Uncategorized

The snapshots from the life of journalists at the beginning of the 1990s. …

Zbliżają się najpiękniejsze i najbardziej rodzinne święta w roku, Święta Bożego Narodzenia, w tym roku nie takie jak w innych latach, związane ze smutkiem i zadumą nad przemijaniem życia, Boże Narodzenie w cieniu pandemii covid 19. Jednak miasta polskie wyglądają tak samo pięknie w te dni przedświąteczne w tym roku jak co roku. Pięknie przystrojone i ubrane w kolorowe światełka. Ulice wieczorami migocą kolorami i sprawiają, że się zapomina o śmierci, o przepełnionych szpitalach, o tym jak ludzie się męczą chorując. Także na ulicach polskich miast, gdyby nie fakt, że każdy przystrojony w maseczkę na twarzy, to można by uznać, że ruch i gwar jak co roku. Na ulicach i w galeriach handlowych tłumy, wszyscy się spieszą, by zdążyć ze świątecznymi zakupami, by kupić prezenty pod choinkę dla rodziny. W galerii już dbają o nastrój, puszczają kolędy. Miło jest poczuć ten przedświąteczny czas! Prezes rządzącej partii Prawo i Sprawiedliwość Jarosław Kaczyński w tym roku dał Narodowi Polskiemu prezent pod choinkę. Zaczął repolonizację mediów. Państwowa Spółka Skarbu Państwa Holding Orlen odkupił od Niemców wydawnictwo wydające 80% prasy lokalnej w Polsce. I wszystko by było piękne, gdyby nie fakt, że Orlen jako Spółka Skarbu Państwa jest obecnie pod kontrolą rządzącego PiSu, i … 80% prasy lokalnej w Polsce de facto przejęła rządząca partia. Czy pod choinkę Jarosław Kaczyński da nam wolną, dumną i wysokich lotów prasę lokalną czy… cenzurę i czystki dziennikarskie? Do wydawnictwa Polska Press należy także znana zielonogórska gazeta, mająca tradycję i chętnie czytana przez mieszkańców Zielonej Góry Gazeta Lubuska…

Swoją przygodę z zielonogórską prasą zaczęłam w 1990r. Znany biznesmen zielonogórski mający firmę budowlaną Alpo Polański zapragnął zostać potentatem prasowym. ja która właśnie obroniłam magisterkę na prawie we Wrocławiu i imałam się różnych zajęć, by znależć coś, co zrealizuje moje marzenia, pomagałam mu zakładać gazetę. Tak powstała Zielonogórska Gazeta Nowa. To ja znalazłam Polańskiemu lokal na redakcję położony w dobrym punkcie Zielonej Góry. Vis a vis naszego lokalu miała swoją siedzibę Gazeta Lubuska, a której sekretarzem redakcji był mój kolega, jedyny z dziennikarzy Lubuskiej, którzy prezentowali profesjonalizm dziennikarski i klasę. Z tym sąsiedztwem wiąże się cała działalność Gazety Nowej do końca jej istnienia. Dzięki mnie powstał lubiński oddział Gazety Nowej. Mój Mirek wtedy chodził bezrobotny, bo kiedy Robert Raczyński został prezydentem za podpuszczeniem swojej rodzinki zwolnił go z funkcji dyrektora Domu Kultury przyklejając mu… etykietkę komucha. To ja utworzyłam oddział lubiński i wymogłam na swoim szefie, że będzie miał oddziały pod warunkiem, że jako szefa oddziału lubińskiego zatrudni Mirka. Mirek miał dobre stosunki z szefem. Polański go lubił i radził się go co do prowadzenia gazety. Ja w Zielonogórskiej Gazecie Nowej byłam redaktorem naczelnym, mój kuzyn Marcin sekretarzem redakcji. Nowa robiła błyskawiczną karierę. Dzięki mojej popularności w Polsce do gazety płynęły reklamy z całego kraju. Gazeta miała bardzo popularną zdrapkę, można było wygrać samochód. W trakcie trwania zdrapki nakład wzrósł dwukrotnie, a ludzie kupowali po 10 egzemplarzy gazety. Popularność uderzyła Polańskiemu do głowy. Zatrudnił na dziennikarzy ludzi z przypadku, ale za to znajomych królika, którzy talentu mieli niewiele i ich teksty wędrowały do kosza. Żeby zapełnić szpalty gazety ja z sekretarzem redakcji dwoiliśmy się i troili pisząc artykuły pod różnymi nazwiskami. Dziennikarze przynosili jako swoje… stare teksty Mirka z Nowej Miedzi. Na szczęście, ja je wyłapywałam i publikowałam z właściwym nazwiskiem. Trzeba było widzieć, jakie były awantury o wierszówkę! Polańskiemu powodzenie uderzyło do głowy, zamierzał robić wielką politykę i… rozpoczął walkę z Gazetą Lubuską. W naszej gazecie pojawiały się wykresy, jak wzrósł nasz nakład, a jaki mały ma Lubuska. Do walki dołożyłam swoje trzy grosze. Dość miałam się kłócenia o publikację z miernotami ze swojej gazety, co lepsze teksty zaczęłam podrzucać do Lubuskiej, a mój kolega publikował wszystkie z pocałowaniem w rękę. To Lubuska opublikowała mój tekst o tym, kto jest prawdziwym autorem słynnych ” Mrówek” z Pana Tadeusza i teksty Mrówek i Trzynastej Księgi. Trzeba było widzieć, jak wściekł się Polański, bo moje Mrówki były już przygotowane do publikacji i na ich konto zamówiono już reklamy. Za moim przykładem… poszli dziennikarze Nowej. Przeszli do Lubuskiej. Ja nawet żartowałam, że mój szef palił w redakcji śmieci, kiedy miał dobry kierunek wiatru i wiatr wwiewał śmieci mojemu koledze u konkurencji. Cała ta walka z Lubuską spowodowała, że w Nowej powstał front przeciwko Naczelnemu i rozpoczęto z nim walkę. Piszę przeciwko naczelnemu, bo naczelny w Nowej był incognito i nikt nie wiedział, że to ja. Moi dziennikarze myśleli, że… ja wyłącznie szlifuję bruki do oddziału w Lubinie i jak z zawiścią mówiła Krysia Nikończuk moje teksty trafiają do kosza na śmieci. Walka z naczelnym była przyczyną wybuchu tzw. afery plotkowej, czyli jak Polański chciał wypłynąć na szerokie wody i zniszczyć opozycję polityczną za pomoca plotki. Niemałą rolę w aferze i zbieraniu informacji o mnie odegrała Krysia Nikończuk, ale nie wyszło to jej na dobre. Jak mawiał mój Mirek: Polański był budowlańcem, a budowlaniec ni nadaje się do prowadzenia gazety. Polański chciał robić wielką politykę, a doprowadził gazetę do upadku. A szkoda, bo miała perspektywy rozwoju. Gdyby szefowi nie uderzyła sodówka do głowy i zatrudnieni w niej byli inni ludzie. Nowa upadła w 1996r. Mirek tanio wykupił od Polańskiego tytuł i założył w Lubinie własną gazetę, której sam był wydawcą. Sam też do niej pisał. Ja mu pomagałam. Było jeszcze kilku dziennikarzy na zlecenie i to była cała gazeta i przetrwała do 2010r. Trwała by jeszcze dłużej, ale Mirek się znudził i miał już inne priorytety. Miał już sporą gromadkę dzieci i chciał jak najwięcej czasu z nimi spędzać, chciał być ojcem na pełny etat . I… inwestował w moją karierę. Gazeta Lubuska przetrwała. Istniała za Komuny, przetrwała rywalizację z Gazetą Nową, przetrwała zmianę wydawcy. Przez cały czas zmieniał się profil polityczny gazety, zależał on od tego jakie poglądy miał naczelny, ale gazeta zawsze była w Zielonej Górze poczytna. Czy przetrwa dalej, gdy teraz PiS stał się jej właścicielem? Moja rodzina jest… skażona talentem dziennikarskim. Już trzecie pokolenie wyrasta na dziennikarzy. Mój dziadek Feliks tworzył pierwszą gazetę polską na Dolnym Śląsku, Słowo Polskie we Wrocławiu. Moja mama i tata byli dziennikarzami. Ja mam na koncie Nagrodę Pulitzera. Moje dorosłe dzieci pracują w Warszawie w TVNie i Publicznej. Mój syn z Mirkiem Stanisław debiutował dorabiając w Wiadomościach Lubińskich, teraz studiuje we Wrocławiu i pracuje w Gazecie Wrocławskiej. Pewnie przeżywa taką gehennę jak my z Mirkiem w Nowej, bo dziennikarze są zawistni. Jest rywalizacja z podgryzaniem i kopaniem po kostkach włącznie i zwalczanie ludzi, u których wyczują talent. Mój Mirek jednak nie chowa naszych dzieci pod kloszem. Uważa, że aby zostać dobrym dziennikarzem trzeba w redakcji przejść szkołę życia. Dla mięczaków nie ma miejsca w tym zawodzie. Tak uczył mnie i tak uczy nasze dzieci. A już adeptami w lubińskiej gazecie zostaje i Józefina i Gabriel i Walter. Dwunastoletni Mirek marzy, że pod choinkę dostanie w tym roku swoją pierwszą lustrzankę. Komórką robi bardzo dobre zdjęcia i ma… swój pierwszy sukces. Lubiński portal opublikował jego pierwsze zdjęcie, kiedy był świadkiem wypadki. A ja… ja czekam na noc. Mój Mirek znowu przejdzie sam z siebie i da mi wiele satysfakcji. Dla mnie najważniejsze teraz to dać mu rozkosz i wzajemnie odebrać od niego rozkosz. Dotrzeć wspólnie na szczyt!!!

Repolonizacji mediów chciał każdy z nas! Mirek też! Ale czy repolonizacja w wykonaniu Prawa i Sprawiedliwości usatysfakcjonuje naród. Repolonizacja mediów to przejście w polskie ręce prasy, a nie zawłaszczenie jej i zmonopolizowanie jej przez jedną partię. Moja koleżanka mówi, że boi się, że zrobią to samo co z Telewizją Publiczną. Jak tak? To znane tytuły z tradycjami odejdą do historii. Doprowadzą gazety do bankructwa. Większość Polaków uważa niestety, że wykupienie przez Orlen wydawnictwa Polska Press to przejmowanie wszystkiego i realizowanie chorych ambicji przez Jarosława Kaczyńskiego. Mówią nawet, że ludzie go za to powieszą. Przejęcie lokalnej prasy to przyczynek do walki o zwycięstwo w wyborach samorządowych. Czy jednak tym razem Jarosław Kaczyński się nie przeliczył. Kiedyś Komuna w Polsce miała wszystkie gazety i swoją propagandę, a jednak… przegrała władzę. Nadejdzie czas, że i PiSowi naród powie: dość! Upadek będzie bolesny, bo z bardzo wysoka. I o to chodzi. Nawet w kraju wzorcowej demokracji Stanach Zjednoczonych kiedy władza zadrze z dziennikarzami, to przegrywa. Czwarta władza to potęga! Czy powinno się ją ograniczać? Co na to demokracja! Pożyjemy, zobaczymy! Ja jestem Polką i postuluję do rządu: chcę wolnej polskiej prasy! Basta!!!

2 thoughts on “The snapshots from the life of journalists at the beginning of the 1990s. …”

  1. Tak sobie pomyślałam: Orlen to spółka skarbu państwa, a zatem własność całego narodu, a zatem naród ma prawo znać, za ile kupili od Niemców wydawnictwo Polska Press. Bo moje podejrzenia są takie, że grubo przepłacili. Ale w końcu tak się dzieje, kiedy interes polityczny przykrywa racje ekonomiczne.

    Liked by 1 person

    1. Cenzura i prasa kontrolowana przez państwo odeszły w niebyt wraz z Komuną i nigdy już nie wrócą. Chcę polskiej prasy! Ale niezależnej i wolnej! Pluralizm medialny to najpiękniejsza zdobyć III Rzeczpospolitej i władzo… ręce precz od pluralizmu medialnego!!!

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s