Uncategorized

My beautiful palace of life!

“Wybuduję sobie dom , my home, sweet home – tak marzy sobie niejedna nastolatka wchodząc w życie, tak buduje sobie życie, swoją przyszłość, a my rodzice chcielibyśmy, by miała jak najpiękniejszą przyszłość, by jej marzenia się spełniły. Jak mówił poeta” wybuduję sobie wielki gmach, wspaniały pałac ku mojemu szczęściu i na pożytek ludzi. Nasze życie to nasz dom i od nas zależy, czy będzie on szopą czy pałacem. Każdy z nas oczywiście chciałby pałac. Czy wszystkim jest dane, by ich życie było pałacem? Co zawinili ludzie, że ich życie to rozwalająca się rudera albo skończyli je budować na fundamentach? Czy w ogóle coś zawinili? Jest takie powiedzenie, że trzeba być dobrym dla innych, szanować ludzi, pomagać im, bo karma zawsze wraca do człowieka.  Czy wszyscy to rozumieją? Na facebooku jest taka strona : dyskusje bez obciążeń”. Czasami się tam udzielam i z przykrością stwierdzam, że poziom dyskusji w polskim necie sięgnął dna. Zamiast merytorycznych dyskusji, przekazywania sobie wzajemnie mądrych spostrzeżeń pyskówki i ubliżanie. Niestety, ryba zaczyna się psuć od głowy. Poziom kulturalny polskich polityków jest żenujący, a przodują w tym politycy obecnie rządzącej partii.  Politycy na całym świecie już dawno odkryli, jaka jest siła internetu. Politycy na całym świecie zatrudniają tzw. potocznie trolli internetowych, którzy lobbują na ich rzecz. Nie dziwi więc, że i rządząca w Polsce partia zatrudnia swoich trolli. Tylko dlaczego politycy płacą za obrażanie i inwektywy? A niestety, jest na to przyzwolenie z góry, bo żaden polityk, nie wejdzie np. na forum facebookowe ” dyskusja bez obciążeń”, by zmitygować swoich: panowie nie tędy droga do sukcesu naszej partii! Większość płatnych trolli internetowych to ludzie z problemami psychicznymi, być może nawet całkowicie ubezwłasnowolnieni, to ludzie, którym życie się nie udało, sfrustrowani, którzy nie mają their sweet homes – palace of life, żyją życiem innym i chcą się sprawdzić w dyskusjach politycznych. Ich partia, przywódca ich partii to ich sens życia. A jaki jest my sweet home?

 

Ja swoje szczęście dzisiejsze budowałam bardzo długo i wiele razy błądziłam w życiu zanim odkryłam, co i kto jest moim przeznaczeniem. A jest nim mój obecny mąż, Mirek. Znaliśmy się bardzo długo, praktycznie od czasów mojego przedszkola. On był dla mnie wujkiem, a on mawia, że jestem jego najwierniejszym psem, bo zawsze chodziłam jak pies za nim. Przeżyliśmy razem i smutne i radosne chwile, chwile sukcesu i porażek. Był mi przeznaczony od mojego dzieciństwa. Mój dziadek nawet zapisując mi dom powiedział, że robi to dla Mirka – może się pożenią, to zostanie w rodzinie. Kiedy po naszym pierwszym wspaniałym razie w 1981r, kiedy miałam / sic!/ biologicznie 14 lat, ale zgodnie z metryką 16 zaszłam w ciąże, on gotów był się rozwieść i ożenić ze mną. Gdy wypadłam z okna i poroniłam, nie wymagałam już tego od niego. Marcin był mały i potrzebował pełnej rodziny. Ja jednak… nie byłam Penelopą i nie czekałam z rutowym wiankiem aż Marcin stanie się pełnoletni. Próbowałam sobie ułożyć życie z innymi mężczyznami. Czternaście mężów i… czternaście klap. Mój tato mawiał, że ja tylko mierzyłam wysoko i do bardzo inteligentnych, na prostych mężczyzn nawet nie patrzyłam. Ale to nie tak. W mojej kolekcji mężów był wprawdzie super mądry Adam Fierla, byli wielcy tego świata: Ronald Reagan, Władimir Putin, Edward Windsor. Raz jeden drogo zapłaciłam za swoje ambicje, kiedy wyszłam za mąż za północnokoreańskiego przywódcę Kim Dzon Ila. Ale byli też zwykli mężczyżni: kolega z podstawówki Marek Barnaś, kuzyn Piotr i kuzyn Rysiek, ci ostatni nie mieli matury, a Rysiek był prostym chłopem z wykształceniem zawodowym. Ja bowiem mężczyzn, których poznawałam nie szufladkowałam wg. tego kim są, a jacy są. Przedostatnim mężem w latach dziewięcdziesiątych, ślub był w 1990r był Marek Siudym i ja naprawdę myślałam, że to miłość na zawsze. Wszystko robiliśmy razem, na planie Kabaretu Olgi Lipińskiej chodziliśmy trzymając się za rączki. W… 1991r kiedy pracowałam w Zielonogórskiej Gazecie Nowej w moim życiu znowu pojawił się Mirek i nasze uczucie wybuchło jak kwiaty na wiosnę. Przekonałam się, że Marka Siudyma lubię, ale jako przyjaciela i chciałabym by pozostał dla mnie najlepszym przyjacielem. Czy to możliwe po tym co mu zrobiłam? Nawet nasza starsza córka, Maria, która jest za ojcem obraziła się na mnie za to, że rzuciłam Marka. Moja namiętna i bezgraniczna miłość do Mirka została wreszcie usankcjonowana i pobłogosławiona przez … Boga. Wzięliśmy ślub w 1999r, a w dziesięć miesięcy od ślubu urodziły się nasze pierwsze dzieci, bliżniaki Stanisław i Angelika. Mój tato zawsze się ze mnie śmiał i dokuczał mi: kiedy następny chłop? Ale to nie tak! Ja już wiem, co to miłość, nie tylko namiętność i wiem, że Mirek już będzie na dobre i na złe do końca życia. Dla wielu tworzymy dziwną parę. Ja ma… 168 cm wzrostu, mój mąż 158 cm  i żli ludzie się z nas śmieją. Mnie jednak jego wzrost nie przeszkadza, wiem, że miłości nie mierzy się w centymetrach. Kiedy idziemy razem trzymając się za ręce, a robimy to często, bo nie potrafimy wytrzymać bez dotknięcia się, jestem dumna i szczęśliwa, że mogę tak z nim iść. Kiedy on się zapomina i… całuje mnie na ulicy, nie wstydzę się tego, choć poprzednim moim mężom nie pozwalałam się całować publicznie, bo uważałam, że pocałunek to intymna czynność i nie robi się tego na pokaz. Teraz w każdej sytuacji łaknę pocałunków mojego męża. Mirek jest nieśmiały i bardzo zakompleksiony na punkcie swojego wzrostu. Niesłusznie. Ma tyle zalet. Jest bardzo inteligentny. Ma dwa fakultety: prawo i historię sztuki. W dziennikarstwie osiągnął szczyty. Ma Pulitzera, za książkę o masakrze w Lubinie w dniach 30 i 31 sierpnia 1982r. Jest też bardzo dobrym aktorem i spikerem radiowym, a ja codziennie przed zaśnięciem słucham radia, bo uwielbiam jego głos. Dla mnie jest też przystojny. Jestem nawet… zazdrosna, bo wokół niego kręcą się zawsze jakieś babole, a on jest dżentelmenem i wobec wszystkich jest szarmancki i wszystkim pomaga. Mam jednak do niego zaufanie. Może niesłusznie? Kocham go jednak i uważam za ideał. Jest nim!  I made my palace of dreams and made this for tugether for my life end. My home – sweet home! My love of my life!!!

Miłość nas uskrzydla. Miłość daje nam chęci do życia. To nie slogan, ale prawda. Ludzie, którzy nie zaznali w życiu miłości, którym z różnych przyczyn, czasami z powodu choroby psychicznej, nie dane było poznać miłości, są bardzo ubodzy. Jakie antidotum dla nich mamy? Biblia mówi: Błogosławieni Ubodzy Duchem albowiem do nich będzie należało Królestwo Niebieskie. Dotyczy to wszystkich i tych, którym natura dała niewielki iloraz inteligencji i chorzy psychicznie, a także ci, którzy z różnych przyczyn nie zdołali sobie wyrobić bogatego życia duchowego. Samotni, bez kariery zawodowej, bez talentów, z niezrealizowanymi marzeniami. I oni kiedyś znajdą swoje szczęście. Być może będzie to już nie w tym życiu. Dla wielu to może być przykre, bo liczy się dla nich to życie na tej ziemi pod tym niebem i tu chcą być szczęśliwi. Jednakże chrześcijanin dąży do Szczęścia Niebieskiego, dla chrześcijanina ważne jest, by po śmierci usiąść obok Chrystusa. Ja wierzę, że kiedyś w Niebiańskim Szczęściu czeka mnie największa nagroda za dobre życie na ziemi – Chrystus nie rozłączy mnie z moim ukochanym Mirkiem. Czy mam za duże mniemanie o sobie?DSCN0192

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s