Bez kategorii

Nadzieja!

Wiele ludzi twierdzi, że nadzieja jest matką głupich. Jednakże to nie jest prawda. Nadzieja jest bardzo ważna. Bez nadziei , choćby tej najgłupszej człowiek straciłby sens życia. Jest takie bardzo ważne twierdzenie: nadzieja jest zawsze dopóki człowiek nie umiera. Szczególnie to widać, kiedy człowieka dopadnie ciężka choroba, szczególnie za taką ciągle jeszcze w społeczeństwie panuje przekonanie, że jest nią rak. Ludzie ciągle myślą, że rak to wyrok. Tymczasem dziś medycyna posunęła się tak do przodu, że chorą z rakiem płuc, nieuleczalnym w latach osiemdziesiątych, dziś można całkowicie wyleczyć. A redaktor Wiadomości TVN, który piętnaście lat temu przegrał z rakiem nerki, dziś miałby szansę na wyleczenie. Dlatego w leczeniu ciężkich chorób nadzieja jest bardzo ważna i nie można jej ludzi pozbawiać. Nie oznacza to, że lekarze jak to było praktykowane w latach osiemdziesiątych, mają kłamać co do stanu zdrowia pacjenta. Pacjentowi należy mówić prawdę tak, by…nie pozbawiać go nadziei. Średnio inteligentny bowiem człowiek szybko się domyśli, że jest oszukiwany i to…wywoła u niego większą frustrację. Chorego należy więc nakłaniać do pozytywnego myślenia. Od tego zatrudnia się psychologów w szpitalach. Niezbadane są wyroki boskie. Nawet w beznadziejnym stanie może zdarzyć się cud, a cudem jest wola życia człowieka. Ale przejdżmy do weselszego tematu. Ja chciałam o innej nadziei, nadziei związane z…dawaniem życia.

Ach, studenckie życieNa pierwszym i drugim roku, były to lata 1985 i 1986, miałam już dwoje dzieci, ale jeszcze sama się czułam dzieckiem i miałam ochotę najpierw zakosztować uroków studenckiego życia. Byłam więc niezwykle zadowolona, że znalazł się ktoś, kto się nimi zaopiekował, a był nim mój ukochany Mirek, mój wujek. Moją gospodynią na stancji, na której mieszkałam na pierwszym i drugim roku, była pani Ela, kobieta morowa i do wypitki i do wybitki. Mirek w tamtych czasach pracował w redakcji Gazety Robotniczej / była taka gazeta/ we Wrocławiu i dwa razy w tygodniu jeżdził do Wrocławia. Odwiedzał potem mnie na stancji. Jednego dnia razem z panią Elą wypiliśmy flaszkę wina, były zwierzenia o ciężkim dzieciństwie, o ciężarach Stanu Wojennego i o tym, co zmusiło siostrę pani Eli do emigracji do NRF. W każdym razie Mirek trochę wypił i…został u mnie na noc, bo on ma zasady, że nie prowadzi samochodu pod wpływem alkoholu. W nocy, na bardzo rozklekotanym łóżku na stancji i niezwykle skrzypiącym zapomnieliśmy się. Ale kochaliśmy się z preservatywą. Tylko było tak super, że…zrobiliśmy to drugi raz i…preservatywa pękła. Na efekty nie trzeba było czekać. Dziewięć miesięcy potem urodził się Krzysztof…                                                                                                                          Miłość do dzieci…                                                                                                                      Ja na studiach miałam inne priorytety. Chciałam zgłębiać wiedzę, a także poznać życie studenckie, by potem po dwudziestu latach nie stać się sfrustrowania i nie powtarzać jak mantrę, że życie podczas najpiękniejszego okresu młodego człowieka, czyli podczas studiów, przeszło obok mnie. Rodziłam więc dzieci i oddawałam je Mirkowi. Jednak dla mnie dzieci mają znaczenie i nigdy nie zrzekłabym się władzy rodzicielskiej i nie oddała swoich dzieci byłym mężom, a ich ojcom.  Dzięki mnie pod koniec Komuny otrzymał czteropokojowe mieszkanie spółdzielcze. Sytuacja jak z komedii Barei ” Nie ma róży bez ognia.”…Mirek wychowywał dwanaścioro dzieci, z których tylko jedno było jego. Ale na wszystko się godził. Nie wiem, czy z miłości do mnie czy do dzieci. Jego żona nawet, Barbara, a moja ciotka, widząc jaki ma stosunek do tych dzieci i jak bardzo kocha dzieci, a sama z racji wieku nie mogła mu już ich dać, postanowiła się wycofać. w 1999r. wzięłam z Mirkiem ślub.                                                                                                            Nadzieja…spełnia marzenia                                                                                                      Wzięliśmy ślub w połowie lipca. Kochaliśmy się codziennie bardzo namiętnie, a ja nie zachodziłam w ciążę. To był dla mnie wielki zgryz, bo moje największe marzenie, to dać Mirkowi dzieci. Kiedy poszłam do swojego ginekologa, wyśmiał moje rozterki i powiedział, byśmy kochali się dalej, może tylko mniej namiętnie, a dwa tygodnie to za krótki okres, by mówić o kłopotach z zajściem w ciążę. I stał się cud! 1 sierpnia 1999r poczęły się nasze bliżniaki. Po ich urodzeniu, nasze nadzieje się spełniły. Los na sprzyjał. Dzieci nam się rodziły w odstępach mniejszych niż raz na rok. Dziś mamy sporą gromadkę. Wielkie szczęście Mojego Mirka!!!                                                                                                        Wyrzeczenia?                                                                                                                                                             Nasze dzieci odmieniły mojego męża. Mirek zawsze kochał swojego pierworodnego syna, Marcina, i jedynego w pierwszym małżeństwie. Był jednak wtedy bardzo młody i do ojcorzyństwa miał bardzo niedojrzałe podejście. Potrafił zapomnieć pójść po Marcina do przedszkola, bo zabalował z kolegami. Póżne tacierzyństwo bardzo go odmieniło. dzieci ponad wszystko.Praca zeszła na drugi plan, a w 2011 r. zamknął redakcję gazety i otworzył Galerię Obrazów, by mieć więcej czasu dla dzieci. Teraz inwestuje w moją karierę…I jest dumny z moich sukcesów, ale całkowicie nie zrezygnował z dziennikarstwa. Pisze dla internetu i jest chętnie kupowany, bo przez lata praktyki dziennikarskiej wypracował sobie wielkie wpływy w całej Polsce. I cieszy się, że pracować może w domu, bo jest razem z dziećmi. Nadzieja wcale nie jest matką głupich…                               Nadzieja pomaga chorym, w tym także chorym psychicznie. W Polsce wciąż pokutuje przekonanie, że chory psychicznie jest niezdolny do pracy. Rozpoznanie więc choroby o nazwie schizofrenia lub afektywnej dwubiegunowej, to dla takiego chorego wyrok. Eliminuje go ze społeczeństwa. Chory dostaje głodową rentę, przy minimalnym stażu pracy i okresów zaliczalnych wynosi ona z tytułu całkowitej niezdolności do pracy 700 zł miesięcznie , wegetuje, snuje się po mieście albo całkowicie zrezygnowany zamyka w czterech ścianach swojego pokoju i marzy. Marzy , że los się odmieni. Zrealizuje się w pracy. Udowodni wszystkim, że jest inteligentny i ma wiedzę. A przede wszystkim, że założy rodzinę. Posiadanie dziecka przed nim… Chory psychicznie jest wprost klasycznym przykładem chwytania się nadziei, że jego życie się odmieni.  Wierzy w nadzieję. Tylko czy jest w stanie coś zrobić, by nadzieja stała się realna. Nadzieja matką głupich?

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s