Bez kategorii

Marzenia a…realne możliwości realizacji

Jest takie stare powiedzenie: Cicha woda brzegi rwie! Niejedno dziecko, na którego się w ogóle nie stawia potrafi nas zaskoczyć swoimi możliwościami. Może więc zamiast dusić w zarodku marzenia dziecka twierdzeniem: Ty się do tego nie nadajesz! powinniśmy pozwolić mu wcielić ich marzenia w sferę realizacji? Może mu się nie powiedzie? Wtedy jednak jak sam się sparzy i pozna życie, to przynajmniej nie powie nam, żeśmy podcięli mu skrzydła. Albo będzie żył w przeświadczeniu, że to przez nas nie zrealizował swoich marzeń, stres się będzie u niego pogłębiał i…może to się skończyć nawet chorobą psychiczną. Mój chrześniak właśnie napisał egzamin na zakończenie podstawówki. Marzy mu się, by iść do gimnazjum wojskowego. Niestety, jego rodzice są temu przeciwni. Twierdzą, że jest on…łamagą i w szkole przetrwania sobie nie da rady. Może warto mu dać szansę? Ja od najmłodszych lat chciałam zostać dziennikarzem. W podstawówce dorabiałam sobie pisząc krótkie notatki do gazety mojego wujka. Mój wujek jednak powiedział, że na dziennikarza się nie nadaję. Kiedy w Ogólniaku wybierałyśmy studia, powiedziałam, że chcę studiować dziennikarstwo. Wychowawczyni się wtedy roześmiała: Przecież ty się nie nadajesz na dziennikarza! Wybrałam prawo. Tylko babcia zawsze we mnie wierzyła i mówiła o mnie: Ją jak wygonią drzwiami, to wejdzie oknem! Z pracy dziennikarskiej nie zrezygnowałam…

Spełnianie marzeń…                                                                                                                 Kiedy w 1996r. zbankrutowała ” Zielonogórska Gazeta Nowa” mój wujek przejął lubiński oddział tej gazety i zarejestrował go jako ” Lubińską Gazetę Nową”, której został właścicielem. Mnie jednak nie chciał zatrudnić, ba nawet nie chciał mi drukować tekstów. Pewnego jednak dnia znajomy prezes Spółdzielni Mieszkaniowej nagrał mi temat konfliktu spółdzielni z Miejskim wtedy Przedsiębiorstwem Ogrzewania Miasta o skomplikowanych sprawach własnościowych grzejników w mieszkaniach i rur w pomieszczeniach wspólnych. Prezes ten jako znajomy odmówił mi oficjalnego wywiadu i odesłał do prezesa innej spółdzielni mieszkaniowej, na osiedlu Staszica w Lubinie. Ten zawiłe sprawy własnościowe mi pięknie wytłumaczył. Napisałam artykuł. Wujek go opublikował, choć nie bez nacisków z mojej strony. Artykuł wywołał furorę, a…wujek zatrudnił mnie w swojej gazecie.                                                                                                                                                                          Ku zawodowstwu…                                                                                                                   Wtedy też spełniły się moje marzenia! Mogłam iść na zaoczne studia dziennikarskie do Warszawy. ” Lubińska Gazeta Nowa” finansowała mi te studia. Z obopólną zresztą korzyścią, bo pieniądze wydawane na moje studia wujek odliczał sobie od podatku. Na pierwszym roku miałam dwa lektoraty. Angielski był obowiązkowy, a ja wybrałam jeszcze niemiecki. Ponieważ nie chciało mi się chodzić na lektorat z angielskiego, bo…uznałam, że on nic mi nie da, bo angielski już znam, poszłam do dziekana, by zwolnił mnie z lektoratu z angielskiego. Dziekan…odmówił. Powiedział: Chodż na lektorat z angielskiego! A na odchodnym dodał: Niech pani pozdrowi swojego szefa! Okazało się, że dziekan Wydziału Dziennikarstwa w Warszawie był niegdyś szefem mojego wujka, kiedy ten będąc młody miał staż w poznańskiej gazecie. Szef dał mu wtedy niezły wycisk. Miał bowiem pogląd, że tylko ten będzie dobrym dziennikarzem, kto nie da się zgnoić. To dzięki niemu mój wujek jest dzisiaj jednym z najlepszych dziennikarzy w Polsce. A może nie tylko w Polsce? Ja nie zawiodłam pokładanych we mnie nadziei i pieniądze wydane na moją naukę nie poszły na darmo. Pracę magisterską napisałam na szóstkę, a obroniłam ją na piątkę. I spełniły się moje marzenia. Ukończyłam studia dziennikarskie i jestem zawodowym dziennikarzem. Ciekawa jestem, jakie zdanie ma teraz na ten temat moja wychowawczyni, u której moje marzenia o dziennikarstwie wywołały taką wesołość? Moja babcia, tam w zaświatach jest ze mnie dumna.                                                                      Realizacja w zawodzie…                                                                                                                                                                     Na swoją renomę uczciwie i ciężko zapracowałam zaczynając pracę nawet od gońca w redakcji. Dziś jestem doceniana. Jestem chyba jedyną dziennikarką, która pracuje we wszystkich gazetach, niezależnie czy to ” Nie” czy ” Gazeta Polska”. Ja wiem, że niektórym się w głowie nie mieści, że można pracować w kilku gazetach o tak skrajnych poglądach. Nie mieści się w głowie, że wszystkie redakcje niezależnie od poglądów chcą mieć w swoim składzie dobrego i renomowanego dziennikarza. Moja atrakcyjność na dziennikarskim rynku pracy świadczy chyba o tym , że jestem dobra…                                 Dziecko wybierające szkołę czy młody człowiek wybierający zawód chce realizować swoje marzenia. Marzenia są rozmaite. Nie zawsze dopasowane do realnych możliwości. Dlatego niegdyś poeta napisał: ” Mierz siły na zamiary, Nie zamiar podług sił!” Tak powinno być, bo upadek z wysokości naszych marzeń do realnego życia może być bardzo bolesny. Jednakże rodzicielska zapobiegliwość, często mylnie nazywana troską o dziecko zabrania dziecku iść w kierunku realizacji jego marzeń, bo rodzic twierdzi, że dziecko się do tego, co sobie wymarzyło nie nadaje. A rodzic podobno wie lepiej do czego nadaje się jego dziecko. I popełnia błąd. Rodzice, pozwólcie by wasze dziecko samo decydowało o sobie! Pozwólcie mu nawet upaść! Pamiętajcie , ile prawdy jest w powiedzeniu: co nas nie zabije, to nas wzmocni. Wychowanie nie polega na trzymaniu pod kloszem. Metoda trzymania pod kloszem dopiero niesie spustoszenie w osobowości człowieka, który po wyjściu spod klosza styka się z realnym życiem. Niech dziecko pozna samo swoje realne możliwości! Choć nie wątpię, są ludzie, których życie nic nie uczy i którzy nigdy się nie przyznają przed sobą, że…zawiodły ich realne możliwości. To też jednak ludzie i warto do nich wyciągnąć pomocną dłoń. Jak napisał ksiądz – poeta: ” Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą.” A ja dodam od siebie: Ta miłość przybliża nas do Nieba.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s