Bez kategorii

Opowieść pod psem, a nawet…pod trzema.

Znany oficer przedwojenny i zamiłowany myśliwy Janusz Meissner napisał w latach pięćdziesiątych książkę wspomnieniową o swoich perypetiach na polowaniach pt. ” Opowieść pod psem”. Opisał w niej także swoje dwa ukochane psy: przed wojną był to Cap, po wojnie Start. Meissner tak zdefiniował psa myśliwskiego: ” Pies to cztery łapy ogon, trochę pcheł, ale pies myśliwski to…już co innego”. Ja za Januszem Meissnerem mogę powtórzyć: Pies musi mieć cztery łapy, ogon, trochę pcheł i…być słusznej postury. Moje wszystkie psy to…były psy całą gębą, a charaktery miały jak człowiek, tak przynajmniej ja uważam – zadeklarowana psiara i zakochana w swoich czworonożnych pupilach.

Tobi vel Obwieś                                                                                                             Pod koniec epoki Gierka, tzn. kiedy byłam w ósmej klasie szkoły podstawowej, w 1979r. z trudem namówiłyśmy z siostrą rodziców, by zgodzili się na psa. Zgodzili się tylko dlatego, że obiecywałyśmy im, że to będzie rasowy pudel. Przyprowadziłyśmy bardzo rasowego…pundla albo jak niektórzy mówili wyżła kontynentalnego. Tobi był jednak bardzo ładny . Miał czarną  lśniącą całą w lokach sierść , która mu nigdy nie rosła i nie trzeba go było obcinać jak pudla. Ludzie, którzy widzieli Tobiego zawsze się nas pytali…gdzieśmy kupili takiego ładnego, rasowego psa. Nadaliśmy mu imię Tobi, od lecącego wtedy i bardzo popularnego serialu o murzynach ” Korzenie”, Szybko jednak otrzymał przydomek Obwieś. Bo…był obwiesiem. Kiedyśmy go przyprowadziły, był już odchowany, więc…nie było już go trzeba uczyć siusiać na gazetę. Nigdy w domu nie załatwiał swoich potrzeb. Jednakże w inny sposób się ujawnił jego temperament i wredny charakter pudla. To doprowadziło, że rodzice mało nie osiwieli. Do godz. piętnastej nikogo nie było w domu, my z siostrą w szkole, rodzice w pracy. Tobi był zamykany sam w domu. I…demolował mieszkanie. Pogryzione wszystkie buty to było małe piwo. Zjadł fotel, ogryzł nogę od stołu i wygryzł dziurę w ścianie. Kiedy po licznych klapsach kapciami przestał demolować mieszkanie, to…sąsiadka nam mówiła, że wasz pies cały czas wyje. Kiedy się nauczył zostawać sam w domu, zainteresował się literaturą. Za wygranie szkolnego konkursu piosenki francuskiej otrzymałam w nagrodę encyklopedię Laroussa. Cieszyłam się nią tylko trzy dni, bo …Tobi też poczuł pęd do wiedzy. Poszarpał także książkę z biblioteki, a darte codziennie gazety to było naprawdę małe Miki. A jaki miał temperament! Dzisiaj płaciłoby się kary, gdyby pies biegał samopas po mieście, a psa pochwyciłby hycel. Tobiego, kiedy poczuł wolę Bożą nie sposób było utrzymać w domu. Wystarczyło uchylić drzwi, a on…myk między nogami i nie było go trzy dni. Kiedy wracał pociągający, by strasznie wyperfumowany, już na parterze było czuć, że Tobi jest. Zatobiszczył pół Lubina… Złapać się nigdy nie dał, bo do nikogo nie podchodził, a nawet kiedy dzieci chciały go pogłaskać to szczerzył zęby. Lata osiemdziesiąte to były czasy horrendalnych kolejek za mięsem. Kiedy mama o trzeciej wracała z pracy, to mogła już tylko kupić salceson i kaszankę dla Tobiego. Siostra więc brała do towarzystwa koleżankę i zajmowały kolejkę. Jednego razu szłam z Tobim na smyczy na spacer. Zatrzymałam się przed sklepem mięsnym i rozmawiałyśmy z siostrą. Tobi stał obok nas i…nudził się. W końcu podniósł nogę i obsikał siostrze buta. Mimo wad Tobi był wspaniałym psem i nigdy byśmy się go nie pozbyli. Swoim cwanym charakterem ujmował nas. Kiedy potrącił go samochód, to ileżeśmy wydali pieniędzy, by go uratować. Żył dziesięć lat i…do tej pory nam go brakuje. Zmarł na raka i…ja wiem dlaczego. Tobi to był weteran wojenny!!! W dniu rozruchów w Lubinie , czyli 30 sierpnia 1982r pojechał razem ze mną i moim kolegą Robertem Szafrańskim do Ścinawy, by…zapobiec większej tragedii. Na moście w Ścinawie butelką ” żytka” zniszczyliśmy rosyjski czołg, który jechał na odsiecz ZOMO do Lubina. Tobi był też świadkiem jak radziecki samolot  za mostem w Ścinawie ” zgubił” bombę…atomową. To był niepospolity pies i jest co wspominać. Tyle przeżyłam z Tobim pięknych chwil. Wszystkie moje psy były niepospolite…

Hektor                                                                                                                              Hektor to był piękny, rasowy bokser, z gatunku pręgowanych ciemnobrązowych bokserów z białą krawatką. W domu nazywany Tygrysek. Hektor był już psem czasu dobrobytu . Jadał już nie salceson i kaszankę, a od święta płucka, tylko michę ryżu na wywarze z mięsa, a na deser psie chrupki. Kupił go mój ojciec od znajomego. Hektor ujął go od początku, bo kiedy inne szczeniaki łasiły mu się na wyprzódki do nóg, mówiąc w psim języku: weż mnie!, Hektor leżał leniwie w kojcu i ani mu się śmiało ruszyć. Hektor był całkowitym przeciwieństwem Tobiego, flegmatyczny, spokojny i ułożony, ale też bardzo mądry. Nigdy nie zachował się nieprzyzwoicie na chodniku. Kiedy czuł potrzebę, zawsze biegł chować się w najgęściejsze krzaki. Zawsze wieczorem miał zwyczaj, że kazał się wypuścić na dwór. Biegł do furtki, poszczekał trochę dając wszystkim znak: Ja tu pilnuję! i wracał do domu. Nigdy się nie ” wyperfumował”, co dla nas było błogosławieństwem Bożym, bo spróbowalibyście włożyć 50 kg psa do wanny, który…ma awersję do wody. Temperament miał flegmatyczny, dzieci zrobił tylko raz, ale za to od razu jedenaścioro. Spał ze mną w łóżku. Kiedy do mnie przyjeżdżał mąż, to wciskał się między mnie i psa , ale bardzo trudno było mu zwalić psa, kiedy mąż miał ochotę pofiglować ze mną. Jednego razu zamiast ryżu nakarmiłam Hektora kaszą i…był to pierwszy i ostatni raz. Hektor całą noc tak smrodził, że mąż mało nie padł, kiedy wszedł do mojego pokoju. Spał z głową pod kołdrą, ale psa nie wyrzucił z pokoju. Zresztą Hektor by się nie dal. Żył 10 lat i też zmarł na raka. Ja do tej pory trzymam zdjęcie Hektora. I może jestem nie normalna, bo u mnie nie stoi ani zdjęcie męża, ani dzieci tylko psa. Jednakże lubię popatrzeć na Hektora na zdjęcia i przynajmniej we wspomnieniach wracają do mnie chwile, kiedy w nocy, gdy byłam sama w domu, jego psie chrapanie gasiło we mnie strach.

West                                                                                                                                Kiedy zaraz po ślubie, który się odbył w 1999r. wybudowaliśmy sobie duży dom, dom został wykończony w 2001r, do pełni szczęścia był nam potrzebny pies. Z trudem namówiłam męża na kupno psa, bardzo lubił Tobiego, uwielbiał Hektora, ale własny pies to już coś innego. Ale udało się! Mąż chciał oczywiście boksera, ale ja obcując stale na planie serialu ” M jak Miłość” z psem Stefana Moellera zachorowałam na…Brudera. I powiedziałam kategorycznie mężowi, że musimy kupić golden retrievera. Poszliśmy w Lubinie na giełdę i upatrzyliśmy sobie zachęcająco wyglądającego handlarza psów. West okazał się bardzo rasowym golden retrieverem. Handlarz przy nas wypisał mu rodowód i własnoręcznie podpisał. Mąż zgodził się na psa pod warunkiem, że pies będzie podwórka pilnował. I tak było do…czasu , kiedy ktoś przez pomyłkę nie otworzył drzwi i pies od razu nie wskoczył na kanapę w salonie. Od tej pory nikomu już nie przyszło na myśl, by wygonić psa na dwór, West stał się domowym pupu, a sypiał z nami w łóżku. Mówi się, że…goldeny są bardzo grożną rasą, zaliżą złodzieja na śmierć. I West nie odstawał od swoich krewniaków. Kiedy ktoś do nas przychodził, już w drzwiach skakał na gościa, kładł mu łapy na ramionach i nieważne czy gość był naszym ulubionym gościem czy ledwo tolerowany, lizał go po twarzy. Ja go wtedy starałam się odciągnąć od gościa, co było niezmiernie trudne, bo był strasznie silny. Gość się wtedy pytał: Co taki zły? A ja: Nie, ale łapy ma brudne! Łapy to rzeczywiście była zmora, bo mi się nigdy nie chciało wycierać mu łap, a on prosto ze spaceru po deszczu ładował się na kanapę w salonie. I to prawda, że goldeny uwielbiają dzieci. West się nimi opiekował. Kiedy dzieci kładło się spać, to szedł do pokoju dzieci, zaglądał do łóżeczek i sprawdzał, czy wszystkie są. A w zabawie dzieci go mogły ciągnąć za uszy i za ogon, a on leżał spokojny jak osioł. Żył dwanaście lat. Mąż strasznie przeżył jego śmierć i nawet teraz kiedy mamy nowego ” Brudera” nie można przy nim wspominać o Weście.

Psy to prawdziwe Błogosławieństwo Boże i prawdziwi przyjaciele człowieka. Z ciężkim sercem się czyta, że ktoś zakatował psa, wyrzucił z samochodu albo przywiązał psa w lesie do drzewa. A już o pomstę do nieba wołają postępowania mamusiek, które idą do schroniska, by pod choinkę kupić pieska dla dzidzi. A kiedy dzidzi piesek się znudzi, to się go wyrzuca na ulicę albo sznurkiem przywiązuje do torów kolejowych. Dlatego jeśli ludzie nie mają serca do zwierząt, to powinno się drakońskimi karami to serce im przywrócić. I dziwią w sprawach znęcania się nad psami łagodne wyroki, najczęściej grzywna i to śmiesznie niska, bo jak kiedyś uzasadniał wyrok sąd: To tylko pies!!! Może ja jestem niepoprawna psiara i przez to nienormalna, ale…oburza mnie uzasadnienie sądu: To tylko pies!!!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s