Bez kategorii

Wypominki…

Dzień Wszystkich Świętych minął. Mijają Zaduszki. To takie piękne i takie czysto polskie święto, bo choć Dzień Wszystkich Świętych to święto katolickie, to nawet w Austrii i Francji, które w historii były podporą tronu papieskiego nie obchodzi się tego święta. Dzień Zmarłych wywodzący się ze słowiańskiego święta Dziadów, to dzień, kiedy odwiedzamy groby bliskich, palimy im świeczkę w domu przez portretem, dajemy do kościoła na Wypominki. To w końcu dzień, kiedy wspominamy naszych zmarłych, wracamy pamięcią nieraz do bardzo dawnych czasów. I szkoda, że u nas nie promuje się tego święta pośród młodzieży, a lansuje się obce nam, celtyckie zabawy w duchy i upiory – Halloween. Ja oczywiście nie jestem przeciw, by młodzież bawiła się w duchy, ale…znaj proporcjum mocium panie. Promujmy nasze piękne zwyczaje przynajmniej tak jak Amerykanie promują swoje na świecie. W Dzień Wszystkich Świętych niejedna wdowa poszła na cmentarz i w swoich marzeniach spotkała się z nieżyjącym, a niegdyś tak drogim. Oczywiście w Polsce nie Indie, by wdowę palić na stosie razem ze zmarłym małżonkiem, po upływie czasu żałoby, w polskiej obyczajowości rok, wdowa ma prawo ułożyć sobie znowu życie, zakochać się, czasami nawet bardziej niż w zmarłym mężu, bo nikt nie zna dnia ani godziny i kiedy trafimy na tego jednego jedynego. Dzień Zmarłych jest jednak po to, by wspominać dawno odeszłego. Wspominamy więc…
Na pohybel ludzkiej opinii.
W swoim życiu dwa razy zostałam wdową. Pierwszy raz jak Scarlett O’Hara w wieku siedemnastu lat. Byłam mężatką tylko miesiąc. Adam zginął w tzw. Wypadkach Lubińskich w dniu 30 sierpnia 1982r. Został mi po nim syn – Feliks. Kobiety, które wtedy straciły mężów, nie mogły nosić żałoby, bo esbecja ścigała wszelką pamięć o tragedii 30 sierpnia 1982r. Musiały udawać, że…ich bliscy uciekli za granicę. Ja się nie bałam. Ostentacyjnie ubierałam się na czarno. To był jedyny przypadek, kiedy nosiłam żałobę. Drugi raz straciłam męża w 1988r.
Spędzałam wtedy wakacje u mojego dziadka na wsi w Radoszewicach. Radoszewice to rodowa wieś mojej rodziny ze strony ojca, rodowa wieś Stanisława Wyspiańskiego. Pałac do dzisiaj istnieje, choć już stoi pusty i niszczeje. Za komuny była w nim szkoła. Dziadek – syn Wyspiańskiego z racji swojego niemieckiego pochodzenia i przynależności do Armii Krajowej musiał uciekać. Nie potrafił jednak żyć z dala od rodowych włości. Pod zmienionym nazwiskiem chłopskim po swojej matce, a żonie Wyspiańskiego i z tożsamością chłopa małorolnego wrócił do rodzinnej wsi i mieszkał nieopodal rodowego pałacu do śmierci. I tak spędzałam wakacje w Radoszewicach w 1987r…
Zapragnęłam iść na potańcówkę do remizy. Mój kuzyn, dużo starszy, żonaty i dzieciaty, Staś powiedział, że dziewczyny nie chodzą same na wiejską potańcówkę w remizie i poszedł ze mną. I dobrze! Bo była awantura. Odmówiłam tańca jednemu podpitemu wiejskiemu lowelasowi, zaczął mnie napastować, kuzyn to zobaczył i zamierzał sprawić lowelasowi manto. Wywiązała się bójka, wdał się w nią inny mój kuzyn – syn ciotki Ireny, siostry mojej babci. Tak poznałam Cześka. Po krótkich konkurach zostałam jego żoną. Czesiek miał wykształcenie tylko zawodowe, dla mnie studiującej prawo był to mezalians. Ja jednak nie oceniam ludzi za to kim są, a jacy są, a Czesiek był dla mnie bardzo dobry i…choć niewykształcony, mówił po wiejsku, miał inteligencję życiową. Pracował na budowie, miał wypadek i po kilku miesiącach małżeństwa zostałam po raz drugi wdową. Zostawił mnie w ciąży. Została mi po nim córka, a dla ciotki, która straciła wszystkich synów jedyna wnuczka. Dziś jest dorosła, studiowała rolnictwo. Kiedy przywoziłam ją na wieś, moja ciotka widziała, jak interesowały ją kurki, krówki, nie bała się konia. Ciotka miała nadzieję, że wróci na wieś i obejmie gospodarkę. Córka dzisiaj ustawiła się w Warszawie. Może jednak odezwie się w niej kiedyś miłość do rodowych Radoszewic – rodowych włości, które tak kochają wszyscy potomkowie Stanisława Wyspiańskiego?
Tymczasem mijają kolejne Zaduszki. Dzień, w którym nasi drodzy zmarli przychodzą do nas. ” Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie? Co to będzie?” Dzień wspominania… Są różni ludzie. Jedni mają co wspominać, inni swoje życie i swoich przodków woleliby zapomnieć. I żal takich ludzi! Człowiek, który wstydzi się swoich przodków, swojej rodziny, to człowiek okaleczony psychicznie. Tacy okaleczeni na zawsze są potomkowie ubeków i byłych ubeków. Bo jak chwalić się dziadkiem, który kazał polskim bohaterom siedzieć na nodze od krzesła? Jak chwalić się ojcem, który doniósł, że sąsiad z bloku w Stanie Wojennym pędził bimber? A czy my jesteśmy w porządku? Czy kłania się przesłanie z Biblii: Za grzechy ojców będą odpowiadać ich potomkowie do czterdziestego pokolenia? Nic więc dziwnego, że ludzie, którzy nie mają się czym i kim pochwalić żyją w marażmie. Kończy to się często chorobą psychiczną. To nie przypadek, że dziś, kiedy mamy czas rozliczeń z przeszłością, obserwuje się wzrost zachorowań na schizofrenię. Ludzie nie bójcie się leczyć! Terapeuta jest jak ksiądz: wysłucha każdego, nie osądza, znajdzie radę. Wypieranie niewygodnej przeszłości, niewygodnych przodków powoduje większe popadanie w chorobę psychiczną. Warto wyrzucić, co boli. Niedaleko mojego domu mieszkał schizofrenik. Przyjażnił on się z drugim schizofrenikiem. Ich rozmowa wyglądała tak: Jak się pan czuje panie hrabio? Dobrze panie hrabio! Choć żaden nie był hrabią. Ale w swoich urojeniach byli. Cieszmy się swoimi przodkami jacy byli! Bo zdrowy jest ten, który uważa, że jego przodek był wielki, a nieważne jest z jakiej warstwy społecznej pochodził, czy jakie miał wykształcenie. Ja jestem dumna z babci, która…pochodziła z małorolnych chłopów i nie umiała czytać. Tak przynajmniej mówiła…

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s