Uncategorized

I go in the field event with wind. And you?

Kiedy byłam na wycieczce na Roztoczu, zwiedzałam Sanktuarium Maryjne w Krasnobrodzie. Jest tam prowadzone przez zakonników muzeum regionalne, w którym, co mnie szczególnie ujęło, wystawiają wieńce dożynkowe, bo w Sanktuarium odbywają się powiatowe dożynki i składają tam przywożone wieńce z całego powiatu. Nawet nie wiecie, jakie cudeńka można wyczarować ze zboża. Aż szkoda, że ta sztuka nie jest trwała! Wieńce się z czasem rozsypują, ale co roku przywożone są nowe. To na zdjęciu to zaledwie mała próbka sztuki, jaką posiadają w Sanktuarium Krasnobrodzkim. Sanktuarium Maryjne w Krasnobrodzie słynie tym, że miało miejsce tam objawienie maryjne. Jest też tam żródełko słynące z uzdrawiającej mocy. Kapliczkę na miejscu objawienia ufundowała Marysieńka primo voto Zamojska, secundo voto Sobieska, królowa Polski. Do Objawień Maryjnych można podchodzić z gorliwą wiedzą, ale też ze sceptycyzmem. Tak samo się podchodzi do cudownej mocy uzdrawiania wody w zródełku. Wiele osób opiło się tej wody i ich nie uzdrowiło. Śmieją się więc z wiary ludzi w moc uzdrawiania żródełka. Trzeba pamiętać: to nie woda uzdrawia, a wiara uzdrawia! Jak głęboko wierzysz, zdarzy CUD! Marysieńka wierzyła, że woda z cudownego żródełka ją uleczyła z francuskiej choroby. Z Zamojskim nie mogła doczekać się potomstwa. Sobieskiemu urodziła ośmioro zdrowych dzieci…

Kiedy jestem chora, mój mąż zwykł żartem utyskiwać: A ja mam dużo zajęcia. Stanowczo za dużo tego! Wiem jednak, że bardzo przejmuje się moim zdrowiem. Wspiera mnie i kiedy mi coś dolega, robi wszystko by mi pomóc, by załatwić zabieg i przyspieszyć termin badania lekarskiego. Tak samo jest i teraz. Dwa lata temu podczas wycieczki w góry, schodząc z góry zaczęłam odczuwać, że… mam kolano. Poszłam więc do ortopedy. Zrobił zdjęcie i powiedział, że mam już zwyrodnienia. Na razie nie są grożne, ale trzeba z nimi walczyć, zanim będzie gorzej. Dał mi więc skierowanie na zabieg artroskopii stawu kolanowego. Zapisałam się w Lubinie w szpitalu Miedziowego Centrum Zdrowia i… czekałam. Czekałam dwa lata i… dzień przed wycieczką z PTTK Lubin w Góry Świętokrzyskie i na Roztocze zrobiono mi zabieg. Na Fundusz! Lekarz tylko powiedział, by za bardzo nie forsować tego kolana. W pierwszy dzień przeszło chrzest bojowy. Szliśmy od jaskini Raj do Chęcin po takich skałach, że wytrawni piechurzy górscy szli na czworakach. Ja jednak się śmieję, że… trasa nie była taka zła, skoro ja z bolącym kolanem dałam radę. Potem weszłam na Łysicę i zrobiłam 20 km na Święty Krzyż i na zejściu ze Świętego Krzyża. Na Roztoczu w Parku Narodowym też przeszłam 16 km. Dałam radę, dobrze mi się szło, tylko przy schodzeniu ze schodów i wychodzeniu z autobusu musiałam się trzymać, bo kolano bolało. Ale jestem zadowolona, wycieczka była udana, moc wrażeń i niezapomniane widoki i… była dobrze zorganizowana. Nie było nawet pięciu minut, w których byśmy się nudzili. Mam nadzieję, że kolano pozwoli mi jechać w przyszłym roku w góry. Na Boże Ciało szefostwo planuje wycieczkę w Jurę Krakowsko – Częstochowską, tym razem nie od strony Ojcowa i Pieskowej Skały, ale od strony Częstochowy, że zwiedzaniem Jasnej Góry i Częstochowy włącznie. Lekarz mówi, że za rok zapomnę o kolanie i mogę dalej góry zdobywać. Ja jestem wytrzymała. Jednak nie radzę innym po artroskopii kolana powtarzać mojego wyczynu i wchodzić na Łysicę dwadzieścia kilometrów po górzystym terenie. Teraz po powrocie kolano boli jak diabli i … chyba wysiłek jaki mu dałam się odzywa. Mój Mirek chodzi zdenerwowany, że… ja jestem taka nieodpowiedzialna. Lekarz stwierdził stan zapalny i dał mi silny antybiotyk. Potem zrobili mi jeszcze zastrzyk przeciwbólowy w pośladek. Pomaga, jak chodzę po równym. By schodzić po schodach musiałam wziąć jeszcze tabletkę przeciwbólową. Lekarz jest jednak dobrej myśli: wysiłek nie uszkodził kolana, nie trzeba reoperować i do przyszłej wycieczki po rehabilitacji zapomnę o kolanie. Boję się, by mi to kolano nie zesztywniało. Dwa razy w tygodniu kuśtykam więc na basen i ruszam nim pływając żabką. Przy tak dużej gromadce dzieci, jaką my mamy, trudno leżeć i pachnieć. Zaczęła się szkoła. Najmłodsze dzieci poszły do pierwszej klasy. Mają skompletowaną całą wyprawkę, Plecak, nie tornister. Książki wypożyczyła nam szkoła w drugi dzień nauki. Moje maluchy są zadowolone z pierwszych dni szkoły. Córka po przyjściu ze szkoły opowiadała, że pani jest fajna, że siedzi w ławce z koleżanką z podwórka. Mój synek Łukasz jest już w ósmej klasie, a córka Teresa w siódmej, Mirek – junior i Madzia w szóstej, w tych klasach z racji pandemii są ławki jednoosobowe, moje dzieci są zaszczepione na covid, ale nie narzekają, że ich rozłączono z kolegami. Łukasz w przyszłym roku będzie miał egzamin na koniec ósmej klasy i… już nie nie może doczekać komersu na zakończenie szkoły. Ponoć jedna z jego koleżanek już się cieszy, że ją zaprosi? Chce iść do drugiego Liceum Ogólnokształcącego w Lubinie, jak Marcin – pierworodny syn mojego Mirka i mój pasierb. Łukasz jest zafascynowany Marcinem. Mówi, że będzie pracownikiem naukowym i pisarzem. Mój Mirek – junior jest zafascynowany ojcem. Już w szóstej klasie ma sprecyzowane plany na przyszłość. Robi piękne zdjęcia i chce zostać dziennikarzem. Nie biorę go jednak poważnie. W tym wieku zmienia się plany co godzinę. Przynajmniej ja tak miałam. Chciałam to robić w dorosłym życiu, co robili mężczyżni, którzy mi aktualnie imponowali. Chciałam więc być sędzią, adwokatem, dziennikarzem, podróżnikiem, pisarzem. Miałam to szczęście w życiu albo mocne plecy, a mój Mirek zawsze mnie wspierał i usuwał kłody spod nóg, że to wszystko mi się spełniło. I mam nadzieję, że i moje dzieci na drodze życia spotkają wartościowych ludzi, którzy ułatwią im start w życiu. I że… kariery nie będą zawdzięczać ustosunkowanemu tatusiowi. A tymczasem mój Mirek dał mi ostatniej nocy najpiękniejszy dowód swojej miłości. Zrobił mi tak dobrze ustami, że ja poczułam rozkosz i już zamierzałam odwrócić się i zasnąć, kiedy on powiedział: Jeszcze nie! I zrobił mi tak dobrze po bożemu, że poczułam mega rozkosz. Dziś czekam na… powtórkę, bo wierzę w jego miłość. I wszystkim paniom życzę, by ich najdrożsi dawali im tak piękne dowody miłości jak mój Mirek.

Czy jest wiara? Wiara to mechanizm wewnętrznego działania mózgu człowieka, który sprawia, że wierzymy w to co jest doświadczalnie nie do poznania. Na wiarę nie ma dowodów. Wiary nie da się określić empirycznie. W wiarę trzeba wierzyć lub nie i ta wiara daje wielu ludziom siłę. Jest stare powiedzenie: wiara góry przenosi! I to jest prawda! Bo człowiek, który naprawdę mocno wierzy, może w swoim życiu dokonać cudu i może mu się cud przytrafić. I drodzy ateiści nie śmiejcie się z wiary ludzi! To że jakieś cudowne żródełko uzdrawia, nie jest śmieszne. Bo jak ludzie głęboko wierzyli, że wyzdrowieją, to zdarzył się cud i wyzdrowieli. W historii takich zródełek jak to w Krasnobrodzie są na to liczne dowody i stąd się wzięły legendy o cudzie uzdrawiania. Wiara to kwestia psychiki, a psychika człowieka jest nie poznana. Może dokonywać wielu cudów w życiu człowieka. Kiedyś Św. Tomasz z Akwinu ustalił dowody na istnienie Boga. Dziś te naiwne dowody śmieszą, a ateiści się śmieją z wierzących i mówią: Dajcie choć jeden dowód na istnienie Boga! Ja ich ripostuję i mówię: Dajcie mi choć jeden dowód na to, że… Bóg nie istnieje! I… gaszę ich!!! Nie ma empirycznych dowodów na istnienie i nie istnienie Boga. W Boga się wierzy lub nie. Ja dodam, że w moim życiu Bóg mi dał wiele dowodów na swoje istnienie. Przeanalizujcie swoje życie pod względem niematerialnym, a też stwierdzicie, że dał wam dowody na swoje istnienie. Warto wierzyć? Ja twierdzę, że tak i… może jestem tylko głupia?

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s