Uncategorized

Gość w dom, Bóg w dom.

Stare polskie przysłowie mówi: Gość w dom, Bóg w dom. Święta Bożego Narodzenia to najpiękniejszy przykład poglądowej realizacji tego przysłowia. W Polsce to czas spotkań z rodziną, biesiadowania, to dla każdej polskiej pani domu czas na pokazanie się jako bardzo dobra kucharka i pochwalnie się swoim kunsztem w przyrządzaniu różnych potraw. A Wigilia i Boże Narodzenie to piękny czas na zabłyśnięcie swoim kunsztem kulinarnym. Dla dobrej pani domu, być może trochę staromodnej i tradycyjnej, bo pośród feministek i zwolenników poglądów lewackich ślęczenie w kuchni to dyshonor dla nowoczesnej kobiety, Boże Narodzenie przy stole z rodziną i przyjaciółmi to obciach, a na Boże Narodzenie nowoczesna, wyemancypowana kobieta jeżdzi na wycieczki w tropiki, najlepiej na seks turystykę, to wspaniały czas na pochwalenie się swoim talentem kulinarnym. I dobra pani domu, ja może nie jestem cool i jestem obiektem krytyki feministek, ale wybieram tradycyjne Święta  Bożego Narodzenia, przy stole i z rodziną i przyjaciółmi. I mile łechce moje ego, kiedy mnie chwalą za smaczne potrawy na stole. A jest w czym wybierać. Internet się roi od przepisów kulinarnych. Są blogi kulinarne, niektóre bardzo popularne. Ja muszę przyznać, wolę świąteczne potrawy tradycyjne, te które przyrządzała moja babcia z kieleckiego / centralna polska/ , moja mama, a teraz ja. Choć nie zawsze bywało, że mogłam się pochwalić wyczynami w kuchni…

Pierwsze kulinarne kroki poczyniłam w szkole podstawowej w czasach Edwarda Gierka / lata siedemdziesiąte/. W 1978r w siódmej klasie na lekcji prac praktyczno – technicznych miałyśmy my dziewczynki gotowanie. Większość to była teoria. nauczycielka podawała nam całe strony do zeszytu, żeby wykuć na pamięć. Mieliśmy jednak trochę zajęć praktycznych. Robiłyśmy kompoty i sałatkę warzywną. Moja sałatka była rewelacją, koleżanki się zajadały, a nauczycielka orzekła, że mam talent kulinarny. Potem w domu usiłowałam jeszcze raz zabłysnąć moim talentem kulinarnym. Rodzice wyjechali, a jak razem z koleżankami Renatą i Anią postanowiłyśmy zrobić im niespodziankę i ugotować zupę. I rzeczywiście to była niespodzianka…Ugotowałyśmy zupę na wołowinie na pieczeń. Była tak twarda, że nie dała się jeść i mama była zła, bo musiała całe mięso wyrzucić. A kto żył w Polsce za Komuny to wie, jak ciężko było wystać w kolejce byle jaką chabaninę, a co dopiero wołowinę na pieczeń… Od tej pory długo nie brałam się za gotowanie, bo uważałam, że są ludzie, co zrobią to lepiej. Poprzedni mój mąż , Marek mawiał, że ma żonę zdolną kucharkę, ale…bardzo leniwą i chodził…na obiad do restauracji. Kiedy wyszłam za mąż za Mirka przewartościował się cały mój system wartości. Może miało na to wpływ, że wyleczyłam się z choroby dwubiegunowej i zaczęłam bardziej aktywnie podchodzić do życia? W obecnym małżeństwie postawiłam sobie za punkt honoru, by dobrze żywić mojego męża. Razem z koleżanką Anią opowiadamy sobie, cośmy zrobiły na obiad i wymieniamy się propozycjami na nowe dania. A Mirek… Mirek się spieszy z pracy do domu na obiad i mówi, że idzie na ucztę.

Swoje dzieci wychowałam w tradycyjnych wartościach. Cenią rodzinę, rodzinne biesiadowanie, rodzinne święta i…gotowanie. Mój najstarszy syn,  Feliks jest nawet świetnym zawodowym kucharzem i ma w Warszawie popularną restaurację. Ja wprawdzie pragnęłam, aby po swoim ojcu został fizykiem, matematykiem albo chemikiem. Skończył psychologię i miałam nadzieję, że zostanie dobrym psychologiem. Jednakże jako restaurator też się spełnia i chyba…to jest najważniejsze, czego chcemy dla naszych dzieci.  W jego restauracji była Kolacja Wigilijna… A tymczasem są ludzie, którzy nie mają Kolacji Wigilijnej. I to wcale nie dlatego, że jadą w tropiki…

Biedni. Co roku różne dobroczynne fundacje w Polsce organizują Wigilie dla ubogich. Szczególnie udziela się katolicka Fundacja Caritas. Na tych kolacjach ubodzy, bezdomni i samotni mogą zjeść tradycyjny polski barszcz, tradycyjne polskie pierogi, tradycyjne polskie kluski z makiem. Mogą podzielić się opłatkiem z ludżmi, których los jest podobny do nich. Czy są szczęśliwi? Być może ta namiastka Wigilii, która nie da się ukryć , jest ogólnym spędem na dworze, to nie ich wymarzona Wigilia. Zaspokaja tylko nasze sumienie. Zrobiliśmy coś dla potrzebujących i Boża Dziecina, tak uważamy, jest z nas dumna. A tymczasem ubodzy i samotni tak jak i my – normalni, potrzebują rodzinnej Wigilii, ciepła rodzinnego w święta, spotkań przy stole wigilijnym. W tym roku kilka polskich rodzin zaprosiło na Wigilię do siebie uchodżców z Syrii. I to jest dobroczynność godna polecenia.  Niech potrzebujący także pochwali nasze potrawy świąteczne. Nasz talent kulinarny zabłyśnie. Mamy szansę być dumni z naszej dobroczynności i…naszych potraw. Niech każdy rozwija taki talent jaki ma. Gotowanie to też talent! Pomagajmy!!! Życzę wszystkim rodzinnych i smacznych Świąt Bożego Narodzenia, a potraw, które będą mogli wspominać przy następnych bożonarodzeniowych stołach.DSCN0024

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s