Bez kategorii

Czy choroba zaprzepaszcza marzenia o…byciu użytecznym dla społeczeństwa?

Obecnie jednym z najmodniejszych kierunków na studiach jest psychologia. Jednocześnie z roku na rok poziom terapeutów psychologicznych jest coraz niższy. Mój wykładowca na studiach zwykł mawiać, że większość ludzi, którzy idą na psychologię powinni sami się leczyć. Nie da się ukryć, że profesor miał rację. Ludzie z problemami psychologicznymi idą na psychologię, by dowiedzieć się, jak mają sobie radzić ze swoim zdrowiem. Czy jednak terapeuta mający sam problemy ze sobą lepiej nie zrozumie swojego pacjenta? Problem do dyskusji! Muszę się przyznać szczerze, że poszłam na psychologię, by lepiej zrozumieć siebie…

Na czwartym roku prawa miałam wypadek.  Dwuletnia córeczka mojej koleżanki rzuciła na schody skórkę od banana. Nie zauważyłam jej, bo mam astygmatyzm i kiedy nie patrzę pod nogi, to nic nie widzę, poślizgnęłam się na tej skórce i spadłam ze schodów. A że byłam wtedy w ciąży to poroniłam. Jednakże to zdarzenie fatalnie odbiło się na moim zdrowiu psychicznym. Zaczęły się u mnie kłopoty z osobowością i zdiagnozowano schizofrenię paranoidalną. Podleczono mnie…tylko trochę. Ustały objawy wytwórcze, pozostała niska samoocena. Wtedy to podjęłam decyzję, że będę robić drugi fakultet: psychologię. Kiedy poszłam do dziekana po zgodę, obiecał mi ją…kiedy wszystkie egzaminy zdam w pierwszym terminie, na czwórki. Wywiązałam się. Egzaminy na psychologię miałam zaliczone, bo były te same co na prawie. Musiałam zdać tylko uzupełniający z biologii. Ponieważ biologię w Ogólniaku olewałam i była z niej…ciemna jak tabaka w rogu, poszłam na przyśpieszone korepetycje do mojej dyrektorki z Ogólniaka, pani Zofii Pieńkowskiej. Egzamin z biologii zdałam na czwórkę, ale…do dzisiaj nie odróżniam DNA od RNA. Rozpoczęłam psychologię, a prawo kończyłam.               Pierwsze doświadczenia w naukach społecznych…                                                   W 1993r. pisałam pracę magisterską na psychologii o…społecznym znaczeniu plotki. Jednocześnie pracowałam jako prawnik i dorabiałam jako naczelny redaktor w gazecie o nazwie : Zielonogórska Gazeta Nowa, mającą oddział między innymi w Lubinie. Mój szef pan Polański miał ambicje stania się wielkim koncernem prasowym i jako taki chciał kształtować politykę w kraju. Zatrudnił więc bardzo dużo dziennikarzy i…bardzo ambitnych, co wyrażało się w ich kłótniach o każdą wierszówkę. Byli to dziennikarze, co…może chęci do pracy mieli, ale talentu za grosz. Więc ja i mój sekretarz redakcji Marcin harowaliśmy jak…wiatraczki, by własnymi tekstami zapełnić szpalty gazety.                                                                 Zadecydował przypadek…                                                                                            Przychodziłam pisać teksty do oddziału lubińskiego. Robiłam to wieczorem, kiedy nie było nikogo w oddziale, bo nie chciałam , by mój ukochany wujek, szef oddziału lubińskiego dowiedział się, że…polityka Gazety Nowej zależy ode mnie. Siedziałam więc wieczorem i pisałam. Do oddziału przyszedł szef gazety z paroma swoimi dziennikarzami i zaczęli naradę….mocno zakrapianą. Trzeba było widzieć te pawie na wykładzinie w oddziale! Było to krótko po tym, jak w Poznaniu zebrali się czołowi politycy z Warszawy / było to krótko po  klęsce dekomunizacji w wydaniu Macierewicza i obaleniu rządu Olszewskiego/ i ustalili, że oczyszczą naszą kochaną ojczyznę z …sbeków i komuchów. Zebrani w oddziale lubińskim Gazety Nowej postanowili…wypuścić się na szerokie wody i dać się zauważyć. Mnie piszącą artykuł to nie obchodziło do czasu…kiedy powiedzieli, że zniszczą mojego wujka. Dałam się więc poczęstować jednym drinkiem i zaproponowałam im, że …wrogów ojczyzny najlepiej zniszczyć za pomocą plotki. Zgodzili się i poszli. Wtedy ja szybko zadzwoniłam do Marcina i kazałam mu przyjść, a sama wzięłam się za sprzątanie, bo wujek jest raptus i byłaby awantura, gdyby rano po przyjściu do pracy zobaczył te pawie. Uzgodniliśmy z Marcinem strategię działania, a szefem został mój ojciec. W notesiku miałam notatki z pracy doktorskiej najsławniejszej lubińskiej psychiatry pani dr Pawłowskiej  na temat rehabilitacji osób niepełnosprawnych umysłowo. Podrzuciłam im ten notes. Hasłem do rozpoczęcia kampanii było…Przyniosłam do oddziału w Lubinie reklamę ZG Lubin i zażądałam publicznie od wujka publikacji wszystkich moich artykułów w zamian za reklamę. Machina ruszyła! Akcję miało rozpocząć opublikowanie w ” Nie” artykułu – paszkwilu” dziennikarki Krystyny Nikończuk. Artykuł się nie ukazał, ale…plotka ruszyła. Potem  była afera. Wierchuszka dowiedziała się, że…podłożyła świnie samej sobie. Na gwałt szukano winnych i dowodu do procesu, Ale magiczny notes Polańskiego zniknął…                                A ja?                                                                                                                              Ja się obroniłam na piątkę z psychologii i…wtedy nastąpił u mnie nawrót choroby. Ponieważ nie chciałam jeść leków i się leczyć, mój psychiatra znalazł na mnie inny sposób. Postanowiłam specjalizować się w terapii psychologicznej chorób psychicznych. Poszłam do mojego lekarza po opinię potrzebną do zatrudnienia się w poradni zdrowia psychicznego. Mój psychiatra powiedział mi, że…da mi opinię , jak sama uporam się ze swoimi urojeniami. Podziałało! W tamtym czasie byłam w ciąży, więc lekarz dawał mi zmniejszone dawki leków. Trochę więc trwało. Choroba ustąpiła. Hipnozą jestem leczona do tej pory, ale już rzadziej niż na początku. Objawów wytwórczych już od wielu lat nie miałam, odkryłam swoją prawdziwą wartość i…znowu jestem wesołą i wygadaną kobietą, która jak dorwie słuchacza, to nie przestaje nadawać. Pamięć mam coraz lepszą. I…pracuję jako terapeuta w poradni zdrowia psychicznego. Mój szef mawia, że mam lepszy kontakt z pacjentem niż on i nie tylko wyprowadzam go z choroby, ale pozwalam na nowo uwierzyć w siebie.                                                                                          Ta notka jest dla tych, co przez chorobę psychiczną stracili wiarę w to, że życie jest dla nich, że odkryje jeszcze przed nimi swoje uroki. Ciężko jest choremu na schizofrenię wrócić do normalnego życia. Wiele chorych na schizofrenię to ludzie bardzo zdolni, ale na tę chorobę chorują także przeciętniacy. Wiele z chorych, bo choroba najczęściej atakuje między 15 a 18 rokiem życia, nie jest w stanie nawet zdać matury. Co im zostaje? Wiele wyleczonych chorych kończy samobójstwem, bo dochodzi do nich świadomość, że nic nie osiągnęli w życiu i że już nic ich nie czeka prócz…wegetacji na rencie. Jednakże i przed chorymi na schizofrenię są perspektywy. Warunek: chcieć się leczyć i uwierzyć, że się wyleczą!!!

1 thought on “Czy choroba zaprzepaszcza marzenia o…byciu użytecznym dla społeczeństwa?”

  1. Myslę,ze nikt na co dzien nie trapi się tym,czy jest uzyteczny dla spoleczenstwa.Przede wszystkim mamy prawo zadbac o siebie,swoich bliskich,komfort zycia.Czy czlowiek,ktory np.jąka się i nie moze normalnie funkcjonowac, i z pracą ma problemy bo nie ma na to renty,ma miec poczucie winy i mniejszej wartosci spolecznej?raczej będzie mial to w nosie,i slusznie.

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s