Uncategorized

What are the forbidden funs?

Jak wam minął Dzień Dziecka? Ano minął dobrze! Był to ten jeden jedyny dzień w roku, kiedy dzieci rządziły i robiły co chcą. Ten Dzień nam pokazuje, że warto być dzieckiem i warto mieć dzieci. Bo nie ma nic piękniejszego jak patrzenie jak twoja mała pociecha baraszkuje na placu zabaw. Bezcenne! Ludzie, którzy nie mają dzieci, z różnych przyczyn: jednym nie pozwoliła choroba, najczęściej psychiczna, inni twierdzą, że nie mają dzieci z wyboru, patrzą jednak z zazdrością jak pociechy sąsiada baraszkują w Dzień Dziecka na placu zabaw. Oni nie wiedzą, co to jest Dzień Dziecka. A kiedy sami obchodzili, to było tak dawno, że już nie pamiętają. I czują niedosyt. Bo Dzień Dziecka przypomina nam, że sami byliśmy dziećmi, ba niejeden uważa, że w tym dniu jest dzieckiem. Bo być dzieckiem jest piękne… Bądżmy dziećmi jak najdłużej i w Dzień Dziecka róbmy wszystko to, co jest nam zakazane jako dorosłym! Bawmy się i nie bójmy się popełniać głupot! W każdym z nas drzemie dziecko. To dla naszego zdrowia psychicznego trzeba je uwolnić. Uwalniamy dziecko w nas…

Ja z koleżankami wymyślałyśmy w dzieciństwie ciekawe zasady, a to dzięki temu, że ja mam bujną wyobrażnię i to ja byłam mózgiem zabaw. Ponieważ jednak, że zawsze najpierw działałam, a potem myślałam, często podczas zabaw wpadałyśmy w kłopoty. W piątej klasie podstawówki zaczęła się historia. Przerabialiśmy wtedy grecką mitologię. Zakochałam się w mitologii. Przeczytałam wszystko, co opisywało mity greckie i Mitologię Parandowskiego i Mity Greckie Gravesa. Czytałam także opracowania mitów greckich w formie bajek dla dzieci. Ja nigdy, nawet w dzieciństwie nie traktowałam mitologii greckiej jako religii i obiekt wierzeń. Dla mnie to były piękne baśnie. Moja koleżanka Ania się zafiksowała, mówi, że greccy bogowie, to nie bogowie, a demony i że to była wiara w demony,bardzo niebezpieczna, bo można przypadkowo wywołać demona. Myśmy wtedy bawili się w bogów greckich i… przy tym kłóciły, bo każda chciała być boginią piękności, Afrodytą. W siódmej klasie odkryłyśmy inną modę na zabawę. Wywoływałyśmy duchy. Odkryłyśmy metodę wywoływania duchów za pomocą książki i klucza. Duch mówił tylko tak i nie. Wywoływałyśmy duchy sławnych ludzi i… darłyśmy z nich łacha. Dzisiaj moja koleżanka mówi, że to była bardzo nierozsądna zabawa i … dzisiaj, by już nigdy duchów nie wywoływała. Bo nie wiadomo, kiedy kończy się zabawa, a kiedy… można wywołać demona. W siódmej klasie ja, moje koleżanki i koledzy zaczytywaliśmy się w Trylogii Henryka Sienkiewicza. To była ulubiona lektura mojego dzieciństwa i dzisiaj chętnie wracam do Sienkiewicza. Choć dzisiaj bardziej pasjonuje mnie ” Qvo vadis” niż Trylogia. Szczególnie ulubioną naszą lekturą był Potop. Bawiliśmy się wtedy na dworze w Potop i… kłócili, bo każdy z nas chciał być Kmicicem. Pamiętam szczególnie jedną zabawę w Potop, trochę zakazaną. Pojechaliśmy wtedy do koleżanki do Ścinawy. W Ścinawie na rynku stał i stoi jako pomnik czołg. Zaczęliśmy się bawić w… wysadzanie przez Kmicica kolubryny. Do dzisiaj nie mogę wierzyć, jak jak, łamaga fizyczna i ciapa z wuefu weszłam na tak wysoki cokół. W każdym razie zabawa zakończyła się interwencją milicji. Milicja nas zgarnęła na posterunek i zawiadomiła rodziców. Musieli zapłacić mandat za bezczeszczenie przez nas pomników. Oj, działo się! Była porządna bura i w ramach kary cofnięcie tygodniówki. Mój Mirek zna mnie od urodzenia, Moja mama była jego pierwszą młodzieńczą miłością, ale wybrała mojego tatę. Ja byłam dla niego jak córka. Od kiedy się przekonał, że mnie kocha. Pierwszy raz jednak mieliśmy po tych słynnych andrzejkach w 1981r, kiedy miałam piętnaście lat. Posiadł mnie, bo go sprowokowałam i był zazdrosny. Choć było cudnie, do dziś ma wyrzuty sumienia, że to było zazdrosne i gdyby pierwszy raz zdarzył się po raz drugi, myślałby i jeszcze poczekał. Potem jeżdziliśmy razem za miasto i się bawiliśmy. Kiedy byłam mężatką, nie chciałam iść na całość i przynieść swojemu mężowi cudze dziecko. Mirek jednak był mistrzem w ars amandi i dobrze wyedukowany i potrafił mi zrobić dobrze ręką i ustami. Ja kiedyś umiałam się kochać po bożemu, miłości francuskiej się brzydziłam. To on mi pokazał, że jak się kogoś kocha, to chce mu się okazać miłość w każdy sposób i ciało ukochanej osoby nie brzydzi. Dziś mam pełnię satysfakcji, kiedy zrobię mu dobrze, a on jest zadowolony, kiedy rozkosz osiągniemy razem w tym samym czasie. W 1993r po długiej przerwie, bo nie byliśmy blisko od kiedy począł się Krzysztof, znowu mieliśmy okazję się bawić. To on wyszedł z inicjatywą. Powiedział, że niedaleko kolega ma mieszkanie i prosił go, by podlewał mu kwiatki. Kupiliśmy flaszkę wina i pojechaliśmy tam. Bawiliśmy się, choć dla mnie to było zakazane, bo byłam już żoną Marka Siudyma. Było nam dobrze, ale Marka nie zdradziłam. Potem jeżdziliśmy do lasu, by się bawić w sposób zakazany. Była nawet adrenalina, bo baliśmy się, by nas ktoś nie przyłapał. Kiedy w 1997r zgodziłam się wreszcie pójść na całość, raz nawet Mirek wynajął pokój w hotelu. Miejscowi chorzy z zazdrości tuzy lubińskiego dziennikarstwa, czyli paparazzi odkryli to i napisali, że… mój Mirek wynajmuje pokój na godziny. Olaliśmy tę bzdurę i machnęli ręką. Od dwudziestu dwóch lat jesteśmy małżeństwem, nasze chwile rozkoszy są legalne i nie musimy szukać miejsc do kochania, bo mamy swój dom, nawet trzy. Mój Mirek lubi jednak czasami zaszaleć. Przypomina sobie cudowne lata dziewięćdziesiąte i zabiera mnie samochodem do lasu, gdzie w ukryciu znowu się nieprzyzwoicie bawimy. Ja lubię swoje dzieci, ale nie umiem się z nimi bawić. A poza tym u mnie ma wszystko chodzić ja w zegarku i często je strofuję. Kiedy więc idziemy na plac zabaw, ja siedzę na ławce i tylko je pilnuję jak się bawią. W domu też nie umiem się z nimi bawić. Za to przedszkolakom chętnie czytam do snu i sama wymyślam bajki. Nie śpiewam, bo kiedy mojej trzyletniej córce śpiewałam kołysankę, to powiedziała: Mamo nie śpiewaj! ja już śpię. Mój Mirek za to uwielbia się bawić z dziećmi. Zna różne zabawy, a ja się dziwię, jak w tym wieku ma tyle siły, bo oni wszyscy szaleją. Razem z psem i kotem. Pies i kot nam demolowali mieszkanie, bo od czasu do czasu jakby się szaleju najedli i urządzali po domu regularne gonitwy. raz kot uciekł na szynę od firanki, Maksio chciał go dosięgnąć i drapał się po firance. Zerwał szynę. Obecnie i pies i kot są wysterylizowani, to dla ich zdrowia. Nie szaleją już po domu, ale się bardzo lubią. A objawem tej miłości jest to, że kot pozwala… Maksiowi leżeć na swojej kanapie w salonie. Śpią razem i obejmują się łapkami. Taki mam dom, trochę rozgardiasz, trochę szalony, trochę wesoły, ale nie zamieniłabym się na dom z kobietą, która w wieku czterdziestu lat zrobiła sobie in vitro, bo nie mogła mieć dzieci i ma tylko jedno dziecko.

Dzieciństwo to najpiękniejszy okres życia człowieka. To także okres, w którym kształtuje się osobowość i całe życie człowieka. Jest prawdą powiedzenie: Pokaż mi swoje dzieciństwo, a ja ci powiem, jakim jesteś człowiekiem! Człowiek przede wszystkim powinien mieć beztroskie dzieciństwo i być dzieckiem. Fakt, że ktoś musi przedwcześnie dojrzeć i że w wieku trzynastu lat musi podejmować dorosłe decyzje, nie jest dla nas dobre. Choć nieraz rodzice się chwalą, że jego trzynastolatek jest taki dojrzały, że podejmuje takie mądre decyzje i że rozumie, że nauka jest ważna, to jednak nie jest to dobre dla psychiki dziecka. Przedwczesna dojrzałość się wcześniej czy póżniej odbije na psychice dorosłego człowieka. Wyparte dzieciństwo, które nie budziło pozytywnych emocji powoduje frustracje, nerwice, a nawet może doprowadzić do chorób psychicznych. 70% schizofreników podczas psychoanalizy mówi, że wstydzi się swojego dzieciństwa, że nie chce wspomnień i woli je wymazać z pamięci. To oczywiście skrajny przypadek chorych psychicznie ludzi. Jednak nawet zdrowy człowiek, który nie może pochwalić się swoim dzieciństwem, jest ubogi emocjonalnie. Zatem starajmy się stworzyć naszym dzieciom szczęśliwe dzieciństwo! Niech popełnia błędy, bo przywilejem dzieciństwa jest głupota i popełnianie błędów. Szczęśliwe dziecko to póżniej szczęśliwy człowiek. Potem mu łatwiej się realizować w życiu i spełniać swoje marzenia. A to w życiu jest najważniejsze… Życzę wszystkim, by ich marzenia się spełniły! Tak jak spełniły się moje. Rodzina i kariera. Mam to co lubię. I być może nie miałabym tego, gdyby nie… ” dzieciństwo sielskie – anielskie i młodość chmurna – durna…”

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s