Blog

Uncategorized

What you want to give for you in Christmas?

Prezenty! Prezenty! Prezenty! Każdy je lubi dostawać i… są ludzie , co lubią je kupować. Bezcenny jest ten czas Adwentu w grudniu przed Świętami Bożego Narodzenia, kiedy w lekkim stresie latamy po sklepach z listą prezentów, które chce dostać każdy nasz członek rodziny i szukamy ich po sklepach, by zaspokoić marzenia naszych bliskich. Stres jest nieodłącznym towarzyszem naszego życia. Jednak stres można podzielić na ciężki i deprymujący i lekki, taki właśnie jakiego doświadczamy z lekkim, przyjemnym dreszczykiem. Ten lekki to właśnie stres, który doświadczamy, co roku przed Bożym Narodzeniem: co kupić pod choinkę naszym bliskim, by się cieszyli. I mimo, że stres nie jest czymś pożądanym to jednak każdy marzy, by mógł takiego stresu doświadczać. Stres ciężki to napięcie psychiczne jakie wywołują stresogenne sytuacje. I… taki stres nie jest pożądany! Ale niestety, w życiu jest nie do uniknięcia. Nasza podatność na stres zależy od naszej struktury psychicznej, wrażliwości i psychiki. Po jednym stresogenne sytuacje spływają jak woda po kaczce i jedyną reakcją na wzmożony stres jest zbyt obfite zajadanie i … poszerzanie spódnicy w pasie, a u ludzi wrażliwych stres może prowadzić do nerwic, zaburzeń psychicznych , a nawet chorób psychicznych. Podstawową przyczyną schizofrenii i choroby dwubiegunowej jest trwający długo permanentny stres, który nie może znależć ujścia i jest kumulowany w podświadomości. Nie na darmo się mówi, że osoby typu raptus, wybuchowe, które na stres reagują wszczynaniem awantury rzadziej chorują na schizofrenię i chorobę dwubiegunową niż te co stres w sobie kumulują, tzw. milczki. Jaka jest recepta na walkę ze stresem? A no robienie sobie w życiu codziennym drobnych przyjemności. A takimi drobnymi przyjemnościami są prezenty. Cieszy nas, kiedy widzimy że obdarowany się cieszy z naszych prezentów i obdarowanego cieszy nasz prezent. A radość rodzi empatię, zadowolenie, szczęście, stres zanika w empatii. Receptą na stres są też prezenty Bożonarodzeniowe pod choinką. Nie wstydżmy się więc łez związanych z radością ujrzenia pod choinką wymarzonego prezentu!

Za Komuny, a ściślej w dekadzie Gierka, na które to czasy przypadło moje dzieciństwo, chodziłam wtedy do podstawówki, czas przed świętami Bożego Narodzenia na zawsze już utrwalił mi się z… owocami z krajów tropikalnych. W tym bowiem czasie do sklepów rzucano mandarynki, pomarańcze i banany. Pomarańcze były wtedy kubańskie, ale bardzo nam smakowały. Oczywiście te owoce trzeba było wystać w kolejkach, by były na Święta, ale była frajda jak je się zdobyło. W tamtych czasach na Mikołajki robiło się paczki ze słodyczami, oczywiście czekoladami z Wedla i żadna paczka nie mogła się oczywiście bez włożonej doń pomarańczy. I czy to mikołajki w przedszkolu czy w podstawówce paczka ze słodyczami była obowiązkowa. W trzeciej klasie podstawówki nasza wychowawczyni pani Janina Siodłak urządziła nam pierwsze mikołajki. Pani losowała dzieci, które robiły sobie paczki. Ja wylosowałam trochę upośledzoną umysłowo Bożenę Staszko. Byłam zła i zrobiłam niedorozwiniętej dziewczynce przykrość, bo głośno powiedziałam przy całej klasie, co sądzę o takiej niesprawiedliwości. Chciałam wylosować Marka Sołtysiaka, który był najlepszym uczniem i rywalizowałam o niego z Beatą Miller, która uważała się za najpiękniejszą dziewczynkę w klasie, której się wszystko należy. Zrobiłam tę paczkę Bożenie i na szkolnej zabawie je wręczaliśmy. Żadna dziewczynka nie cieszyła się ze swojej paczki jak ta upośledzona z cukierków, które jej dałam. A ja… byłam wniebowzięta, bo się okazało, że mnie wylosował Marek Sołtysiak. Dostałam od niego książkę, którą miałam jeszcze w ogólniaku. Zagrałam na nosie Beacie Miller i chodziłam dumna jak paw, kiedy rywalka gryzła paznokcie ze złości. Dziś owoców tropikalnych jest w bród i dzieci je mają na co dzień i lepiej im nie robić na Mikołaja paczek z nimi, bo… to się może żle skończyć. Mój Mirek oszalał na punkcie naszych dzieci, pobłaża im, rozpieszcza je i mocno przesadza z prezentami na mikołaja. On uważa, że skoro były grzeczne, to jest to najlepszy prezent dla niego i prezenty im się należą.. Mirek i reszta trzynastolatków i czternastolatków poprawili jedynki i … pozwoliliśmy im realizować się w miejscowej gazecie. Ja uważam, że droższe prezenty dajemy pod choinkę, na Mikołaja tylko drobne. Moje dzieci więc dostały po łakociach i pluszaku … biedronki. Jeśli chodzi o lalki, to nawet moje siedmiolatki mówią, że w tym wieku to bawienie się lalkami to jest obciach. Mirek marzy o dronie dziennikarskim. Planowałam dać mu pod choinkę, ale mój Mirek oszalał. Dał mu na Mikołaja pod poduszkę. Oficjalnie dron jest dla wszystkich, ale Mirek będzie go używał do kręcenia reportaży na mieście. Kurna, już widzę te kłótnie o drona i ten hałas w domu! Jak do tego dojdą awantury psa z kotem i dobijanie się psa o pieszczoty pana, to atmosfera choć bezcenna jest nie do wytrzymania. Dobrze że mieszkam z mamą i Mirek do mnie przychodzi. On mnie traktuje jak kolejne swoje dziecko i też mi daje prezenty pod poduszkę. W tym roku dał mi… złoty pierścionek z czerwonym oczkiem. Ale najpiękniejszy prezent dał mi… nad ranem. Wstałam rozlużniona i wniebowzięta, bo zabrał mnie do… Nieba. Właśnie na niego czekam i mam nadzieję będzie: Ach ta noc! Namiętna noc! Jedyna noc! Omdlewająca…

Boże Narodzenie się zbliża, z jego romantyczną, sentymentalną aurą , z jego tradycjami, które ateiści pogardliwie nazywają pogańskimi. Boże Narodzenie obchodzone jest na całym świecie. To święto, które łączy ludzi na całym świecie. i mam nadzieję, że w tym roku połączy też Rosjan i Ukraińców, którzy dziś giną w okrutnej wojnie. Bo co winny jest Naród rosyjski, że jego przywódcom uderzyła sodówka do głowy i zachciało im się wskrzeszać Wielką Ruś? Przywódcy napuścili Naród Rosyjski na Ukraiński. Rosjanie giną zmuszeni do walki o bezsensowne idee i rakietami mordują ludzi na Ukrainie. Chrystus się narodzi i mam nadzieję, że poruszy serca cynicznych przywódców Rosji! Polski piękny zwyczaj wigilijny to dzielenie się Opłatkiem. Jakby to było piękne, gdyby Rosjanin podzielił się Opłatkiem w Ukraińcem. W Polsce Boże Narodzenie to święto państwowe. Obchodzi je i jednoczy cały Naród. I to jest piękne. Są jednak niektórzy ateiści, którzy szydzą z tradycji Bożego Narodzenia. Śmieją się, że drzewko to zwyczaj germański, a narodziny Jezusa zostały ukradzione z kultu starożytnego boga Mitry. Może to i prawda? Ale chrześcijanin świętując narodziny Jezusa Chrystusa, swojego guru jest szczęśliwy i widzi piękno w tej tradycji. A ateiści? Niech sobie ustanowią własną świecką tradycję, np. rocznicę urodzin Karola Marksa czy innego swojego guru! Tylko czy… spełnią się w tej tradycji? Boże Narodzenie i Wigilia są piękne…

Uncategorized

I dance, I dance with you, it is my dance for you.

” Tańcz głupia, tańcz!”, ” Bo to życie to bal jest nad bale.” O chorych na schizofrenię mówi się często głupia lub głupi bez zastanowienia się, co ten przymiotnik naprawdę oznacza. A to nieprawda, bo chorzy na schizofrenię to często bardzo inteligentni ludzie, a cechą tej choroby jest, że zaburza emocje i powoduje kłopoty z własną osobowością. Mówi się: ” rozdwojenie jażni”, chorzy na schizofrenię mówią o sobie: mnogo osobowościowi, bo jest w nich kilka ” ja” i nie wiedzą, które ” ja” to ich prawdziwe. Jest nawet taki stary żart, że chory psychicznie to… Napoleon. Jarosławowi Kaczyńskiemu pochlebcy z jego partii wmówili, że jest… drugim Józefem Piłsudskim. On w to uwierzył i w swojej schizofrenii myśli, że jest Józefem Piłsudskim. Powiedział nawet publicznie, że nie ma za złe ludziom, że nazywają go dyktatorem, on jest z tego dumny, bo Piłsudski był dyktatorem. Nie należy się śmiać z urojeń, to choroba powoduje, że chorzy na schizofrenię nie są sobą. Drugi objaw schizofrenii to kłopoty z emocjami. Chorzy na schizofrenię mają zaburzone uczucia wyrażania empatii, np. nie czują współczucia dla ludzi prześladowanych i biednych, a idą za poprawnością polityczną, która każe im twierdzić, że ci ludzie to terroryści i agresorzy, a nie biedni ludzie. Kłopoty z emocjami powodują też, że na każde zaprzeczenie ich urojeń reagują agresją. Nie znaczy to, że ci ludzie są niebezpieczni dla otoczenia. Takich pośród chorych na schizofrenię jest tylko 10%. A cechą tej choroby jest, że utrudnia ona im lub uniemożliwia normalne życie. Mamy czas Andrzejek, zbliża się Sylwester i karnawał, ludzie będą się bawić. i chorzy na schizofrenię mają marzenia, by się bawić na jakimś balu, a to dla wielu jest niemożliwe, bo… nie mają z kim pójść na ten bal. ” Tańcz głupia, tańcz”, a Agnieszka Osiecka napisała kiedyś bardzo ładną piosenkę” Wariatka tańczy”. Natchnieniem do niej była młoda dziewczyna, która na plaży w Bułgarii chodziła boso i… tańczyła. Andrzejki – niech chora na schizofrenię ma okazję zatańczyć i to… nie sama wariatka tańczy…

W listopadzie 1981, tego roku, który okazał się znamienny dla kraju i dla mnie, a zwłaszcza dla mojego życia uczuciowego. To był rok, w którym symbolicznie przestałam być dzieckiem, a stałam się kobietą – przeżyłam swój pierwszy , najpiękniejszy pierwszy raz jaki sobie może wymarzyć dziewczyna. Razem z koleżankami: Agatą , Sabiną, moją kuzynką Iwoną, kuzynem Piotrem postanowiliśmy wybrać się na zabawę andrzejkową w lubińskim Domu Kultury. Miał to być nasz pierwszy bal, wszystkie miałyśmy, prócz starszej Iwony po piętnaście lat. W domu byłam wtedy sama, bo rodzice z siostrą pojechali do dziadków. Postanowiliśmy się dobrze bawić i… dać sobie luz. Weszliśmy do sali kawiarnianej w Domu kultury i… szok, koniec zabawy. Na sali była … trójka klasowa, nasza wychowawczyni prof. Słowikowska, polonistka prof. Horoszczak i profesor chemii dr Poniecka. Dziś myślę, że to nie był przypadek: kiedy dyrekcja Domu Kultury doniosła pani dyrektor ogólniaka, że jej uczennice wykupiły zabawę, pani dyr Pieńkowska wydelegowała trójkę klasową na inspekcję. Okazało się jednak… bardzo fajnie, panie profesorki zaprosiły wszystkich do swojego stolika. A byli tam jeszcze: Piotr Fronczewski, który akurat miał występ w lubińskim Domu Kultury” Olek Kwaśniewski, który na fali odwilży demokratycznej w kraju odnalazł matkę i akurat przebywał u niej w pobliskich Krzydłowicach i mój wujek, znajomy taty, Tadeusz. Koledzy zadzwonili po mojego wujka, redaktora lubińskiej gazety Nowej Miedzi, Mirka i powiedzieli, żeby wziął aparat fotograficzny. Ja chciałam robić zdjęcia z imprezy. Impreza okazała się fajna, a ludzie luzaccy, nauczycielki też dobrze się bawiły. Ponieważ mnie, od czasu kiedy grałam Nel w ekranizacji w Pustyni i w Puszczy i byłam w Afryce słoń mi na ucho nadepnął, nie miałam drygu do tańca, a się do niego rwałam, znajomi mówili, że jak tańczyłam sama, to wprost szalałam na parkiecie, choć nie w rytm, jednak w tańcu w parze, to była katorga dla partnera. Mirek sobie wziął za honor, że mnie nauczy tańczyć. Męczył się długo, ale… odnotował sukces. W walcu jestem mistrzynią. Towarzystwo było palące, a papierosów zabrakło. To był rok 1981r, nic nie było, kartki, a papierosów zwłaszcza. Jako najmłodszą wysłano mnie po papierosy. kupiłam… u koników pod Domem Kultury. Wszyscy mnie pochwalili i byli zadowoleni z zakupu i nie wiedzieliśmy, że… to były papierosy z haszyszem. Nam uczniom pozwolono… wypić lampkę wina i wypalić jednego papierosa. Wszyscy się najarali i wzięło ich na wspomnienia. Kiedy był Stan Wojenny i wróciło stare, włożyłam sporo starań, by to odkręcić i by SB uwierzyło, że to były pijackie bredzenia. A ja wszystkim w SB wyłożyłam oficjalne życiorysy moich znajomych. Ja po tym jednym skręcie wyrwałam się na pianino śpiewać. I… był to łabędzi śpiew. Mirek mnie zabrał do domu. I było najpiękniejsze przeżycie w życiu, które do tej pory pamiętam i za które mu dziękuję. Ach, co za noc… Rok 2022r. Andrzejki, sobota. W tym roku po raz pierwszy od trzech lat, od kiedy ogłoszono pandemię covid 19 odbyła się zabawa andrzejkowa. Po raz pierwszy od trzech lat lubiński polityk lewicy Ryszard Zbrzyzny zorganizował charytatywną zabawę andrzejkową, która już w Lubinie wrosła w pewną tradycję. Zabawa odbyła się w nowej sali bankietowej przy obwodnicy wrocławskiej. Luksus i full wypas! W tym roku pieniądze zostały przyznane na mieszkających w Lubinie uchodżców ukraińskich. Myśmy mieli wstęp za darmo, bo pomagaliśmy przy organizacji. Znajomi Mirka ucieszyli się, gdy go zobaczyli na zabawie. Od razu go otoczyli i zaczęli wyłuskiwać swoje prośby, jakie mieli do niego o załatwienie. Zabawa była udana. Wróciliśmy o trzeciej nad ranem do mieszkania mojej mamy. Zamknęliśmy się w moim pokoju i po ciemku… nie chciało nam się jeszcze spać. Mirek stanął na wysokości zadania i dał mi niesamowitą rozkosz. Gorąca tłumiąc wspaniały ból zasnęłam spełniona. Ach, ta noc…

Andrzejki są dopiero w środę, w środę jest 30 listopada i mam nadzieję, że wiele ludzi pięknie wykorzysta tę ostatnią zabawę przed Adwentem i będzie miała wspaniałe wspomnienia. Bo lubią się bawić wszyscy. Złośliwi, którzy nie lubią Jarosława Kaczyńskiego puścili w obieg złośliwy i mało śmieszny kawał. Hit filmowy Telewizji Publicznej w Wigilię ” Jarek sam w domu”. Byłoby to śmieszne, gdyby nie było prawdą. Prezes Prawa i Sprawiedliwości Wigilię spędza sam z kotem. Syn i bratanica wyjeżdżają na Boże Narodzenie na wczasy zagraniczne. Tacy są młodzi, nie przywiązują wagi do świątecznych spotkań rodzinnych. Wolą na święta gdzieś wyjechać na gotowe święta i samemu nic nie urządzać. Tymczasem Wigilia to taki szczególny dzień w roku, kiedy nikt nie powinien być sam. A tymczasem Andrzejki. W Polskim sejmie jest pełno Andrzejów. Będzie jubel wielki w ten dzień w sejmie. Niech się bawią! Bo potem zwykły dzień i… może kubeł zimnej wody na głowę. Prezes Prawa i Sprawiedliwości siedzi sam w domu i myśli… nad przedłużeniem swojej władzy. Teraz padła propozycja, aby powołać komisję weryfikacyjną w sprawie rozliczenia polityki energetycznej w czasach rządów PO – PSL. Chodzi o to, by przed wyborami parlamentarnymi skompromitować Tuska i Opozycję. Tylko… by to nie okazał się Koń Trojański? Do komisji pewnie nie dojdzie, bo PiS nią strzeli sobie w kolano. Tymczasem andrzejki. Bawmy się! Jarosław Kaczyński też….

Uncategorized

I love the sport and motion. Et you?

Z czasów wojny izraelsko – egipskiej pochodzi następujący dowcip: Naser telegrafuje do Chruszczowa: Wasze rakiety klasy ziemia powietrze są bardzo dobre. Przyślijcie w trybie pilnym rakiety klasy ziemia – samolot! To dowcip z lat sześćdziesiątych, ale wczoraj cały świat się przekonał, że rosyjskie rakiety na wyposażeniu rosyjskiej armii są z czasów pamiętających Chruszczowa i nie są precyzyjnie. Cały świat ma ubaw, Rosjanie straszą NATO! Wczoraj rakieta produkcji rosyjskiej wystrzelona w celu zestrzelenia rosyjskich rakiet przez Ukrainę spadła w Polsce na stodołę przy granicy z Ukrainą i nieszczęśliwie zabiła dwie osoby. Ukraińcy mieli oczywiście rakiety trofiejne, zdobyte na wojsku rosyjskim. Cała ta groteskowa sytuacja wyszła na dobre Ukrainie, bo Amerykanie obiecali dostarczyć im nowoczesne rakiety obrony przeciwrakietowej. Oczywiście, ludzie są tylko ludżmi i proste wyjaśnienie tragedii ich nie zaspokoi. Już rodzą się teorie spiskowe na temat wypadku i zdobywają zwolenników. No cóż, szerzeniu teorii spiskowych się nie zapobiegnie, a są ludzie, którzy uważają, że jak wierzą w teorie spiskowe są mądrzy, a ci co w nie nie wierzą są głupcami i… ruskimi trollami. Pojawiają się już zdania na forum facebookowym, że trolle rosyjskie to lewacy, czyli / sic!/ zwolennicy Tuska i Koalicji Obywatelskiej. Czy Antoni Macierewicz znowu zabłyśnie?

W zeszłym roku w sierpniu miałam robioną artroskopię kolana, czyszczono mi kolano. Kolano mi się dobrze zagoiło, prawie go nie odczuwałam. Trochę mnie bolało, jak się schylałam robiąc prysznic. W lecie w tym roku jeżdziłam na wycieczki w góry z PTTK Lubin, trochę się bałam, że nie będę mogła chodzić, ale dałam radę. W ostatnią niedzielę lipca byliśmy w Rudawach Janowickich, góry niskie, ale dość strome i wymagające. Schodziłam z dość stromej góry, szło mi powoli. Podeszła do mnie koleżanka i zaczęła mnie asekurować. Powiedziała: Boisz się? Ja: Nie, ale boję się o swoje kolano i muszę uważnie starać nogi. W sanatorium dostałam zabiegi na kolano. Miałam miejscowy magnetronik o niskiej częstotliwości. Kiedy wróciłam z sanatorium, poszłam do ortopedy na kontrolę. Zrobił mi usg i powiedział, że muszę wymienić rzepkę kolanową. Jest bardzo zniszczona i choć na razie nie odczuwam, to w każdej chwili może mnie chwycić ból, zwłaszcza, jak pójdę w góry. Udało mi się, bo zwolniło się miejsce i mi termin zabiegu wyznaczono na początek listopada. Robił mi młody ortopeda w szpitalu miejskim w Lubinie i… robił mi na Fundusz. Ja zawsze słyszałam, że na Fundusz robią endoprotezę z najtańszych materiałów i potem kobiety do końca życia chodzą z kulą i mają sztywne kolano. Mi zrobiono z materiału wysokiej jakości i nowoczesną metodą. Kolano bolało mnie tylko jeden dzień, kiedy znieczulenie przestało działać. Na drugi dzień w niedzielę poszłam już na basen i pływałam. Lekarz powiedział, że w przyszłym roku mogę jechać w góry. Bardzo się cieszę, bo uwielbiam góry i nie wyobrażam sobie jakbym miała nie chodzić po górach. Teraz mnie czeka jeszcze rehabilitacja, a za rok poproszę znowu swoją lekarkę o skierowanie do sanatorium, na kręgosłup i na kolano. W ogóle nie czuję, że mam sztuczną rzepkę, przeciwnie czuję, że mam lekkie kolano, a staw chodzi lekko. Uwielbiam pływać. Teraz chodzę raz w tygodniu. Z jednej strony, bo basen podrożał i muszę ciąć koszty. Z drugiej, bo w Lubinie zlikwidowano w zeszłym roku jeden stary basem i w dwóch krytych pływalniach w siódemce i na Ustroniu jest taki tłok, w dzień powszedni po południu są wszystkie tory wynajęte przez dzieci uczące się pływać i na obu basenach w dzień powszedni nie ma gdzie szpilki włożyć. Chodzę więc rano w niedzielę, też jest sporo osób, bo i jedenastej mają Ukraińcy, ale sobie godzinę popływam. Ja uwielbiam wodę i pływanie i tę miłość zaszczepiłam moim dzieciom. Moje maluchu z klas jeden trzy chodzą na Ustroniu na grupową naukę pływania. Śmieję się, że moich bąbelków jest tak dużo, że grupa składa się tylko z moich dzieci. Jest tylko dwóch obcych chłopców. Uczy je moja znajoma. Zaprzyjażniłam się z nią, gdy chodziłam na basen w siódemce, jest ratowniczką. Zaproponowałam jej, by na basenie na Ustroniu uczyła moje dzieci. Zgodziła się. W soboty chodzimy na basen całą rodziną, też wynajmujemy dla naszej rodziny cały basen. Ja sobie pływam, mój Mirek bawi się z dziećmi. Mirek chętnie zajmuje się dziećmi i nie narzeka, że nie może sobie popływać jak ja. Nie ma pretensji, że ja… sobie pływam. Mój Mirek choć już jest wiekowy, ma kondycję, lubi pływać i pływa wyczynowo. Był kiedyś ratownikiem. On śmiga kraulem, ja jak dama żabką. Moje nastolatki to już tacy indywidualiści. Już nie lubią zbiorowej nauki pływania. Chodzą na basen z kolegami i z koleżankami. Mirek pływa doskonale, ma już kartę pływacką, a w lecie chce jechać na obóz żeglarski robić patent żeglarza. Madzia dopiero startuje w pływaniu pieskiem. Jest podobna do mnie. W grupie na szkółce się bała. Uczy się dopiero teraz, gdy ma trzynaście lat, sama się uczy. Jaki ja jeszcze sport uprawiam? Seks! Uwielbiam seks z moim mężem. Mirek mówi, że od seksu doskonale się chudnie, a jego życiodajne soki dobrze robią na cerę. Śmieje się, że ja dlatego mam tak ładną cerę, bo uwielbiam się kochać i mam wiele pomysłów na kochanie. To on ma wiele pomysłów i jest moją inspiracją. Wiele mnie nauczył. To że jestem dobra, zawdzięczam jemu. A miłość z nim mi codziennie sprawia frajdę, bo co noc mnie czymś zaskakuje. Nawet szybki numerek w jego kawalerce ma posmak oryginalności. Po kochaniu się z nim jestem zawsze mokra i gorąca i… szczęśliwa oraz spełniona. Wczoraj był wspaniały seks: wieczorem dla przyjemności, a nad ranem dla zdrowia. I dziś… czekam na niego! Co dziś przyniesie noc? Liczę na to, że niezapomniane spełnienie!

Teorie spiskowe są zawsze popularne, w każdym czasie i pod każdą szerokością geograficzną. Nie wiem czemu, one cieszą się taką popularnością. Może dlatego, że ludziom jest ciężko sobie uzmysłowić, że coś może mieć proste i przyziemne wytłumaczone. teorie spiskowe na temat śmierci Diany kwitną w Anglii do dzisiaj. W Polsce najbardziej znaną i popularną jest teoria spiskowa na temat zamachu smoleńskiego. To że ludzie wierzą w teorie spiskowe to nie problem. Problem się robi, gdy teoria spiskowa staje się jedyną wersją zdarzenia obowiązująca w kraju i lansują ją politycy. A Tak stało się z teorią spiskową zamachu smoleńskiego. Dziś w Polsce dołączy nowa teoria spiskowa… na temat ukraińskiej, a może nie ukraińskiej rakiety? która spadła przy ukraińskiej granicy na teren Polski. Teorie spiskowe będą i z ich istnieniem trzeba się pogodzić. Teoria spiskowa ma to do siebie, że jest wbrew logice, irracjonalna i nie ma wytłumaczenia rozumowego. Być może dlatego są tak lubiane przez ludzi? Nie da się ukryć, że w teorie spiskowe najwięcej wierzą ludzie chorzy na schizofrenię. Być może dlatego, że chory umysł przeczy logice, wierzy w irracjonalne urojenia, które uważa za prawdę. Schizofrenik uważa, że… teoria spiskowa jest logiczna i prawdziwa, ma fałszywe spojrzenie na świat. Nie miejmy więc do tych chorych, że wierzą w chore wytwory swojego umysłu. A może… to oni są zdrowi, a my chorzy? Jest takie powiedzenie chorego na schizofrenię: My jesteśmy zdrowi, cały świat zwariował. A zatem czy to napoleonowie czy… chorzy, samotni ludzie, wołający: zwróć na mnie uwagę! Materiał do przemyślenia dla… nas zdrowych!!!

Uncategorized

The attractiveness of old memories!!!

Memento mori! – Pamiętaj o śmierci! Podstawowe credo chrześcijanina, bo nam w Kościele katolickim bez przerwy przypominają: z prochu powstałeś i w proch się obrócisz. To credo powoduje, że wielu ateistów drwi z religii katolickiej i ośmiesza ją. ateiści uważają, że życie katolika jest smutne, religia mu zakazuje cieszyć się życiem, a podtyka mu wiecznie pod nos rozpiętego na Krzyżu umarłego człowieka i każe myśleć o śmierci. Ateiści uważają, że oni są wolni, cieszą się życiem i się bawią. Czy jednak zabawa bez żadnych hamulców moralnych, a do tego prowadzi nas ateizm negując Dekalog i chrześcijańskie wartości życiowe , jest słuszna. Ateista mówi, że on nie jest ograniczony Bogiem, a wartości wg. których żyje dyktują mu wartości ogólnoludzkie. Zapomina tylko, że te wartości ogólnoludzkie wg. których żyje, to wartości chrześcijańskie, które weszły do powszechnego życia. Moja koleżanka mówi, że dzisiejsi ateiści zasady chrześcijańskie zastąpili jedną zasadą o nazwie : dobroludzizm, czyli że trzeba być dobrym człowiekiem i działać dla dobra ludzi. Zapominają tylko, że to co jest dobre dla ludzi nie zawsze zgadza się z etyką i moralnością. Chrześcijanin działa dla Boga i zgodnie z zasadami wyznaczonymi przez Boga. Które więc motto życiowe jest słuszne? Takie święto jak Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny przypomina nam o prawdziwych wartościach. W ten dzień idziemy na groby i wspominamy naszych bliskich co odeszli i… mamy nadzieję, że żyją w Wiecznym Szczęściu. A Wieczne Szczęście to pokłosie tego, jakim jesteśmy w życiu. Wspomnienia, wspomnienia, dawnych wspomnień czar! Oby zawsze były piękne…

W lipcu 1999r. mój Mirek założył mi obrączkę na palec, bardzo drogą, bo z białego złota. On nie lubi złota, woli srebro. Białe złoto przypomina srebro. Spełniło się moje największe marzenie, Mirek był już tylko mój. A już pierwszego sierpnia na brudnej podłodze w redakcji zmajstrowaliśmy nasze pierworodne bliżniaki. Rok milenijny – 2000 był dla mnie podwójnie szczęśliwy, w maju urodziły się bliżniaki, a w czerwcu poczęła się Henryka. Ja jestem wyjątkowa. Nie wiem, czy moje przypadłości to wynik zaburzeń hormonalnych , które stworzyły ze mnie dziwny okaz natury czy dar boży, który mnie czyni wybraną przez Boga. Otóż gdy byłam w ciąży przez całą ciążę mam miesiączkę co miesiąc i to nie skąpe plamienia, które zdarzają się w pierwszym trymestrze, ale obfite miesięczne krwawienie. To sprawiło, że nikt mi nie wierzył, że jestem w ciąży. Z tego powodu po naszym pierwszym razie w andrzejki 1981 między grudniowymi świętami kłóciłam się z moim Mirkiem. On nie wierzył mi, że jestem w ciąży jak mam miesiączkę i że sobie uroiłam ciążę. To mnie bardzo zdenerwowało. Siedziałam w otwartym oknie, wychyliłam się i zdarzył się wypadek: wypadłam z okna. Póżniej wiele razy się z nim kłóciłam, bo mi nie wierzył. Zresztą rodzina też uważała, że sobie roję ciążę. Dlatego ja się tak zraziłam, że nie mówiłam nikomu, że jestem w ciąży. Rodzina się dopiero dowiadywała, kiedy zaczął się poród. Kiedy poczęły się nasze bliżniaki, zagadnęłam delikatnie Mirka, że coś się dziwnego ze mną dzieje, nie mogę zajrzeć do lodówki, bo mnie mdli. Zamyślił się, a potem się tak ucieszył, że zaczął gwizdać z zadowolenia. No ale wtedy wiedział, że jestem w ciąży, bo nad poczęciem bliżniaków intensywnie pracował. Choć nie wiedział, że będą bliżniaki. Kiedy zobaczył USG, był wniebowzięty. Moje ciąże przebiegały w sposób nietypowy. Normalna kobieta może po urodzeniu dziecka zajść w kolejną ciążę najwcześniej miesiąc po porodzie, czyli rodzi jedno dziecko co rok. Ja w ciągu piętnastu lat, gdy byłam w ciąży urodziłam… czterdzieścioro dzieci. Po piątym dziecku moje ciąże trwały sześć miesięcy i nie rodziły się wcześniaki tylko w pełni ukształtowane noworodki. Po dwunastym dziecku ciąża trwała… jeden dzień. Możecie wierzyć lub nie! Ja jestem normalna psychicznie i nie wyobrażam sobie, że zostałam wybrana przez Boga, tylko że jestem taki wybryk natury. To się czasami zdarza! Moje dzieci są ponadprzeciętnie inteligentne. Angelika w wieku trzech lat nauczyła się czytać, a w szkole miała same szóstki. Jest na czwartym roku prawa i zalicza studia na szóstki. Teraz walczy o stypendium na studia w Oxfordzie. Jakby się załapała, pójdzie moim śladem. Już na czwartym roku przyszedł do niej przedstawiciel najlepszej firmy prawniczej we Wrocławiu i zaproponował, że ją przyjmie na staż już teraz, a jak się załapie na stypendium, to na ten czas ją urlopuje. Z moich dzieci tylko Angelika lubi się uczyć i zawsze miała same szóstki, reszta dzieci to… zdolne lenie. Moje dwunastolatki i trzynastolatki w siódmej , szóstej i ósmej klasie już nałapały jedynek. Dostały szlaban na spotkania towarzyskie, a Magda i Mirek dodatkowo na pracę w redakcji lubińskiej dopóki nie poprawią stopni. O to się nie martwię. Potrafią poprawić w miesiąc. Moje dzieci w pierwszej klasie uważają, że skoro nauczyły się czytać, pisać i dodawać w zerówce, to w szkole mają labę i mogą się nie uczyć. Ale czytać lubią. Ja chcę, żeby zainteresowały się Baśniami Andersena i Pinokiem, bo te współczesne bajki są… dla dzieci ograniczonych umysłowo. Same obrazki, a treść debilna bez żadnego morału. Moja siedmioletnia córka uważa, że Kopciuszek to ramota dla starych zgredów. Kiedy w 2001 roku musiałam z rodzicami przeprowadzić się do Góry, mój Mirek powiedział, że będzie przyjeżdżał. I przyjeżdżał! Miałam wtedy psa – boksera Hektora, który spał ze mną w łóżku. Kiedy był Mirek , pies spał razem z nami i nam nie przeszkadzał. My już tacy jesteśmy, że szalejemy na punkcie naszych piesiów. Nasz golden retriever Maksio też śpi z nami w łóżku, tylko pysk mu widać spod kołdry. Kochaliśmy się co noc. Kiedy Mirek miał ochotę, trzeba było psa zgonić z łóżka. Wyobrażcie sobie, jakie to było trudne! Prawie niemożliwe. Gdyśmy reagowali na humory Hektora, nie byłoby naszych dzieci. Kiedy w Górze ludzie dowiedzieli się kim jest mój Mirek, przychodzili do niego po pomoc. Miał pełne ręce roboty i ciężko nam było wygospodarować czas na riki tiki bara bara. A w Górze potrzebujących ludzi było dużo, bo władze do d… Szpital zdychał i służba zdrowia była do bani. Zamknięto dwa zakłady pracy, młyn i cukrownię i dużo ludzi poszło na bezrobocie. W 2011 r. wróciłam do Lubina i odtąd dzielę dom między moim pokojem u mamy a naszą ośmiopokojową willą z Mirkiem. mamy duży dom, ale dzieci rosną i jest bardzo ciasno, a do tego każde domaga się własnego pokoju. Ciężko jest walczyć z nastolatkiem, który strzeli focha. Przy czterdziestce dzieci musielibyśmy chyba wybudować stupokojowy pałac, ale nie planujemy większego domu. Jest ciasno, ale nie oddałabym mojej głośnej czeredki i miłości Mirka za rezydencję Caringtonów. Pracę nad powiększaniem rodzinki zakończyliśmy w 2015r, miałam wtedy raka jelita grubego i chemię, a poza tym z powodu, że ostatnie moje ciąże kończyły się cesarką kolejna mogła grozić pęknięciem macicy. Dziś jestem… w bezpiecznym okresie menopauzy i ciąża mi nie grozi. Możemy się kochać kiedy chcemy bez ograniczeń. I robimy to! Sekretem naszego małżeństwa jest to, że nie przerwanie od 23 lat się bez opamiętania pragniemy. Mirek daje mi wiele czułości i namiętności i co noc przechodzi sam siebie. A ja… gorąca na niego czekam. Ostatniej nocy był taki boski, że póżniej… śnił mi się nasz ślub. I właśnie na niego czekam…

Memento mori! – Pamiętaj o śmierci! To jest całkiem normalne u zdrowego człowieka. Śmierć jest nieuchronna, wszyscy do niej zmierzamy i każdego z nas ona spotka. Wprawdzie naukowcy pracują, by dać ludziom nieśmiertelność, ale chyba… zdrowy człowiek tego nie chce. Po stu kilku latach, kiedy człowiek będzie już stary i niedołężny sam zechce odejść z tego świata. Chrześcijaństwo przygotowuje człowieka do śmierci, uczy, że śmierć nie jest końcem, a początkiem. Wierzący umiera szczęśliwy, że będzie oglądał Boga. Ateista, który wierzy , że poza życiem na ziemi nic nie ma, że ze śmiercią jest ciemność i pustka, człowiek przestaje istnieć, boi się śmierci i kurczowo chwyta się najmniejszego przejawu życia. Ateista często umiera nieszczęśliwy, że tyle miał planów i nie zdążył ich zrealizować. Jest takie powiedzenie: żyj tak jakby każdy następny dzień miał być ostatnim i żyj tak, abyś na łożu śmierci umierał spełniony! Są jednak ludzie dla których pragnienie śmierci jest nienaturalne. To chorzy psychicznie, najbardziej na depresję i na schizofrenię z epizodem depresyjnym. Także choroba dwubiegunowa może być niebezpieczna w fazie depresji. Ci ludzie często kończą życie samobójstwem, bo nie widzą sensu życia. U chorych z psychozą myśli samobójcze nie pojawiają się w fazie psychozy, wtedy bowiem żyje w świecie swoich urojeń, jest kimś wielkim i cieszy się z tego, najwięcej samobójstw pojawia się, kiedy wychodzą z psychozy i lekarz ich określi jako w miarę normalnych. Wtedy bowiem brutalnie stykają się z rzeczywistością, widzą że nic nie osiągnęli, widzą marazm życia na rencie, a ich koledzy robią kariery i… pojawia się chęć zakończenia beznadziejnego życia. Maksyma: Memento mori! może być chorobą. Uczulmy się na odczucia innych ludzi, by wyczuć kiedy memento mori nie jest normalne i… pomóc! Wyciągnięcie pomocnej ręki do potrzebującego, choć wiem, że chory psychicznie jest trudny, to najpiękniejszy sposób okazania, że żyjemy dla Boga. I Bóg nam to policzy… Może już za życia?

Uncategorized

I love you or you know what it means?

Jesień! zwykle ją kojarzymy z odchodzeniem i umieraniem życia. Także kojarzy nam się z końcem miłości. Tymczasem jesień to nie umieranie. Jesień jest piękna i kolorowa. Babie lato, piękne , kolorowe liście na ziemi, lecą kasztany. Można powiedzieć, że jesienią świat się stroi w kolorowe sukienki, przymierza je, aby wybrać najpiękniejszą i uszykować się na Bal Sylwestrowy – pożegnanie Starego Roku i Powitanie Nowego Roku. Nowego Roku, który niesie nadzieję na odrodzenie życia, na królowanie dobra i spełnienie naszych marzeń i… znalezienie miłości, tej najlepszej i jedynej, na całe życie. Jesienią miłość nie umiera. Jest kolorowa i piękna jak jesienne liście. A ta znaleziona jesienią wabi nas swoimi kolorami i każe myśleć, że będzie tak kolorowa jak jesienne liście i… Babie Lato. Jesienny pajączek snuje swoją sieć i oplata nas pięknymi uczuciami. Niech na zawsze zwiąże dwoje ludzi, którzy się odnależli i między którymi pojawiła się chemia. Tak jak ja odnalazłam swojego Mirka i jesteśmy już na zawsze związani!!!

Z moim Mirkiem jestem związana od dzieciństwa. W dzieciństwie to był wujek. On nawet żartem przyrównuje mnie do psa i mówi, że ma najwierniejszego psa. I to prawda , chodziłam za nim zawsze jak pies. Kiedy był naczelnym Nowej Miedzi, przychodziłam do niego do redakcji. Kiedy był dyrektorem Domu Kultury, przychodziłam do niego i zawsze lubiłam siadać na oknie. To się nawet tragicznie zakończyło, bo przyszłam do niego między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem, on wtedy pełnił jeszcze obowiązki po dyrektora Domu Kultury, kłóciliśmy się trochę, a jak jak zwykle siedziałam w otwartym oknie, zakręciło mi się w głowie i wypadłam z okna. Jemu oddałam swoją cnotę, choć może nie całkiem spontanicznie. Wcześniej obiecałam ten kwiat jego koledze, w którym się zauroczyłam, bo był bardzo przystojny i też znany dziennikarz. Tamten jednak powiedział: Musimy jeszcze poczekać. Mirek się zapomniał i… nie żałuję. Przeżyłam cudowne doznania i to, że tak polubiłam seks jest efektem cudownego pierwszego razu. Miałam wtedy 15 – 16 lat, ale nie żałuję. Dziewczyny, decydujcie się na pierwszy raz w wieku szesnastu lat, ale z tym mężczyzną, którego pragniecie, kochacie i do którego macie zaufanie! Cudowny pierwszy raz to zapowiedż udanego seksu w dorosłym życiu! Mój pierwszy raz to noc zapomnienia – noc andrzejkowa 1981. Potem długo byliśmy tylko przyjaciółmi, ale… z odskokami do rozkoszy czasami. Kiedy byłam na studiach, on przyjeżdżał do mnie do Wrocławia. Po studiach tworzyłam Zielonogórską Gazetę Nową. Potem byłam jej naczelnym, on moim podwładnym, kierownikiem oddziału w Lubinie. Ja codziennie przychodziłam do oddziału, by go widzieć. On był dla mnie najważniejszy i zrobiłam dla nie wszystko. Kiedy byłam agentem SB, a po kryjomu wtyczką w SB wywiadu Solidarności, chroniłam go. Był na celowniku lubińskiej SB. Ja na studiach pracowałam w Wojewódzkim Urzędzie Spraw Wewnętrznych we Wrocławiu, moim zadaniem było segregowanie donosów do różnych teczek. Wiedziałam, kto na niego donosił i jakie obrzydliwości pisali… jego ” koledzy” Szczególną nienawiścią darzyli jego żonę, a moją ciotkę Barbarę. Jakie wstrętne bujdy o niej pisali. Musiałam wkładać donosy do ich teczek, ale z odpowiednią adnotacją. Dzięki temu oficerowie operacyjni machali ręką, wiedzieli, że to bajdy wyssane z palca i nie ma się czym zajmować. Choć przed prowokacją lubińską w dniu 30 sierpnia 1982r znalazł się na tajnej liście SB do likwidacji. Na szczęście, nic mu się nie stało, choć ZOMO polowało na nich, gdy z kolegą usiłowali fotografować akcję z dachu Domu Kultury. Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby mu się coś stało! Na szczęście, Bóg był z nim i go chronił! Kiedy po wolnych wyborach samorządowych w 1990r skołowani mieszkańcy… wybrali do władz miejskich byłych esbeków, ówczesny prezydent miasta Robert Raczyński poszedł za radą swojej rodziny i zwolnił znienawidzonego przez nich dyrektora Domu Kultury. Był wtedy dość długo bezrobotny jak zresztą wielu wówczas wartościowych ludzi, którym styropianowcy przypięli łatkę komucha i zwolnili ze stanowisk. To specjalnie dla Mirka utworzyliśmy oddział gazety w Lubinie. Zimą 1993r tzw. ” Prawdziwi Polacy” postanowili wykończyć swoich wrogów. Pracowałam wtedy wieczorem w oddziale lubińskim Zielonogórskiej Gazety Nowej. Przyszli wtedy pracownicy gazety, którzy wyczuli parcie na szkło i wejście do wielkiej polityki. Przy mocno zakrapianej alkoholem naradzie omawiali strategię. Kiedy się dowiedziałam, że planują pozbyć się Mirka, scyzoryk mi się w kieszeni otworzył. Wiedziałam, co mam robić. Tak się narodziła koncepcja tzw. afery plotkowej. Ja wtedy pracowałam na psychologii we Wrocławiu nad pracą magisterską o znaczeniu plotki w życiu publicznym. Podrzuciłam im swoje notatki. Afera zaczęła się na początku maja. Hasłem wywoławczym było odrzucenie bredni jakie moja koleżanka z redakcji lubińskiej Krysia wysłała na mnie do Nie. Zamiast jej artykułu Urban wydrukował na ostatniej stronie dwa artykuły o tytułach: Kto to jest: czarne i ryje pod zamkiem? i Dupny eksport. Nie muszę dodawać, że afera skończyła się kompletną klęską, bo plotka działa w wielu kierunkach i powoduje efekt domina. Wierchuszka ” Prawdziwych Polaków” się wściekła i pionkom chcącym się wybić się dostało. Oj, dostało! A kariera odleciała nie tylko ta na szerokich wodach, ale także w… Zielonogórskiej Gazecie Nowej. Potem i sama gazeta się wykończyła. Mój Mirek wykupił tytuł i założył własną gazetę Lubińską Gazetę Nową, która z powodzeniem trwała do 2010r i dzisiaj ludzie mówią, że im jej brakuje. Wraz z początkiem afery plotkowej uśmiechnęło się do mnie szczęście. Zaczął się nasz romans. zaczął się od tego, że Mirek zaprosił mnie do kawalerki kolegi. Miał chatę wolną i prosił Mirka, by mu kwiatki podlewał. Wydawało mi się, że skądś znam ten pokój, ale nie wiedziałam skąd. Póżniej przypomniałam sobie, że była to pracownia i nielegalna powielarnia Edka Wóltańskiego, która po wsypie wpadła w ręce SB, a potem urząd lokalowy przekazał właścicielowi Zielonogórskiej Gazety Nowej. Dziś Edek Wóltański odzyskał to mieszkanie i chce w nim zrobić izbę pamięci Solidarności Walczącej. Czy może liczyć na wsparcie premiera Morawieckiego, którego ojciec stał na czele wrocławskiej Solidarności Walczącej? Wtedy żeśmy się tylko bawili, jeszcze wtedy nie chciałam zdradzać mojego męża Marka Siudyma i iść na całość. Na całość poszliśmy w moim domu, kiedy rodzice wyjechali. Zapomniałam, że byłam po porodzie i usunięciu raka szyjki macicy i byłam pozszywana. Mirek też się zapomniał i mnie trochę porozrywał. Miał wyrzuty sumienia, bo skończyło się to ciążą poza maciczną. Od lipca 1999r jestem żoną Mirka i… co rok, a nawet częściej był dla mnie to prorok. Mamy czterdziestkę dzieci, z których najmłodsze są w pierwszej klasie. Ale niczego nie żałuję. Seks z moim Mirkiem jest cudowny, a że każdy stosunek był pobłogosławiony poczęciem. On był wniebowzięty, a jak on się cieszył to i ja. Dziś już od siedmiu lat ciąża mi nie grozi, ale seks dalej daje nam wiele satysfakcji, a ja jestem cudownie nawilżona i nie muszę stosować żadnych kremów. Dziś w nocy Mirek był znowu bardzo… bardzo zazdrosny, nie wiem czemu, ale… przeżyłam cudowną rozkosz i chcę więcej. Właśnie czekam na niego! Jestem jeszcze gorąca po popołudniowym szybkim numerku w jego kawalerce. Ze szczęściem się otworzę dla niego…

Miłość to uczucie wyższe, które jest przypisane tylko człowiekowi, jako doskonałemu dziełu Boga, który stworzył człowieka na Swój Obraz i Podobieństwo i… dał mu boską Miłość. Jak doskonale kocha Bóg, zwłaszcza człowieka, tak doskonale potrafi kochać człowiek, jeśli kocha naprawdę. Miłość można znależć zawsze i wszędzie. I nieważne, czy rodząca życie wiosna, czy buchające energią lato czy kolorowa jesień albo śpiąca zima, zawsze można znależć miłość jak… się jej dobrze szuka. I o każdej porze roku miłość może być ta jedyna, ta cudowna, na całe życie. Czy wszystkim ludziom należy się miłość? Tak! Są jednak ludzie, którym miłość bardzo ciężko znależć. To schizofrenicy. Oni też kochają i chcą być kochani, ale do miłości mają pod górkę. Albo ich nikt nie chce, bo ludzie się boją choroby i odpowiedzialności, boją się, że muszą zrezygnować z dzieci, bo… odziedziczą chorobę. Albo sami chorzy nie są w stanie nawiązać relacji z drugą osobą, choroba im nie daje. Zamykają się w pokoju, nie dbają o siebie i tępym spojrzeniem patrzą w sufit. A w marzeniach i rojeniach mają partnera, rodzinę i cudowną miłość. Oni też mają prawo kochać, cieszyć się z kolorów jesieni i różnych odcieni miłości. Dlatego bliscy schizofrenika, przekonajcie go do leczenia! Warto! Ja ze swoją chorobą dwubiegunową nigdy nie narzekałam na brak chętnych do małżeństwa ze mną. A dziś jestem w cudownym związku z moim jedynym i na zawsze. I love you or you know what it means? Ja Cię kocham czy wiesz co to znaczy? Ja poznałam tę tajemnicę i dzielę się z nią z moimi dziećmi. Czy moje córki też znajdą tego jednego jedynego na całe życie? Choć nie chciałabym, by tak jak ja… próbowały czternaście razy. Mój mąż mówi, że woli ciastko z sąsiadem niż zakalcowaty placek sam. Wiem też, że dla mężczyzny ważne jest by był pierwszym i… nie spotykał tuzina szwagroszczaków na mieście.