce jak koledzy.
Spełniło się moje marzenie!
W pisarstwie jestem spełniona!
To nie są wynurzenia schizofreniczki…

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s