Uncategorized

The theachers of Favour of God!!!

Jest  takie starorzymskie przysłowie: bodaj byś cudze dzieci uczył! W starożytnym Rzymie zawód nauczyciela nie był zbyt poważany. Nauczycielami byli niewolnicy, najczęściej Grecy, bo przez patrycjuszy rzymskich uznawani za najbardziej wykształconą nację. Patrycjusze rzymscy dużą wagę przykładali do wykształcenia swoich dzieci i wykształcony pedagogus Grek był na rynku towarem bardzo poszukiwany. Z szacunkiem do wykształcenia u patrycjuszy rzymskich nie szedł jednak szacunek dla nauczycieli. Niewolnik – pedagogus miał obowiązek uczyć dzieci pana, a pan nie miał obowiązku płacić pedagogusowi. Nauczyciel miał tylko wyżywienie i utrzymanie, bardziej wdzięczni pater familias za uczenie swoich dzieci dawali im prezenty, a największym dowodem wdzięczności dla pedagogusa było wyzwolenie go.  W Polsce dziewiętnastowiecznej rozpowszechnił się portret nauczycielki – Siłaczki , opisanej w noweli przez Stefana Żeromskiego. Nauczycielki, która poświęca się nauczaniu biednych dzieci i… umiera z głodu. W Polsce powojennej od czasów Komuny i trwa do dziś, utarł się pogląd, że nauczycielstwo to misja, nauczyciel to ideowiec, dla którego nagrodą nie jest pensja, a wdzięczność dobrze wykształconych wychowanków. Dziś jednak już to tak nie działa. Siłaczkę skreślono z listy lektur, bo młodzież się śmiała, gdy zaczynano ją przerabiać. Dziś nauczyciele mają swoje związki zawodowe, buntują się i… najczęściej biorą uczniów za zakładników, a ich strajki organizowane są w czasie, kiedy są egzaminy i matury, bo wtedy szantażem mogą wymóc na rządzie swoje roszczenia. Obecny rząd w Polsce stał się zakładnikiem sam siebie: daje pieniądze, obiecuje pieniądze, nic więc dziwnego, że domagają się ich nauczyciele, a buntować się będą kolejne grupy społeczne. Dobry nauczyciel jest wart tyle złota , ile waży! Czas Siłaczek minął, nauczyciel powinien być dobrze wynagradzany, ale to wynagrodzenie powinno zależeć od jego wiadomości i zdolności pedagogicznej, od tego jak uczy i jakie ma podejście do młodzieży. A z tym nie było najlepiej, a teraz jest jeszcze gorzej.

Ja w swoim życiu spotkałam bardzo wielu nauczycieli pisanych nazwę tego zawodu z dużej litery, którzy mi dali wspaniałe podwaliny pod moją dzisiejszą wiedzę, którzy mnie ukształtowali, dzięki którym zaszłam wysoko i jestem tym, kim dzisiaj jestem. Przede wszystkim na wspomnienie zasługuje moja wychowawczyni w podstawówce od klasy czwartej do ósmej, było to w czasach Gierka, a moją edukację w podstawówce zakończyłam w tym roku, kiedy był strajk w Stoczni Gdańskiej, Porozumienia Sierpniowe, pierwszy powiew demokracji i odnowy, był to rok 1980r. Symbol to? Moja wychowawczyni nazywała się Wanda Pawłowska i uczyła mnie języka polskiego. Nie miała wyższego wykształcenia, miała liceum pedagogiczne, bardzo wtedy popularne dla nauczycielek w podstawówce. Zaczęła studiować polonistykę, ale nie skończyła, bo urodziła dzieci, mąż od niej odszedł i musiała utrzymać rodzinę. Jednak wiedzy i podejścia pedagogicznego może jej zazdrościć niejedna nauczycielka z dzisiejszym wyższym wykształceniem. To ona zaszczepiła mi miłość do czytania i pokazała jak piękna jest literatura polska. Drugą nauczycielką polskiego , której wiele zawdzięczam, jest moja nauczycielka z ogólniaka prof. Irena Horoszczak. To dzięki niej zajęłam pierwsze miejsce w centralnej olimpiadzie z języka polskiego. Kiedy bowiem w siódmej klasie załapałam się na olimpiadę centralną, okazało się, że to olimpiada dla uczniów szkół średnich, dużo mi do tego w siódmej klasie brakowało i pani Horoszczak udzielała mi korepetycji. W ogólniaku zasypywałam ją… swoimi wypocinami literackimi.  Profesor je cierpliwie poprawiała i doradzała mi. To dzięki niej dostałam pierwszego Nobla w 1982r. Przyniosłam jej do oceny powiastkę o zwierzętach. Powiedziała mi, że to najlepsze, co do tej pory napisałam, ale nikt mi w Polsce nie wyda i radzi posłać do Stanów Zjednoczonych. Posłałam i dostałam Nobla. Wspaniałą nauczycielką była moja wychowawczyni z ogólniaka i nauczycielka francuskiego. Nie tylko mnie nauczyła francuskiego, dziś piszę po francusku artykuły do francuskich gazet, nie tylko była dobrym pedagogiem, ale i wspaniałą kumpelą. Pamiętne są nasze Andrzejki w 1981r, kiedy to wychowawczyni i inne nauczycielki przyszły jako trójka klasowa, by skontrolować swoje uczennice, a zaprosiły nas do swojego stolika i wszyscy bardzo dobrze się bawiliśmy. Ja tańczyłam z mężem wychowawczyni i… mój Mirek był bardzo zazdrosny. Nauczycielki pozwoliły nam wypić lampkę wina i wypalić jednego papierosa. Przypadek sprawił, że… papieros był z haszyszem, o czym nikt nie wiedział. Wszystkich wzięło na wspomnienia, a ja potem musiałam wyprostowywać sytuację w SB, bo towarzystwo w lubińskim domu kultury na Andrzejkach było szemrane i bezpieka założyła teczki wszystkim, z którymi bawiłam się na Andrzejkach. Na wspomnienie zasługuje moja nauczycielka historii w ogólniaku prof. Krystyna Szumilas. Miała dużą wiedzę, uczyła nas w Stanie Wojennym kontrowersyjnych tematów, a na szczególne podkreślenie zasługują tajne komplety w jej domu, gdzie przekazywała nam wiedzę o prawdziwej historii Lubina. To dzięki niej wiem, że Lubin nie zaczął się w 1957r odkryciem Polskiej Miedzi i że wcześniej był Helenogród, a przed II Wojną Światową słynny Helligenkrantz.  Z wieloma jeszcze zetknęłam się wspaniałymi nauczycielkami jak pani Pakulska nauczycielka geografii w podstawówce, pani Zaucha nauczycielka fizyki, czy pani Szczypek nauczycielka biologii, na wspominanie nie starczy jednak ram tego felietonu. Może kiedy indziej?     Niestety, przez moje życie przewinęło się też kilka nauczycieli, którzy na tę nazwę nie zasługują. W mojej podstawówce szkole nr 4, tej słynnej, co wychowała gniazdo małych os, jak mówili oficerowie SB, kiedy w 1988r zapadła decyzja o likwidacji podstawówki i utworzeniu drugiego ogólniaka, była nauczycielka matematyki, która wytłumaczyć nie umiała, a waliła głową ucznia o tablicę jak nie umiał. Przez jakiś czas miała zastępstwo w naszej klasie. Ja jestem matematyczny głąb, a z zadaniami tekstowymi to już kaplica.  Stałam przy tablicy , patrzyłam na zadanie tekstowe jak ciele na malowane wrota i uchem łowiłam podpowiedż. Nauczycielka chwyciła mnie i uderzyła głową o tablicę.  Ja… elegancko zsunęłam się na podłogę. Wybuchła afera w całej szkole, interweniował sekretarz Komitetu Miejskiego PZPR, nauczycielkę zwolniono z pracy. Historia była moim konikiem, ale… nie nauczycielka w podstawówce. Nauczycielka była typowym partyjnym betonem, która uczyła nas tylko tego, co było w wytycznych partii. Pamiętam w ósmej klasie nauczycielka zapisała temat na tablicy: Znaczenie Rewolucji Pażdziernikowej w Rosji dla Polski i zapytała, kto wie, kim był Feliks Dzierżyński? Podniosłam palec, wstałam i powiedziałam: Mordercą! Trzeba było widzieć  jaka wybuchła afera. Na świadectwie końcowym z ósmej klasy miałam z historii piątkę, tylko dlatego, że z historii wiele czytałam i nie można mnie było na niczym zagiąć, choć nauczycielka bardzo się starała. Takie szczęścia nie miała moja koleżanka Ania. Kiedy nauczycielka omawiała wyprawę Żeligowskiego na Wilno, powiedziała, że Polska była agresorem i ludność chciała należeć do Rosji Sowieckiej – państwa robotników i chłopów. Ania wstała i powiedziała, że jej babcia mieszkała przed wojną w Wilnie i opowiadała, że ludność Wilna witała Żeligowskiego kwiatami. Nauczycielka się speszyła i powiedziała, że to tylko ludność polska, a tej była mniejszość. Zapamiętała sobie jednak nieprawomyślność Ani. Gnębiła ją, a na koniec ósmej klasy Ania miała z historii trójkę i to po mojej interwencji, bo chciała ją usadzić.  Negatywnie została zapamiętana nauczycielka geografii w ogólniaku. Stwarzała tak stresową atmosferę na lekcji, że jak tylko weszła do klasy to zapanowywała cisza jak makiem zasiał, a kiedy brała dziennik i szukała kogo wziąć do odpowiedzi, to wszyscy spuszczali oczy, byle się jej nie rzucić w oczy i nie zostać wybranym. W klasie Ani, biologiczno – chemicznej tak gnębiła jedną dziewczynę, że ta przez nią zachorowała na schizofrenię. Ironia zasadza się w tym , że nauczycielka też przeszła załamanie nerwowe i w szpitalu psychiatrycznym obie położono w tej samej sali. Tej dziewczynie marzenia się nie spełniły, jak mówił kolega żyła od remisji do remisji i w wieku czterdziestu lat popełniła samobójstwo. Ironia w tym, że leczenie dawało rezultatu i było już lepiej.  Anię uczyła w ogólniaku nauczycielka historii, ponoć dobra, jako pierwsza miała uczyć prawdy o Katyniu, ale była chamska i wulgarna. Nie lubiła dziewczyn, do dziewcząt mówiła: Wy cioty zmierzłe! Kiedy Ania została laureatką centralnej olimpiady z historii sztuki, nie u niej, a u nauczyciela plastyki prof. Lipke, zaczęła ją gnębić i na świadectwie maturalnym dała jej trzy z historii. Ania nie miała szczęścia do nauczycieli historii, a wykształciła się w historii i karierę robi jak historyk sztuki / pisze artykuły o zabytkach regionalnych dla biblioteki pedagogicznej w Górze ./ woj. dolnośląskie/ Kiedy w Polsce zapanowała demokracja i wolność słowa, także nauczyciele się przebudzili i zobaczyli, że mogą dbać o swoje. Pierwszy ogólnopolski strajk nauczycieli był w 1993r też w czasie matur. Syn mojego Mirka Marcin zdawał wtedy maturę i też były realne obawy, czy matury się odbędą. A przecież od nich zależało staranie się na studia! Mirek był wtedy kierownikiem lubińskiego oddziały Gazety Nowej Zielonogórskiej i bardzo krytycznie pisał o strajku nauczycieli. Do mnie jako naczelnej przychodziły nauczycielki głównie ze szkoły podstawowej nr 7 w Lubinie, wiadomo kto, pracowały w niej żony i matki lubińskich notabli i domagały się, abym zwolniła Mirka, bo strajk jest słuszny, a on pisze nieprawdę, bo jego syn ma zdawać maturę. Łagodziłam ich zacietrzewienie, mówiłam, że w wolności słowa dziennikarz ma prawo mieć takie poglądy jak chce. Czy załagodziłam? Chyba nie. Ta sprawa była jedną z przesłanej słynnej afery plotkowej skierowanej przeciwko mojemu Mirkowi. Notable, którzy po wyborach 1991r opanowali Lubin i rządzą do dziś bardzo nie lubili mojego Mirka z przyczyn osobistych i rzucali mu kłody pod nogi. Kiedy był naczelnym Nowej Miedzi nie mogli się niczego przyczepić, to SB skorzystało z okazji i po zawieszeniu gazet w Stanie Wojennym Nową Miedż zlikwidowało. Na jej miejsce lubińskie SB utworzyło własną gazetę, Polską Miedż. Obecnie moje i Mirka bliżniaki Angelika i Stanisław będą zdawać maturę i… też jest strajk nauczycieli. Przeżywamy Deja vu! Moje dzieci mają plany, chcą w tym roku składać dokumenty na prawo, zwłaszcza to jest ciężkie dla Angeliki, która zawsze była sumienna i zawsze się uczyła na szóstki i nie chce mieć przerwy, bo teraz się mówi, że nauczyciele mogą nie wystawiać uczniom świadectw maturalnych, ona chce iść na studia bez poślizgu. Staś nie jest aż tak ambitny, solidaryzuje się z nauczycielami i mówi, że jak będzie trzeba to poczeka rok ze studiami. W Ogólniaku nr 1 lubińskim, do którego chodzą moje dzieci, nie strajkują tylko ksiądz katecheta, szkolny psycholog i pedagog. Młodzież chodzi do szkoły, ale czas im dobrze organizują. Wczoraj byli z księdzem katechetą w kinie. Mój mąż ma sceptyczny stosunek do strajku. Uważa, że postulaty nauczycieli są słuszne, ale krytykuje nauczycieli za branie młodzieży jako zakładników. Uważa, że strajk nie może odbywać się kosztem matur. Matury powinny się odbyć w terminie, bo będzie pat, jak w tym roku się nie odbędą i skumulują się abiturienci tegoroczni z przyszłorocznymi. Będzie w przyszłym roku zatrzęsienie kandydatów na wyższe studia. W przyszłym roku będę miała maturzystkę, moja siostra będzie miała maturzystę, jej szwagier, więc ten problem mnie osobiście dotyczy. Mój Mirek ma poglądy na strajk nauczycieli jak w 1993r, ale z dziennikarstwa już się wycofał i nie bawi się w podniecanie polityką. Został obserwatorem, choć jest za tym, by matury się odbyły, bo sprawa osobiście go dotyczy. Rząd jest cyniczny i dąży do tego, by nauczyciele zrezygnowali ze strajku i swoich roszczeń dla dobra dzieci i matur. Czy nauczyciele wywieszą białą flagę?

Bodaj byś cudze dzieci uczył! Dobry nauczyciel wart jest tyle złota , ile waży! Nauczycielstwo to misja i idea! To wszystko prawda. Jednak nauczycielstwo to także praca, do której stosuje nie tylko Kartę Nauczyciela, ale i Kodeks Pracy. We współczesnym świecie nikt już nie pracuje dla idei. I trzeba by rządzący Polską wreszcie to zrozumieli. W Polsce jest bieda. Dzisiaj ktoś mi powiedział, że w Niemczech kasjerka w biedronce zarabia 1400 euro, w Polsce taka sama kasjerka w biedronce zarabia 400 euro. Rząd pisowski dostrzega biedę i daje zapomogi socjalne, a to jest droga donikąd, bo tylko patologizuje społeczeństwo, które będzie uważało , po co pracować, kiedy rząd daje pieniądze za nic. Poza tym rozdawnictwo socjalne jest łataniem biedy dorażnym, rząd nie patrzy w przyszłość, żyłuje budżet, co doprowadzi do kryzysu ekonomicznego i nasze wnuki, za nasze zapomogi socjalne zapłacą swoimi emeryturami. Rząd Polski ma jednak własnych ekonomistów, którzy pieją z zachwytu jak nam robi dobrze! Antidotum na biedę jest stymulowanie rozwoju gospodarczego i wyrównanie polskich zarobków z zarobkami w wysoko rozwiniętych krajach Unii i… nie duszenie inicjatywy Polaków podatkami. O godne zarobki walczą dzisiaj nauczyciele, a tylko patrzeć jak w spór zbiorowy wejdą kolejne grupy społeczne. Czy strajk nauczycieli to agonia rządu pisu? Choć agonia może być długa, bo pis wygra kolejne wybory parlamentarne w Polsce.IMG_20181010_164835_BURST001_COVER

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s