Uncategorized

Hi scool – My Alma Mater!

Pierwszy września minął, rok szkolny się zaczął. Tegoroczny rok szkolny w Polsce zaczął się pod wielką niewiadomą i rodzi frustracje wielu osób. W Polsce ten rok szkolny to początek funkcjonowania zakrojonej na epokową skalę reformy szkolnictwa zrobionej przez rządzące Prawo i Sprawiedliwość. To powrót do starego systemu ośmioletnich podstawówek , czteroletnich liceów i pięcioletnich techników. To anulowanie reformy poprzedniego rządu, która obniżyła obowiązek szkolny dla dzieci do lat sześciu. Obecny rok szkolny to początek funkcjonowania ośmioletnich podstawówek i… zaczął się wielkim bałaganem przy naborze do szkół średnich. Skumulowały się bowiem dwa roczniki: absolwenci gimnazjów i absolwenci ósmej klasy szkoły podstawowej i… zabrakło miejsc w państwowych, darmowych liceach ogólnokształcących nawet dla tych najzdolniejszych, ze średnią 5,5. A każdy rodzic chciał swoje dziecko przepchnąć do państwowego, jak najlepszego liceum ogólnokształcącego. I przy naborze działy się dantejskie sceny, z którymi dyrektorzy ogólniaków borykają się jeszcze teraz po pierwszym dzwonku. Są licea, gdzie lekcje trwają do dziewiętnastej trzydzieści, w wielu uczniowie uczą się na dwie zmiany. To paranoja!!! Uczeń bowiem oprócz przebywania w szkole powinien mieć czas na naukę w domu , pogłębianie wiedzy, co jest ważne, kiedy nasze dziecko chce iść na studia wyższe. Jednak horrendum jakie będzie w szkołach podstawowych po wdrożeniu reformy, które głosiła opozycja, jest mocno przesadzone. Opozycja głosiła, że ze szkół trzeba będzie wyprowadzić oddział przedszkolny, bo osiem klas nie zmieści się w budynkach szkolnych. To się w ogóle nie sprawdziło. Sporo podstawówek, które do tej pory nie miały zerówek, wprowadziła je. I to jest dobry trend, który stopniowo wszystkie zerówki wprowadzi do szkół. Dzieci już w zerówce oswoją się ze szkołą, nastawią psychicznie na model dnia, który im się całkowicie zmieni za rok. W Lubinie w tym roku wszystkie podstawówki mają zerówki…

Ja tak naprawdę poszłam o dwa lata wcześniej do szkoły, ale z przyczyn niezależnych mam sfałszowaną metrykę. Zgodnie z metryką poszłam do szkoły mając siedem lat, w rzeczywistości miałam pięć. Przeszłam przez testy psychologiczne weryfikujące do klasy pierwszej, nie wychodziło mi tylko, kiedy pani psycholog kazała mi narysować koło. Pani psycholog powiedziała jednak, że mam nad wyraz wysoki intelekt jak na… siedmiolatkę i że mam duże poczucie odpowiedzialności.  W szkole byłam pilną uczennica, uważnie słuchałam pani, ale tylko… przed dwa tygodnie. Potem spytałam się, dlaczego w szkole nie ma lalek. wierciłam się w ławce, rozmawiałyśmy i psociliśmy z moja koleżanką Anetą. W końcu zdecydowali się nas rozdzielić i przenieśli mnie do klasy pierwszej b. Byłam tak zła, że mnie rozdzielili z Anetą, że przez dwa tygodnie odmawiałam odpowiedzi, kiedy pani wezwała mnie do odpowiedzi. Potem jednak zyskałam nowe koleżanki. Pierwsza b, to był taki… zlepek “łobuzów”, z którymi wychowawczynie nie dawały sobie rady. Ze szkoły piątki przeniesiono do nas moje koleżanki: Anię i Sabinę. Tak zżyłam się z klasą b, że nie wyobrażałam sobie, by nie przenieśli do innej. Chodziłam do niej osiem lat i… nasza paczka niejednej nauczycielce krwi napsuła, a w czwartej klasie tośmy nawet nerwowo wykończyli matematyczkę. Płakała na lekcjach. Ech, te szczenięce lata! Wiem, co to znaczy, kiedy dziecko pójdzie wcześniej do szkoły i swoim tego nie fundowałam. Chciałam, aby miały normalne dzieciństwo i … chyba to dobrze wykalkulowałam. Dziś kiedy moja piętnastka jest już dorosła, pracują i założyli rodziny, to procentuje, że mieli szczęśliwe dzieciństwo. Są spełnieni i dobrze sobie radzą w życiu. Zaś to że nie robiłam z nich geniuszy posyłając wcześniej do szkoły nie wpłyneło na ich inteligencję. Wszystkie moje dzieci pokończyły studia, niektóre nawet zagraniczne i robią kariery zawodowe. W latach dziewięćdziesiątych wybudowaliśmy z moim mężem Markiem Siudymem dom na wsi pod Warszawą. Marek uwielbia konie, ma własną stadninę, a zaczął od dwóch. Zabrałam tam wszystkie moje dzieci. Chodziły wszystkie do małej wiejskiej szkoły podstawowej, bo nie chciałam im skracać dzieciństwa przez codzienne dowożenie do Warszawy. Wszystkie dostały się do renomowanego liceum i wszystkie skończyły renomowane studia. Obecnie od wielu już lat moje dzieci z Mirkiem rozpoczynają naukę w pierwszej klasie szkoły podstawowej. W tym roku do podstawówki poszła kolejna nasza gromadka. Chodzą do szkoły najbliżej znajdującej się koło naszego domu. Nie mam ambicji posłania ich do jak najlepszej i renomowanej szkoły. Mnie przede wszystkim chodzi, by miały dzieciństwo, dobrze się bawiły, a nauka i myślenie o swojej przyszłości przyjdzie, jak staną się dojrzali. Sami zadecydują o sobie. Ja ich oczywiście delikatnie ukierunkuję, bo cóż, jako matce zależy mi, aby zdobyli wykształcenie zgodne ze swoimi zainteresowaniami i zdolnościami i żeby … wygrali życie. Nie będę ich pchała ani na prawo, ani na psychologię, ani na dziennikarstwo, ani na aktorstwo, bo… mamusia to skończyła i ma chody na tych uczelniach. Sami zadecydują, co ich interesuje. Moja czeredka pierwszaków w tym roku nie do końca jest w jednym wieku. Do szkoły poszły też te, co siedem lat kończą dopiero w pażdzierniku, listopadzie i grudniu, żeby nie byli opóżnieni, gdybyśmy posłali ich w przyszłym roku. Na pierwszy dzień zaprowadziliśmy nasze pociechy razem z mężem. Mój Mirek miał łzy w oczach, kiedy swoich milusińskie dziewczynki widział w białych bluzeczkach, czarnych spódniczkach z granatowymi wstążkami wplecionymi w warkocze, kiedy stały pośród innych dzieci. I potem kiedy zaprowadziliśmy je do klasy. Myśmy z innymi rodzicami stali z tyłu klasy i dumni patrzyli na nasze pociechy siedzące w ławkach i słuchające pani.  Wychowawczyni się do nas uśmiechnęła i powiedziała, że ma klasę złożoną z prawie samych dzieci moich i mojego męża. ” Klasa rodzinna”, jak nas nazwała. No cóż, w tym roku sporą czeredkę posłaliśmy do pierwszej klasy!

Ten rok szkolny zaczął się… jak to się mówi pod górkę. Opozycja narzeka, że przeludnione klasy, że brak nauczycieli, a ci co są to się zwalniają ze szkół państwowych i przechodzą do lepiej płatnych prywatnych. Strajku nauczycieli już nie będzie. Rząd przed wyborami zapowiedział podwyżki dla nauczycieli. Ja pamiętam, jak jeszcze podczas kwietniowego strajku mówił, że… nauczyciel pracuje dla idei. Wielu starszych ludzi wspomina czasy przedwojenne. Wtedy nauczyciele rzeczywiście pracowali dla idei, ale przed wojną nauczyciele zarabiali bardzo dobrze. Przedwojenny nauczyciel gimnazjum to była elita społeczeństwa, cieszył się szacunkiem uczniów ,a także pośród ludzi. A dzisiejszy nauczyciel? No cóż, spuśćmy kurtynę milczenia na te niemiłe sytuacje! Wystarczy tylko napisać, że dzisiejszy nauczyciel nie umie zaprowadzić dyscypliny w szkole, bo boi się rodziców i… uczniów. Czy reforma polskiego szkolnictwa pójdzie dalej i będzie szła w kierunku odzyskania przez szkołę szacunku społecznego. Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński z nostalgią wspomina jak za szkolnym boiskiem był sad księdza i jak się urywali z lekcji, by kraść jabłka. Politycy, reformujcie szkołę, ale nie zapominajcie, że dzieci są dziećmi! Powinny mieć dzieciństwo, by je niegdyś z nostalgią wspominać i żałować, że piękne, dziecięce lata już nie wrócą. Ukształtowały je jednak na całe życie. Dziecko ma mieć beztroskie dzieciństwo, aby być potem jak najlepszym obywatelem swojego kraju. Jakie dzieciństwo, takie życie… Jaka Alma Mater, taka nasza dojrzałość…IMG_20190908_123856_BURST001_COVER

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s