Bez kategorii

Pokochać sport…

Obecnie trwa akcja społeczna, promowana przez ministerstwo sportu: Ćwicz na w – efie! Akcja bardzo pożyteczna i pożądana, bo stan kondycji sportowej młodzieży woła o pomstę do nieba. Młodzież nie lubi lekcji w – efu, wymiguje się z nich jak może, zwalnia się, załatwia z nauczycielami wszystko, by tylko nie ćwiczyć. A nauczyciele nie są bez winy. Sporo nauczycieli olewa swój przedmiot. Za moich czasów szkolnych nauczycielka w – efu chodziła przynajmniej w dresie. Obecnie bardzo często się zdarza, że nauczyciel na lekcje w – efu przychodzi w…garniturze. A młodzież widzi i wyciąga wnioski. Nie lubi lekcji wychowania fizycznego.                                                                                                  Moje wspomnienia z lekcji wychowania fizycznego…                                                              W podstawówce , w czasach Gierka, byłam zadowolona z nauczycielki, która mnie uczyła. Wychowanie fizyczne miałam z Marią Francuz. Widać było, że przejmuje się swoim przedmiotem. Mieliśmy lekcje na sali gimnastycznej i na boisku. Biegałyśmy / dziewczęta miały osobno lekcje w – efu/ , skakałyśmy w dal, grałyśmy w dwa ognie, tę grę bardzo lubiłam, a od czasu do czasu miałyśmy zajęcia na basenie. Na lekcjach nie nauczyłam się pływać. Pamiętam, że zrobiłam awanturę, bo kiedy skakałyśmy na głęboką wodę, nauczycielka nie podała mi kija. Pływać nauczyłam się dopiero sama stosując metodę ” małych kroczków’, najpierw pieskiem, a potem wydłużając stopniowo dystans żabką, na plecach i pod wodą.                                                                                                 Ogólniak…                                                                                                                                                                   W Ogólniaku lekcji wychowania fizycznego nie wspominam dobrze. Nauczycielka nie lubiła grubych dziewcząt, a ja…byłam przy kości. Zaraz na początku podpadłam. Nauczycielka odwróciła ławkę do góry nogami i kazała nam chodzić po równoważni. Kiedy była moja kolej, powiedziała mi, że…chodzę jak krowa po równoważni. Ponieważ mam popędliwą naturę i nie daję sobie ubliżać, odszczeknęłam jej: krowy po równoważni nie chodzą! Miałam przechlapane. Ponieważ nie jestem tuzem sportowym, biegam powoli, skaczę w dal blisko, a w ulubioną grę nauczycielki – siatkówkę nie umiem grać, bo jestem krótkowidzem, nie wyciągnęłam na świadectwie więcej niż tróję. Na świadectwie maturalnym mam jedyną tróję – z w- efu i żadne argumenty wychowawczyni  nie pomogły, by mi naciągnęła ocenę. Ja na szczęście, jestem twarda i mam grubą skórę i po mnie to spływało, jak woda po kaczce. Złośliwości wuefistki też. A przytyki do mnie robiła na każdym kroku. Uczyła nas, byśmy prowadziły kalendarzyk, bo się może zdarzyć, że się wybierzemy gdzieś w białej sukience i…katastrofa. Mniej odporne dziewczyny takie docinki mogą nawet doprowadzić do choroby psychicznej. Obecnie nawet się zdarza, że nastolatki załamują się przez nauczycielki. Dziś jednak na takie sytuacje patrzy się inaczej niż w moich czasach szkolnych.                                                                                              Walka o basen…                                                                                                                        Ponieważ nie nadawałam się do lekkoatletyki ani do gry w siatkówkę, postanowiłam robić na wychowaniu fizycznym to, co umiem najlepiej, czyli chciałam byśmy miały zajęcia na basenie. Dyrektorka szkoły, pani Zofia Pieńkowska zgodziła się. Obiecała nawet, że specjalnie wyznaczy nam dwie lekcje po rząd. Niestety, pomysł nie wypalił, bo nauczycielka powiedziała, że…basen to strata czasu. A lekcje na sali gimnastycznej polegały na tym, że dawała nam piłkę i kazała grać w siatkówkę, w którą żadna dziewczyna nie potrafiła grać. Sama zaś siedziała w kanciapie z koleżanką i były zajęte rozmową. Tak więc, choćbym chciała, na lekcjach w – efu w Ogólniaku nie mogłam schudnąć.                                                                                                                                                                   Studia…                                                                                                                                                                       Na studiach, by…uniknąć problemu zaniżonej średniej z powodu słabej oceny z wychowania fizycznego, szybko poszłam do lekarza i załatwiłam sobie skierowanie na basen w ramach gimnastyki korekcyjnej ze względu na wadę wzroku. Chodziłam więc na basen i miałam zawsze czwórkę, bo oceny stawiano za uczęszczanie na zajęcia. Na trzecim roku zajęcia z basenu wyznaczono mi…na godzinę szóstą rano. Trzeba było widzieć jak mi to było nie na rękę! Nie lubiłam wcześnie wstawać. Nawet na wykłady, które były o ósmej rano, nie chodziłam. Zajęcia na basenie o szóstej rano na początku traktowałam jak…katorgę. Szybko jednak się przyzwyczaiłam i doszłam nawet do wniosku, że to bardzo dobrze zaczynać dzień od pływania. Ma się potem cały dzień energię, a to dla człowieka, który miał zajęcia na uczelni od ósmej rano do osiemnastej, a póżniej jeszcze musiał się przygotować na następny dzień, było nieocenione. Na studiach trzymałam wagę i gdyby nie to, że z powodu ciąży tyłam i chudłam, to byłabym chuda jak Aneta Kręglicka.                                                                                                                       Dojrzałe życie…                                                                                                                         Obecnie mam dużo zajęć. Jestem prokuratorem, mam własną firmę prawniczą, pracuję jako terapeuta – psycholog, jako dziennikarz i mam zajęcia na Wydziale Prawa  we Wrocławiu, poza tym prowadzę dom i mam dzieci. Wszystko to nie predysponuje mnie do uprawiania sportu. Jednakże dwa razy w tygodniu staram się wygospodarować dwie godziny na basen, by godzinę popływać. I chodzę sama, niezależnie od rodziny. Wiem, co to znaczy iść na basen z dzieciakami. Zera pływania, tylko chlapanie się w wodzie. Jednakże razem z mężem regularnie prowadzamy nasze dzieciaki na basen. Nie mają kłopotu z nadwagą i mają dobrą kondycję. A dla mnie to pływanie dwa razy w tygodniu to wspaniały relaks i…terapia psychiczna po męczącym wysiłku umysłowym w pracy i fizycznym w domu. Dziś z perspektywy lat inaczej patrzę na lekcje wychowaniu fizycznego w szkole i…mam nadzieję, że moje dzieci też polubią w – ef. A wszystko zależy od nauczyciela…                                                                                                            Sport to zdrowie! Marzy mi się, by to nie był tylko slogan. Niech to zdanie nie kojarzy się z widokiem młodzieży idącej podczas lekcji wychowania fizycznego do lasu w pełni ubranych, którą prowadzi paląca papierosa nauczycielka, a młodzież idąca na końcu też idzie i pali. Jest mądre przysłowie: Jak sobie pościelisz , tak się wyśpisz i drugie: czym skorupka za młodu nasiąknie…. Tak jak młodzież zadba o swoją kondycję fizyczną, tak będzie wyglądała i czuła się w dorosłym życiu. Kiedyś gdy pytałam się babci pokazując ramię: ale mam muskuły!, babcia mówiła: jak u komara pięty! Dziś od pływania i chodzenia po górach mam szczupłe i umięśnione nogi. Widzę efekty uprawiania sportu i jestem dumna, że pokochałam sport. Akcja ” Ćwicz na w – efie” ma sens! Cherlawy urzędnik, który dostaje zadyszki, kiedy musi iść po schodach na dziesiąte piętro biurowca, bo wysiadła winda, powinien odejść do lamusa. Zarażajmy wszystkich swoją miłością do kultury fizycznej!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s