Bez kategorii

Zatracić się w pracy!

” Zatracić się w pracy” to nie jest tylko pusty slogan. Rozumieją to ludzie, którzy z różnych przyczyn nie mają nikogo bliskiego, którzy mają jakiś stres. Często lekarstwem dla nich na samotność, na odreagowanie stresu jest rzucenie się w wir pracy. Praca jest dla nic wszystkim. Praca może być elementem psychicznej terapii, ale…może też być chorobą. To tzw. pracoholizm. Często ludzie, którzy nie mają innego celu w życiu poza pracą bardzo łatwo wpadają w chorobę. Pracoholizm to taka sama choroba psychiczna z rodziny uzależnień jak alkoholizm, narkomania i hazard. Pracoholik ma objawy fizyczne przepracowania jak zmęczenie, bladość, osłabienie i psychiczne jak rozdrażnienie, szukanie wroga w innych ludziach, zwłaszcza czyhających na jego stanowisko w pracy. Pracoholizm się leczy i pracoholik sam sobie nie pomoże, potrzebna jest pomoc terapeuty. Są jednak przypadki, w których praca jest najlepszą terapią. Dotyczy to chorych psychicznie, schizofreników, ale też chorych na psychozę maniakalno – depresyjną i depresję kliniczną. Chory na schizofrenię nazbyt często zamyka się w czterech ścianach, nie wychodzi do ludzi, siedzi godzinami z oczami wbitymi w jeden punkt na suficie. Bardzo często jest mu ciężko się przełamać. Zwykle mówi, że wszyscy się przeciw niemu zmówili i nie ma siły się ruszyć. Praca to dla niego sposób na zajęcie się czymś i wyjście do ludzi. Chory na schizofrenię nie ma żadnych szans na znalezienie płatnej pracy, nie ma jej nawet dla ludzi zdrowych. Jednakże nie ma przeszkód, by nie zajął się pracą społeczną. To sposób na dowartościowanie własnego “ja” i zrobienie czegoś dobrego dla społeczeństwa. A warunki ku niej są. Wystarczy tylko się rozejrzeć…               Trafić na…właściwego człowieka                                                                                              Ludwika Kowalska to znana w Lubinie nauczycielka chemii i jeszcze bardziej znana społeczniczka. Praca społeczna to jej pasja. Nie było w Lubinie żadnej akcji społecznej, by się w nią z olbrzymią wprost energią witalną nie zaangażowała. Ma nawet na swoim koncie wygrany proces przed Trybunałem Strasburgiem w sprawie naruszeń w zakresie ochrony przyrody. Z panią Ludwiką Kowalską zetknęłam się po raz pierwszy w 1979r w ósmej klasie, kiedy to przyszła zastąpić naszą nauczycielkę chemii. A stało to się tak:        W ósmej klasie przyszła do nas nowa nauczycielka chemii. Była beznadziejną nauczycielką, nie potrafiła nas zainteresować przedmiotem, za to wyjątkowy miała talent do dręczenia uczniów. Za małą pomyłkę symbolu pierwiastka przy wymienianiu tablicy Mendelejewa na ucznia szły wyzwiska, z których najłagodniejsze to było…ty nieuku. Zrobiliśmy jej kawał. Miałam wtedy w domu tzw. ” małego chemika”. Razem z kolegą robiliśmy doświadczenia i…wymyśliliśmy bimber, który póżniej stał się legendą w Lubinie. A tymczasem wtedy w 1979r. zajęcia z chemii mieliśmy w laboratorium. trochę żeśmy pokręcili przy…maszynie produkującej wodę. Nauczycielka pytała wtedy najgłupszego ucznia w klasie, tak głupiego, że…nie potrafił zrobić użytku z podpowiedzi. Zapytała go się: ” Co trzeba zrobić, by wyprodukować wodę?” Ktoś mu cicho podpowiedział: ” Odkręcić kurek!” Uczeń mimowolnie przekręcił jakiś kurek w maszynerii. Rozległ się wielki hałas wybuchu, rozszedł się dym i z kranika w maszynerii poleciała jakaś ciecz. Nauczycielka kazała otworzyć okna, a uczniowie…rzucili się próbować. Udałam, że próbuję i podniosłam palec w górę domagając się głosu. Kiedy nauczycielka mi go udzieliła, zapytałam z niewinną minką: ” Może pani wyrysować wzór na tę pychotę? Tatuś się ucieszy!” Nauczycielka podeszła do aparatury, spróbowała cieczy i…wyszła z klasy trzaskając drzwiami. W szkole rozpętało się piekło. nauczycielka chemii…robiła nam ” reklamę” . Po całej szkole chodziła i ogłaszała, że jeszcze nigdy nie miała do czynienia z tak rozwydrzonymi i nieusłuchanymi dzieciakami jak VIII b. Klasę ukarano zakazem wyjazdu na wycieczkę, ale…nauczycielkę też zwolniono z pracy. Wtedy na chemię przyszła Ludwika Kowalska.                                                                                                     Pomysł pracy społecznej                                                                                                          W 1998r, byłam już wtedy dojrzałą i dorosłą osobą, miałam rodzinę , sprecyzowane widoki na przyszłość i…robiłam aplikację prokuratorską, znowu los zetknął mnie z panią Ludwiką Kowalską. Działała wtedy w lubińskim kole Sybiraków i zaproponowała mi, bym razem z nimi jechała na wycieczkę do Krakowa. Ja uwielbiam wycieczki, a okazja była wyśmienita, bo za trzydniową wycieczkę płaciło się tylko 50 zł. Nie wahałam się i nie żałuję. Wprawdzie podczas podróży autobusem Sybiracy cały czas śpiewali pobożne pieśni, a ja choć jestem wierząca i praktykująca, to jednak miałam dość słuchania pieśni o Maryi – Dziewicy przez całą drogę z Lubina do Krakowa, jednak ogólnie wycieczka mi się podobała. Sybiracy jechali do Krakowa na uroczystości rocznicowe w Katedrze Wawelskiej ku czci Armii Krajowej. Ja póżniej opisałam im pięknie tę uroczystość w miejscowej lubińskiej gazecie, gazecie mojego obecnego męża Mirka, Nowej Gazecie Lubińskiej, dziś już należącej do historii. Sybiracy do dzisiaj są mi wdzięczni za ten piękny opis. Na tej wycieczce w Krakowie pani Ludwika Kowalska wpadła na pomysł, by utworzyć Towarzystwo Pomocy Kobietom – Ofiarom Przemocy w Rodzinie i…bardzo się ucieszyła, że ja mam widoki na zostanie prokuratorem, że mam koleżankę sędzię i kolegów psychologów. Powiedziała, bym ich skaptowała do naszego stowarzyszenia. To bardzo cenny nabytek dla tak delikatnej działalności. Kiedy powiedziałam mojemu psychiatrze o naszej inicjatywie, poparł nas. Powiedział, że to cenna inicjatywa i wspaniała terapia psychiczna. I…prosił bym zainteresowała inicjatywą pacjentów poradni zdrowia psychicznego. Udało nam się zebrać 10 podpisów potrzebnych do rejestracji stowarzyszenia. Dziś działamy na skalę ogólnokrajową i wielu kobietom pomogłyśmy. Ludwika Kowalska z racji wieku już wycofała się z czynnej działalności, ale dalej jest honorowym członkiem stowarzyszenia.                                                                                   Pomoc kobietom, będącym ofiarami przemocy w rodzinie, a aktualnie coraz częściej też mężczyznom to bardzo delikatna sprawa. Nie wystarczy tylko załatwić im dom samotnej matki, czy pomóc w odebraniu mieszkania, z którego uciekły, a w którym pozostał mąż – dręczyciel. Nie wystarczy tylko pomóc im w sprawie rozwodowej czy pomóc w postawieniu dręczyciela przed wymiarem sprawiedliwości. Pomoc ofiarom przemocy w rodzinie to przede wszystkim pomoc psychologiczna. Ofiarom bardzo trudno się uwolnić od swoich dręczycieli. psycholodzy nazywają to ” syndromem ofiary przemocy w rodzinie”. Ofiara jest uzależniona od swojego dręczyciela, nawet nie zdaje sobie sprawy jak dręczyciel nią manipuluje. Syndrom ofiary przemocy to takie samo uzależnienie od dręczyciela jak alkoholizm, narkomania, hazard czy pracoholizm. I bez przemocy psychologicznej ofiara sama się nie uwolni od dręczyciela. Towarzystwo Pomocy Ofiarom Przemocy w Rodzinie dysponuje psychologami i wielu kobietom pomogło rozpocząć nowe życie. Czy praca społeczna to hobby dla ludzi pokręconych psychicznie? Nie, to ciężka praca i choć nie ma za nią wynagrodzenia, to jednak dająca wiele satysfakcji. A wynagrodzenie jest, może nie w dosłownie rozumianym sensie, pieniężne, ale jest. Wynagrodzeniem jest każda kobieta, która przyjdzie po pomoc i która dzięki nam staje się szczęśliwa i potrafi rozpocząć nowe życia. Wzorem do naśladowania są ludzie, którzy potrafią się zatracić w pracy społecznej. Praca społeczna – zatracenie się w pracy ze wszech miar pożyteczne. I oby takich ” chorych” było jak najwięcej…

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s