Uncategorized

Sweet life or most important family in life!!!

” Rodzina, ach rodzina, nie cieszy, gdy jest, lecz kiedy jej nie ma, samotnyś jak pies.” – Tak kiedyś śpiewano w Kabarecie Starszych panów piosenkę Jerzego Wasowskiego i Jeremiego Przybory. I to jest prawda! Moja koleżanka, która zrobiła się bardzo ortodoksyjnym przeciwnikiem aborcji / jest zwolenniczką zakazu aborcji nawet, jeśli ciąża zagraża zdrowiu i życiu kobiety/. mówi, że jest zwolenniczką zakazu aborcji, bo dzisiaj, kiedy ma córkę dorosłą i wnuka daleko poza granicami kraju, docenia wartość rodziny i wartość posiadania dzieci. Mówi, że gdyby pozwolono jej cofnąć czas, nie poprzestała by na jednym dziecku. Wartość rodziny doceniają przede wszystkim osoby chore na schizofrenię, którym choroba nie pozwoliła znależć sobie drugiej połówki i mieć dzieci. Spotykam się w swoim gabinecie terapeutycznym z wieloma kobietami ok. pięćdziesięciu lat, które są samotne / praktycznie wszystkie chore na schizofrenię są samotne i na rencie/ , które … chorują na swoją samotność. Mówią, że ich życie nie ma sensu i … projektują na siebie rodzinę znajomych. Chwalą się dziećmi koleżanek mówiąc, że to ich. Sama mam taką koleżanką. Kiedy jej mówię o swojej rodzinie, zarzuca mi, że zmyślam, bo nie mam żadnej rodziny, bardzo się przy tym denerwuje, podczas wizyty u swoich krewnych opowiada o moim mężu i moich dzieciach mówiąc, że to jej. Każdy potrzebuje rodziny i nawet zadeklarowana singielka, która mówi, że dla niej ważna jest wolność i kariera, w wieku czterdziestu lat zamienia się z samotności w… zgorzkniałą starą pannę z dziewiętnastowiecznych dowcipów. Prawda jest taka, że człowiek został stworzony jako zwierzę stadne, a biologia kobietę stworzyła do macierzyństwa. Jak sobie radzić, kiedy wchodzimy w drugi półmetek życia, a los uczynił nas samotnymi?

W 1990r skończyłam studia prawnicze i miałam dwadzieścia pięć lat. Miałam już za sobą dwanaście nieudanych małżeństw i… dwanaścioro udanych dzieci. Zaczęłam swoją karierę zawodową w zawodzie prawniczym i… nie tylko. Bo kiedy szukałam pracy i jako prawnika odsyłano mnie z kwitkiem, chodziłam po szkołach szukając pracy jako nauczycielka historii. Na moją prośbę odpowiedziały trzy szkoły: zatrudniły mnie dwie podstawówki i jeden ogólniak. Nie mówiąc, że pracowałam jako pracownik naukowy na swojej Alma Mater – Uniwersytecie Wrocławskim, gdzie do dziś pracuję, i otworzyłam przewód doktorski. W nowe życie po ukończeniu studiów prawniczych nie tylko weszłam w zawodowe, ale i osobiste. Wyszłam za mąż za Marka Siudyma, a w lutym 1991r urodziłam mu pierwszą córkę Marysię. W 1990r otworzyłam… worek z dziećmi u moich koleżanek. One poszły za moim przykładem i też zaszły w ciążę, bo chciały mieć dzieci. Pierwsza po mnie urodziła córkę Martę moja kuzynka Iwona, potem żona kuzyna Marka Halina urodziła Michała. w pażdzierniku moja koleżanka Ania urodziła mojemu kuzynowi Piotrowi córkę Kasię – bardzo mi bliską. Synów też urodziły dwie moje koleżanki, w marcu 1991r moja koleżanka ze studiów Danka urodziła syna Pawła, a potem Iwona urodziła też Pawła. Iwona po urodzeniu Pawła nie mogła już więcej mieć dzieci. Miała cesarkę i życie jej i dziecka było zagrożone. Po częstych poronieniach i skrobankach podczas cesarki musiano jej wyciąć macicę. Nie mogła karmić syna piersią. W tamtych czasach popularna była Humana, jej syn wychował się na Humanie. Ja Marysię karmiłam piersią. Iwona zawsze mnie naśladowała i… popadła nawet w depresję poporodową, bo nie mogła karmić. Dwa lat póżniej urodziłam Markowi syna, Mateusza, a w 1998r córkę Julię i po roku był koniec naszego małżeństwa. Od lipca 1999r jestem bezwstydnie szczęśliwa w małżeństwie z moim Mirkiem i mamy czterdzieścioro dzieci. Co rok to prorok, a póżniej nawet częściej, ale jestem z tego dumna. Najbardziej w ciąży przytyłam na początku z bliżniakami, bo miałam zachcianki na czipsy i obżerałam się czipsami. Waga skoczyła do… 90 kg i do dziś nie mogę jej zrzucić. Oscyluje ok. 83 kg. A co gorzej straciłam figurę, bo tłuszcz wprawdzie znikł, ale pozostała na brzuchu spora oponka ze skóry. Mój ginekolog powiedział, że już nie schudnę, bo wszystkie jego pacjentki, co urodziły więcej niż trójkę dzieci są przy kości. Mój Mirek mówi, że… jestem szczupła i bardzo ładna, a to jak się ubieram naśladują wszystkie kobiety. Mówi, że jest ze mnie dumny. No ale on dla mnie nie jest za wiarygodny, bo jemu podobałabym się nawet w worku. Chcę być doskonała, ale – kurde! – nie chcę mieć objętości kuli. Muszę się pilnować! My z Mirkiem lubimy się bawić. Co roku poseł z mojego miasta Lubina Ryszard Zbrzyzny organizował zabawę andrzejkową na cel charytatywny. Myśmy pomagali mu w organizacji i dzięki temu mieliśmy darmowy wstęp. Było fajnie. W zeszłym roku z powodu pandemii covid 19 zabawy nie było. W tym roku z tej samej przyczyny też nie było. Wprawdzie w tym roku jeszcze oficjalnego locdownu nie ma i teoretycznie zabawa w reżimie sanitarnym i z ograniczeniem ilości ludzi mogła się odbyć, lubińscy restauratorzy wykazali się zdrowym rozsądkiem i dla bezpieczeństwa ludzi nikt andrzejek nie organizował. Myśmy mieli… prywatne andrzejki, bo moja córka ma na imię Angelika. Ponieważ zaś na jej roku ktoś miał covida i jej rok przeszedł na wykłady i ćwiczenia zdalne, Angelika jest w domu. Zrobiliśmy jej imprezę w domu. Był jej chłopak, cała nasza rodzina, był tort i szampan. A potem siedzieliśmy do wieczora i z najmłodszymi dziećmi / pierwsza klasa/ graliśmy w chińczyka / uwielbiam chińczyka / i w monopol. Ja nie za bardzo, ale moja siedmioletnia córka uwielbia. Bawiliśmy się do wieczora. Chłopak Angeliki nocował u nas, oboje spali w kawalerce męża. Ja nie mam z tym żadnego problemu. Oboje są dorośli i rozsądni i nie miałabym nic przeciwko temu by nawet wzięli ślub na studiach. Ja wiem, że dzieciach na studiach nie myślą, najpierw nauka. Mój Mirek jest jednak starej daty i boczył się, że jego ukochana córeczka nocuje razem z chłopakiem bez ślubu. Ja mu ze śmiechem przypominam, jak miał żal do mojego taty, że się na niego obraził, kiedy gdy miałam 15 lat w noc andrzejkową mnie uwiódł i zrobił mi dziecko. No ale ja miałam ten wypadek, wypadłam z okna Domu Kultury i mieli wzajemny żal do siebie. Mój tato zaakceptował go dopiero jak się urodziła Henryka – jego imienniczka i ukochana wnuczka, w kwietniu 2001r. Jakby był dumny, gdyby widział, że poszła w jego ślady i studiuje prawo we Wrocławiu. Bardziej niż Angelika, która jest najlepszą studentką na roku i bierze stypendium naukowe. Od naszego śluby nasze andrzejki są już całkowicie legalne i akceptowane przez rodzinę. I Mirek daje mi tyle szczęścia! W tym roku też tak było. Kochaliśmy się , jak wariaty. Była bliskość, żar gorąca bijący od ciał i byłam bardzo dumna z niego, kiedy zmęczona i nasycona zasypiałam w jego ramionach. I nie tylko w andrzejki. Co noc! Wczorajszej nocy też! Mój Mirek, choć już senior, jest wciąż w bardzo dobrej formie i bosko mnie zaspokaja. Z utęsknieniem czekam na dzisiejszą noc… Za oknem śnieg, mróz, a w naszej sypialni war. Nieustanne andrzejki anno domini 1981r…

Słowo ” stara panna” ma od zarania dziejów pejoratywne znaczenie, a śmieszność z nim związana ugruntowała się w dziewiętnastym wieku. Już Julian Tuwim w latach międzywojennych napisał: ” I ty za młodu niedorżnięta, megiero, co masz taki tupet, że szczujesz na mnie swe szczenięta, całujcie mnie wszyscy w d…” Dziewiętnastowieczna stara panna kojarzy się zwykle z tym, że kobieta jest dziewiczo nietknięta przez żadnego mężczyznę. Powszechnie się uważa, że brak seksu powoduje zaburzenia osobowościowe, kobieta robi się zgorzkniała, złośliwa. Zresztą, tak do końca nie jest to nieprawda. Wiadomo bowiem, że podczas igraszek seksualnych wytwarzają się endorfiny – hormony szczęścia – kobiety są zadowolone i spełnione, kobieta szczęśliwa widzi świat przez różowe okulary. Dlatego kobietom samotnym, które nie mają partnera wielu seksuologów proponuje onanizm. Moim pacjentkom, które mówią, że straciły sens życia, bo nie mają nikogo, mówię, by zaczęły żyć, wyszły do ludzi, jeżdziły na wycieczki, chodziły do kina i czytały książki. Zainteresowania i bywanie wśród ludzi pozwala zapomnieć od samotności. I… powinny trenować empatię, by pozbyć się złośliwości. Złośliwość i przyswoi nam przyjaciół, a brak przyjaciół rodzi złośliwość i… błędne koło się zamyka. W tym roku Sylwester znowu upłynie pod znakiem obostrzeń pandemicznych. Bali nie będzie. Prywatki pewnie ograniczone co do ilości osób. Spędżcie ludzie Sylwestra jak ja andrzejki! Zagrajcie z dziećmi w chińczyka! A kiedy… dzieci pójdą spać, wypijcie drogie panie z mężem szampana i oddajcie się igraszkom łóżkowym jak ja z moim Mirkiem! To cementuje rodzinę i… oddala widmo samotności. A przecież w życiu o to chodzi. Nawet pandemiczne obostrzenia można przekuć w szczęście jakie spodziewamy się od drugiego człowieka. Może właśnie w tym roku wielu samotnych znajdzie swoją drugą połówkę? Schizofrenicy też…

1 thought on “Sweet life or most important family in life!!!”

  1. Moja kolezanka mówi o moich dzieciach: Toż to wykapany Mirek! Ja jej na to: Moje dzieci nie są wykapane. Są z pełnego wytrysku! Ja zawsze się dziwie, jaka mój mąż ma tajemnice: on ma mega przyjemnosc i mi robi super dobrze. Ale niech to już zostanie jego słodka tajemnica, bo jest piękna!!!8

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s