Uncategorized

Hundred years old in happiness!

Zabytki to nasze największe dobro, to świadectwo naszej przeszłości, nasza historia. Dlatego o zabytki powinniśmy dbać z największą pieczołowitością. Ale zabytek to nie tylko pięknie odrestaurowany pałac czy kościół, wyglądający jak niegdyś świeżo po wybudowaniu. Zabytki to także ruiny – tajemnicze pozostałości, że kiedyś w tych murach tętniło życie. Życie zaklęte w kamieniu. Arystokraci niegdyś w swoich posiadłościach celowo budowali sztuczne ruiny. W dzisiejszych czasach wielu zniszczonych niegdyś zamków warownych celowo się nie restauruje, a tylko zabezpiecza, by stanowili świadectwa historii. Takie ruiny są pięknym i malowniczym elementem krajobrazu, są chętnie odwiedzane przez turystów. Takie malownicze ruiny to np. zamek Bolczów w Rudawach Janowickich w Sudetach. Ale ruin jest wiele. Piękne świadectwo wielkości dawnej Polski dają zamki na Szlaku Orlich Gniazd w Jurze Krakowsko – Częstochowskiej. To pozostałości po ufortyfikowanej granicy wybudowanej przez króla Kazimierza Wielkiego, który zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną. Największego króla i dyplomaty, jakiego wydała historia Polski. Ale nie tylko zabytki to największe dobro naszego kraju, największe dobro to też dzieci i … miłość.

W sobotę u mojej kuzynki na wsi było wesele, wydawała córkę za mąż. I muszę przyznać, że jej zazdrościłam. Nic piękniejszego niż widzieć swoją ukochaną córeczkę w białej sukni i welonie jak do muzyki second waltz tańczy ze swoim wybrankiem na całe życie pierwszy taniec na weselu. Do tej pory nie było mi to dane. moja czternastka najstarszych dzieci ma niestety nowoczesne poglądy i nie chciały, jak mówiły tej wiejskiej szopki z weselem. Wzięły śluby, a ja nawet na nich nie byłam, bo poinformowały mnie o tym po fakcie. Julka – młodsza córka Marka Siudyma żyje na kocią łapę i mówi, że papier do szczęścia nie jest jej potrzebny. Mam jednak nadzieję, że dojrzeje i przekona się, że jest potrzebny, bo… skończyła prawo. Teraz zapaliło mi się światełko w tunelu i mogę marzyć, że zatańczę na weselu moich córek. Najstarsza córka Mirka – bliżniacza siostra Stasia, Angelika właśnie się zaręczyła ze swoją sympatią od ogólniaka. Angelika jest tradycjonalistką. Zaręczyny były tradycyjne. Jej chłopak przyjechał z nią do naszego domku nad jeziorem. Dla mnie miał kwiaty, a dla mojego męża wódkę. Dał Angelice piękny pierścionek zaręczynowy, złoty z maleńkim brylancikiem. Angelika go cały czas nosi. Angelika jest tradycjonalistką jak ja, chce ślubu kościelnego w białej sukni i welonie i hucznego wesela. Ale na wesele i ślub trzeba będzie jeszcze poczekać. Dla Angeliki priorytetem są studia, a od pażdziernika będzie dopiero na trzecim roku prawa. Ślub i wesele planują po zakończeniu studiów. Ja się cieszę, że wreszcie zaproszę rodzinę na wesele mojej córki, a mój Mirek jest przeszczęśliwy. To będzie pierwsze wesele w jego rodzinie. Od niedzieli nic nie robi, tylko planuje wesele córki i… daje mi wiele szczęścia. Dziś w nocy przeszedł sam siebie, jeszcze w pokoju czuję tak ukochany przeze mnie zapach naszej miłości. Tylko że… dziś w nocy był trochę zazdrosny. Wczoraj byłam na wycieczce z lubińskim PTTK w Rudawach Janowickich. Przysłałam mu na komórkę zdjęcia z wycieczki. Mimo zmęczenia wędrówką po górach na zdjęciach musiałam wyjątkowo ładnie wyglądać, bo… Bóg wie co sobie wyobraził. W najbliższą niedzielę jadę do sanatorium, aż strach mi pomyśleć, jakie obrazy mu podsunie wyobrażnia. A ja… będę tam żyła jak Penelopa czekająca na Odysa i na rozkosz z mężem. Mam nadzieję, że przyjedzie! Na marginesie wyjazdu do sanatorium przypomniał mi się inny wyjazd nad morze, trzydzieści lat temu. Moja koleżanka Sabina w 1991r. pracowała jako pielęgniarka w sanatorium w Kamieniu Pomorski. Zaprosiła mnie do siebie. Skorzystałam w lecie i pojechałam na dwa tygodnie miłych wakacji. Koleżanka mi tylko powiedziała, że pracuje i będę musiała się sama sobą zajmować. I zajmowałam się i jeszcze pomogłam w opiece nad dziećmi, bo miała u siebie na wakacjach czwórkę siostrzeńców w wieku przedszkolnym. Sabina liczyła na moje doświadczenie w opiece nad tak liczną gromadką, bo ja wtedy miałam już rozbrykaną dwunastkę basałyków. Niedaleko od Kamienia Pomorskiego jest położony nadmorski Dziwnówek. Jeżdziłam tam codziennie, plażowałam i kąpałam się w morzu. Zrobiłam sobie wycieczkę wzdłóż plaży do Dziwnowa i dalej przez most w Międziwodziu / wtedy dopiero budowano most i saperzy zrobili tymczasowy most pontonowy/ do Międzyzdrojów. Szło się przyjemnie, bo jak poczułam się zmęczona i było mi gorąco, to wykąpałam się w morzu. Byłam też na wycieczce w Świnoujściu. Teraz z ciekawością jadę do Świnoujścia, bo chcę się dowiedzieć, jak Świnoujście zmieniło się w ciągu tych trzydziestu lat. A podobno zmieniło się bardzo. Sabina wzięła mnie też do Niechorza, gdzie wczasowała jej kuzynka z dziećmi. To nie było jedyne moje spotkanie z morzem. Na studiach w 1988r byłam na obozie studenckim w Łazach. Miał tam występy Zenon Laskowik. Założyliśmy tam znany póżniej w całej Polsce tzw. KZL – Klub Sympatyków Zenona Laskowika. Rozmawiałam z naszym idolem i zrobiłam z nim wywiad. Mile łechce moją miłość własną świadomość, że być może to dzięki niej reaktywował swój kabaret, bo chciał zakończyć karierę. A szkoda by była, bo Laskowik jest nie do pokonania jako kabareciarz. Kiedy wraz ze zniesieniem cenzury i mrugania polskie kabarety polityczne w latach dziewięćdziesiątych zaczęły zdychać, on i Olga Lipińska wznieśli polski kabaret polityczny na wyżyny. Mam nadzieję, że moje tegoroczne spotkanie z polskim morzem będzie godne opisania. Moje z moim ukochanym Mirkiem… Bo by mamy wspólne wspomnienia. Piękne…

Dzisiaj obserwujemy kryzys instytucji małżeństwa. Młodzi ludzie mówią: nam papier do szczęścia niepotrzebny i żyją na kocią łapę, a jak biorą ślub to jest to tylko legalizacja w urzędzie. Trudno się dziwić takiej postawie młodych ludzi. Młodzież jest mądrym i bystrym obserwatorem. Obserwuje, jak nietrwałe są dziś małżeństwa. Celebryci rozwodzą się po pięć razy, rekordzistka ma na koncie czternaście rozwodów kościelnych i jest… czternastokrotną dziewicą konsystorską / chyba że już ją ktoś pokonał? nie orientuję się!/ . Młodzi widzą, że ich rodzice żyją w małżeństwie jak pies z kotem, że odkąd pamiętają mają oddzielne sypialnie i … nic dziwnego, że nie chcą się żenić. Dużo młodych uważa, że papier niszczy związek. I… mają dużo racji, bo jest sporo przykładów, że młodzi żyli pięć lat w wolnym związku, a po wzięciu ślubu rozwodzą się po roku. Od dawna trwa dyskusja: małżeństwo czy konkubinat? Oczywiście w katolickiej Polsce, gdzie religia katolicka rządzi świadomością społeczną jeszcze dość długo nie będzie legalizacji prawnej konkubinatu. A konkubinat to nie tylko związek heteroseksualny, ale także jednopłciowy. Geje i lesbijki dziś walczą o legalizację prawną konkubinatu i o zgrozo! do prawa zawierania przez nich małżeństw. Ja jestem przeciw małżeństwom jednopłciowym, bo to curiosum prawne. Małżeństwo to uświęcona wielowiekową tradycją instytucja. Nawet w prawie rzymskim, które jest podstawą wszelkiego współczesnego ustawodawstwa małżeństwo było związkiem mężczyzny i kobiety. Choć cesarze rzymscy mieli różne perwersje seksualne, Kaligula poślubił nawet konia, to żaden nie miał odwagi zmienić prawnie małżeństwa na związek jednopłciowy. I my nie miejmy takiej odwagi! Tymczasem prawo do miłości i zakładania związku rodzinnego / konkubinat to też rodzina/ ma każdy. Pozwólmy gejom i lesbijkom żyć taj, jak uważają, że są szczęśliwi!

Advertisement

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s