Uncategorized

The courage – the invaluable thing

Na zdjęciu Krzyż poświęcony żołnierzom niemieckim, którzy zginęli podczas I Wojny Światowej znajdujący się w Górach Izerskich w Czechach na Górze Stefana. Los tego krzyża jak los różnych bohaterów był różny w zależności od wichrów historii jakie wiały w dziejach. Kiedy Niemcy Sudeccy przejęli Czechosłowację w 1938r bardzo postawili ten pomnik swoim bohaterom. Gdy po zakończeniu II Wojny Światowej Czesi odzyskali swój kraj ich nienawiść kojarzyła się ze wszystkim, co niemieckie. Zniszczyli wszystkie pamiątki jakie zostały po Niemcach. Ten Krzyż także został zniszczony, stał potem 70 lat zapomniany i niszczał. Dopiero po upadku komunizmu i powstaniu Czech po rozpadzie Czechosłowacji znalazł się zapaleniec, który w 2002 r. odnowił ten pomnik, krzyż został naprawiony i stoi. Czy wspomina dawną potęgę niemiecką? Na pewno jest żródłem wzruszeń dla turystów niemieckich, zwłaszcza emerytów, którzy odwiedzają Górę Stefana.  Los bohaterów bywał w historii różny i zależał od polityki jaką w danym czasie prezentowało dane państwo. Raz się jednych robiło bożyszczami narodu, innych jeśli nie zbrodniarzami to skazywało na zapomnienie. Zmienił się kierunek wiatru historii to ci drudzy stali się bożyszczami narodu, a ci pierwsi śmieciami. I tylko szkoda ludzi, którzy walczyli, ginęli za to co wierzyli, a dziś polityka kupczy ich losem. Jednakże jedna rzecz jest bezcenna i pomimo zmian polityki zawsze nieodmienna to odwaga. Odwagi się nie kupi nie sprzeda, odwaga istnieje pomimo zmian w polityce państwa. Odwaga jest wartością stałą, zawsze się ją definiuje tak samo. Cześć ludziom odważnym!!!

Kiedy w pierwszej dekadzie dwudziestego pierwszego wieku wojska koalicji antyterrorystycznej na czele z USA ruszyły na Irak – państwo reżimu Husseina, w koalicji, która walczyła w Iraku była też Polska. Żołnierze polscy dzielnie walczyli o demokratyzację Iraku, nie oni jednak zapisali się w historii. Bohaterem walk w Iraku został dziennikarz polski, korespondent wojenny, Waldemar Milewicz. Waldemar Milewicz odznaczał się brawurową odwagą. Jego pasją było dziennikarstwo wojenne. Był wszędzie tam, gdzie toczyła się wojna. Relacjonował wojnę w Czeczenii, na Bałkanach , w Rwandzie.  Także podczas wojny w Iraku nie mogło go zabraknąć. Niestety, tam znalazł śmierć. Polskich żołnierzy w Iraku los oszczędzał. Zginęło tylko albo aż czterech polskich żołnierzy. Zginął też dziennikarz Waldemar Milewicz. Ja także razem z moim wujkiem i obecnym mężem Mirkiem mamy smykałkę do  niebezpiecznych rzeczy. Byliśmy w Serbii podczas walk o Sarajewo i jeżdziliśmy także z Waldemarem Milewiczem do Iraku.  W krytycznym dniu wracaliśmy samochodem Telewizji Polskiej, dobrze oznakowanym, w tym znakami Czerwonego Krzyża z misji reporterskiej i charytatywnej – pomagaliśmy ludności mieszkającej na terenach objętych działaniami wojennymi, często opanowanymi przez oddziały terrorystyczne, kiedy samochód wpadł w pułapkę. Został ostrzelany przez oddział terrorystów. Strzały padły do kabiny kierowcy.  Kiedy eskortujący nas żołnierze odparli atak, otworzono drzwi kabiny samochodu, który wypadł z drogi. Z kabiny wyleciało ciało. Mój mąż zdrętwiał ze strachu, bo… nie wiedział, kogo zastrzelili. Przy drzwiach obok Waldemara Milewicza ja siedziałam. Z samochodu wypadło ciało … Waldemara Milewicza. Został trafiony w głowę i nie miał szans. Zginął także arabski kamerzysta Telewizji Polskiej. Ja miałam szczęście. Przykro jest mówić, że się z powodu czyjejś śmierci miało szczęście, ale Waldemar Milewicz … uratował mi życie. W chwili strzałów pochylał się nade mną i mnie zasłonił.  Mimo wszystko przeżyłam chwile grozy i śmierć zajrzała mi w oczy. Dziękuję ci Waldku, zawsze będę cię wspominać! Mój Mirek także przeżył chwile strachu… o mnie. Dziś kategorycznie zabrania mi jeżdzić w tereny objęte wojną i bawić się korespondenta wojennego. Ale ja zawsze postawię na swoim. Ktoś musiał przejąć pałeczkę po Waldemarze Milewiczu. Ludzie czekają na wiadomości. Byłam także w Smoleńsku po katastrofie prezydenckiego samolotu, kiedy zginął prezydent Polski Lech Kaczyński. Widziałam miejsce katastrofy bezpośrednio po wypadku i widziałam, co zostało z ofiar. Nie byłam tam jednak jako dziennikarz. Czynności z miejsca katastrofy relacjonował Piotr Kraśko. Ja byłam tam jako prokurator.  Jedyny polski prokurator. Pojechałam tam, bo wymogłam to sama na swoim szefostwie. Szef się nie chciał zgodzić. Powiedział: Pani choruje na chorobę dwubiegunową, stres może pani zaszkodzić, a tam będzie dużo stresu, okropne widoki. Kiedy nalegałam, szef kazał podpisać mi oświadczenie, że jadę tam na własną odpowiedzialność. Podpisała i pojechałam.  Byłam wtedy w ciąży. Przeżycia podczas sekcji zwłok ofiar i ich identyfikacji przez rodziny były tak okropne, że… zemdlałam i byłam na granicy poronienia. Rosyjscy lekarze uratowali moje dziecko! No cóż, mój mąż z ciężkim sercem musi się chyba pogodzić z tym, że ja zawsze muszę być tam, gdzie się coś dzieje. Przyprawiam o siwe włosy moich bliskich. Czy jestem odważna? Kiedyś w Ogólniaku po tzw. Wydarzeniach Lubińskich w dniu 30 sierpnia 1982r, czyli polowaniu z bronią palną przez ZOMO na ludzi, moje koleżanki z klasy powiedziały, / słynęłam z tego, że na wuefie w biegach na setkę miałam zawsze najgorszy czas, bo biegałam z …szybkością żółwia/ że trzeba mnie przestraszyć to pobiję rekord olimpijski. Póżniej zaś zapytały ze śmiechem: Tylko czym ją przestraszyć?

Schizofrenia to choroba, w której chory żyje w swoim świecie, tak innym od tego, który my – zdrowi postrzegamy, świecie dla niego lepszym, świecie jego chorobowych urojeń. Schizofrenik ma inną osobowość, a czasem wiele osobowości. Cechą tej choroby jest, że chory nie potrafi się pogodzić ze swoją prawdziwą osobowością, być może dlatego, że zazwyczaj nic w niej nie osiąga, ucieka więc w świat swoich urojeń. Jest kimś. A może być nawet… Napoleonem. W realnym życiu boi się przeprowadzić staruszki przez jezdnię, kiedy wysiądzie sygnalizacja świetlna na skrzyżowaniu. W swojej chorobowej osobowości jest super odważny,  był … przywódcą manifestacji nielegalnej Solidarności, kiedy za komuny rozpędzało ją ZOMO pałami. Odwaga jest bezcenna. Każdy marzy o byciu odważnym. Chory na schizofrenię też. Więc nie śmiejmy się, kiedy schizofrenik nam opowiada, że… uratował dzieci z pożaru domu socjalnego w Kamieniu Pomorskim. Czy leczenie schizofrenika ma sens? Przecież wyleczony nie jest już bohaterem. Jest zwykłym szarym człowiekiem o bezbarwnym życiu, bez marzeń, bez rodziny, na rencie. Ma tylko tę satysfakcję, że jest zdrowy. Tylko co mu po zdrowiu?  Może więc warto mu pozwolić sobie trochę uroić sobie życia? Niech ma choć przez chwilę coś z życia… Ja wiem, że w te wspomnienia, które tu opisałam wielu mi nie uwierzy. Powie: Wiadomo, psycholka, bredzi! A niech tam niech sobie myśli! Moje przygody są tak niewiarygodne, że sama czasami myślę, czy nie są to urojenia… Oderwane okruchy wspomnień…DSCN0215

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s