Bez kategorii

Każda miłość jest pierwsza…

Jest takie stare powiedzenie: Zawsze się z nostalgią wraca do pierwszej miłości. Coś w tym jest. Ja miałam dużo mężów i przynajmniej mi się wydawało, że każdego kocham. Jednakże, kiedy naprawdę dojrzałam to wróciłam do swojej pierwszej miłości. Dziś mój obecny mąż jest moją pierwszą miłością jedyną i już do końca życia. Czy jednak to nie grzech z łezką w oku wspominać swoje poprzednie miłości?

Lolita?                                                                                                                                                                        Swoją pierwszą miłość przeżyłam, kiedy miałam 12 lat / zgodnie z metryką urodzenia, bo faktycznie miałam 11. po szóstej klasie szkoły podstawowej. Pojechałam wtedy na obóz pionierów Artek na Krymie. Poznałam tam szesnastoletniego Saszę i…coś zaiskrzyło między nami. No ale on prezentował moralność rosyjską, nie chciał mnie nawet pocałować. Korespondowałam z nim do Stanu Wojennego i… śmiem twierdzić, że ta cenzura w Związku Radzieckim była mocno przesadzona. Opisałam mu bowiem w liście wydarzenia w Radomiu i Ursusie, a on mi odpisał, że…też nie lubi Breżniewa. Jego listy były tak literackie, że przez pewien okres czasu drukowałam je w 1981r w lubińskiej gazecie Nowej Miedzi. Póżniej ogłoszono Stan Wojenny, gazety zawieszono, redakcję zamknięto. Po odwieszeniu gazet Nowej Miedzi nie wznowiono. Redakcja wraz z przechowywanymi w niej materiałami dostała się w ręce ówczesnej lubińskiej władzy, głównie spod znaku SB. Listy Saszy przepadły.                                                                      Rywalizacja z koleżankami                                                                                                       W pierwszej klasie Ogólniaka, miałam wtedy czternaście lat, sprzeczałyśmy się z koleżankami, która…wcześniej pozbędzie się tego ciężkiego balastu, który hańbi / tak wtedy uważałyśmy/ każdą dziewczynę, czyli cnoty. Byłam wtedy platonicznie zakochana w koledze po fachu mojego wujka, który był redaktorem naczelnym Gazety Lubuskiej w Zielonej Górze. Był on wtedy wprost niepospolicie przystojny i wszystkie moje koleżanki się w nim kochały. Ja go znałam i…to mnie wyróżniało. Jednego razu zaproponowałam mu swój największy skarb – moje dziewictwo. Powiedział: ” Kochanie musimy jeszcze zaczekać! I chyba do dzisiaj żałuje, że nie zerwał lilii, która sama mu wpadała w ręce…      Wydarzenie, które całe życie się wspomina jako najpiękniejszą chwilę.                                 30 listopada 1981 r. były słynne moje Andrzejki. To wtedy po wypaleniu papierosa z haszyszem / nieświadomie/ wyrwałam się na pianino śpiewać , straciłam przytomność i spadłam z fortepianu. Mój wujek odwiózł mnie do domu. W domu zaczęłam go prowokować. Wujek miał mocno w czubie i dał się ponieść namiętności i zazdrości / pewnie gdyby był trzeżwy to na uwodzenie piętnastolatki zareagowałby tak jak jego kolega rok wcześniej/ Tak prawdę mówiąc to była…forma gwałtu. Wujek się ocknął jak mnie zabolało i zasłoniłam oczy rękami. Powiedział: ” Dotrzemy razem! i…wydarzyły się najpiękniejsze chwile w moim życiu.                                                                                        Normowanie życia                                                                                                                     Adam był najmądrzejszym chłopakiem w Lubinie, miał na koncie trzy zwycięskie olimpiady przedmiotowe i…zainteresowałam się, bo był dla mnie nieosiągalny. Był narzeczonym mojej kuzynki. Rozkochałam go jednak w sobie do tego stopnia, że nie chciał czekać aż skończy studia. Wzięliśmy ślub, kiedy skończyłam szesnaście lat, latem 1982r. Kiedy stanęłam przed sądem prosząc o zgodę na ślub, sąd się spytał: ” Dlaczego chcemy wziąć ślub?” Odpowiedziałam: ” Bo my musimy”. ” Jest pani w ciąży?” – Zapytał sąd. – ” Nie, my się kochamy!” – Odpowiedziałam. Byłam bardzo dumna, bo pierwsza w klasie wyszłam za mąż. Adam studiował i pracował. Pod koniec sierpnia 1982r. dostaliśmy kawalerkę. Adam się ucieszył. – Nareszcie nie będę się musiał ze swoją ślubną wycierać po krzakach. – Zażartował. Potem w Lubinie był 30 sierpnia 1982r. Adam jak zwykle rano poszedł do czytelni. Kiedy wracał, dosięgła go kula zomowca. Zostałam wdową, ale…okazało się, że jestem w ciąży. Felek urodził się w lutym 1983r przez cesarskie cięcie dwa miesiące przed terminem. I nie żałuję, że z planowaniem dziecka nie zaczekaliśmy aż on skończy studia, a ja edukację. Widać Bóg interweniował. Dzięki wpadce po moim pierwszym mężu pozostało na świecie to co najcenniejsze, jego syn.      Beztroskie życie licealistki                                                                                                        W 1983r w maju w trzeciej klasie Ogólniaka była słynna wycieczka w Tatry. Nasza klasa nocowała w schronisku na Polanie Chołowskiej. Pokoje były ośmioosobowe. Kiedy zziajana po wędrówce pod górkę dotarłam do schroniska, koleżanki zarezerwowały dla mnie ostatnie łóżko w pokoju. Niestety, Ewa dotarła wcześniej i je siłą zajęła. Nie chciałam się kłócić i…poszłam spać do pokoju nauczycielek. Ale nie żałuję, z naszą wychowawczynią można było konie kraść. Mój wujek obiecał do mnie przyjechać i…odwiedził mnie w tym schronisku. Koleżanki z pokoju, w którym spała ewa też umówiły się ze swoimi pierwszymi miłościami. I problem! Ewa słynęła, że kablowała nauczycielom. Jak więc opuścić pokój? Koleżanki przywiozły na wycieczkę flaszkę wina. W pokoju rozmawiałyśmy, a ja ukradkiem dolewałam wino Ewie do szklanki. Efekt był taki, że żadna z nas nie wypiła ani kropli, Ewa opróżniła całą flaszkę. Poszła spać i…spała jak zabita. Ja rozmawiałam z wujkiem i nauczycielkami w pokoju nauczycielek. O północy doszłam do wniosku, że…czas pozbierać koleżanki. Zaczęłam tak mocno walić w drzwi pokoju, w którym spała Ewa, że słychać było w całym schronisku. Ewa nie słyszała! W końcu wyszła koleżanka z sąsiedniego pokoju i powiedziała, że już wystarczy, że wszystko załatwione i żebym szła już spać. Co się działo? Wychowawczyni nigdy się nie dowiedziała albo…udawała, że nic nie wie. Po Lubinie wkrótce zaczął krążyć taki dowcip” Przed gabinetem ginekologicznym siedzi kilka nastolatek w ciąży. Wychodzi lekarz i się pyta: – Kiedy termin porodu? – 30 września. – Odpowiada jedna. – A ty? – Pyta drugiej? – 30 września. – A ty? – 30 września. – A ty? – 31 pażdziernika. – Odpowiada ostatnia. – A dlaczego tak póżno? – Pyta lekarz. – A bo ja nie byłam na tej wycieczce szkolnej. Dziś dzieci mojej koleżanki są dorosłe, po studiach, pracują, a moje koleżanki nie żałują, że dały się ponieść namiętności pierwszej miłości, choć niejedna za zupełnie kogo innego wyszła za mąż i też jest szczęśliwa. ” Każda miłość jest pierwsza, najgorętsza najszczersza…”                                                                                                                                                     Młodość jest chmurna i durna i młodość musi się wyszaleć. Błądzić jest rzeczą ludzką. Może to co żeśmy kiedyś robili czasami z czysto egoistycznych pobudek nie zawsze jest godne pochwały. Jednakże z czasem złe strony naszej młodości się zacierają w pamięci. Pamięta się tylko piękne chwile i z łezką w oku powraca do wspomnień młodości. Dlatego przykro jest, jeśli ktoś nie przeżył młodości chmurnej i durnej. Nie miał sympatii. Nie miał pierwszej miłości. A już najbiedniejsi są ludzie, którym młodość utknęła w martwym punkcie, bo zachorowali na schizofrenię. Oni nie mają wspomnień. Mają tylko urojenia i iluzję wspomnień, ale to wcale nie poprawia mu samopoczucia. Mówi się, że człowiek sam kształtuje swoje życie. Czy jednak można winić chorego na schizofrenię, że nigdy nie miał nikogo, kto by go pocałował…z języczkiem?

2 thoughts on “Każda miłość jest pierwsza…”

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s