Uncategorized

Repair the world with your friends!

Jest takie stare i mądre polskie przysłowie: grosz dany w potrzebie, złotem wróci do ciebie. Moja babcia mawiała mi kiedyś; żyj tak, aby nikt przez ciebie nie płakał! i uczyła mnie, że skoro Bóg dał mi trochę lepsze życie, to powinnam pomagać tym, co dzieje się trochę gorzej. Pamiętajcie: karma zawsze wraca! Kiedy w Polsce w latach dziewięćdziesiątych tworzył się kapitalizm, Leszek Balcerowicz drastycznie ograniczył wydatki budżetowe. Cięcia objęły wszystkie dziedziny życia: oświatę, kulturę, a najbardziej opiekę społeczną. Zlikwidowano wiele świadczeń społecznych, które istniały za Komunę, zostawiono tylko te niezbędne dla najbiedniejszych, a minister pracy Jacek Kuroń stał się sławny ze swoją zupą. Stworzył bowiem dla bezrobotnych darmową zupę, przez naród szybko nazwaną kuroniówką. A jak kogoś zwalniano z pracy, likwidowano wtedy wiele przedsiębiorstw państwowych, sporo ich bankrutowało, to ludzie mówili, że idzie… na kuroniówkę. W Polsce wraz z dekadą lat dziewięćdziesiątych przyszły takie pojęcia, których nie było za Komuny jak bezrobocie i bieda. Pojawiła się skrajna bieda i ludzie, którzy zaczęli szukać jedzenia po śmietnikach.  Filantropi w pierwszych rządach kapitalistycznej Polski zaczęli domagać się świadczeń socjalnych, ale Leszek Balcerowicz był nieubłagany: Żeby naprawić państwo, trzeba zrównoważyć budżet, żadnych więc ulg, na nic!. Wysunięto więc wtedy hasło: dobroczynność antidotum na biednych! Chrześcijański naród ma pomagać potrzebującym! Zaczęły się wtedy masowo tworzyć fundacje dobroczynne, pierwszą fundacją była powstała w 1993r fundacja Jurka Owsiaka Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Władza żeby zobligować ludzi do pomocy innym w kodeksie podatkowym stworzyła możliwość odpisu 1% podatku dochodowego na organizację pożytku publicznego. Miarodajne jest, że podatnik sam decyduje, czy chce przekazać 1% swojego podatku na cele dobroczynne i z listy wybiera fundację, której chce przekazać. I ludzie odpisują! Okres zaciskania pasa w latach dziewięćdziesiątych wypromowany przez Leszka Balcerowicza ugruntował w polskim narodzie jedną pożyteczną rzecz: uczulił ludzi na pomaganie innym i spowodował, że ludzie w tej kwestii wzięli ster w swoje ręce. Zaczęli współdecydować. Tego nie da się ludziom zabrać.

My z mężem należymy do organizacji Opus Dei. Mój mąż nawet zaszedł wysoko, bo jest generalnym dyrektorem tej organizacji przy Watykanie. Ja nie mam mu za złe, że jest mężczyzną i zaszedł tak wysoko na stanowisko, że w organizacji kościelnej dla mnie to jest nieosiągalne. Ja jednak mogę działać i na swoim małym Poletku Pana Boga wcielać w życie idee , w jakich mnie wychowano. A my jako należący do tej elitarnej organizacji kościelnej musimy świecić przykładem. Daliśmy więc przykład, że… środki antykoncepcyjne są nie dla nas. Każda przyjemność kończyła się u nas dzieckiem, dzieci rodziły się częściej niż rok po roku, mamy ich czterdzieścioro, w tym dwie pary bliżniaków / najstarsi chłopiec i dziewczynka i dziewięcioletnie dwie dziewczynki/ i… pewnie mielibyśmy więcej dzieci, ale lekarz nam zakazał, bo zbyt wiele cesarek spowodowało, że kolejna ciąża mogła zagrażać mojemu życiu i grozić pęknięciem macicy. Poza tym podczas ostatniej cesarki usunięto mi raka jelita grubego i miałam chemię. Niezabezpieczanie się jednak to nie było dla nas wyrzeczenie, oboje bardzo lubimy dzieci i mój Mirek od dawna marzył o dużej rodzinie. Dzisiaj po prostu szaleje za tymi dziećmi i świata poza nimi nie widzi. Spotykamy się w jego kawalerce na seks, który nam sprawia wielką frajdę, ja pragnę tylko jego, a on tylko mnie i okazuje mi to bardzo namiętnie. Ostatnio mnie nawet podrapał. Często jednak rezygnuje z naszych spotkań, bo… musi być w domu razem z dziećmi. Zatracił się w miłości do nich, nawet pracuje w domu / ma firmę zajmującą się renowacją obrazów i starych rzeżb, mebli/. Ja należę do lubińskiego Kółka Różańcowego i to już od początku małżeństwa. Wiem, że zaraz się będziecie śmiać. Kółko różańcowe to synonim dewocji i wstecznictwa religijnego! Nic z tych rzeczy! Kółko Różańcowe w mojej parafii to kobiety w wieku produkcyjnym, pracujące, wiele z nich jest wykształconych. Nie polega ono tylko na spotykaniu się w celu klepania różańca. Spotykamy się raz w miesiącu, za każdym razem u innej członkini. Jest poczęstunek, herbata. Najpierw rzeczywiście odmawiamy wspólnie modlitwę, ale póżniej rozmawiamy o sprawach parafii. Podczas tych spotkań udało się załatwić wiele bolączek parafii, wystąpiliśmy z wielu inicjatywami w celu ulepszenia życia parafialnego. Możemy się pochwalić, że dzięki nam w naszym kościele wzrosła liczba przychodzących wiernych do kościoła, kiedy w całej Polsce widzi się raczej spadek osób praktykujących.  Kiedy spotkanie było w moim domu, moja mama zawsze piekła ciasto, ostatnio pod kontrolą mamy próbuję sama piec. Muszę się pochwalić, że paniom bardzo smakuje. Podczas spotkania dzieci mają przykazane, aby siedziały na górze w swoich pokojach i nie przeszkadzały. Ale spróbujcie sobie poradzić z taką czeredą! Licealiści nie stanowią problemu, bo albo zajmują się sobą albo ich nie ma , bo np. idą na spotkanie z przyjaciółmi czy na randkę. Gimnazjalistów łatwo zdyscyplinować, bo korzystają z okazji, siedzą w swoich pokojach i… grają na komputerze. Młodsze dzieci jednak podsłuchują o czym panie mówią na schodach, a często robią nam psikusy. Jednego razu schowały krucyfiks, który zawsze stawiam na stole. Kiedy przetłumaczyłam, że tak nie wolno, na następnym spotkaniu u mnie, dziesięcioletnia córka przyniosła swój srebrny różaniec, który przywiozłam jej z Watykanu poświęcony przez papieża i zawiesiła go na naszym krzyżu. Panie były rozczulone! Ostatnio na spotkaniu u mnie rozmawiałyśmy o pladze nastoletnich ciąż w naszym mieście. Powiedziałam wtedy, że jedna matka przyprowadziła do mnie do psychologicznego gabinetu piętnastoletnią córkę w ciąży i prosiła, abym ją przekonała do aborcji, bo sobie marnuje życie. Kiedy… przekonałam córkę, że ciąża u nastolatki to ciężar psychiczny, szybsza dojrzałość i wiele wyrzeczeń, ale nie… wyrok i nie powoduje, że nie można zrealizować swoich marzeń i przekonałam ją do urodzenia dziecka, matka… złożyła na mnie skargę do dyrektora przychodni. Panie wtedy wpadły na pomysł, aby w kościele zrobić warsztaty dla nastolatek w ciąży. Proboszczowi bardzo spodobał się ten pomysł i plan jest w trakcie realizacji. Warsztaty będzie prowadził ksiądz, ale będzie też spotkanie z psychologiem. Kiedy się podzieliłam tym pomysłem na forum internetowym, jedna internautka napisała, że takie warsztaty miałyby sens jakby to była rozmowa z kobietą, która miała podobny problem, co te dziewczyny. Poddałam ten pomysł proboszczowi i go zaakceptował. Warsztaty mają już ruszyć w maju, chcemy aby one się zeszły razem z najpiękniejszymi nabożeństwami maryjnymi, nabożeństwami majowymi i komuniami. To piękny symbol! Warsztaty będą bezpłatne! Oczekujemy chętnych…

Każdy może działać pro publico bono, podwyższa bowiem tym swoją wartość, a jednocześnie pomaga innym i to jest piękne. Warto pomagać komuś kto stracił sens życia, kto jest w dołku, on tylko czeka , by ktoś do niego wyciągnął rękę.  Jak to kiedyś ładnie śpiewali: ” Moja i twoja nadzieja pozwoli uczynić nam cuda. Moja i twoja nadzieja uczyni realnym krok w chmurach.” Dajmy więc nadzieję tym, co stracili sens w życiu! Takimi ludżmi są chorzy psychicznie, a szczególnie schizofrenicy. Wielu chorych na schizofrenię popełnia samobójstwo nie w czasie choroby, a podczas wychodzenia z niej. Przestają bowiem  żyć w świecie swoich urojeń, a zaczynają widzieć realny świat, Widzą, że nie mają wykształcenia, pracy, męża, dzieci, przyjaciół, ich życie to wegetacja na najniższej rencie, bo nigdy nie pracując nie zdobędą wyższej renty niż najniższe 980 zł na rękę, dostrzegają bezsens swojego życia i… kończą samobójstwem. Drodzy chorzy na schizofrenię i chorobę dwubiegunową, kiedy wam lekami wyciszą objawy wytwórcze nie kończcie leczenia! Nie jesteście jeszcze zdrowi! Kiedy chorzy na schizofrenię przychodzą do mnie na terapię i mówią o bezsensie swojego życia, o rencie, niemożności znalezienia pracy, mówię im: jesteście we wspaniałej sytuacji, macie na rencie dużo czasu, to ja wam zazdroszczę! Realizujcie swoje hobby! Jeżdżcie na wycieczki! Zwiedzajcie świat! A praca? Jest wolontariat. Udzielajcie się społecznie! Każda fundacja chętnie przyjmuje wolontariuszy. Wiedzcie, że praca społeczna daje większą satysfakcję niż praca na etacie! To większe zadowolenie z życia…  For life and with life! Amen!!!IMG_20181222_143523_BURST001_COVER

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s