Bez kategorii

Retrospekcja…antidotum na ból

Jest takie słynne powiedzenie: człowiek powinien tak przeżyć życie, jakby każdy jego kolejny dzień był ostatnim w życiu. I to się w pełni zgadza. Człowiek, kiedy się dowiaduje, że jest śmiertelnie chory, zaczyna się tak zachowywać, jakby cofał się dla niego czas. Zaczyna wspominać i przypomina sobie wydarzenia z przeszłości. I wtedy…żyje w poczuciu spełnienia swojego życia, jeśli zda sobie sprawę, że dużo zrobił w życiu, że pozostanie po nim ślad w historii, w sercach i umysłach ludzi. Jak niegdyś mawiała moja babcia: żyj tak, aby nikt przez ciebie nie płakał, a…po tobie wszyscy! Oczywiście, nie każdemu z nas jest czy będzie dane, by pisały o nas podręczniki historii, by stawiano nam pomniki, ale każdy z nas tworzył historię, swoim anonimowym życiem zapełniał jej karty. I nie martwmy się tym, że lekarz powiedział nam, że nasze życie się kończy! Czy lekarz jest Bogiem? Tylko Bóg zna datę końca naszego życia. A być może jeszcze w tym czasie, co nam pozostał Bóg ma swoje plany w stosunku do nas. Być może dane nam będzie jeszcze coś zrobić, by mieć zaszczyt zająć miejsce w pamięci ludzi!!!                    Droga do świetności                                                                                                                 Mój tata jako radca prawny pracował w ZG Lubin przez całe życie, od zdania egzaminu radcowskiego w czasach Gierka, do przejścia na emeryturę, kiedy rządził Miller. Zmieniły się zasady ustrojowe, zmieniała się władza, w KGHM ” Polska Miedż” SA zmieniali się pracownicy od prezesa zarządu na sprzątaczce skończywszy, a mój tata zawsze się trzymał i choć jego poglądy polityczne nie zawsze zgadzały się z zarządem spółki, to był ceniony fachowcem, znał się na swojej pracy, był potrzebny i nikt go nie ruszył. Aplikację radcowską robił na początku rządów Gierka. Wyuczył się zupełnie innego prawa gospodarczego. Wtedy bowiem był tzw. obrót uspołeczniony i państwowy arbitraż gospodarczy. Kiedy jednak w 1990r rozpoczęły się transformacje ustrojowe, mój tata szybko wdrożył się do nowego modelu i pokazał, że jest cenionym fachowcem i w nowym ładzie gospodarczym.                                                                                                               Odpowiedzialne decyzje                                                                                                           Początek lat dziewięćdziesiątych to czasy transformacji polskich przedsiębiorstw państwowych. Wiele likwidowano, wiele prywatyzowano, a wielu pozwolono zbankrutować. W Jaworze za Komuny była fabryka naczyń emaliowanych. Na początku lat dziewięćdziesiątych, po zniesieniu dotacji państwowych dla przedsiębiorstw państwowych bankrutowała. ZG Lubin miał wtedy własny dochód i wypracował duży zysk. Postanowił zainwestować w fabrykę naczyń emaliowanych w Jaworze, miał plan postawienia jej na nogi i zachowania pracy ludziom, którzy w niej pracowali. Autorem restrukturyzacji tej fabryki był mój tata i on się tym biznesem zajmował. Wszystko wstępnie zostało załatwione. Plan restrukturyzacji przedstawiony wojewodzie i uzyskano zgodę wojewody. Kiedy jednak mój tata pojechał w sprawie do Warszawy do Ministra Przekształceń Własnościowych , minister…się nie zgodził. Usłyszał: / sic!/ nie o taką prywatyzację tu chodzi. Sprzedano potem przedsiębiorstwo naczyń emaliowanych w Jaworze inwestorowi szwedzkiemu. Ten przedsiębiorstwo zamknął, a pracowników w zwolnieniach grupowych wysłał na…kuroniówkę. Dziś po dawnym przedsiębiorstwie naczyń emaliowanych w Jaworze pozostał zniszczony, rozwalający się budynek z wybitymi szybami i zardzewiałe, przetrzebione przez złomiarzy maszyny na podwórku. Skansen minionej epoki?                                                                                                          Mój wkład w …prywatyzację                                                                                                      W 1990r jako świeży absolwent prawa pracowałam dla pana Polańskiego, który miał firmę budowlaną w Zielonej Górze. Namówiłam wtedy swojego szefa do utworzenia gazety. Polański zapalił się do tego projektu. Pomagałam mu ją tworzyć, a mój tata jako radca prawny przekonał dyrektora ZG Lubin, że warto zainwestować w gazetę. Zielonogórska Gazeta Nowa miała siedzibę  w Zielonej Górze, ale szybko utworzyła oddział w Lubinie. Mnie Polański zrobił naczelną i…w tamtych czasach dał mi wolną rękę do skompletowania sobie zespołu redakcyjnego. Szefem oddziału lubińskiego zrobiłam mojego wujka Mirka, którego nowy ” demokratyczny” prezydent Lubina Robert Raczyński zwolnił z funkcji dyrektora domu kultury, nie patrząc na zasługi jakie dla rozwoju lubińskiej placówki kulturalnej położył mój wujek. Dla Raczyńskiego jak i wielu mu podobnych szefów po wyborach samorządowych 1990r, czyli tzw. styropianowców liczyło się tylko to, że mu się kojarzył ze starą władzą. Otóż w 1991r. ” ujawniłam” się w …Lubinie. Ujrzałam w lubińskim biurze pracy ogłoszenie, że Lubińska Gazeta Nowa poszukuje dziennikarzy do…pracy w oddziale lubińskim. Zgłosiłam się więc jako chętna. Dariusz Mikus , który w oddziale lubińskim pracował jako redaktor sportowy w tym czasie po dwóch miesiącach został zwolniony. Żalił się póżniej, że zwolniono go na skutek mojej kontroli w oddziale. To rzeczywiście była kontrola, do Zielonej Góry doszły bowiem słuchy, że w oddziale ryją pod moim wujkiem. Nie miała ona jednak nic wspólnego ze zwolnieniem Mikusa. Moja kontrola na dwa lata odwróciła w losach gazety to co nieuchronne. Ba, gazeta robiła karierę. Patronowała imprezom kulturalnym. Miała loterię, tzw. zdrapkę. Sponsorowała wydawnictwa. Wydała między innymi takie hity jak książkę Joanny Rawik i…miejscowy talent, czyli książkę Stanisława Śniega ” Alarm dla miasta Lubina” o tragicznych wydarzeniach lubińskich w dniu 31 sierpnia 1982r. tj. o zamordowaniu przez ZOMO trzech mieszkańców miasta podczas tłumienia manifestacji ulicznej. Jako redaktor naczelny gazety zorganizowałam prezydentowi Robertowi Raczyńskiemu wizytę prezydenta kraju Lecha Wałęsy na uroczyste poświęcenie pomnika ku czci ofiar ” Wydarzeń Lubińskich”. Jako redaktor naczelny Zielonogóskiej Gazety Nowej kontaktowałam się ze sponsorami. To ja załatwiłam sponsoring firmy Stars Foods, pierwszej firmy, która w tamtych czasach zaczęła w Polsce produkować czipsy. Od wdzięcznej za reklamę firmy, przywiozłam w prezencie do redakcji całe pudło czipsów. Zielonogórska Gazeta Nowa upadła i choć nie ma co żałować Polańskiego, to jednak żal firmy, na której zdobywałam szlify prawnicze w dziedzinie prywatyzacji. Ach, łza się w oku kręci! Mimo wszystko piękna retrospekcja…       Dziś początki swojej pracy mam za sobą. Dla mnie to piękne wspomnienia. Zdobywałam prawnicze szlify w najciekawszych czasach w Polsce, czasach transformacji ustrojowej. I choć nie dla wszystkich są to piękne czasy. Dla wielu to czas stracony, czas zniszczenia naszego majątku narodowego, czas bezmyślnej sprzedaży polskich przedsiębiorstw obcemu kapitałowi.  Dla mnie historia zaczęła się wraz ze zwycięstwem kapitalizmu 4 czerwca 1989r, dla wielu wraz z tą datą historia się skończyła. Dla ludzi zwolnionych w zwolnieniach grupowych, którzy nie mogli znależć pracy i w odruchu rozpaczy starali się o przejście na rentę zusowską. Młodych ludzi, którzy w tamtych czasach kończyli szkołę rodzice rejestrowali w poradniach zdrowia psychicznego, by mieli możliwość uzyskania renty z tytułu choroby psychicznej i mieli choć trochę pieniędzy na własne wydatki, a po śmierci rodziców prawo do renty rodzinnej, bo przecież muszą mieć jakieś utrzymanie. Historia skończyła dla byłych pracowników pegeerów, które zlikwidowany, a nikt się nie zatroszczył, by zapewnić pracę ludziom. Dziś dawne popegeerowskie pola zarosły chwastami jako ugory, a byłe popegeerowskie wsie stały się jednym wielkim slumsem, w którym zainteresowanie ludzi to…picie denaturatu. ” Są w ojczyżnie rachunki krzywd, obca dłoń ich nie przekreśli, ale krwi nie odmówi nikt, wysączymy ją z piersi i z pieśni”. – Tak niegdyś pisał poeta lewicowy Władysław Broniewski. I ja wierze, że są w tym kraju ludzie, co swój trud, pot i intelekt oddają ojczyżnie. Tak jak oddaję ja…tak jak oddali moi najbliżsi…

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s