Wszystko

Dżentelmeni o pieniądzach nie mówią…

IMG_3665

Fot. Agnieszka W ” Rynek w Lubinie / woj. Dolnośląskie/

 

O Polakach się utarło myśleć, że…pieniądze nie są ich mocną stroną. To w Polsce kwitnie przysłowie: Zastaw się a postaw! Polak do finansów podchodzi dość niefrasobliwie. Zawsze chce innym zaimponować nie licząc się z kosztami. To do Polaków jak ulał pasuje angielskie powiedzenie: dżentelmeni o pieniądzach nie mówią. Dowcipny narodek ukuł jego dalszą część: dżentelmeni je mają…No a z tym drugim w Polsce bywa różnie!

Kiedy Prawo i Sprawiedliwość walczyło o władzę , naobiecywało ludziom wiele rzeczy. Były to przede wszystkim obietnice praw socjalnych, a co za tym idzie obietnice zrobienia z Polski państwa socjalnego. Czy Polskę stać na dołączenie do kręgu państw socjalnych takich jak Japonia, Szwecja i Szwajcaria?

Sztandarowe obietnice socjalne PiSu to przede wszystkim tzw. program socjalny ” Rodzina 500 plus”, czyli pięćset złotych na drugie i następne dziecko, tanie mieszkania dla rodzin wielodzietnych, zwolnienie od podatku dochodowego rodzin wielodzietnych. Inne obietnice socjalne to skrócenie wieku emerytalnego i powrót do obowiązku szkolnego siedmiolatków. Poza uchwalenie zasiłku rodzina 500 plus pozostałe są ciągle jeszcze w fazie obietnic i…chyba pozostaną w sferze ad calendas grecas. Państwa polskiego po prostu nie stać na tak daleko idącą rewolucję socjalną. Jarosław Kaczyński miał w planie wygrać wybory i obiecywał gruszki na wierzbie, a warunki realizacji nie troszczył się. Politycy pisu mówili: obiecamy, a jakoś to będzie…Kiedy zaś ukonstytuował się rząd pisu i rząd otrzymał wgląd do budżetu państwa, okazało się, że…nawet minister finansów pisowski przestrzegał przed realizacją obietnic socjalnych. Mimo tego rząd przeprowadził realizację programu ” Rodzina 500 plus”. W celu zabezpieczenia pieniędzy na ten program wprowadził dwa nowe podatki: od sklepów wielkopowierzchniowych i od banków i…zrobił podstawowy błąd . Nie docenił ekonomii. A ekonomia dała o sobie znać. Nie na darmo specjaliści ekonomiczni mówią, że większe zyski do budżetu daje opodatkowanie wszystkich podatników niewielkim podatkiem niż walnięcie ” domiarem” wybranej grupy podatników. Tę zasadę, słusznie, wykorzystał w swoim czasie Leszek Balcerowicz kiedy zlikwidował podatki komunistyczne, a wprowadził dwa powszechne: dochodowy i VAT. Ta zasada ekonomiczna już daje o sobie znać. Okazuje się, że nowe podatki dają niewiele wpływu do budżetu i rząd już boli głowa: może zabraknąć pieniędzy na program ” Rodzina 500 plus”. W takim wypadku bardzo wątpliwe jest, by rząd zrealizował swoje pozostałe plany socjalne. Będą wokół nich robić hałas medialny i…odkładać je ad calendas grecas. Wprowadzenie np. zwolnienia od podatku dochodowego rodzin wielodzietnych spowodowałoby, że rząd wbiłby sobie samobója. Na skutek wprowadzenia nowych podatków ceny już poszły w górę. Czekam, kiedy ludzie zaczną strajkować żądając podwyżek płac. Rząd znajdzie się w impasie! A na drukowanie pieniędzy to się nie zgodzi…nawet najbardziej tępy z ekonomii rząd. Zasada: Dżentelmeni o pieniądzach nie mówią się w polityce nie sprawdza…Ale w polityce nie ma dżentelmenów i …trzeba się liczyć z każdym groszem.

Nie lepsza sytuacja jest w samorządach. A nawet gorsza, bo samorządy mają znacznie mniejsze wpływy do budżetów, a wydatki większe. Większość zasiłków socjalnych jest w gestii samorządów. A w kapitalistycznej Polsce samorząd lokalny może liczyć tylko na dochody własne i czasami na fundusze unijne. Dotacji z budżetu centralnego dla samorządów lokalnych już nie ma. Obecnie krytyce poddaje się fakt, że…prezydenci miast, burmistrze czy wójtowie są praktycznie przypisani do urzędów i następuje skostnienie władzy lokalnej. Co raz częściej słyszy się postulaty o skróceniu kadencji włodarzy lokalnych do dwóch kadencji, tak jak to jest przy kadencji Głowy Państwa. Szczególną solą w oku jest dla rządu pisu zawłaszczenie władzy w Warszawie przez Platformę. Hanna Gronkiewicz – Waltz wygrywa kolejne wybory. Jak wiadomo, zawłaszczenie władzy w stolicy to być albo nie być dla partii i rządu. Nic więc dziwnego , że obecny rząd ma teraz priorytet, jak pozbawić Hanny Gronkiewicz – Waltz władzy w Warszawie. A motorem rządów lokalnych kacyków jest jedna podstawowa rzecz: dostęp do pieniędzy. Skończą się pieniądze, skończą się inwestycje w mieście, to koniec prezydenta, burmistrza lub wójta. Nie inaczej jest w Lubinie…

W Lubinie / woj. Dolnośląskie/ prezydent miasta Robert Raczyński rządzi już czwartą kadencję i wygrał ją w pięknym stylu w pierwszej turze / 74% głosów/ Ale prezydent Raczyński startował z dodatnim budżetem, a przy tym umiał wykorzystać fundusze unijne. Zrealizował więc wiele inwestycji, na które mieszkańcy czekali. Przed ostatnimi wyborami samorządowymi jako kiełbasę wyborczą wprowadził darmową komunikację miejską i darmowe Wi – Fi w mieście. Niestety, inwestycje wyzerowały budżet i w obecnej kadencji prezydent Raczyński stanął przed problemem deficytu budżetowego, a nawet,,,zarządu komisarycznego dla miasta w razie ogłoszenia bankructwa. Już dziś miasto szuka pieniędzy. Zlikwidowano straż miejską. Chodzą słuchy o wprowadzeniu ponownie odpłatności za komunikację miejską i powrót do płacenia podatku od nieruchomości. Ludzie także mówią, że Rada Miejska chce wprowadzić bilety do odnowionego Parku Wrocławskiego / najbardziej spektakularnej i kosztownej inwestycji ostatnich lat… A przed zatroskaną głową prezydenta Roberta Raczyńskiego jeszcze tyle inwestycji w mieście…

Podstawowy problem to…rynek lubiński! Modernizację rynku zaczęto na początku pierwszej dekady XXI wieku.  Ktoś nie dopatrzył…ktoś popełnił błąd i…teren w rynku sprzedano inwestorowi niemieckiemu. Mieszkańcy bloków w rynku plotkują, że za symboliczną złotówkę. Inwestor niemiecki zobowiązał się wybudować w rynku nowoczesną galerię handlową. Rozebrał starą gomułkowską budę, rozpoczął wykopu pod fundamenty i…odkrył fundamenty zamku sprzed 1241r. , i…zaczęła się jazda pod górkę. W sprawę wdał się Wojewódzki Konserwator Zabytków i wstrzymał budowę. Z czasem niemiecki inwestor dogadał się z konserwatorem zabytków. WKZ wydał zgodę na inwestycję pod warunkiem, że nie będzie planowanych podziemnych garaży. Ponieważ zaś innego miejsca na miejsca parkingowe tak potrzebne dla tego typu inwestycji nie ma, nastąpił impas. Po wielu przepychankach i poronionych pomysłach inwestor niemiecki machnął ręką na ” śmierdzącą” inwestycję w Lubinie, wyjechał i …tyle go widziano. A miasto jest w kropce! Prezydent miasta ma pomysły na zagospodarowanie rynku, chęci też, ale nie ma możliwości. Rynek bowiem formalnie bowiem jest własnością niemiecką. Miasto już nawet zrezygnowało z galerii handlowej w rynku / niedaleko jest bowiem wielka galeria handlowa/. Coraz częściej się mówi o wybudowaniu w rynku pomnika prezydenta Lecha Kaczyńskiego i skwerku z ławeczkami. Tymczasem niedawno zjawił się niemiecki inwestor i zaproponował miastu odkupienie gruntu w rynku. Tylko za bajońską cenę porównywalną z cenami w centrum Warszawy. Miasta po prostu nie stać…

Dżentelmeni o pieniądzach nie mówią…Ale o pieniądze rozbiła się kariera niejednego polityka. Czy o pieniądze rozbije się kariera lubińskiego prezydenta Roberta Raczyńskiego, a może nawet warszawskiej prezydent Hanny Gronkiewicz – Waltz?  Rynek to wizytówka każdego miasta. Na lubińskim można wypasać kozy. Robert Raczyński nie ma szans na realizację obietnicy wyborczej renowacji rynku. Chyba że nastąpi cud! Następną kadencję Robert Raczyński przegra. I znowu wygrają obietnice wyborcze. Prezydentem miasta zostanie ten, co obieca, że w Lubinie stworzy piękny rynek. I nie ważne , że będą to gruszki na wierzbie. Dżentelmeni o pieniądzach nie mówią….

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s