Uncategorized

It is birthday of young man of Warsaw!!!

W Polsce właśnie minęła rocznica Wybuchu Powstania Warszawskiego. Jak co roku od 1 sierpnia 1945r, niezależnie jaka władza rządziła w Polsce, nie tylko Warszawiacy, ale w całej Polsce obchodzono ten dzień uroczyście. Skoro minęła rocznica, to i tu warto coś na ten temat napisać. Ale co, aby nie była to kolejna rocznicowa laurka, pełna górnolotnych i nadętych zwrotów, która u dzisiejszych młodych Polaków wywoła nie refleksję i uczucia patriotyczne, ale ziewanie i nudę. Trzeba więc się nieżle natrudzić, aby napisać coś niekonwencjonalnego, co każe czytelnikowi zastanowić się nad wielkością Tamtych Dni, a jednocześnie zainteresuje go. Nie mam przerośniętego ego i nie przypisuję sobie, że to ja jestem tym, co każdym swoim wpisem zainteresuje wszystkich czytelników i ich porwie. Ale spróbuję popełnić taki tekst… Może nie całkowicie o Powstaniu Warszawskim, ale z Powstaniem Warszawskim w tle. I… zastanówcie się nad swoim patriotyzmem! Uda mi się?

Mój ukochany mąż Mirek jest z urodzenia Warszawiakiem, a z wyboru i zamiłowania Lubinianinem , nie mylić z Lublinem, co się może każdemu skojarzyć, bo większość dziennikarzy w telewizji ma kiepską dykcję i zamiast wymawiać Lubin, słyszymy jak mówi Lublin i odwrotnie. Lubin wybrał na miejsce zamieszkania swoje i swojej już drugiej rodziny, ukochał to miasta i działa na rzecz jego wielkości, a także… aby odzyskać zrabowane pamiątki historyczne związane z przedwojenną i wcześniejszą wielkością miasta , w którym mieszka. Urodził się w Warszawie i to w miejscu i czasie bardzo nieszczęśliwym dla miasta, bo w getcie, miesiąc przed wybuchem Powstania. Jego rodzice jednak wyprowadzili go z getta, sami wrócili, choć mogli zostać po aryjskiej stronie i brali udział w Powstaniu. Potem przeżyli Oświęcim. Mojego Mirka, któremu rodzice nadali imię Łukasz , adoptowali moja babcia i dziadek. Tak go pokochali, że kiedy z Mirkiem odwiedziłam rodowe włości dziadka w Kunowie, starzy mieszkańcy PGRu rozpoznali w nim … syna dziadka i całowali go po rękach ciesząc się, że dziedzic wrócił. Z Warszawą i Powstaniem Warszawskim związana jest także historia innej gałęzi rodziny Gołebiowskich, a mianowicie kuzyna mojego dziadka, jego ojciec i ojciec dziadka byli braćmi bliżniakami. Z Powstaniem Warszawskim związana jest także historia matki braci Kaczyńskich, Jadwigi, córki premiera Sławoj Składkowskiego. Jadwiga Sławojówna w dniu wybuchu Powstania warszawskiego była wesołą nastolatką, skończyła szesnaście lat i została sanitariuszką. Przystojny Gołębiowski był dowódcą oddziały szturmowego AK. Kiedy został ranny, poznali się w szpitalu, ona go opatrywała. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Wzięli powstańczy ślub, bardzo romantycznie, jak w filmie ” Młodego Warszawiaka Dzień Urodzin”. Była noc poślubna i prawdopodobnie wtedy poczęli się bliżniacy. Rodzina przechowywała zdjęcia, bardzo piękne z tego powstańczego ślubu, niestety, wcięło jego podczas transformacji ustrojowej w 1948r, czyli po zjednoczeniu ruchu robotniczego i powstaniu PZPR. Ja mam nadzieję, że wrócą do rodziny i to już wkrótce. Moje muzeum dziedzictwa rodzin ziemiańskich w Kunowie na nie czeka! Niestety, wyzwolenie nie przez tych sojuszników co trzeba i objęcie władzy przez komunistów spowodowało, że wielu Powstańców Warszawskich po opuszczeniu obozów jenieckich w obawie o swoje życie nie wróciło do Polski. Także Gołębiowski wybrał na kres swojej tułaczki Stany Zjednoczone. Jadwiga z synami czekała na męża. Jednak nękana i prześladowana przez komunistów po opuszczeniu Pawiaka, próbowano wmanewrować ją w przestępstwo spekulacji, po wojnie w Warszawie bardzo rozpowszechnione i ostro tępione przez komunistyczne władze. Wtedy podjęła decyzję! Rozwiodła się i wyszła za mąż w celu poprawienia sobie życiorysu za robiącego karierę we władzach Warszawy słusznego ideologicznie Rajmunda Kaczyńskiego. Ironia jest w tym, że Rajmund Kaczyński też brał udział w Powstaniu Warszawskim, tylko w bardziej słusznym oddziale. Rajmund Kaczyński był zresztą dla niej bardzo dobry, zakochał się i powiedział, że wychowa jej synów jak własnych i… nie pytał o poprzednie małżeństwo, a co najważniejsze nie obchodziło go, z jakiej rodziny pochodzi żona. Ja z urodzenia jestem górowianką, wychowałam się w Lubinie i Lubin to moje rodowe gniazdo, razem z mężem działamy w celu przywrócenia mu historycznej świetności. Dla nas to nie mały Luben, a sławne w całej Europie Belle Epoque Helligenkrantz!!! Warszawa jest mi drogim miastem, czuję się Warszawianką i cieszę się ze świetności dawnej i dzisiejszej stolicy, choć mam z nią związane i mało pochlebne czyny. Na początku lat siedemdziesiątych w Polsce trwała ogólnonarodowa akcja: cały naród odbudowuje Zamek Królewski w Warszawie. W szkołach zbierano wtedy pieniądze na odbudowę Zamku Królewskiego. Kiedy już Zamek stał, było to bodaj w czwartej klasie podstawówki, moja wychowawczyni na języku polskim zrobiła pogadankę o Zamku Królewskim w Warszawie. Zapytała wtedy: Jakie myśli macie na temat Zamku Królewskiego. Zgłosiłam się i powiedziałam: Kiedy patrzę na piękny gmach Zamku Królewskiego, na to dzieło narodu i naszych przodków, na chwałę naszej historii, to sobie myślę… całe szczęście, że te składki się już skończyły. Trzeba było widzieć, jaka była awantura w klasie. Wychowawczyni była zbulwersowana. Z Warszawą było związane moje życie od najmłodszych lat. Tu wygrałam casting do roli Nel w ekranizacji w Pustyni i w puszczy. Namówiłam nawet Marka Siudyma, by startował do roli Stasia, ale mu powiedzieli, że szukają młodszego. W wieku trzynastu lat razem z moją koleżanką Anią wystąpiliśmy w słynnej inscenizacji ” W małym dworku” Witkacego w Teatrze Narodowym. Na premierze jedyny dziennikarz Jerzy Urban się obudził i… łapał gwiazdy. Kiedy bowiem po zakończeniu przedstawienia cała ekipa wyszła na scenę, byłam tak zmęczona, że zemdlałam i o mało nie wpadłam do kanału. Kiedy byłam w siódmej klasie , byłam już szanowaną dziennikarką w Nowej Miedzi – gazecie lubińskiej. Postanowiłam dla tej gazety zrobić wywiad z premierem Jaroszewiczem i dostałam się na zamknięty bankiet notabli warszawskich w pałacu w Arłamowie. Na miejscu okazało się, że na przyjęciu lolitek było więcej, tylko… bynajmniej nie w celach wywiadu z premierem. Ściągnięto je tam… dla rozrywki. Z imprezy pamiętam pewnego znanego dysydenta ówczesnego KORu i znajomego Jaroszewicza. Gorliwie korzystał z uroków lolitek. Próbował się do mnie dobierać, ale… został kopnięty w zęby. Do dzisiaj mi tego nie wybaczył i mści się na mnie i mojej rodzinie. Uwaga, bo to człowiek, jakich namnożyło się po rewolucji w 1945r, będzie się uśmiechał, prawił komplementy, a po kryjomu wbije nóż w plecy. Po moich ” występach” w Arłamowie, zrobiła się afera. Jaroszewicz przestał być premierem, a ów dysydent KORu trafił do więzienia… za działalność polityczną oczywiście. To było dzieciństwo sielskie – anielskie i młodość chmurna i durna, jak pisał Adam Mickiewicz. Dziś spełniły się moje wszystkie marzenia, a mam jeszcze nowe. Najbardziej cenię nie jednak moją karierę zawodową, ” moje dzieci” w postaci pokażnej ilości wydanych książek, z których wszystkie stały się bestsellerami, a moją rodzinę, moje dzieci i mojego Mirka. Cieszę się, jak mój Mirek robi mi dobrze i liczę, że jeszcze przez parę lat będzie mi dawał przyjemność i pomimo dwudziestu dwóch lat małżeństwa zaskakiwał mnie i od nowa pokazywał, czym jest rozkosz. Kiedy mówię ludziom, że jestem dwadzieścia dwa lata po ślubie, nie wierzą. Mówią: Dwadzieścia dwa lata po ślubie? Niemożliwe, zachowujecie się jak para zakochanych małolatów! Mój Mirek potrafi się na ulicy zapomnieć i namiętnie mnie pocałuje. A tymczasem… czekam na dzisiejszą noc. Wczorajsza była falami rozkoszy, aż miło było wtulić się w niego mając jeszcze jego ciepło w środku.

Jest takie znane powiedzenie: Bohaterowie są zmęczeni. I to prawda: dziś bohaterowie są zmęczeni. Dzisiejsi politycy prawicowi zawłaszczyli sobie bohaterów i słowo : patriotyzm i odmieniają je przez wszystkie przypadki. A tymczasem jaki jest ich patriotyzm? Lepiej na to spuścić kurtynę milczenia. A najgorsze to jest to, że dziś dzieli się bohaterów na naszych i waszych. Na waszych się pluje jako na gorszy sort, a naszych się odznacza. To samo z Powstańcami Warszawskimi. Dziś wielu się już nie doczeka odznaczeń i uznania. A tymczasem słynny był dowcip, jak prezydent Lech Kaczyński za udział w Powstaniu Warszawskim odznaczył kobietę, która w dniu wybuchu Powstania… miała pięć lat. Mój Świętej Pamięci tato mawiał, że Polska to jedyny kraj, w którym, im więcej czasu upływa od Powstania Warszawskiego, tym więcej jest powstańców warszawskich. Dziwna logika, bo… powinno być ich coraz mniej. Nic więc dziwnego, że kiedy młodzież polska dzisiaj patrzy na to bagno polityki historycznej, to w ogóle nie interesuje jej polska historia, a na patriotyzm odnosi się cynicznie. Czasy realnego socjalizmu i rządy komunistów pokazały, że niewłaściwy był podział na biel i czerń. Polski bohater w tamtych czasach musiał często lawirować między dobrem i złem, kręgosłup moralny mu się często powyginał. Ważne jednak , by zachował twarz, bo bordelu jest ciężko zgrywać świętą. Dlatego ja szanuję Lecha Wałęsę i cenię za to kim się stał mimo, że Szatan ciągnął go w dół. Uważam, że ci co uważają, że bohaterowie walki z komuną musieli być kryształowo czyści, to ci… co w Stanie Wojennym na g… mówili papu.

o

\

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s