Bez kategorii

Migawki…wyborcze

Po upadku Komunizmu, albo tego co dziś się powszechnie nazywa komunizmem na określenie rządów w okresie PRL, na początku lat dziewięćdziesiątych, pewna dziennikarka zadała Oldze Lipińskiej pytanie: Czy nie wstydzi się tego, że zrobiła sobie nazwisko za Komuny? W obronie Olgi Lipińskiej stanął Kazimierz Kutz i powiedział: To bardzo głupie pytanie! Człowiek ma najwięcej sił i energii do robienia kariery i zdobywania szczytów, kiedy jest młody. I jeżeli w tym okresie system władzy, choć może dzisiaj uważany za niesłuszny, stworzył mu warunki do zrobienia kariery to jak najbardziej powinien je wykorzystać. Ważne jest tylko, czy robił karierę uczciwie i czy nikogo przy tym nie krzywdził. Historia młodości dwóch najbliższych mi ludzi jest właśnie przykładem, że potrafili wykorzystać warunki, jakie stworzyła im komuna do zrobienia kariery i jeszcze pomagali ludziom. Wyszli bowiem z takiej biedy, że…gdyby nie komuna, to karierę skończyliby na piwnicznej izbie. I nie wstydzą się, że wykorzystali Komunę do awansu społecznego.                                                                                                                                                               Mój najdroższy przyjaciel i obecny od szesnastu lat szczęśliwy mąż – Mirek                        Mirek w czasach Gierka został chyba najmłodszym redaktorem naczelnym w Polsce. Oczywiście sukces został okupiony wieloma wyrzeczeniami. Żeby bowiem Komitet Miejski PZPR w Lubinie utworzył mu gazetę i uczynił go naczelnym musiał przejść niezłą weryfikację partyjną i przez Komitet partyjny zostać pozytywnie zaopiniowany. Tak powstała w Lubinie przez wiele lat najlepsza gazeta w regionie, Nowa Miedż. Mirek mimo, że…naczelny z nadania Partii, pozostał wierny sobie. Gazeta wymknęła się spod kontroli partyjnej. Była gazetą, która wydawała wiele niezależnych opinii, krytyczna wobec partii i wielu ludziom pomogła. Nic dziwnego, że partyjny beton próbował zniszczyć naczelnego Nowej Miedzi. Nie udawało im się to, bo gazeta miała zbyt wielkie poparcie mieszkańców. Wygrała nawet proces w sądzie, w swoim czasie bardzo głośny, który wytoczyli jej partyjni bonzowie niezadowoleni z opublikowanego artykułu. Proces ten w czasach gierkowskich został póżniej wykorzystany przez KOR do walki o wolność prasy. Kampania nienawiści wobec mojego Mirka udała się dopiero partyjnemu betonowi …w Stanie Wojennym. Wraz z ogłoszeniem Stanu Wojennego zawieszono wszystkie gazety w Polsce. Kiedy póżniej gazety przywrócono, Nowej Miedzi nie odwieszono. Lubiński partyjny beton, by załatwić naczelnego Nowej Miedzi zlikwidował gazetę. Na jej miejsce powołano partyjną propagandówkę, Polską Miedż. Redaktorzy Polskiej Miedzi nie zrobili wielkiej kariery, mojemu Mirkowi likwidacja gazety nie zaszkodziła. Zmobilizowało go to do walki i…zrobił karierę jako dziennikarz ogólnopolski.                                                                Co jeszcze zmienił Stan Wojenny?                                                                                          W 1984r Rada Państwa ogłosiła wybory do Rad Narodowych wg. nowej zmienionej i ponoć bardziej demokratycznej Ordynacji Wyborczej. Zdelegalizowana w Stanie Wojenny Solidarność wezwała naród do bojkotu wyborów. Rozrzucano po ulicach ulotki z dowcipnymi hasłami , które miały zniechęcić ludzi , by poszli głosować. Szczególnie jedno takie hasło pamiętam do dziś: Tylko durny idzie do urny! Bo koleżanka Ania odważnie demonstrująca swoje poglądy anty rządowe, szczególnie dobitnie mi je powtarzała. A ja? Ja w 1983r, skończyłam osiemnaście lat. Wprawdzie już po ukończeniu szesnastu lat , kiedy wyszłam za mąż za Adama otrzymałam dowód osobisty, jednakże moje małżeństwo trwało krótko, Adam zginął w Wydarzeniach Lubińskich 30 sierpnia 1982r, a ja potem dalej udawałam małolatę. Kiedy więc w 1983r otrzymałam dowód osobisty, a w wyborach do Rad Narodowych miałam po raz pierwszy wziąć udział w wyborach, byłam z tego faktu bardzo dumna. I…twierdzenia Ani, że tylko durny idzie do urny spływały po mnie jak woda po kaczce.                                                                                                                 Migawki wyborcze                                                                                                                     Mój Ogólniak bardzo poważnie podszedł, do kwestii pierwszego głosowania uczniów tej szkoły. Organizowano pogadanki na temat tego, jaki pożytek jest z wyborów i że to obywatelskie prawo. Wtedy już u mnie w szkole nie mówiono, że to obywatelski obowiązek. Dyrektor mojej szkoły pan Zenon Sołtysiak był kolegą mojego ojca. Mój ojciec jako radca prawny należał do Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego i jako członek tego ruchu miał obowiązkowe dyżury prawnicze, w czasie których za darmo udzielał porad prawnych mieszkańcom Lubina. A wiadomo, że członek PRONu nie mógł odmówić porad jak go organizacja grzecznie prosiła. Dyrektor naszej szkoły prosił więc mojego ojca, by przyszedł do szkoły i zrobił wykład na temat Ordynacji Wyborczej do Rad Narodowych. Oczywiście, jak szkoła prosiła, nie wypadało odmówić, a wtedy takie wykłady w szkołach były za darmo. Na ten wykład to był trochę przymusowy spęd uczniów. Jednakże…wykład ich zaciekawił. Słuchali z otwartymi ustami. Jedna koleżanka powiedziała mi póżniej, że mój ojciec ma talent do ciekawego opowiadania i wiele z tego wykładu wyniosła. Druga koleżanka, która nie mogła się zdecydować na jakie iść studia, powiedziała mi, że dzięki wykładowi mojego ojca wybrała prawo. Tak, komuna podchodziła poważnie do wyborów i nie szczędziła środków na kampanię informującą społeczeństwo o tym jak głosować. A dzisiaj?                                                                                                  Za czasów PRL do 1989r były jeszcze dwa wybory i jedno referendum. Opozycja bojkotowała tylko te w 1984r. Póżniejsze też były bojkotowane, ale już nie tak ostro, raczej dla zasady. Frekwencja w tych wyborach nie była wysoka. Ludzie tak się przyzwyczaili do bojkotu, że nawet w częściowo wolnych wyborach 4 czerwca 1989r, kiedy to Solidarność już ponownie zalegalizowana w postaci Komitetów Obywatelskich wystawiła własną listę i wzywała naród do głosowania, frekwencja wyniosła 68%. A póżniej z każdymi wyborami była coraz gorsza. Ja zawsze głosuję. Głosowałam i za Komuny i obecnie. Uważam bowiem, że udział w głosowaniu to moje prawo. I może to co napiszę będzie niepopularne, ale jestem z tego dumna, że mogę brać udział w wyborach.                           Warunkiem udziału w głosowaniu jest…posiadanie dowodu osobistego. Jest grupa osób, które nie wezmą udziału w głosowaniu. Osoby ubezwłasnowolnione. Znany polityk komentujący wpisy po forach internetowych, najczęściej opluwające Komorowskiego, powiedział: Nie ma się czego bać! Ci ludzie na pewno nie wpłyną na wynik wyborczy. Nie mogą głosować…Może i miał rację? Nam zdrowym ludziom nie chce się glosować. Osoby ubezwłasnowolnione bardzo by chciały, ale nie mogą. Idżmy głosować, bo głosujemy nie tylko by nam było lepiej, przynajmniej takie są nasze marzenia, ale by i tamtym osobom było lepiej. Głosowanie to nasze prawo i obowiązek obywatelski, obowiązek , bo musimy się wypowiedzieć także w imieniu osób ubezwłasnowolnionych. Oni nie mają praw, ale są obywatelami tego kraju. I pamiętajmy: hasło: Tylko durny idzie do urny! wrzućmy już do lamusa historii. Ono nam już niepotrzebne. Dziś mądry idzie do urny…Mądry , bo świadomy, że mimo wszystko decyduje jednak, jak będzie wyglądał kraj…A może się mylę?

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s