Bez kategorii

Wola życia!!!

Jaka jest nasza służba zdrowia? Każdy widzi. Coraz więcej osób mówi, że wreszcie znalazłby się jakiś odważny, kto tych lekarskich pieszczochów Gierka osadziłby na właściwym miejscu. Niestety, już wiemy, że tym odważnym nie był Arłukowicz,bo on właściwie w swoim resorcie znał…tylko listę płac. Mimo naszej służby zdrowia pod zdechłym Azorkiem jednakże znajdzie się parę lekarzy – rodzynków z powołania, przejawiających empatię wobec pacjentów i w tym polskim szambie nazywanym publiczną służbą zdrowia usiłujących wyłuskać to co najlepsze. I…są przypadki, że nasza służba zdrowia ma sukcesy. Jednakże oprócz empatycznych lekarzy, nowoczesnych środków leczenia jest jeszcze coś, co w  leczeniu odgrywa ważną, a może najważniejszą rolę. To wola życia! Silna wola życia potrafi żdziałać cuda i wyleczyć nawet beznadziejne przypadki. W chwilach próby nie traćmy więc nadziei, choć to bardzo trudne. Każdy szanujący się szpital ma na etacie psychologa, który pomaga pacjentowi przywrócić wolę życia. Byle nie dać się chorobie…                                                                                             Mój przypadek…                                                                                                                       Za to co przeżywam trochę jestem sobie sama winna. Ale nie żałuję! Mam dzieci i kiedy na nie patrzę jak śpią w łóżeczku nie żałuję, że…postępowaliśmy z mężem jak nieodpowiedzialna ciemnota. Dzieci to moja wola życia i…gdybym miała się cofnąć w czasie zrobiłabym to samo. Jakiś czas temu mój lekarz ginekolog powiedział mi, że przy częstych cesarkach w krótkich odstępach czasu robią się na na rządach wewnętrznych zrosty, które mogą nawet zezłośliwić . W maju urodziłam ostatnie dziecko przez cesarskie cięcie i…lekarz usunął mi zrost na jelicie grubym. Wycinek dano do badania histopatologicznego. Okazał się złośliwy…Co ja przeżyłam! Całe życie mi się przesunęło przed oczami i doszłam do wniosku, że przecież jeszcze nie nadszedł mój czas. Jeszcze tyle mam w życiu do zrobienia… I mój lekarz pokrzepił mnie. Powiedział nawet, że to nie czcze pocieszenie, że to prawda. Guz był słabo złośliwy, bardzo wcześnie wykryty i daje 90% szans, że zostanie całkowicie wyleczony i nie będzie nawrotu. Nawet chemia, którą mi lekarz zapisał, jest lekka. Lekarz powiedział, że nawet mi włosy nie wypadną. Wzięłam się więc za bary z chorobą i nie dam się jej pokonać! Trwa walka…                                                                                                                            W mojej walce z chorobą mam silne wsparcie rodziców i męża. Mój mąż jest trochę panikarz i…wiem, że w samotności się zamyśla wbrew rozsądkowi i że to ja go muszę pocieszać. A ja…bardziej niż swoim zdrowiem przejmuję się zdrowiem mojego taty, u którego w tym samym czasie wykryto guza nerki. Mój tata bardziej przejmuje się moim zdrowiem niż swoim. Jemu grozi tylko wycięcie nerki i uważa, że jego stan jest lepszy niż mój. A ja…rozsądek mówi, że będzie wszystko dobrze. Ja jednak słuchać głosu rozsądku, kiedy chodzi o kochaną osobę?                                                                                                Ja powiedziałam sobie, że nie dam się pokonać chorobie. Biorę już chemię dwa tygodnie i…normalnie żyję. Codziennie rano chodzę do szpitala na kroplówkę i…czekam, kiedy lekarz powie, że wystarczy. Poza tym normalnie pracuję, nawet dość intensywnie. Chodzę na basen i byłam na wycieczce krajoznawczej, na której dużo się chodziło. A 5 lipca jadę znowu na wycieczkę górską. Chemia mi się prawie nie daje we znaki. Po tygodniu czuję się tylko trochę rozbita jakby mnie brała grypa. Trochę mi zimno. Kiedy nie mam zajęcia , to bym spała. Bolą mnie kości i stawy, trochę ćmi głowa i mnie mdli i…mam wilczy apetyt, choć żołądek mało jest w stanie przyjąć.Mam też od czasu do czasu lekki duszący kaszel.  Na moje wątpliwości lekarz powiedział, że gorszych objawów nie będą miała. Jedno co mnie smuci…nie mogę karmić najmłodszego dziecka piersią z wiadomych przyczyn. I co jeszcze mnie smuci, to to, że ta córeczka jest już naszą ostatnią. Zanim bowiem mój organizm będzie mógł po cesarkach i chorobie powrócić do stanu, bym mogła znowu urodzić dziecko, to…wejdę w okres menopauzy. A tak pięknie kiedy rodzą się dzieci. W dzieciach odradza się życie. Dla radości popatrzenia na małe nóżki i rączki, na rozkoszne dołeczki na buzi / mąż mówi z radością, że wszystkie nasze dzieci podobne są do mnie. Ja…że trochę do niego/ I cieszy mnie, że mam tyle jego małych portretów. Może nam już dzieci wystarczy? Cieszę się życiem i…wierzę, że umrę jak zgrzybiała staruszka, która będzie mogła powiedzieć, że owocnie przeżyła życie i zrobiła w tym życiu wszystko, co jej było przypisane. W poczuciu dobrze spędzonego życia w otoczeni wnuków, prawnuków, a może…praprawnuków. Czasami warto wierzyć w naszą ułomną służbę zdrowia i naszą silną wolę życia.                                                          Warto jednak wspomóc swoją wolę życia solidną profilaktyką i nie zaniedbywać badań kontrolnych. Ja np. pochodzę z rodziny dziedzicznie obciążonej rakiem jelita grubego. Mój dziadek zmarł na raka odbytu, ale był to w latach osiemdziesiątych, kiedy jeszcze nie było takiej techniki leczenia i rak był wtedy wyrokiem. Dziś rak nawet złośliwy wcześnie wykryty to nie wyrok! Trzy lata temu robiłam kolonoskopię i wtedy było wszystko w porządku. Ludzie badajcie się! Rak to nie wyrok! Wola życia jest silna, a kiedy macie dla kogo żyć to wola życia zawsze zwycięży. Powiedzcie Bogu, że jeszcze nie nadszedł was czas, a Bóg pozostawi was na ziemi! Ziemia jest piękna i życie jest piękne…Amen!!!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s