Uncategorized

Negre of chef in big redaction

Talent jest jak pierwszy wiosenny kwiat. Na początku niewinny, malutki, nieśmiały, potrzebuje słońca i ciepła, by się rozwinąć, aby rozbłysnąć wspaniałą kwietną koroną w środku wiosny, czasu rodzącego nadzieję.  Talent ma wiele ludzi, ale tylko nieliczni zdobywają szczyty i sławę i nazwisko, które pamiętają pokolenia po zakończeniu ich wędrówki w naszym świecie. Co jest potrzebne, aby zdobyć sukces w tym, co chcemy robić w życiu? Niestety, sam talent do sukcesu nie starczy, potrzebna jest ciężka praca i silna psychika. Nie na darmo mówi się, że ten kto chce zrobić karierę, a ma miękkie serce, to musi mieć twardą d… .  Doba internetu dobitnie to udowadnia. Internet w uzyskaniu rozgłosu pomaga, ale może też zniszczyć słabe jednostki. Nie każdy bowiem, kto ma talent dziennikarski ma szansę zadebiutować jakiejś redakcji, często z różnych przyczyn gazety odmawiają im publikacji. Internet jest szansą dla tych ludzi. W zasadzie internet publikuje artykuły każdemu, od talentu zależy, kogo internauci zauważą. Ale internet to także hejt. Są dwa rodzaje hejterów.  Jedni to nieudacznicy życiowi, którzy hejtują z zawiści, kiedy rozpoznają w kimś talent. Drudzy to płatni hejterzy za zlecenie, najczęściej władzy, ale także osób prywatnych. Oni hejtują w zasadzie bezinteresownie, bo tak każe im ich mocodawca. Hejt nie ma nic wspólnego z polemiką. To są inwektywy, obrażanie i ośmieszanie, chodzi nie tyle by internautom udowodnić, że hejtowany artykuł jest zły, a o to, by psychicznie pogrążyć hejtowanego autora, aby się załamał i przestał pisać. Można zauważyć pewną prawidłowość: im lepszy artykuł, tym większy hejt. A zatem nie załamujmy się jak nas hejtują, tylko piszmy dalej , jeszcze lepsze. Hejt mobilizuje, ale tylko silnych psychicznie…

Ja to co osiągnęłam w życiu, osiągnęłam dzięki otaczającym mnie dobrym ludziom, którzy mi pomogli, ale także…dzięki zawistnikom, którzy mobilizowali mnie do pracy nad sobą. Zgodnie z przysłowiem: Co nas nie zabije, to nas wzmocni. Dziennikarstwo było moim hobby od dzieciństwa. Zaczęłam od odwiedzania w redakcji Nowej Miedzi w Lubinie mojego wujka Mirka, który był w nim redaktorem naczelnym. Najpierw przyglądałam się pracy, a potem zaczęłam mu przynosić swoje próby. Zadebiutowałam mając trzynaście lat w siódmej klasie szkoły powszechnej.  Publikował mi drobne notatki. Ja jednak…miałam ambicje zostania sławnym redaktorem tropiącym afery i przynosiłam mu sążniste artykuły. Wujek z racji naszej znajomości nie traktował mnie ulgowo, przeciwnie wymagał więcej niż od obcych adeptów dziennikarstwa. Kiedyś jego jako debiutującego dziennikarza naczelny przeprowadził przez…drogę przez mękę i dzięki niemu został wielkim, teraz on mi pokazywał, że dziennikarstwo to niewdzięczny zawód i słaby człowiek nie ma w nim szans. Gnębił mnie strasznie. Wyśmiewał moje artykuły i moje ” arcydzieła” na moich oczach darł na kawałki i… wrzucał do okrągłego segregatora na kółkach. To dzięki niemu osiągnęłam w tym zawodzie szczyty i jestem tym kim jestem. Dziękuję mu! Pierwszy mój większy artykuł to wg. dzisiejszych kryteriach z zakresu tzw. dziennikarstwa śledczego. Napisałam jak w Spółdzielni Mleczarskiej w Lubinie pędzono bimber i sprzedawano. Jaką jego publikacja w Nowej Miedzi wywołała aferę! Prokuratura wszczęła wobec Nowej Miedzi / ja byłam nieletnia i sprawę mógł rozpatrywać sąd dla nieletnich, ale sędzia sprawy połączył i przekazał do rozpoznania Wydziałowi Karnemu Sądu Rejonowego w Lubinie /. Była to pierwsza sprawa polityczna nie tylko w Lubinie, ale w całym kraju. Bronił mnie znany lubiński adwokat Piotr Latos, była to pierwsza jego sprawa polityczna, sprawa wygrana. Sprawę Nowa Miedż wygrała, a inne gazety w Polsce zaczęły przedrukowywać mój artykuł. Trzeba było widzieć jak…Służba Bezpieczeństwa zagryzała palce z bezsilnej złości.  W 1980r. razem z moją koleżanką Anetą otrzymałyśmy nagrodę Pulitzera, za artykuł o lubińskim Elpo, szwalni w byłym poniemieckim schronie przeciwlotniczym wykorzystującym niewolniczą pracę kobiet – więżniarek. Do dzisiaj na liście laureatów nagrody Pulitzera za rok 1980r figurujemy pod fikcyjnymi nazwiskami – chodziło o to, by Służba Bezpieczeństwa w Polsce nas nie rozpoznała.  W wakacje 1980r, kiedy skończyłam szkołę powszechną i dostałam się do Liceum Ogólnokształcącego wyjechaliśmy z moim tatą do USA po odbiór nagrody, Pracowaliśmy w New Yorku. Tato jako adwokat, bo był prawnikiem, a ja jako goniec w redakcji New York Timesa.  Próbowałam też pisać drobne notatki, ale sukces przyniósł mi wywiad z Ronaldem Reaganem, wówczas kandydatem na prezydenta USA i to… słynne moje pytanie: co zamierza zrobić, by zakończyć erę komunizmu w Europie? Polska SB i enerdowska Stasi długo szukały autora tego wywiadu. Dzisiaj jestem już na tym etapie dziennikarstwa, że mogę sobie pozwolić ze zrezygnowania z czynnego pisania. Jestem w szefostwie wielu gazet i zajmuję się raczej robieniem polityki niż pisaniem, a tym bardziej wyrosłam już z bycia murzynem jakiegoś redaktora. Ponieważ jednak lubię pisać, to moje hobby, piszę w internecie, ale nie pod własną tożsamością, ale pod nickami zwykłych przeciętnych ludzi. W Polsce jest popularny portal na blogi publicystyczne Salon24, piszą w nim i znani publicyści i zwykli ludzie, zarówno zwolennicy prawicy, centrum i lewicy. Dlatego jest polityczna różnorodność czytelników tego portalu, jak i…zwykłych hejterów. Pisuję doń regularnie. Ostatnio napisałam notkę o niekontrolowanej i rabunkowej wycince polskich lasów, w której nieśmiało puściłam pewną plotkę. Okazało się, że…trafiłam w sedno, bowiem pośród obecnej władzy w Polsce, rządzącej partii Prawo i Sprawiedliwość wybuchła panika i wściekłość. Znany twórca propagandy PiSu zmobilizował swoich hejterów i pod moim artykułem runęła lawina hejtu. Jarosław Kaczyński – prezes PiSu się wściekł, bo on miał zupełnie inne plany po puszczeniu w sieć mojego artykułu. Chciałabym zobaczyć minę naczelnego speca propagandy PiSu, kiedy… jutro stanie na dywaniku na nowogrodzkiej.

Kto to jest dziennikarz? Mój ukochany wujek i obecny mąż mówi: że dziennikarz to taki dyletant, który z każdej dziedziny coś wie, ale nigdy dokładnie. Jednakże pośród dziennikarzy jest wielu inteligentnych ludzi, nawet zbyt inteligentnych jak na potrzeby tego zawodu. Zgodnie z definicją encyklopedyczną dziennikarz to taki zawód, który opisuje rzeczywistość. Prawdziwe dziennikarstwo to misja. Dziennikarz ma przede wszystkim opisywać prawdę, choć ta prawda często boli i wielu ludziom, a najczęściej władzy się naraża. Niestety, wielu dziennikarzom się zdaje, że są Bogami i chcą… tworzyć rzeczywistość. Kiedy zaś do tego dojdzie cwaniactwo i chamstwo wielu dzisiejszych dziennikarzy, to można z całą pewnością stwierdzić, że nastąpiła pauperyzacja tego zawodu. Dobre dziennikarstwo jak i wiele wolnych zawodów umiera na naszych oczach.  Wielu ludzi nazywa dziennikarzy pogardliwie: pismakami! Lecą tylko za sensacją bez rzetelnego zbadania sprawy. Polski ksiądz i filozof , ks. Tischner powiedział kiedyś: ” Są trzy prawdy, cała prawda, święta prawda i gówno prawda”.  Ja tymczasem zostałam wychowana przez pokolenie prawdziwych dziennikarzy – etyków, o dziwo, pracujących w Polsce za Komuny i uważam, że tylko święta prawda jest celem dziennikarza.  Święta prawda jest tylko jedna? Czy odchodzę do lamusa razem z moimi kolegami dziennikarzami – dinozaurami?IMG_20180313_112537_BURST001_COVER

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s