Uncategorized

Prima Aprilis as you will make a mistake!!!

Wiosna to radość! To odrodzenie życia i nadzieja na przyszłość! Wiosną świętujemy narodziny nowego życia, bowiem wszystkie stworzenia ubierają się w piękne barwy i wabią samiczki. Rozpoczyna się czas godów, który kończy się sprowadzeniem na świat i wychowaniem potomstwa, które jest nadzieją na przyszłość tego świata. Paw jest symbolem dumy. To dumny ptak, który ma z czego być dumny, dumny ze swojej urody i ze swojego okazałego ogona, który w pełnej krasie pokazuje się teraz – wiosną i … wabi samiczki. Pierwszy kwietnia to w zwyczajach ludowych Prima Aprilis – dzień bezkarnego oszukiwania i żartów, dla żartów primaaprilisowych nie ma wartości tabu. Chodzi o to, by się śmiać. A czy my potrafimy się jeszcze śmiać? Trwa okrutna wojna na Ukrainie, giną ludzie. Jeśli to był żart primaaprilisowy Władimira Putina to bardzo okrutny, bardzo nie na miejscu i w ogóle nie śmieszny. Spróbujmy jednak na chwilę zapomnieć o okrutnej polityce i przypomnijmy sobie z naszego życia żarty primaaprilisowe! Na pewno takie znajdziemy. Bo warto się śmiać i na przekór hiobowej rzeczywistości mieć nadzieję. Biblijnego Hioba spotkało wiele klęsk, był u kresu załamania, ale na końcu wszystko odzyskał. Mottem historii Hioba jest, że Bóg nas czasami ciężko doświadcza, by nam pokazać jak mamy żyć. Kiedy odkryjemy prawdziwe wartości w życiu, Bóg nam wszystko odda. I tak patrzmy na tę wojnę! To tylko doświadczenie. Jak z niego wyjdziemy, zależy od nas. A tymczasem cieszmy się, że istnieje taki dzień jak prima aprilis. I tak jak ja przypomnijmy sobie, jakie robiliśmy psikusy! Warto…

Kiedy byłam w podstawówce w latach siedemdziesiątych w czasach Gierka w szkole między nami było modne powiedzenie: Prima Aprilis bo się pomylisz! Pierwszego kwietnia bardzo chętnie z kolegami i z koleżankami robiliśmy sobie kawały primaaprilisowe. Niektóre były bardzo głupie i wstydzę, się, że byliśmy w takim cielęcym wieku, że rżeliśmy z nich jak osły. Była w klasie jedna koleżanka, Ewa. Była prymuską, miała same piątki. Ja się bardzo dobrze uczyłam, ale samych piątek nie miałam. Czwórki z muzycznego, plastycznego ZPT i matematyki. Wszyscy w klasie wiedzieli, że matematyka to moja pięta achillesowa, zwłaszcza geometria. Ewa cały czas się uczyła, raczej kuła, nie integrowała się z koleżankami. Kiedy zaś wychowawczyni poprosiła ją, by pomagała w lekcjach dziewczynie, która była trochę opóżniona w rozwoju, Bożenie, powiedziała, że nie ma czasu na ciągnięcie za uszy ciemnoty. Poza tym donosiła na uczniów nauczycielom. Nikt jej nie lubił! W siódmej klasie, kiedy zaczynały się formować pierwsze pary, a dziewczyny robiły wszystko, by na nich uwagę zwrócili chłopcy ze szkoły średniej, bo nasi koledzy z klasy to byli w ich mniemaniu dzieciuchy, które za szczyt zainteresowania koleżanką uważali, że należy jej dogryzać i ciągnąć za włosy, wymyśliłam głupi dowcip primaaprilisowy. Powiedziałam Ewie, że kolega z klasy, który był największym łobuzem, a za razem najprzystojniejszy, Robert Szafrański dał mi list do niej, bo nie miał śmiałości dać sam. Ten list ja napisałam. Dałam go Ewie. Był pełen patetycznych zwrotów o miłości od pierwszego wejrzenia i jej urodzie. Ewa go przeczytała i… poszła do Roberta i powiedziała mu, że ona też coś do niego czuje i że też nie miała śmiałości się odezwać, a list jest piękny. Robert się śmiał, a klasa darła: Prima Aprilis, bo się pomylisz! Nie pomyśleliśmy wtedy jak ona się czuła, że mamy z niej bekę. W drugiej klasie Ogólniaka, w ciężkich czasach Stanu Wojennego, kiedy byłam w dołku, bo mój Mirek był internowany, zrobiliśmy kawał primaaprilisowy nielubianej nauczycielce z języka rosyjskiego pani Czajowej. Powiedzieliśmy jej, że pani dyrektor zarządziła, że pierwszego kwietnia lekcje są skrócone i nauczycielka nas puściła. Poszliśmy do Parku Wrocławskiego wiosny szukać, a… za brak naszej obecności na lekcjach dyrektorka miała pretensje do nauczycielki. Jaka była afera! Nasza klasa jako karę otrzymała zakaz wyjazdu na wycieczki, a nauczycielka się pochorowała i przyszła inna na zastępstwo. Nota bene bardzo dobra, a ja wreszcie miałam na koniec czwórkę z rosyjskiego. Tamtej podpadłam, bo cały czas mówiłam: szto, a kiedy mnie poprawiała i mówiła: czto, to ja się roześmiałam. Najpiękniejszy kawał primaaprilisowy… zrobił mi Mój Mirek w 1999r. Od 1993r, kiedyśmy to … zaczęli zdradzać naszych małżonków i zabawiać się, marzyłam, że on się zdeklaruje i oświadczy. Potem już straciłam nadzieję i zdecydowałam się, że będę do końca życia z Markiem Siudymem. Mirek jest mężczyzną starej daty, dla niego ważne są symbole, zgoda rodziców. Pierwszego kwietnia 1999r przyszedł z kwiatami do moich rodziców oświadczyć się , ja dostałam pierścionek. Najpiękniejszy pierścionek zaręczynowy jaki dostałam. Nie noszę go, by go nie zgubić, ale trzymam w kasetce jak relikwię. Kiedyś go podaruję mojej córce. Mam nadzieję, że i dla nich takie pamiątki są tak cenne jak relikwie jak dla mnie. Ja myślałam, że… to kawał primaaprilisowy. Długo nie mogłam uwierzyć. Byłam jeszcze wtedy mężatką. Zgodziłam się też… dla kawały. Kiedy w kilka dni póżniej ponowił prośbę, wiedziałam, że to nie kawał. Rozwiodłam się z Markiem za porozumieniem stron. Zostawiłam mu nasz dom pod Warszawą i dzieci. Tylko roczną Julkę dałam Mirkowi, bo wtedy wierzyłam, że to jego córka. W lipcu 1999r. wzięliśmy ślub, a… pierwszego sierpnia 1999r. poczęły się nasze pierwsze bliżniaki. W rozkoszy i miłości zmajstrowane na brudnej podłodze w redakcji. W tym roku prima aprilis wypadł w sobotę wczoraj. Mirek był bardzo zadowolony z mojej pracy, udowodniłam mu, że Lubin to nie jakiś Luben, a Helligenkrantz, do 1945r Helenogród. Zainwestowałam w odzyskanie skradzionych dzieł sztuki, Mirek tak był zadowolony, że przez cały dzień dziękował mi najlepiej jak umie. Dobrym seksem! A dziś w nocy przeszedł sam siebie. Byłam w Niebie, szybowałam w rozkoszy na zawsze złączona z nim. I… nie był to kawał primaaprilisowy. Mój Mirek jest zawsze gotowy i daje mi rozkosz. I nie jest to kawał primaaprilisowy!!!

Bądżmy radośni nie tylko w jeden dzień kwietniowy! Bądżmy radośni każdego dnia! Warto się cieszyć wiosną. Wojna jest okrutna. Podzieliła nasze życie na dwie części: przed wojną i takie jakie będzie po wojnie. Wojna to budujące doświadczenie. Oby takie było! Po tej wojnie nic już nie będzie takie jak dawniej. Życie się przewartościuje. Inaczej będziemy rozumieć słowo: patriotyzm, naród, dobro, społeczeństwo. Oby było to lepsze rozumienie? Obyśmy wyszli z tych traumatycznych doświadczeń lepsi? Ja wierzę, że tak. Moja koleżanka mnie się spytała, czy wiesz jak nazywają się Czterej Jeżdzcy Apokalipsy? Zaraza, Wojna, Głód i Śmierć. Ja wierzę, że tak żle nie będzie. Żyjemy w Czasach Ostatecznych. Chrystus już jest wśród nas i zmienia świat. Jest nadzieja i świat będzie piękniejszy. Wierzycie w to? Ja tak! Czy jestem niepoprawną romantyczką? Odnowieni moralnie ludzie rozpoznają Jezusa Chrystusa…

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s