Uncategorized

When will be the wonderwall…

Jest takie mądre powiedzenie: Rodzina bez korzeni jest jak uschnięte drzewo, które nigdy nie wyda owoców. W Polsce w systemie realnego socjalizmu, kiedy rządzili komuniści, ideolodzy wmówili narodowi, że korzenie się nie liczą, że liczy się to, kim zostaliśmy po wprowadzeniu ustroju wiecznej szczęśliwości i kim będziemy w przyszłości. Wmówiono nam, że przeszłości należy się wstydzić, bo Polak był albo obszarnikiem i burżujem albo niewolnikiem, czyli chłopem pańszczyżnianym, który nawet nie decydował o własnym życiu, a pracował na obszarnika i burżuja, czyli na zakutego karła reakcji. Po rewolucji ustrojowej w 1945r. Polak stał się… ludem pracującym miast i wsi, a w elitarnych kręgach mówił do siebie per towarzyszu. Jednocześnie wyzbycie się korzeni nie dotyczyło… establishmentu komunistycznego. Tzw. byli funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa i aparatczycy PZPR szukali sobie na gwałt… szlacheckich korzeni. I kiedy Stara Gwardia poprawiała sobie życiorysy wydając dzieci za robotników rolnych albo proletariuszy lub działaczy najpierw PPR a potem PZPR lub zmieniali sobie życiorys i nazwisko z ziemiaństwa robiąc się wiejską nędzą, byli ubecy i PZPR odnajdywali porzucone szlacheckie nazwiska, czasami nawet te znane i zasłużone dla kraju i je sobie przyjmowali. Ten trend nasilił się zwłaszcza w latach sześćdziesiątych, kiedy to Władysław Gomułka po dojściu do władzy powołał Komisję do zbadania nadużyć Urzędu Bezpieczeństwa. Wielu funkcjonariuszy UB, stalinowskich sędziów i prokuratorów po szkole Duracza , by uniknąć odpowiedzialności zmieniło nazwiska, oczywiście na szlacheckie, miejsce zamieszkania i tożsamość. Kiedy w marcu 1968r Gomułka otworzył granice dla ludności pochodzenia żydowskiego, wielu byłych ubeków skorzystało z okazji i uciekło na Zachód. Tam dorobili się majątków, porobili kariery, spora ich ilość ma duże znaczenie w państwach, w których mieszka. Polska po obaleniu Komuny i wprowadzeniu demokracji próbowała ścigać byłych ubeckich i esbeckich oprawców. Niestety, państwa zachodnie tak zwykle czułe na łamanie praw człowieka, z niewiadomych przyczyn odmawiały ich wydania. Po transformacji ustrojowej można było powrócić do dawnych korzeni, zapanowała moda na szlachtę. Czy potomkowie starej polskiej elity dziś mogą dumnie nosić swoje nazwiska?

Moja rodzina to typowy przykład stworzenia historii rodzinnej po 1945r od nowa. Jeden dziadek był ze swoich korzeni, przynależności do rodu, który zasłużył się dla kraju i doszedł do wielkiego znaczenia, choć nie był arystokratycznym, tylko zwykłym szlachcicem, dumny i nie zmienił nazwiska, choć za Komuny był z tego powodu szykanowany, a w czasach stalinowskich nawet siedział w więzieniu za pochodzenie. Gołębiowski!!! Zmienił sobie jednak życiorys. Napisał w ankiecie i wszystkim opowiadał, że jego ojciec był szewcem, rodzina kamieniarzami w Kunowie, a on sam tylko majstrem w fabryce broni w Skarżysku Kamiennej. Do dzisiaj moja mama podtrzymuje tę komunistyczną legendę. Dziadek ze strony ojca był hrabią pochodzenia niemieckiego i był synem… Stanisława Wyspiańskiego. Po rewolucji 1945r zmienił nazwisko, tożsamość na małorolnego chłopa i przyjął ziemię z reformy rolnej. Mieszkał przez całą komunę w rodzinnej wsi tuż obok rodowego pałacu, w którym za Komuny była szkoła. Dziadek mówił, że był sierotą bez rodziny, w czym wcale za bardzo nie kłamał. Po śmierci Stanisława Wyspiańskiego jego matce, która była niepiśmienną chłopką rodzina zabrała dzieci. Dziadka i jego brata bliżniaka wychowywała ciotka. Jego matką opiekował się przyjaciel Wyspiańskiego Józef Mehoffer , też malarz. Miesiąc już upłynął, jak wróciłam z wycieczki z PTTK Lubin w Góry Świętokrzyskie. Zrobiłam tam sporo kilometrów, ale też była to podróż sentymentalna, bo w rodzinne strony mojej rodziny. Zwiedzałam Chęciny z nostalgią myślałam sobie, że w podziemiach klasztoru w Chęcinach spoczywają moi przodkowie, Gołębiowscy. Zwiedzałam ruiny zamku w Chęcinach i pomyślałam sobie, że ten zamek należał kiedyś do moich przodków. Nie bezpośrednio moich szkockich przodków, ale do starej linii Gołębiowskich, która przyjęła mojego szkockiego praszczura do herbu i dała mu swoje nazwisko. I… jeszcze jedno, kiedy zwiedzałam skansen wsi świętokrzyskiej i oglądałam dwór dziedzica, to przypomniałam sobie inne, wcześniejsze zwiedzanie Kielecczyzny. W dwa tysiące ósmym roku byłam w Kielcach u mojej rodziny. Mój tato raczej nie należał do osób, które lubią zwiedzać, wolał wczasy w ciszy nad wodą z wędką. Udało mi się jednak namówić go na wycieczkę w Góry. Oprowadzał nas wujek, brat taty. Byliśmy na Świętym Krzyżu. Do dziś wspominam, nie było tam wtedy drogi, szło się szlakiem górskim, że weszłam tam w… sandałkach. Jednak w dół już mnie musieli holować, bo mi nogi w sandałach uciekały w dół. Jednak dałam radę. Potem byliśmy w Oblęgorku i zwiedzaliśmy pałacyk, który naród podarował Henrykowi Sienkiewiczowi i w którym nasz noblista mieszkał. Piękna sentymentalna podróż w czasy naszego największego pisarza i oglądanie pamiątek po nim, trochę przerzedzonych po II Wojnie Światowej. Zaginęła zwłaszcza korespondencja Henryka Sienkiewicza z jego platoniczną miłością pod koniec życia, Marią Radziejewską. Tą miłością była moja prababcia, matka mojej babci. Prababcia cierpiała na melancholię i była trochę niezrównoważona psychicznie. Raz pisała do Sienkiewicza płomienno – miłosne listy, by za chwilę zażądać zwrotu całej korespondencji i w końcu zerwać znajomość. Moja prababcia wyszła za mojego pradziadka, ale do końca życia kochała Sienkiewicza i jego listy przechowywała jak relikwię. Zaginęły w 1948r, kiedy do domu wtargnęło UB i aresztowało dziadka. UB ” zaopiekowało” się tą korespondencją jak zresztą i innymi pamiątkami rodzinnymi. Ja jednak wierzę, że ta korespondencja jeszcze wypłynie. Jestem naiwna? Ta wycieczka to była ostatnia wycieczka z bratem taty. Niedługo potem wujek zmarł. Mój mąż Mirek dojeżdżał do mnie do Kielc. Byłam z nim w rodzinnym gnieżdzie Gołębiowskich w Kunowie i… zwiedzaliśmy muzeum ziemiaństwa w rodowym pałacu, należącym zresztą do mnie. Kupiliśmy jednak bilety, ja dla rencisty, jak każdy normalny turysta. Udawałam, że nikogo nie znam, a moi pracownicy udawali, że jestem normalnym zwiedzającym. Muzeum miało otwarcie w 2000 roku i od tej pory zbijamy na nim kokosy. Cieszy się wielką popularnością, a burmistrz Kunowa jest mi wdzięczny, bo dzięki mnie miasto stało się znane w całej Polsce i atrakcyjne turystyczne. Moje zbiory co roku się wzbogacają o nowe. Zastanawiam się, czy powstańcze zdjęcia matki Jarosława Kaczyńskiego on przekaże do Muzeum Powstania Warszawskiego w Warszawie – duchowego dziecka jego brata czy do mojego muzeum rodziny w Kunowie. Ja wolałabym, by do mojego. Tak jakbym wolała, by zdjęcia Marii Radziejewskiego do Henryka Sienkiewicza trafiły do mojego muzeum nie do Oblęgorka. Ale będzie co ma być! Mój tato zmarł w 2015r. Już nie pojedzie ze mną na sentymentalną wycieczkę w rodzinne strony. Już nie zobaczy, ile pamiątek rodzinnych odzyskałam. Nie zobaczy notesu, w którym Stanisław Wyspiański szkicował postacie z wesela Rydla. Nie zobaczy przedwojennego obrazu, który malował jego ojciec. Ale wiem, że z Nieba czuwa nade mną i sprawia, że odzyskam pamiątki rodzinne. Mój mąż przejął po nim pałeczkę i razem działamy na tej niwie. Mam nadzieję, że mój Mirek będzie ze mną i będzie mnie wspierał jeszcze długo. A mam nadzieję, że będzie przy mnie wiecznie, a na pewno… do stu lat i jeden dzień dłużej. Łączy nas miłość, jaka rzadko ludzi spotyka i wspólnota zainteresowań. A ja… uczę nasze dzieci , że historia i rodzina to najważniejsze wartości jakie są dane człowiekowi. Nie ma nic ważniejszego niż rodzina. Uczę ich by pamiętali i póżniej… przekazali pamięć o przodkach swoim dzieciom. I to procentuje. Mój syn Gabriel, przyszłoroczny maturzysta wybrał się w te wakacje ze swoją dziewczyną do Kunowa i zwiedzali rodzinne gniazdo. Gabriel opowiadał jej legendy rodzinne. Niedawno jego dziewczyna powiedziała mi, że … zazdrości nam tak wspaniałej rodziny i nie żałuje, że nie pojechali pod namiot na Mazury a do Kunowa. W przyszłym roku planują, że odwiedzą Radoszewice – rodowe gniazdo Stanisława Wyspiańskiego. Mam nadzieję, że mój Gabryś nie zmieni na przyszły rok dziewczyny, bo to fajna i rozsądna dziewczyna. Na razie żyć bez siebie nie mogą. Chodzą trzymając się za ręce, a mój Gabryś przestał grać na komputerze. Woli wieczorem spacer z dziewczyną niż grę na komputerze. Mój Mirek aktualnie konserwuje obraz w kościele w Kotlinie Kłodzkiej. Wczoraj byłam z nim. Przeszliśmy się po Górach Bardzkich. Noga już mnie nie boli, miesiąc po operacji, a jeszcze lekarz mi wstrzyknął kwas hialuronowy. Założyłam opaskę na kolano i poszłam w góry. Dobrze się szło i nic się nie stało. Tylko dzisiaj trochę mnie bolą mięśnie. Mój mąż pracuje nad tym, bym sobie wszystko przypomniała, nie tylko przeszłość. Ale bym wiedziała, że był u mnie każdego dnia i nie mówiła mu ciągle: Dawno cię nie widziałam! Mówi mi żartobliwie, że pracuje ciężko nad renowacją obrazu. On ma mnie za Święty Obraz. A tymczasem w nocy potraktował ten obraz… całkiem ludzko i zwyczajnie. Zrobił mi tak dobrze, że długo potem, kiedy zasypiałam czułam pożądany ból brzucha po orgażmie. I … wtulona w niego zasnęłam śniąc, że dzisiejszej nocy znowu potraktuje mnie … jak nieświęty obraz.

Rodzina jak mówi nauka to podstawowa komórka społeczna. Rodzina jak mówi wiara to najwspanialsza wartość ogólnoludzka. Rodzina jak mówi obecnie rządzący rząd w Polsce, rząd Prawa i Sprawiedliwości to przyszłość narodu, o rodzinę trzeba dbać i robić wszystko, by się prawidłowo rozwijała. Jak mówił prezydent Polski Andrzej Duda: ” Ja zawsze będę robił wszystko i popierał wszystko dla dobra rodziny. ” A no trzymamy go za słowo! Przypomnimy i… rozliczymy! Tymczasem rząd pracuje nad ustawą w sprawie waloryzacji świadczenia na dzieci o nazwie Rodzina 500 plus. Na ukończeniu są już prace nad ustawą zwalniającą rodziny wielodzietne / mające czwórkę i więcej dzieci/ z podatku. Mam tylko nadzieję, że rząd nie zapomni, że w Polskim Ładzie zapowiedział zwolnienie z podatku także mających najniższe dochody emerytów i rencistów. Zwykło się mówić, że rodzina i posiadanie dzieci to obowiązek każdego obywatela. Każdy może zrobić sobie czwórkę dzieci i mieć ulgę w podatku. Dobrze! To niech pan premier choremu na schizofrenię mającemu najniższą rentę znajdzie partnera! Wiadomo bowiem, że ci ludzie są samotni i nie mają dzieci. Bo albo choroba nie pozwala im znależć drugiej połówki albo nikt nie chce wiązać się z chorym psychicznie i mieć z nim dzieci, bo boją się, że dzieci odziedziczą chorobę. A to nie prawda! Dziedziczy się nie chorobę, a zdolność do zachorowania, kiedy zajdą sprzyjające warunki zewnętrzne. Ja mam chorobę dwubiegunową. Moje wszystkie dzieci są zdrowe, nie mają osobowości schizoidalnej i są normalnymi nastolatkami, a mój najstarszy syn ma 38 lat i jest całkowicie zdrowy. Rodzina to bezcenna wartość! Moja koleżanka, która zdecydowała się na jedną córkę, która wyjechała do Holandii i wnuka widuje tylko na skypie, to wie bardzo dobrze. Jest takie przysłowie: Kto ma ule , ten ma miód, kto ma dzieci, ten ma smród. Ale bez tego smrodu życie jakieś takie niepełne…

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s