Uncategorized

The mountains, our mountains!

Piękno gór! Góry są grożne i piękne i za każdym razem, kiedy do nich się robi podejście, są niezdobyte. Ile razy się zdobywa każdy szczyt, za każdym razem odkrywa się w nim coś nowego. Jednakże do gór należy podchodzić z pokorą, Nie można szarżować, bo góry potrafią pokazać swoją siłę niepokonane i są niebezpieczne. Wspaniale jest chodzić po górach, kontemplować piękno i grozę przyrody. Ale do chodzenia po górach trzeba się należycie przygotować. Należy wydać pieniądze na dobre obuwie trekingowe / za kostkę i na mocnych i nie śliskich spodach/. Sandały to nie obuwie na wycieczkę górską, choć znam przypadek, że pani na Śnieżne Kotły w Sudetach wybrała się w sandałach. Był to pierwszy i jedyny jej wyjazd w góry, więcej się z nami nie wybrała. Ja wiem, że każdy ma ochotę wybrać się w góry, jednakże… należy mierzyć siły na zamiary.  Ktoś kto wie, że choruje na serce, ma astmę albo cykliczne ciężkie migreny z wymiotami, wycieczki górskie powinien sobie odpuścić. To narażanie życia i zdrowia dla niego i kłopot dla innych uczestników wycieczki, bo trzeba wzywać pogotowie górskie i go ściągać z gór. A trzeba wiedzieć, że kierownik wycieczki odpowiada za jej uczestników i gdyby coś się komuś stało, może nawet odpowiadać karnie. Cieszmy się więc górami, pokonujmy własne demony strachu, ale podchodżmy do nich z rozsądkiem!

Ja uwielbiam góry! Ponieważ jestem łamagą sportową: grając w siatkówkę sama trafiam w siatkę zamiast odbić piłkę, biegam w tempie żółwia, a to wszystko z racji mojego słabego wzroku – jestem krótkowidzem, basen i wędrówki po górach to jedyny sport który mogę uprawiać i… zrzucać parę kilogramów.  Po raz pierwszy byłam w Tatrach / fałdowanie alpejskie – najwyższe polskie góry/ w 1983r na wycieczce szkolnej w Ogólniaku. Mieszkaliśmy w schronisku na Polanie Chołowskiej i żeby było taniej mieliśmy wykupione tylko obiady, śniadania i kolacje we własnym zakresie. Moja wychowawczyni, pani Maria Słowikowska była nauczycielką, z którą można konie kraść, sama prowadziła w góry naszą wycieczkę. Zdobywaliśmy szczyty wokół Polany Chołowskiej. Było wysoko, ale weszłam. Tylko przy schodzeniu byłam już tak zmęczona, że koleżanka musiała mnie chwycić za kaptur, bo bym poleciała najkrótszą drogą w dół. To był jednak mój pierwszy raz w górach, teraz już jestem wytrawnym piechurem i… byle 1500 mnpm mnie nie pokona. Wybrałyśmy się też nad Morskie Oko – najwyżej położone polskie jezioro. Wszystkie dziewczyny zadecydowały, że idziemy piechotą. I choć szłyśmy po szosie jedna dziewczyna zemdlała i przy Wodogrzmotach Mickiewicza nauczycielka łapała stopa, dalej dojechałyśmy autobusem.  Ewa w ogóle była słabowita. Oficjalna wersja dla większości koleżanek, które do czasu tej wycieczki były dziewiczo nietknięte, brzmiała, że spada jej ciśnienie. Nieoficjalnie wiadomo było, że jest w ciąży. Oczywiście bywała w ciąży krócej niż jeden trymest, bo w tamtych czasach o skrobankę było nie trudno, a usunąć ciążę mogła każda kobieta bez żadnych wskazań medycznych do 12 tygodnia ciąży. W tamtych czasach cieszyłam się ze… zdobycia Gubałówki w Zakopanem. Teraz kiedy jestem wytrawnym piechurem i chodzę po górach z PTTK Lubin już mnie nawet… zdobycie najwyższego szczytu w Sudetach, Śnieżki – 1700 mnpm nie zadowala.  Ja wejdę na każdy szczyt, mam jednak kłopoty z zejściem, kiedy… jest strome zejście. Z Borowej – najwyższego szczytu Gór Wałbrzyskich schodziłam na czworakach. Po prostu z racji mojego krótkowidztwa boję się schodzić po stromiżnie. Właśnie wróciłam z wycieczki z PTTK Lubin w Beskidach. Zaliczyłam prawie wszystkie szczyty, jakie były w planie, wszystkie wyższe niż Śnieżka. Na Niemcową szło się koszmarnie. Był straszny upał i pot lał się z nas strumieniem. Co dwadzieścia metrów się zatrzymywaliśmy i trzeba było pić. Mimo to w nocy nie można było zasnąć , bo nas jeszcze suszyło jak na ciężkim kacu. Przy zdobywaniu drugiego co do wysokości szczytu w Beskidzie Sądeckim, Jaworzyny Krynickiej już nie było ekstremalnych warunków pogodowych. Szło się dobrze, upał zaczynał się robić dopiero jak byliśmy na szczycie. Podejścia jednak były ciężkie, bardzo stromo i ślisko, bo po burzy gliniaste drogi były śliskie. Spytałam się kierownika wycieczki, czy jak z tej góry zjadę gondolą, to mogę iść / zejście bowiem z Jaworzyny Krynickiej jest jeszcze bardziej strome niż to z Niemcowej, porównywane z zejściem z Borowej w Górach Wałbrzyskich, a i znacznie dłuższe. Kierownik powiedział, że wszyscy zjeżdżamy gondolą. Szczyt zdobywam! Teraz czekam na wycieczkę w Tatry i … mam nadzieję, że uda mi się zdobyć wyższy szczyt niż Gubałówkę w Zakopanem. Kierownik wycieczki mówi, że moim problemem jest strach przy schodzeniu. No cóż strach ma wielkie oczy…

Góry są dla ludzi. Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono. Każdy ma prawo się sprawdzić. Wiele osób ze schizofrenią, które przebijają się przez mój gabinet psychoanalizy, mówi mi, że ich życie nie ma sensu. Nie mają rodziny, nie mają pracy, mają tylko rentę i to z racji swojej choroby i braku stażu pracy tę najniższą. Siedzą więc w domu z oczami utkwionymi w sufit, nigdzie nie jeżdżą , nie spotykają się z ludżmi, bo ich rodzice mówią, że… nie mają pieniędzy na ich wyjazdy. Tymczasem przebywanie na rencie nie musi być wegetacją. Ci ludzie mają więcej czasu na realizowanie swoich zamiłowań niż my , którzy cały dzień pracujemy, a w domu jeszcze opieramy męża i wychowujemy dzieci. Pozwólmy więc naszym chorym na schizofrenię jeżdzić na wycieczki! Realizowanie swoich zamiłowań, spotykanie się ludżmi to także forma terapii! Nie można chorego na schizofrenię zostawić samego ze swoją chorobą, bo… wtedy naprawdę skończy jako niepoczytalny w zakładzie zamkniętym. Choroba nieleczona się pogłębia! Jeżeli nie można go wziąć w góry, to może poznawać kraj w wycieczkach krajoznawczych. Stowarzyszenie Emerytów i Rencistów oferuje swoim członkom poznawanie polskich miast, a nawet… Lwowa. Choć niektórzy mi się żalą jako dziennikarce, że Stowarzyszenie Emerytów i Rencistów ma atrakcyjne wycieczki tylko dla swoich. Moja koleżanka zapisała się do tego stowarzyszenia siedem lat temu i… jeszcze czeka na wycieczkę do Ciechocinka. Ja jestem w tej dobrej sytuacji, że mogę chodzić po górach. Jeżdżę więc z PTTK oddział Lubin i jestem zadowolona. To dla mnie przyjemność, wypoczynek po stresie w pracy/ a jest po czym – prokurator/ i terapia w chorobie dwubiegunowej. The mountains – my mountains and I must go down weigth!DSCN0081

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s