Uncategorized

Every love is first and beautifulest and best!!!

Jest takie stare, piękne polskie przysłowie: majowe stadło, diabłu porzekadło. Dlatego też w Polsce utarła się tradycja, że w maju nie bierze się ślubów. Jednak maj to wiosna, bucha kwieciem i ferią pięknych barw. To piękna pora roku. Z wiosna natura budzi się do życia , a człowiek to część natury i też budzi się do życia. Krew zaczyna w nim po zimie odtajać, wrze, a jak wrze krew, to czas na uczucia. Wiosna więc to czas miłości. Wiosną się zakochujemy. Wiosną krew nam zaczyna uderzać do głowy na widok przystojnego pana płci odmiennej i myślimy, że to ten wymarzony, jedyny i że w jego ramionach będziemy szaleć wiosną, w maju, który jest najpiękniejszym miesiącem wiosennym. Albo inaczej: wiosna może sprawić, że na starego przyjaciela, który dla nas był zawsze aseksualny spojrzymy inaczej. Serce nam gwałtowniej zabije i uświadomimy sobie, że to ten jedyny, w którego uścisku ramion chcemy szaleć do końca życia, a … nawet dłużej. I dziwimy się , że dopiero teraz to zauważyliśmy. I myślimy, że to Cud, że w starym przyjacielu, który zawsze był blisko nas, zawsze nas wspierał ujrzałyśmy mężczyznę naszego  życia. Wiosna – szalejmy i planujmy śluby! Niech ten dzień będzie dla nas jedyny w życiu i na zawsze zapamiętany!

Pamiętam w ósmej klasie podstawówki moje koleżanki oglądały się już za sympatiami, czekały, aby przeżyć swoją pierwszą miłość i… były zazdrosne, kiedy chłopcy zwracali uwagę na inne dziewczyny niż one. Mnie koleżanki powiedziały, że ja wyjdę za mąż dopiero po trzydziestce. I tak bardzo się nie pomyliły! Ja za swojego Mirka wyszłam za mąż w 1999r jak miałam 34 lata. Koleżanki z klasy widziały, jak ja wszędzie chodziłam jak wierny pies za moim wujkiem, jak po szkole biegłam do jego redakcji Nowej Miedzi i wiedziały, ile ja znaczyłam dla niego i… wydedukowały, że ja wyjdę za niego za mąż jak Marcin i Marta będą dorośli. Jednak nie do końca miały rację. Nie przewidziały, że jak nie będę czekała aż dzieci Mirka będą dorosłe i pilnowała wianuszka. Do trzydziestki miałam 14 mężów i z każdym próbowałam ułożyć sobie życie. Nie wyszło i… dojrzałam i przekonałam się, że mój Mirek jest tym jednym jedynym, z którym chcę być do końca życia i dłużej.  W ósmej klasie podstawówki kiedy moje koleżanki myślały o flirtach ja byłam jeszcze dzieciuchem. Traktowałam kolegów z klasy jak kumpli. Biegałam z nimi na przerwach po szkolnym boisku i… biłam się z nimi. Kiedy moje koleżanki się malowały i myślały o modzie, mój szkolny, dederonowy fartuszek zapinał się na dwa guziki, bo reszta odpadła podczas bójek z chłopcami. Ale to za mną oglądali się szkolni koledzy! W klasie był chłopiec, Darek, który chłopcom podpadł i zawsze go bili. Ja stawałam w jego obronie i biłam się z chłopcami. Oni się cieszyli, że… dziewczyna ich bije i następnego dnia znowu spuszczali Darkowi łomot.  W podstawówce dwóch kolegów o mnie rywalizowało: Robert Szafrański i Marek Barnaś. Moja sympatia była po stronie Marka. Póżniej był nawet krótko moim mężem. Ma syna. Robert mi podpadł, bo w klasie nazwał mnie marchewką uświadamiając mi, że… jestem ruda. Otrzymał książką po głowie. Robert z Markiem się o mnie pokłócili i do dziś się nie odzywają. Robert zdobył ode mnie jeden pocałunek. Kiedyśmy rano w dniu 30 sierpnia 1982r wracali samochodem jego ojca ze Ścinawy / sytuacja była nadzwyczajna i Robert wziął poloneza ojca , choć nie miał jeszcze prawa jazdy/ i na rondzie w Lubinie ujrzeliśmy, że trwa akcja ZOMO, Robert zatrzymał samochód i powiedział: A teraz pocałuj mężczyznę, który idzie na wojnę! Sam sobie wziął pocałunek i… było tak jak słynny pocałunek Scarlett O’ Hary i Retta Boutlera podczas ucieczki z płonącej Atlanty. W moim dzieciństwie było sporo analogii do scen ze znanych powieści. Przypadek? W 1978r zaczął się już w Polsce kryzys mięsny, były kolejki za mięsem i Gierek wprowadził kartki na mięso i cukier. W Małomicach koło Lubina, dziś dzielnica Lubina był PGR, a w nim… świnie. Z bratem Ani Markiem urządziliśmy sobie wycieczkę na świniach po Lubinie. Świnie były zadbane, czyste i wypasione. Na tych świniach w Lubinie wpadliśmy wprost na rodziców Marka. Śmiali się do łez. Po mieście naszą eskapadę długo ludzie traktowali w postaci alegorii sytuacji w Polsce. Przez pewien czas Ania myślała, że zostanę jej szwagierką, swatała mnie nawet z bratem. Nic jednak nie wyszło. Byliśmy przeciwnościami jak ogień i woda. On – spokojny, stateczny, ja szukałam chłopa, który mnie porwie na skrzydłach szaleństwa. W ogólniaku w mojej humanistycznej klasie były same dziewczyny, ale miałyśmy zaprzyjażnioną klasę chłopców w Technikum Górniczym.  W klasie Ani – biologicznej mieli siedmiu chłopców, których dziewczyny nazywały siedmioma wspaniałymi. Dziewczyny były zazdrosne, bo ich siedmiu wspaniałych miało przy boku całą klasę dziewczyn, a… kukali do dziewczyn z klasy humanistycznej. W pierwszej klasie ogólniaka byłyśmy na wycieczce w Warszawie. Pojechała z nami nauczycielka chemii Bożena Poniecka i zabrała ze swojej klasy czterech ulubionych uczniów, chłopców. Trzeba widzieć jak moje koleżanki ich obskakiwały! A do zdjęcia oni siedli i tak koło mnie. Jeden, kurna, na zdjęciu przystawił mu rogi. Koło mnie siedziała Ewa Dudziak. Do dzisiaj się cieszy, że dzięki mnie siedziała koło czterech przystojnych chłopców. I… opowiada, jak się bili, by siedzieć koło niej. Z Moim Mirkiem jesteśmy szczęśliwym małżeństwem już dwadzieścia lat i ja świata poza nim nie widzę, choć on jest zazdrosny jak się do mnie uśmiechnie obcy mężczyzna. Ostatnio złożyłam wniosek do sanatorium na kręgosłup. Mirek chodzi nie w sosie, bo sobie wyobraża, że on mnie się już znudził i … że nie zadowala mnie już w seksie. A ja poza nim nie widzę żadnego innego mężczyzny. Zasłania mi świat? W zeszłym roku kupiliśmy sobie domek letniskowy nad Jeziorem Sławskim / woj. zielonogórskie/. Domek jest porządny nie drewniana buda i stoi w strzeżonym ośrodku. Mankament jest, że trzeba płacić raz w roku za pilnowanie, ale przynajmniej jest pewność, że żaden bezdomny go w zimie nie zasiedli. Przed świętami Mirek jeżdził i przygotowywał go do sezonu, zawieżliśmy już rowery. Zaczyna się długi, świąteczny weekend majowy. Zawsze trzeciego maja urządzaliśmy grilla w domu. W tym roku zapraszamy znajomych  w sobotę piątego maja na grilla do Sławy.  Przyjaciele wpraszajcie się! Dzieci zostaną w domu pod opieką niani i starszego rodzeństwa. A my? Kiedy zostaniemy w niedzielę w nocy sami, będziemy szaleć. Tęsknię za seksem tylko w twoich ramionach, Mirku!

Pierwszy tydzień majowy to w Polsce dwa narodowe święta, Pierwszy Maja i Trzeci Maja, dodatkowo jest jeszcze Drugi Maja jako Dzień Flagi, ale drugi maja nie jest świętem wolnym od pracy. Jednak ludzie biorą urlopy i mają cały tydzień wolny. W Polsce już nikt nie czuje patriotyzmu święta Trzeciego Maja, majowe święta traktowane są jako długi weekend, ludzie wyjeżdżają na wczasy. Trochę szkoda, że już nikt nie czuje wyjątkowości narodowych świąt. Patriotyzm się zdewaluował. Dziś w Polsce patriotyzm został zawłaszczony przez środowiska prawicowe. Ludzie widzą fałsz, kiedy środowiska prawicowe z hasłami miłości ojczyzny demolują stadiony albo prawicowy rząd mówi do ludu o patriotyżmie, a patrzy tylko , ile z władzy wycisnąć pieniędzy dla siebie. Ja takich patriotów nazywam… kochacze ojczyzny. Dzisiejszy patriotyzm to nie ułan z szabelką na koniu idący na Moskwę, to ciężka praca, aby w ojczyżnie ludziom żyło się lepiej, a ojczyzna się bogaciła. I to hasło daję do przemyślenia jako credo na tegoroczne majowe święta. Bądżmy szczęśliwi!!!IMG_20190424_150558_BURST001_COVER

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s