Bez kategorii

O zdrowie psychiczne…

Każdy chory psychicznie, a szczególnie chory na schizofrenię, kiedy już jest podleczony, czyli wyprowadzony ze stanu psychozy, tzn. jest już względnie normalny, bo nie ma urojeń i omamów, zaczyna się zastanawiać nad sensem swojego życia, a szczególnie zaczyna mówić, że jego życie nie ma sensu. Nie ma rodziny, przyjaciół, nie ma pracy. Obserwuje życie znajomych, widzi, że mają udane życie rodzinne, robią kariery zawodowe i…im zazdrości. Jego życie to wegetacja najczęściej na rencie. Jego życie zasadza się na…spełnianiu prostych czynności fizjologicznych. Rano wstaje, je śniadanie, potem obiad i kolacja i znowu idzie spać. Spanie to dla niego najbardziej oczekiwana czynność dnia: może się coś ładnego przyśni i ucieknie od beznadziei życia schizofrenika? Terapeuci mówią chorym, że i na rencie można normalnie żyć, można realizować swoje pasje, bo ma się dużo wolnego czasu. Można uprawiać sport. Ruch jest bardzo ważny, bo większość schizofreników je, siedzi bezczynnie w domu i tyje, co jest skutkiem ubocznym leków, które zażywają. Chory na schizofrenię o wadze 120 kg to wcale nie tak rzadki widok! A to już jest niebezpieczne dla zdrowia. Grozi zawał, udar, wylew, cukrzyca, nie mówiąc o tym, że społeczeństwo mamy bardzo konserwatywne, monstrualnie otyły przyjaciół i osoby bliskiej nie znajdzie. Chory psychicznie się nie rusza, jest samotny i tyje, a otyły nie może się ruszać i nie ma przyjaciół. Błędne koło!!! Na rencie można realizować swoje pasje, zapisać się do jakiegoś klubu turystycznego i jeżdzić na wycieczki. Wtedy i przyjaciół się poznaje. Ja mam czas na realizowanie swoich pasji…
Smykałka do sportu?
Do sportu to ja nigdy nie miałam smykałki. Z racji zdrowia nie mogłam uprawiać sportu wyczynowego; biegałam zawsze wolniej od żółwia, w siatkę grać nie mogłam, bo jestem krótkowidzem i kiedy miałam odbić piłkę to…trafiałam nią wszędzie tylko nie przez siatkę. Jedynym moim ulubionym sportem jest pływanie. Pływam wspaniale, choć też nie wyczynowo, bo pływam tylko żabką. W Lubinie pierwszy kryty basen wybudowano w połowie epoki Gierka w Zasadniczej Szkole Górniczej. Była to pływalnia bardzo siermiężna, jak wszystko, co budowano za Komuny. Szatni i szafek nie było. Zamiast szatni była wspólna / na szczęście nie koedukacyjna/ rozbieralnia, a za szafki robił drąg przewieszony przez ścianę. Na basen więc nie można było brać pieniędzy, biżuterii, bo kradzieże były na porządku dziennym, a…trafiali się szczęśliwcy, co i bez butów z basenu wracali. Dla mnie jednak i taka kryta pływalnia była frajdą. Chodziliśmy na nią w siódmej i ósmej klasie całą naszą paczką, tzn. ja, Sabina, Ania i Renata. Tylko Sabina miała obiekcje, bo…nie umiała pływać i miała kompleksy. Jednego razu ja nie mogłam iść na basen, koleżanki poszły same. I…Sabinę zaciągnęły na głęboką wodę. Zaczęła się topić. Ania popłynęła ją ratować i…obie poszły pod wodę. Obie uratowała Renata. O Ogólniaku Sabina wprowadziła modę / chodziła do liceum pielęgniarskiego i uczyła się, co zdrowe/ na chodzenie na basen w ciąży. Chodziła regularnie przez 9 miesięcy i mnie zaraziła tą zdrową pasują. Odtąd, kiedy byłam w ciąży zawsze chodziłam na basen i do tej pory chodzę, choć teraz parafrazując Lecha Wałęsę, mąż warsztat wyniósł na strych.
Historia chodzenia na basen…
Mój tata zawsze miał grono przyjaciół. Kiedy byłam w podstawówce, za Gierka u nas było kółko brydżowe. przychodzili na brydża dyrektor Zjednoczenia Budowlanego, które za Komuny wybudowało cały Lubin, dyrektor Liceum Ekonomicznego i ulubiony kolega, dyrektor przedsiębiorstwa budowlanego w Legnicy, którego my z siostrą do dzisiaj nazywamy wujkiem Tadeuszem. Póżniej tato przeszedł na grę w szachy, a gdzieś do 1981r z wujkiem Tadeuszem zaczęli grać w kości. Kości stały się pewną tradycją w naszym domu. Wujek Tadeusz przychodził na kości codziennie aż do 2010r, kiedy to wyprowadził się do Wrocławia. Ten to wujek zaraził mnie i tatę, regularnym chodzeniem na basen. U Tadeusza wykryto cukrzycę, a że był za gruby lekarz kazał mu schudnąć. Zaczął więc regularnie chodzić na basen. Teraz mieszka we Wrocławiu, jest na emeryturze i nadal chodzi na basen, choć jak twierdzi we Wrocławiu basen to cała wyprawa i jak idzie na czwartą to wraca o dziewiątej. Myśmy z tatą zaczęli chodzić na basen, jak powstały kryte pływalnie z prawdziwego zdarzenia, tzn, z zamykanymi szafkami na kluczyk. Najpierw więc jeżdziliśmy do Rudnej / wieś koło Lubina/, potem chodziliśmy do gimnazjum na osiedlu ustronie w Lubinie, a obecnie do szkoły podstawowej nr 7. Mój tato nie żyje, a ja nadal chodzę na basen, sama do siódemki dwa razy w tygodniu, z dziećmi na basen na Ustroniu w weekendy. Dzieci zapisałam na naukę pływania, bo niegdyś sama się przekonałam, jak żle jest nie umieć pływać. Basen dwa razy w tygodniu tak mi wszedł w nawyk, że jak któregoś dnia nie pójdę, to mi czegoś brakuje. Można więc sobie zorganizować dzień, wystarczy tylko chcieć…Nie wątpię , że schizofrenikowi to trudno, bo i dla innych ludzi bywa on uciążliwy. Należy się nim opiekować. Czy jednak nie policzą nam tego kiedyś w lepszym świecie?
Podejść z empatią do drugiego człowieka…
Kilka lat temu zapisałam się do oddziału PTTK w Lubinie. Raz w roku płacę niewielką składkę / dla rencisty jest ulgowo / , a przez całe lato jeżdzę na wycieczki. Chodzę po górach , wycieczki górskie uwielbiam, ale tylko te bezpieczne góry, w Tatry Wysokie to się boję. W ramach PTTK zwiedziłam Polskę, Niemcy i Czechy. Mam nawet na wycieczkach ulubioną koleżankę. Jeżdzi z nami jeden mężczyzna chory na schizofrenię. Raz nawet był z nim kłopot i cała akcja, bo…się wybrał pieszo z Czech do Lubina. Chciano mu nawet zakazać jeżdzić na wycieczki, ale przekonałam szefostwo PTTK, by mu dano szansę, bo wiem, czym jest bywanie pośród ludzi dla chorego psychicznie. Dostałam tylko prikaz od szefostwa, by się nim opiekować. Robi bardzo dobre nalewki alkoholowe. Kiedy mamy wycieczkę pięciodniową, to wieczorem częstuje mnie i moje koleżanki. Woli nas niż chłopów, bo chłopy to by mu wszystko wypili nie poczuwszy nawet smaku. Czy to z wdzięczności za to, że nie usunięto go z PTTK?
Jak widać więc można sobie ciekawie zorganizować życie nawet na rencie, nawet łatwiej, bo ma się dużo wolnego czasu. Ja akurat pracuję, ale innym chorym psychicznie na rencie mówię: Nie wstydżcie!
Potrzebna jest też empatia innych zdrowych ludzi względem chorego. Naprawdę warto! Ci ludzie potrafią być oddanymi przyjaciółmi. Warto im dać szansę! Ktoś mi kiedyś powiedział, że…on poznaje schizofrenika po wyrazie twarzy, mają taki debilny wyraz twarzy i trzyma się od niego z daleka, bo jest niebezpieczny. No cóż, odpowiedziałam mu: Ja ciebie rozpoznałam po wyrazie twarzy, jako idiotę! I to niczym nieusprawiedliwionego, bo zdrowego! Są różni ludzie, ale sport i pasje są dla każdego. Zdrowie psychiczne jest ważne dla każdego. A sport i pasje najlepszym są jego gwarantem.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s