Uncategorized

My illness – my hope for future

Jest takie przysłowie: Im dalej w las , tym więcej drzew. Nasze życie jest takim lasem z przysłowia. Im dalsza jest nasza droga w życiu, im więcej przeżywamy dni, tym w naszym życiowym lasie drzew przybywa, tym las gęstnieje i zaciemnia nam piękne w życiu. Ideą fixe życia jest tak przeżyć życie, byśmy zawsze mieli ładne widoki i nic nie zamąciło nam widoków przyszłości. Najwięcej drzew w życiu, co zaciemniają ich horyzont mają chorzy psychicznie, a ściślej schizofrenicy. Chorzy psychicznie jak każdy normalny człowiek marzą o rodzinie, spełnianiu się w karierze. Niestety, najczęściej pozostają sami i samotni bez widoków na karierę zawodową, najczęściej, zwłaszcza w Polsce, na tak niskiej rencie, która nie pozwala cieszyć się im życiem i pojechać na wycieczkę, choćby zwiedzać Polskę. Najbardziej niedorzeczne marzenia dla schizofrenika to… marzenia o rodzinie. Ciągle jeszcze pokutuje pogląd, że schizofrenia jest dziedziczna i nikt nie chce się wiązać że schizofrenikiem, by najpierw borykać się z jego chorobą, a potem mieć problemy takie same z dziećmi. Schizofrenia nie jest dziedziczna!!! Dziedziczy się tylko zdolność do zachorowania jeśli zajdą sprzyjające warunki! A takimi warunkami mogą być błędy wychowawcze rodziców, traumatyczne przeżycia z dzieciństwa, środowisko, w którym się przebywa, zbyt impulsywne podchodzenie do życia, posiadanie zbyt dużej wyobrażni, urazy mechaniczne głowy i inne. Chorzy na schizofrenię marzą o posiadaniu rodziny i dzieci. Czy ich marzenia są realne czy oznaką choroby, którą… trzeba wyciszać lekami?

Choruję na chorobę dwubiegunową. Mam sporą gromadkę dzieci. Moja piętnastka dorosłych już dzieci jest całkowicie zdrowa, a dwanaścioro, które już skończyły trzydzieści lat przekroczyły już mityczną granicę, po której z zasady nie grozi im choroba psychiczna. Ba, opiekują się mną i troszczą o moje zdrowie. Mój najstarszy syn często mi przypomina, bym nie zapomniała zażyć swojego lekarstwa. Moje dzieci z ostatniego małżeństwa z Mirkiem są też zupełnie zdrowe.  Nawet nie wykazują cech osobowości schizoidalnej, która stwarza możliwość zachorowania na schizofrenię, takie jak zamknięcie w sobie, brak zainteresowania światem zewnętrznym, niemożność zaprzyjażnienia się z rówieśnikami, ucieczka w świat imaginacji, duszenie w sobie emocji. Moje dzieci są normalnymi nastolatkami i mają normalne dla nastolatków problemy i zachowania. Tylko najstarsza córka,  osiemnastoletnia Angelika uczy się na samych szóstkach i piątkach, zalicza olimpiady przedmiotowa, ale i ona ma normalne życie nastolatki, ma chłopaka, chodzi na imprezy. Pozostałe, zwłaszcza gimnazjaliści uczą się… jak tradycyjni nastolatkowie, tzn. ostatnie świadectwa mieli symetryczne: w środku piątka, po bokach trójki. książka zaś dla nich to najgorszy wróg. I… stanowczo odradzam znajomym, by na urodziny dali któremuś książkę. Może się żle skończyć! Za to jak typowe nastolatki graliby cały dzień na komputerze, ale lubią też latać po dworze z kolegami i koleżankami. Mój ukochany synek piętnastoletni Gabriel otrzymał karę, bo podczas naszej nieobecności zorganizował w domu imprezę, na którą koledzy przynieśli piwo. Pięcioletni syn przekablował! Jedyną moją córką, która ma kłopoty i to poważne ze zdrowiem jest dwunastoletnia Antonia. Urodziła się jako alergiczka i nawet nie mogłam jej karmić piersią, musiałam dawać specjalny preparat dla alergicznych bobasów. Ma najgorszy rodzaj alergii bo astmę. Jest uczulona na kakao, cytrusy, produkty mleczne. Myśmy jej nigdy tego nie dawali, ale… jak przekonać gości, by nie przynosili dziecku czekolady. Kiedy Antonia miała trzy lata, jeden znajomy w podzięce za to, że pomogłam mu się nauczyć do egzaminu i został przyjęty na aplikację sędziowską, przyniósł moim dzieciom po czekoladzie. Wszystkie jadły, Antonia też zjadła swoją zanim zdążyłam zauważyć. Dostała takiego ataku astmy, że zaczęła się dusić i w nocy z mężem wieżliśmy ją na ostry dyżur do szpitala. Mój mąż jest panikarz i odchodził od zmysłów. Winił nawet mnie, że… jestem taka bezmyślna i dałam dziecku czekoladę. Ja… zachowałam spokój. Nie da się dziecka wychować bez tego, aby nie nabyły doświadczenia. Kiedy na ostatniej wycieczce w góry znajoma powiedziała mi: Znowu zostawiłaś dzieci. Jak one się chowają bez mamy? Odpowiedziałam jej: A niech się uczą życia! Nie chcę ich wychować na życiowe kaleki i aby jeszcze na swojej drodze życiowej złapały jakąś chorobę psychiczną. Znajoma przyznała mi rację. Antonia jest normalną nastolatką, sama wie, czego nie może jeść i kolejnego ataku astmy już nie miała. Aktualnie wchodzi w najgorszy wiek: z rozkosznej dzieciny z warkoczykami, pyzatą buzią i dołeczkami w policzkach zamienia się… w rozwydrzoną nastolatkę, której hormony szaleją. No cóż, trzeba się uzbroić w cierpliwość i przeżyć. To bardzo delikatny okres w życiu dziecka i trzeba uważać. Kary względem dojrzewającego nastolatka stosuje się często, ale trzeba uważać , aby zbyt ostrym stosowaniem nie złamać jego psychiki. I nie zrobić z niej zakompleksionego, niepełnego swojej wartości, zahukanego młodego człowieka, który będzie się bał podejmowania w życiu wyzwań, a w najczarniejszym scenariuszu zachoruje na chorobę psychiczną. Drodzy schizofrenicy, to bardzo ciężka praca wychowywanie dzieci! Jestem zadowolona z mojej rodziny i gdybym miała na nowo podejmować decyzje, to znowu zdecydowałabym się na posiadanie sporej gromadki dzieci. Jednakże i wam trochę zazdroszczę: wolności, niezależności, braku kłopotów i posiadania dużo czasu na realizowanie swoich marzeń i pasji, choć moimi marzeniami są dzieci, a pasją praca, w której się realizuję i… mam sukcesy.

O czym marzy chory na schizofrenię? Najczęściej o posiadaniu dzieci. Najrealniejsze jednak ich marzenia to o zdobyciu dużej ilości pieniędzy, aby choć raz… zobaczyć Papieża. Te zaś marzenia są nieosiągalne. Ich renta to renta najniższa, podniesiona ostatnio przez rząd do 1000 zł brutto. Więcej rząd nie zamierza dać chorym psychicznie. Także projekt emerytura500 plus, czyli dodatek raz w roku do renty i emerytury w wys. 500 zł poszedł na półkę i został zawalony papierami.  Rząd polski stawia na dzietność, czyli mieszkańcy Polski posiadający dwoje i więcej dzieci dostają 500 zł miesięcznie na każde dziecko. Malkontenci twierdzą, że to bzdurne rozdawnictwo socjalne, które doprowadzi do rozwalenia budżetu państwowego, powstania w społeczeństwie patologii, która będzie żyła z pomocy społecznej, a pracować jej się nie będzie chciało, a wcale nie wpływa na zwiększenie dzietności. Program miałby sens, gdyby dawano pieniądze na pierwsze dziecko, bo wtedy rzeczywiście zachęci kobiety do rodzenia. Dzisiaj Polki decydują się dość póżno na macierzyństwo, koło czterdziestki. A wtedy… rozpacz i zgrzytanie zębów, bo zegar biologiczny tyka i dziecka nie można począć. Kończy się tym, że… 40% dzieci rodzi się z in vitro. Ponieważ zaś to grzech, praktykujące katoliczki robią in vitro i… nie spowiadają się z niego. Ja pierwszego syna urodziłam w wieku 17 lat i potem prawie co roku byłam w ciąży, z większą przerwą w latach dziewięćdziesiątych. Razem z mężem Markiem robiłam wtedy karierę w… Kabarecie Olgi Lipińskiej. ” Wiosna, wiosna, piękny maj. Ach zamienia życie w raj! Pojawiły się dzieci… w pojemnikach na śmieci.” I to jest najgorsza zmora naszych czasów. Marzę o tym, by wszystkie dzieci były wyczekiwane i kochane… Mrzonka? A jak byśmy pozwolili chorym psychicznie mieć dzieci? Oczywiście chodzi o naszą mentalność jako społeczeństwa, bo prawnie w Polsce przeszkód nie ma. Choć pewnie takiej matce sąd by dziecko odebrał…DSCN0174

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s