Uncategorized

How you fantasine your love?

Miłość jest najpiękniejszym uczuciem, jak Bóg dał człowiekowi! Czy kochając jak szaleni, tak nie nowocześnie, tak po staroświecku, jesteśmy we współczesnym świecie dinozaurami? Miłość to uczucie wyższe, a to znaczy, że zdolność do jego rozumienia mają ludzie o wyższym stopniu inteligencji. Zdolność nierozumienia uczuć wyższych może być pierwotna i wtórna. Pierwotne nierozumienie uczuć wyższych obserwujemy u ludzi z inteligencją na granicy ociężałości umysłowej. Wtórne nierozumienie zachodzi u osób z nieleczoną schizofrenią, kiedy choroba doprowadza do syndromów otępieńczych. Nie znaczy to jednak, że osoby o niskim IQ, osoby z niepełnosprawnością umysłową nie potrafią kochać. Potrafią! Przykładem może być łączenie się w pary osoby z zespołem Downa. Ale osoby z Zespołem Downa nie rozumieją miłości jako uczucia mistycznego, jak prawdziwego zjednoczenie ciała i duszy. Dla nich miłość to przywiązanie, lubienie się, chęć przebywania tylko z tą osobą. Do miłości ma jednak prawo każdy. I człowiek zdrowy i człowiek opóżniony w rozwoju i schizofrenik. Nie można nikomu zabronić przeżywania miłości, bo to największe demokratyczne prawo każdego człowieka i największy dar Boga dla człowieka. A Bóg ponad wszystko ukochał człowieka i cieszy się, kiedy człowiek jest szczęśliwy. Bóg kocha ludzi idealną miłością i największa wartość naszej miłości do ukochanego partnera jest to, jak kochamy go taką miłością, jak nas Bóg. Czy tak się da?

Moją jedyną miłością i to od dzieciństwa był mój Mirek, ale długo sobie tego nie uświadamiałam i szukałam miłości w innych męskich ramionach. On dowcipnie nazywa mnie swoim piesiem, bo już od dzieciństwa chodziłam za nim jak najwierniejszy pies. W pierwszej klasie ogólniaka, kiedy skończyłam 14 lat zauroczyłam się w jego koledze, też Mirku, który też był dziennikarzem i był redaktorem Gazety Lubuskiej w Zielonej Górze. Dużo podróżował i z podróży przywoził nam prezenty. Na naszą prośbę przywiózł na z Brazylii małpkę kapucynkę. Mikusia, który ku szczęściu rodziców nie wytrzymał naszego klimatu i zdechł. W pierwszej klasie ogólniaka chciałam go uwieżć i prosiłam, by mnie kochał. Powiedział: Jeszcze na to czas, kochanie! Byłam strasznie zła i postanowiłam się zemścić. W słynne Andrzejki 1981r uwiodłam … mojego Mirka. On póżniej miał wyrzuty sumienia i mówi, że nie myślał i niepotrzebnie dał się ponieść namiętności, bo to było za wcześnie. Mówi, że drugi raz, by myślał. A ja się cieszę, bo … dzięki temu, że był taki spontaniczny i namiętny przeżyłam wspaniałą rozkosz, a to rzadkość podczas pierwszego razu. Dziś nie żałuję, że oddałam mu swoje dziewictwo. Miałam taki piękny zwyczaj, że zawsze przychodziłam do niego do pracy, siadałam w koncie i przyglądałam się jak pracuje. Robiłam to w podstawówce, kiedy był naczelnym Nowej Miedzi, w ogólniaku, kiedy był po , a póżniej dyrektorem lubińskiego Domu Kultury. Po świętach Bożego Narodzenia 1981r, a między Sylwestrem, w Stanie Wojennym siedziałam w jego gabinecie w swoim ulubionym miejscu na otwartym oknie. Zakręciło mi się w głowie i wypadłam przez okno. Mirek strasznie przeżył mój wypadek i stratę naszego nienarodzonego dziecka, owocu naszej miłości. Potem szukałam miłości i wychodziłam czternaście razy za mąż. Raz się nacięłam. Zauroczył mnie kolega z grupy na studiach, Jasiu. Był bardzo szarmancki. Kiedy w konkursie Piosenki Francuskiej w Lubinie wygrałam, dał mi publicznie wielki kosz sztucznych róż. Kosz stał póżniej w hallu Domu Kultury w Lubinie i… znikł na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy zaczęła się reforma Domu Kultury i pracownicy z Domu Kultury zabierali na pamiątkę wszystko co się dało. Po ślubie do konsumpcji małżeństwa nie doszło, bo Jaś.. okazał się gejem. Małżeństwo skonsumował Mirek i.. począł się Krzysztof bośmy się z namiętności zapomnieli, zrobiliśmy to dwa razy i preservatywa pękła. Potem na uczelni spadłam ze schodów i poroniłam. To dziecko było Marka Siudyma. Ja wtedy miałam pierwszy epizod psychozy. Jaś postanowił to wykorzystać i położyć łapę na moich pieniądzach. Złożył w Sądzie Wojewódzkim we Wrocławiu wniosek o ubezwłasnowolnienie mnie i… dał łapówkę biegłemu. Przed sądem broniłam się sama, wykazałam, że opinia jest błędna, ale sąd nie przyjął mojej opinii o powołanie niezależnej komisji biegłych i ubezwłasnowolnił mnie częściowo. Ale… Jaś nie dopiął swego, bo sąd kuratorem ustalił Mirka, a ja rozwiodłam się z Jaśkiem. Moja koleżanka z medycyny powiedziała, by to olać i robić swojej. Skończyłam więc studia, robiłam karierę zawodową i naukową. A podczas aplikacji sędziowskiej, kiedy na wykładzie w Sądzie Wojewódzkim we Wrocławiu przysnęłam na wykładzie i… obudziłam się w szczątkach krzesła na podłodze i powiedziałam: Co za wstyd!, sędzia prelegent powiedział: Niech się sąd wstydzi! Zrezygnowałam z aplikacji sędziowskiej, bo zawód sędziego to nie moja bajka, ale… razem z moim przyjacielem, naówczas prezesem Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu robiliśmy i robimy wszystko, by… sąd się wstydził za swoich sędziów. Jestem prokuratorem i jestem zadowolona z tego, co robię. Mam też zdany egzamin radcowski i firmę prawniczą. Ale pracuję tak, by czynności prokuratorskie nie kolidowały z zawodem radcy prawnego. Szczególnie nie podejmuję się pełnomocnictwa w sadzie, kiedy przed sądem występuję jako prokurator. Najdłuższe moje poprzednie małżeństwo to z Markiem Siudymem aż do 1999r, bo myślałam, że Marek będzie ten jedyny. Jedyny zgrzyt mojego ubezwłasnowolnienia to to, że musiałam zawierać małżeństwa za granicą, bo żaden polski sąd nie chciał dać zgody. Z Markiem Siudymem brałam ślub na Ukrainie. Spod kurateli oswobodził mnie w 1997r bardzo dobry, światowej sławy psychiatra, mój kolega Piotr, który wystawił opinię, że moja schizofrenia, tamci biegli zdiagnozowali mnie jako schizofrenię paranoidalną, jest lekka, że ja nigdy nie straciłam kontroli nad swoim postępowaniem, myślę logicznie i nie jestem niepoczytalna, a obecnie biorę leki i nie mam epizodów nawrotowych i Sąd cofnął ubezwłasnowolnienie. Dziś wiadomo, że nie choruję na schizofrenię, a na chorobę dwubiegunową. Krótko jednak po urodzeniu Marysi poszłam do redakcji lubińskiej Gazety Nowej i znowu ujrzałam Mirka. Nasz romans zaczął się dwa lata póżniej, ale nie poszliśmy na całość, bo nie chciałam zdradzić Marka i wcisnąć mu cudzego dziecka. Bawiliśmy się tylko nieprzyzwoicie. Na całość poszliśmy w czerwcu 1997r. Zapomniałam wtedy, że niedawno rodziłam i miałam operację raka szyjki macicy i… byłam pozszywana. Skończyło się ciążą poza maciczną. Żoną Mirka zostałam w lipcu 199r i byłam szczęśliwa i wreszcie bezwstydnie oddawaliśmy się rozkoszy. Nasza noc poślubna była podczas podróży poślubnej w Egipcie. Mój Mirek był tak nią wzruszony, jakbym była dziewicą i był to nasz pierwszy raz. W maju 2000 roku urodziły się nasze bliżniaki, Staś i Angelika. A potem był co rok to prorok, a nawet częściej… Mamy czterdziestkę dzieci i wszystkie poczęte z wielkiej miłości, bo nawet wpadki były z namiętności i nigdy ich nie żałowaliśmy. Od sześciu lat już nie rodzę dzieci, najmłodsze za rok pójdą do szkoły. Od pięciu lat weszłam w okres menopauzy, ale nasza miłość nie zelżała. Mirek wciąż staje na wysokości zadania i daje mi rozkosz. Kiedy mówię znajomym, że jesteśmy 21 lat po ślubie i niedługo będziemy obchodzić srebrne gody, nie wierzą. Mówią: Dwadzieścia jeden lat po ślubie i zachowują się jak zakochane nastolatki! Może to dlatego, że mieszkam mu mamy, mąż co noc do mnie przychodzi i wciąż jesteśmy dla siebie świeżością? Nasza miłość nie powszednieje…

Mamy wiosnę, może nie najbardziej udaną , bo zimno jak w grudniu. Wkrótce jednak wiosna buchnie, przyjdzie ciepło, a nawet upały, trochę cierpliwości. Wiosna to czas odrodzenia życia, zielenieją drzewa, rosną kwiaty, ptaki śpiewają ładnie swojej samiczce. Wiosna to czas rozbudzenia miłości. Hormony buzują, miłość bucha. Dajmy się ponieść miłości! Poznajmy miłość wszyscy! I my – o ponadprzeciętnej inteligencji, którzy rozumiemy pojęcie miłości. I ludzie przeciętni. I ludzie niepełnosprawni umysłowo. Bo miłość jest dla każdego. Każdy ma prawo poznać miłość. Życie bez miłości jest jałowe i smutne. Nieszczęśliwi są ludzie, którym nie dane było poznać miłości. Zawsze będą uważali, że czegoś w życiu nie dostali, że czegoś im w życiu brakuje. Nie gorszmy się więc widząc parę małolatów całujących się w parku! My dojrzali ludzie dajmy się zwariować i kochajmy się jak małolaty! Jest wiosna. Bądżmy bezwstydni w naszych uczuciach. Endorfiny – hormony szczęścia wpływają na zdrowie naszego całego organizmu. Miłość to nie grzech, jest bardzo miła Bogu. Bóg na pewno rozgrzeszy, kiedy będziemy bezwstydni w miłości i oddaniu ukochanej osobie.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s