Bez kategorii

Kac …Wawa

Wyjazdy tzw. zapoznawcze czy szkoleniowe w zakładach pracy to nie jest wymysł współczesnych czasów. Istniały już za Komuny i zawsze cieszyły się złą sławą. Moja mama i moja ciotka Barbara, dwie prawdziwe damy z czasów Komuny nie tylko z wyglądu, ale przede wszystkim z zachowania i charakteru, do których zawsze chciałam być podobna / pewnie mi to się nie bardzo udało?/ , mówiły do swoich mężów, kiedy ci jechali na jakieś szkolenie: znowu jedziesz na k…konferencję. Takie wyjazdy za Komuny nazywały się bowiem k…konferencje, dziś nazywa się to dyplomatycznie wyjazdy integracyjne. Ale…nic się nie zmieniło. Niestety i kiedyś były i dzisiaj są w zakładach pracy tzw. koleżanki z pracy, które czuły się sfrustrowane w codziennym życiu i…byle się wyrwać z tej monotonii. Na wyjazdach więc piły na umór, a ponieważ kobieta pijana, d…sprzedana, więc siadały potem kolegom z pracy na kolanach i…mój wujek i mój ojciec pili , ale w póżniejszych zabawach nie brali udziału. Zwykli mawiać, że jak zechcą zdradzić żony, to wybiorą sobie porządną dziewczynę nie k… . Kiedy się pracuje, to trzeba brać udział w wyjazdach integracyjnych, bo jak się człowiek separuje od towarzystwa, to koledzy z pracy patrzą póżniej nieufnie i taki delikwent nie ma życia w pracy. Oskarża się go nawet o to, że donowi szefowi. Ja od kiedy tylko zaczęłam pracować, jeżdżę na wyjazdy integracyjne. Kolega kiedyś spytał mojego męża: Czy nie boi się puszczać żony na wyjazdy integracyjne? Odpowiedział: Mam zaufanie do żony! I ja nie zawiodłam jego zaufania.                                                                                                                                                                                  Chrzest bojowy…                                                                                                                      Pierwszy wyjazd integracyjny ” zaliczyłam” na trzecim roku prawa w 1986r. Miałam wtedy połowinki / półmetek studiów/. Imprezę wyjazdową załatwił mój kolega z grupy do Karpacza. Impreza była bardzo udana. Zaprosiliśmy ulubionego ćwiczeniowca i choć on słynął na Prawie jako trunkowy, to na imprezie nie pił z nami. Ja i dwie koleżanki zamknęliśmy się z kolegą, który zaczął nam się zwierzać. My trzy naiwne i nieobeznane w tego typu imprezach studenckich słuchałyśmy go. On zaczął wywód o pięciu palcach, a myśmy…podjęły dyskusję i usiłowały się dowiedzieć, o co mu chodzi. Dopiero jak powiedział, że jest Chrystusem, dotarło do nas, że jest kompletnie pijany. Kolega się zerwał obrażony, kiedyśmy mu powiedziały, by nie pił więcej, wybiegł na salę, gdzie wszyscy tańczyli, stłukł szybę i…stracił przytomność. A myśmy? Myśmy uciekły, by nikt nie pomyślał, żeśmy razem z nim piły. Póżniej poszłam do pokoju, gdzie spał, by sprowadzić kolegę, który go pilnował. Robert choć trochę nieśmiały, był duszą towarzystwa i wszystkim go brakowało. Robert był najprzystojniejszy w naszej grupie. Podobał mi się, ale był zaręczony. Tam w pokoju myśmy się pocałowali. Był to jeden niewinny pocałunek. Wprawdzie Robert powiedział, że jak ja tylko się rozwiodę z tym radzieckim dyplomatą, to on zaraz zerwie zaręczyny z Małą. Mnie jednak ruszyło sumienie, lubiłam Małą i wiedziałam, że świata poza Robertem nie widzi i odmówiłam mu. Rozwiodłam się potem z radzieckim dyplomatą dla innego kolegi z grupy. I trafiłam jak przysłowiowa śliwka w kompot…                                                                                              Pierwsza praca…                                                                                                                     Ja często żartuję, że moje beztroskie życie studenckie skończyło się równo w 1989r, równo z upadkiem komunizmu. Wraz nadejściem kapitalizmu zaczął się okres mojej pracy, zaczęła się ciężka walka o byt , o utrzymanie się na fali w stosunkach kapitalistycznych, o znalezienie i utrzymanie pracy, o sukces w pracy, który jest gwarantem, że tej pracy nie stracę. Z początku lat dziewięćdziesiątych zapamiętałam mój pierwszy wyjazd integracyjny razem z pracownikami pewnej ogólnopolskiej, bardzo młodej, ale prężnie się rozwijającej gazety / nie podam nazwy, bo może sobie nie życzą/. Nie byłam wtedy zatrudniona na etacie w tej gazecie, ale byłam cenionym i lubianym współpracownikiem więc mnie zaprosili na ten wyjazd na Mazury. Jak było? No cóż jak ktoś sobie nie wyobraża, jak dziennikarze piją, to mi nie uwierzy. Nie ważne był piękny krajobraz, las jezioro, opalanie w dzień. Życie zaczynało się po zmroku…Oj się działo! Do dzisiaj się dziwię, że nikt się nie potopił. A byli amatorzy nocnego pływania jachtem. Była więc awantura a jachtklubie, bo nie chcieli wypożyczyć żaglówki pijanym. Redaktorzy nie odpuszczali i wszyscy żeśmy wylądowali w komisariacie wodnym. Ja jako prawnik i jedyna trzeżwa negocjowałam z policją zwolnienie.                                                               A jak piją prawnicy?                                                                                                                  Prawnicy nie mają najlepszej opinii. Mówi się o nich ochlapusy, że nie powiem dosadnie moczymordy. Już na studiach miałam okazję przekonać się jak prawnicy piją. Przy naszym Wydziale we Wrocławiu była pijalnia piwa ” Chmiel” . Większość z naukowców zamiast na wykładach można było znależć w ” Chmielu”. A dziś kiedy jestem cenionym adwokatem, to często słyszę z ust klientów takie zdanie, gdy się go pytam dlaczego tak póżno zdecydował się na adwokata. A co miałem iść do jakiegoś zapijaczonego niedouka? To zdanie jest krzywdzące dla wielu adwokatów, ale niestety oddaje niską i coraz niżej się staczającą rangę zawodu. O tym jak piją prawnicy miałam okazję przekonać się na…aplikacji prokuratorskiej. Wzięłam udział w imprezie wyjazdowej pod nazwą pieczenie barana. Impreza była w ośrodku nad Jeziorem Sławskim. Baran owszem był, było ognisko nad jeziorem przy gwiazdach. Była też jednak wódeczka i szybko kulturalna zabawa się skończyła. Pijani w sztok prokuratorzy rozebrali się do rosołu i o północy poszli pływać w jeziorze. Myśmy na brzegu drżeli, by się nie potopili. No, ale przysłowie mówi: złego licho nie chwyci, a prokuratorzy w Polsce nie mają najlepszej opinii, więc wyszli z wody cało. Potem z koleżanką szukałyśmy po lesie naszej patronki. Pijana pokłóciła się z kolegą i…poszła w las. Szukałyśmy jej do trzeciej w nocy, bez latarki, ale znalazłyśmy ją i przyprowadziły. Dobrze, że mąż jej nie widział, bo ” zaliczyła” jakieś moczary i była cała ubłocona.                                                                                                   Szkolenie…                                                                                                                                                                               W Urzędzie Miejskim, kiedy mnie zatrudniono jako radcę prawnego / adwokata od spraw gospodarczych/ w pamięć mi się wrył wyjazd na szkolenie z radnymi do Szklarskiej Poręby. Wykłady były nudne i świeciły pustkami , a…życie zaczęło się wieczorem. Od tego czasu kiedy jadę na wyjazd integracyjny, to proszę zawsze o pojedynczy pokój i zamykam się na klucz. Wtedy bowiem moja lokatorka koło północy gdzieś się zawieruszyła i zostawiła drzwi do pokoju otwarte. Miałam szczęście, że się obudziłam! Do pokoju wpadł pijany radny. Uratowało mnie to, że…łóżko się pod nim załamało. Zdołałam więc go potłuczonego i zdezorientowanego wypchnąć z pokoju. Oka już jednak nie zmrużyłam do powrotu współlokatorki, a to nastąpiło o trzeciej w nocy. Wtedy dopiero zamknęłam drzwi na klucz.                                                                                                     To są wspomnienia. Dla jednych mogą być śmieszne, dla innych stresogenne. Są kobiety, które słysząc tylko w maglu o ekscesach na wyjazdach integracyjnych, już trzymają się od nich z daleka i na nie nie jeżdżą. Nic błędnego! Wyjazdy integracyjne to życie, a od życia nie da trzymać się z daleka. Jest takie powiedzenie: Co nas nie zabije, to nas wzmocni! Więc weżmy je sobie do serca! Nawet na tzw. Kac Wawa kobieta może pozostać damą i dobrze się bawić. I wszyscy będą ją szanować. Nie sztuka być damą i trzymać się od bagna z daleka, sztuka wejść między wrony i pozostać feniksem!!!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s