Uncategorized

The agreement is sacred thing!!!

Prawda jest jak krystaliczna woda, spływająca z wodospadu. Może nie z Niagary, ale równie pięknego i widowiskowego – wodospadu z Roztocza w Polsce. Jest taka rzymska paremia: Pacta sunt servanda – porozumienia są chronione, co na normalny ludzki język tłumaczy się: Umowa to rzecz święta. Są różne umowy: prawnicze, gospodarcze, ludzkie. Te prawnicze chroni prawo, ale te ludzkie także podlegają ochronie. Chroni je nasza przyzwoitość i poczucie prawości. Na chłopski rozum to znaczy, że… nie można robić cholewy z gęby. Często w naszym życiu coś ludziom obiecujemy. Ten drugi liczy, że dotrzymamy słowa. Zwykła przyzwoitość każe nam słowa dotrzymać. I dotrzymujemy. Oczywiście, tylko wtedy, kiedy jest realne, że dotrzymamy słowa, czyli że mamy realne możliwości spełnić życzenie. Są jednak ludzie, którzy się chwalą, kim są i co mogą. Obiecują drugiemu wiele, choć wiadomo, że nie mogą dotrzymać słowa. Kiedyś moja mama mi powiedziała, że nie może się spotykać ze znajomymi, bo nie jest w stanie ich słuchać: ciągle opowiadają, jaką mają wspaniałą rodzinę, jak daleko zaszły w karierze zawodowej ich dzieci i… co mogą załatwić. Na to ja jej: Chwal się też!

Polska to kraj tradycyjnych wartości. W Polsce kobieta może wysoko zajść, zrobić wielką karierę, ale przez społeczeństwo nadal będzie traktowana: przy mężu! To z jej mężem chcą rozmawiać o sprawach zawodowych, o umowach, ona ma siedzieć obok i się ładnie uśmiechać albo w ogóle ma jej nie być przy rozmowie, bo kontrahent przy niej się wstydzi mówić. Ja na początku lat dziewięćdziesiątych pracowałam w lubińskiej spółce budowlanej o nazwie Progolub. Choć szef mi finansował aplikację radcowską to w firmie byłam tylko… ładnym dodatkiem do mojego ojca radcy prawnego. To on załatwiał wszystkie ważne sprawy prawnicze. Ale … raz się wybiłam. Progolub to była spółka nomenklaturowa założona na bazie państwowej spółdzielni budowlanej Geobud w Poznaniu. Mimo tego wielu ludziom pomogli, bo znależli w niej pracę jak Jan Sadecki i mój szef Adam Jesionek, ludzie bardzo wartościowi i kompetentni w swoim zawodzie, a których nowa władza, która w Lubinie doszła do władzy po przemianie ustrojowej i wyborach samorządowych w 1990r, wyrzuciła z pracy jako komuchów i którzy nie mogli znależć pracy. Potrzeba było podpisać aneks do umowy spółki , bo akt notarialny zawierał lukę prawną. Mój tato miał inne zajęcia w swojej stałej pracy, prokurent spółki i członkowie zarządu też nie mogli pojechać. Jesionek mnie więc wysłał. Jako aplikant radcowski nie miałam wtedy uprawnień do parafowania umowy, ale się z tamtejszym zarządem spółdzielni ostro kłóciłam i… wynegocjowałam bardzo dobre warunki, w zmianie poszłam nawet dalej niż dał mi wskazówki szef. Zawiozłam mu wynegocjowaną umowę do podpisu i zarząd spółki był zadowolony. Odtąd szef zaczął mi dawać bardzo poważne sprawy, brać mnie do negocjowania umów i liczyć się z moim zdaniem. Moja sława się rozeszła i to dzięki temu, póżniej już jako radcę prawnego Urząd Miejski zatrudnił mnie w Inwestycjach Miejskich do zawierania umów inwestycyjnych. Cały czas pracowałam też w redakcji Zielonogórskiej Gazety Nowej, najpierw jako naczelny redaktor u Polańskiego, póżniej w Lubińskiej Gazecie Nowej u mojego Mirka. Kiedy nie miałam pracy, lubiłam siadywać w redakcji i patrzeć na mojego Mirka. Po pracy kiedy zostawialiśmy sami, mieliśmy czas na cielesne igraszki. Jeżdżiliśmy też do lasu. Zaprosił mnie raz do mieszkania kolegi. To mieszkanie w Stanie Wojennym było pracownią i tajną drukarnią znanego w Lubinie działacza Solidarności Walczącej Edwarda Wóltańskiego. Pod koniec Komuny Służba Bezpieczeństwa zwyciężyła i odebrała mu lokal. W schowku pozostał powielacz do tajnej prasy. Kiedy Mirek miał własną gazetę, już był wtajemniczony przeze mnie i działał w celu odzyskiwania pamiątek rodzinnych. Przychodzili do niego ludzie z różnymi sprawami i oferowali różne starocie. Zaczęli mu płacić starymi, poniemieckimi obrazami i wtedy wpadł mu pomysł, by założyć galerię sztuki i zająć się renowacją starych obrazów. I… tu się zaczyna moja rola jako tylko pięknego dodatku, wpierw do ukochanego, póżniej do męża. Kiedy przychodzili goście do redakcji, a ja siedziałam, nie mogli się wysłowić: coś kręcili o tym, jak im ciężko było za komuny, że ktoś ich tak prześladował, chciał wyrugować z pracy, ale dokładnie nie mówili, co i jak. Opowiadali też dziwne i śmieszne dowcipy. Wtedy ja wiedziałam, że muszę wyjść. Ludzie wstydzili się przy mnie mówić czego chcą, choć koniec końców… ja im to załatwiałam. Nie inaczej jest i teraz. O nawet dzisiaj tak było. Mój Mirek ma dużo zajęcia, ale każdą, nawet malutką wolną chwilkę wykorzystujemy na igraszki. On… nie może się powstrzymać, by nie zatonąć w namiętności. Wystarczy, że go dotknę lub pocałuję, a już… jest mój. Dziś przyszłam do jego kawalerki, ale mieliśmy mało czasu, bo umówił się z interesantami. Zrobiłam mu dobrze, a potem … on mi zrobił bardzo dobrze. Był szybki numerek, a kiedy leżeliśmy w objęciach bosko zmęczeni zadzwonił dzwonek do drzwi. Zapomnieliśmy w boskim ukojeniu po rozkoszy! To był interesant. Mirek prosił go, by 10 min zaczekał. Ubraliśmy się i wpuścił gościa. Siedziałam z nimi, ale… jak zwykle rozmowa się nie kleiła. Pożegnałam się, zapewniłam klienta, że jestem do jego dyspozycji i wyszłam. Potem Mirek zadzwonił i był bardzo zadowolony z negocjacji. Kolejne pamiątki rodzinne wrócą do nas. Teraz jest noc, czekam na niego i nie mogę się doczekać. Wiem, że znowu będzie bardzo namiętny, a … numerek nie będzie szybki, a będzie bardzo diabelski.

Sytuacja ostatniego roku, pandemia koronawirusa, locdowny i zdalne nauczanie w szkołach ukazały nam nowy bardzo grożny problem. A mianowicie jak kruchych i mało odpornych psychicznie mamy dzieci i młodzież. Zamknięcie w domach, nauka zdalna i niemożność spotykania się z rówieśnikami spowodowały , że w ciągu ostatniego roku wzrosła liczba zaburzeń psychicznych u dzieci i młodzieży. Na schizofrenię, tzw. schizofrenię dziecięcą chorują już nawet trzynastolatkowie. A tymczasem… psychiatria dziecięca leży. Jedynemu szpitalowi psychiatrycznemu w woj. mazowieckim szpitalowi w Warszawie grozi zamknięcie, choć i tak delikatnie mówiąc pozostawia wiele do życzenia: przeludnione sale, chorzy leżą na korytarzach, niekompetentna kadra, przestarzałe metody leczenia nerwic u dzieci i młodzieży. W Lubinie powstaje nowe i nowoczesne Centrum Zdrowia Psychicznego dla Dzieci I Młodzieży. Ma być ośrodek dziennego pobytu i oddziały szpitalne. Centrum będzie instytucją prywatną, ale walczy o umowę NFZ. Chętni lekarze i psycholodzy, którzy by chcieli pracować z dziećmi i młodzieżą już mogą składać swoje oferty w zarządzie RCZ. Zdrowie psychiczne jest bardzo ważne, a zdrowie dzieci i młodzieży jeszcze bardziej, bo ma z nich wyrosnąć przydatny społeczeństwu człowiek, a nie taki, który całe życie będzie wegetował na rencie i nie będzie mógł założyć rodziny i wychować dzieci, by budowały nadal ten kraj, by on stał się krajem marzeń naszych dzieci i wnuków, wartościowych członków społeczeństwa. W dzisiejszych czasach ciężko jest zachować zdrowie psychiczne. A dzieciom i młodzieży, które są bombardowane głupotami z gier komputerowych jeszcze bardziej ciężko. Pamiętajmy, róbmy wszystko, by nasze dzieci miały szczęśliwe dzieciństwo! Szczęśliwe dzieciństwo to przyczynek do szczęśliwego, zdrowego psychicznie człowieka. Czy w dzisiejszych czasach, kiedy nasz nastolatek dostaje szału jak mu się wyłącza komputer, kiedy gra, łatwo czy trudno jest zapewnić dziecku szczęśliwe dzieciństwo? A może ten szał u dziecka to już dowód, że z nim dzieje się coś złego? Obserwujmy swoje dzieci i… w porę reagujmy!!!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s