Uncategorized

Tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono

Co to jest silna wola? Silna wola to umiejętność wyznaczenia sobie celu i wytrwale z determinacją do niego dążenia. Silna wola to chęć i umiejętność sprawdzenia siebie. W praktyce silna wola nie zawsze wystarczy. W grę wchodzi jeszcze powiedzenie, by mierzyć siły na zamiary, bo co po silnej woli, kiedy ciało mdłe i odmawia posłuszeństwa. Jest takie stare powiedzenie: tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono. Jak mawiał stary góral, który uczył młodzież jeżdzić na nartach: jak się nie wywrócisz, to się nie nauczysz! I warto jest samemu czegoś spróbować, bo się przekonać, czy podołamy czy uznamy, że to nie dla nas i trzeba sobie odpuścić. Doświadczenie ubogaca ludzi. Ludzie, którzy niczego nie próbowali, bo im inni powiedzieli, że to nie dla nich są bardzo ubodzy. Mój świętej pamięci tato często mi mawiał: człowiek uczy się na błędach, ale najlepiej na cudzych! Ja jednak nie słuchałam ” dobrych rad” i gdy mi czegoś zakazywano, tym bardziej chciałam spróbować. Najczęściej bardzo się sparzyłam, ale dzięki temu, że coś przeżyłam w życiu dziś nie jestem życiową fajtłapą. To co osiągnęłam w życiu, to dzięki temu, że zawsze … próbowałam owocu zakazanego. Dziś modne jest chowanie dzieci pod kloszem.  Dzieci chowa się na strzeżonych osiedlach, babcia lub niania odprowadzają i przyprowadzają dzieci do szkoły i ze szkoły. I skutek jest! Młody człowiek wychowany konsumpcyjnie w latach tzw. demokracji jest kaleką życiową. Nie potrafi założyć rodziny, siedzi rodzicom na karku. Mój kuzyn mający firmę mówi, że współczesny młody mężczyzna nie nadaje się do pracy. Trzymanie dziecka pod kloszem robi więcej złego niż dobrego. Nie znający życia, niedoświadczony młody człowiek przy pierwszym zderzeniu z życiem tonie. Pojawia się frustracja, nerwica, a nawet choroba psychiczna. Psychiatrzy biją na alarm: coraz więcej młodzieży po piętnastym roku życia choruje na schizofrenię! I co? Rodzice myśleli, że czynią dobrze. W dzieciństwie nie brakowało im ptasiego mleka, rodzicie usuwali im wszelkie kłody spod nóg, chowanie pod kloszem, a w dorosłym życiu choroba psychiczna, samotność, renta i człowiek zamiast budować społeczeństwo staje się ciężarem dla społeczeństwa. Żyjmy zatem zawsze swoim życiem, choć może ono jest może gorszą drogą niż wybrali nam nasi rodzice!!!

W ósmej klasie podstawówki, a był to rok 1979r zemdlałam na wuefie, zrobiono mi badania i się okazało, że mam wadę serca i dwa lata życia przed sobą, a uratować mnie może przeszczep serca. Dostałam się do kliniki w Zabrzu, gdzie prof. Zbigniew Religa pracował nad przeszczepami serca. Niestety, nie było dla mnie dawcy.  Religa eksperymentował wtedy z przeszczepami serca świni człowiekowi. Zaproponował je moim rodzicom, bo powiedział, że mój stan jest i tak poważny i nie mogę czekać na dawcę. Kiedy przygotowywano mnie do przeszczepu, dawca się znalazł, ale moi rodzice zdecydowali się na to serce świni. I dobrze zrobili! Przeszczep się tak przyjął, że nigdy nie musiał brać tabletek zapobiegających odrzuceniu przeszczepu, uprawiałam aktywnie sport i szczęśliwie urodziłam pokażną gromadkę dzieci / zarówno naturalnie jak i przez cesarki/. Jakiś czas po mojej operacji Religa dokonał pierwszego przeszczepu serca człowiekowi i zaniechał prac nad próbami przeszczepu serca świni. A szkoda, mój przykład świadczy, że to by była przyszłość leczenia wad serca. Moje serce do tej pory wspaniale funkcjonuje. Tylko dwa lata temu rozszczelniły mi się zastawki. założono mi sztuczne. Operacji dokonał młody lekarz w szpitalu Miedziowego Centrum Zdrowia w Lubinie. MCZ w Lubinie ma kardiologię na wysokim poziomie i mają sukcesy w operacji serca, szczególnie w zakładaniu bajpasów i stendów. Moja operacja była w Lubinie pionierska. Operację miałam we wrześniu, potem przeszłam rehabilitację kardiologiczną, a wiosną już chodziłam po górach. Parę dni temu byłam w Tatrach, Tatry wysokie to był prawdziwy sprawdzian dla mojego serca, a szlaki w Tatrach są strome i bardzo trudne. Moje serce zdało egzamin. Ludzie mi mówią, że pod górę wchodzę jak kozica, mam kłopoty z zejściem w dół jak jest bardzo stromo. W Sudetach zdarzało się, że zjeżdżałam na tyłku. Boję się schodzić i robię to bardzo powoli. Jednak choć raz postanowiłam w Tatrach zaliczyć wysoką górę, żeby się sprawdzić i ocenić swoje możliwości. Kierownik wycieczki ostrzegał mnie, że zejście jest trudne i strome, a do tego było po deszczu i po tych kamieniach płynęły potoki wody, było bardzo ślisko.  Poprosiłam jednego pana, czy pomoże mi zejść. Zgodził się i pomógł mi nawet bardziej niż tego wymagały moje umiejętności. Wiem, że mu też było ciężko, bo holowanie z góry niedorajdy jest bardzo męczące i dodatkowo jeszcze trzeba było uważać byśmy we dwójkę nie spadli. Bardzo mu dziękuję za pomoc i wyrozumiałość i … polecam się na przyszłość.  Nauczył mnie też chodzić po stromych zboczach i kamieniach. Pierwszą górę na wierzchołek pokonałam rześko jak kozica. Przy drugim podejściu już musiałam co dwadzieścia metrów robić przystanek, by uregulować oddech. Co ciekawsze jednak zadyszki nie dostałam, podejście bardziej dało w kość moim udom. Ten pan zwrócił mi uwagę: – Żle idziesz i co zmęczyłaś się? Bo trzeba iść noga za nogą, a nie drobić kroczki. Dużo mnie nauczył i myślę, że drugi raz już choć powoli, ale zejdę sama, pod warunkiem, że kamienie nie będą mokre. Sprawdziłam się i wiem na co mnie stać w górach i na co stać moje serce i towarzyszy podróży proszę o wyrozumiałość. Na tatrzańskich drogach pokonałam samą siebie! To jest sukces. Jak ja kocham chodzić po górach i mam nadzieję, że moje serce jeszcze długo pozwoli mi chodzić po górach!!!

Tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono! Warto się sprawdzić i ile jest radości, jak się sprawdzimy! Trzeba jednak wiedzieć, że takie góry jak Tatry to trudne i niebezpieczne góry do chodzenia. Większość szczytów w Tatrach Wysokich jest niedozwolona dla turystów. Pięknie jest się sprawdzić i pokonać własny rekord, ale… trzeba mierzyć siły na zamiary. Trzeba pamiętać, że na trasach w Tatrach cofnąć się nie można, a ścieżki są wąskie, że nie zmieści się na nich druga osoba. W wypadku kiedy spuchniemy , konieczne jest wezwanie GOPRu, a to kosztuje i… trzeba pamiętać, że kiedy goprowcy przyjadą do łamagi, która nie potrafi zejść, to wtedy nie będzie ich jak ktoś naprawdę będzie potrzebował pomocy w górach.  Góry są grożne i piękne i wyzwalają w ludziach najpiękniejsze uczucia. Spotykani na trasie ludzie się pozdrawiają, a towarzysze wędrówki pomagają słabszym. Chowanie pod kloszem nie jest dobrą metodą wychowawczą. Doświadczenie nas uczy i wzmacnia naszą psychikę. Nie bójmy się wyzwań! A za nim będziecie nieśli rannego pod obstrzałem jak ja niosłam małego harcerzyka Mietka podczas polowania przez ZOMO na ludzi w Lubinie w dniu 30 sierpnia 1982r. jedżcie w góry i sprawdżcie się tatrzańskich szlakach! Aktywny wypoczynek ratuje nasze zdrowie psychicznie, a u chorych na schizofrenię leczy stres i sprawia, że remisja jest dłuższa. Chodzi o to by społeczeństwo było zdrowie!!!DSCN0101

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s