Bez kategorii

Niech żyje bal!

Niegdyś Maryla Rodowicz śpiewała taką piosenkę: ” Niech żyje bal! Bo to życie jest bal nad bale. Niech żyje bal! Drugi raz nie zaproszą nas wcale…” Tak, życie to bal i wielu z nas chciałoby to życie przetańczyć do końca. Niestety, życie to nie tylko taniec. To sen, to spokój, to wichry, to w końcu ciężka praca. Wszystko to sprawia, że życie ma różne barwy i odcienie i za to tak wszyscy kochamy życie. Choć może nie wszyscy? Są ludzie, którzy zadają sobie pytanie: po co ja żyję? Moja koleżanka powiedziała kiedyś: Gdyby życie miało d…, to bym je kopnęła. To oczywiście był żart, jednakże wielu ludzi uznaje to…za motto swojego życia. Chandra jest nieodzowną towarzyszką naszego życia. Mówimy, że nam coś siadło na nosie, że mamy depresję jesienną, że mamy depresję z powodu braku słońca. Wszystko to są jednak stany przejściowe, normalne w naszym codziennym życiu. Kiedy jednak chandra, brak chęci do życia, czarne myśli utrzymują się przez dłuższy czas / lekarze psychiatrzy zwykli tę granicę ustalać na miesiąc dzień w dzień/ mamy do czynienia z choroba. Depresja kliniczna to ciężka choroba psychiczna, ale depresja to także objawy towarzyszące psychozom. Depresja jest objawem choroby afektywnej dwubiegunowej, depresja towarzyszy schizofrenii. Zazwyczaj łatwo jest odróżnić chorobę dwubiegunową od schizofrenii. W chorobie dwubiegunowej depresja to etap, który przechodzi w fazę manii. W schizofrenii depresja może występować cały czas i to nie tylko podczas objawów wytwórczych, ale także w okresie remisji. Skutkiem depresji może być samobójstwo. Tymczasem zdrowy człowiek cieszy się życiem. Objawem radości życia są nasze udziały w zabawach i balach. Zdrowy psychicznie człowiek zaliczył ich w życiu sporo. Począwszy od balów karnawałowych w przedszkolu, poprzez szkolne dyskoteki, komers na zakończenie podstawówki, studniówkę, rodzinne zabawy na weselach aż po dancingi z chłopakiem czy mężem. Każdy bal zdrowemu psychicznie człowiekowi pozostawia wspaniałe wspomnienia. Wspomnień czar to też objaw naszego zdrowia psychicznego.
Moje niezapomniane bale…
Na trzecim roku studiów na prawie na Uniwersytecie Wrocławskim, wówczas, nie ma się czym chwalić! imieniem Bolesława Bieruta, moja grupa urządziła imprezę wyjazdową w Szklarskiej Porębie, połowinki. Organizatorem i wszystko pięknie załatwił był mój kolega z grupy Jaś Zienkiewicz. Na połowinki zaprosiliśmy ulubionych ćwiczeniowców: z kpk i filozofii. Byli bardzo sympatyczni i słynęli na wydziale jako bardzo rozrywkowi. Moja koleżanka Sylwia / dzisiejsza sędzia w Wydziale Karnym Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu z perspektywą zostania sędzią Sądu Najwyższego/ żartowała nawet: Co wy robicie? Oni dwaj wam wszystek alkohol wypiją! Zaproszeni ćwiczeniowcy jednak nie bratali się z nami. Bawili się sami w swoim pokoju. Ja, moja koleżanka Beata i Gosia wyszliśmy z sali ogólnej na zaplecze i zajęliśmy się kolegów. Byliśmy trzy naiwne dziewoje, bo że kolega przesadził z alkoholem dostrzegliśmy dopiero jak…zaczął mówić, że jest Chrystusem. Potem nam uciekł i…stłukł szybę w drzwiach kalecząc się. Myśmy uciekły, bo bałyśmy się, by nikt nie pomyślał, żeśmy razem z nim piły. Zabawa była udana. Ja się przed kolegą zamknęłam na klucz w pokoju. Kolega się godzinę dobijał aż pobudził moje koleżanki. Ja…udawałam, że śpię. To była moja kara za to, że kolega na połowinki zaprosił inną dziewczynę. Drogo potem zapłaciłam, że tak zawzięcie walczyłam o…jego miłość. Rozwód w porównaniu z piekłem, które mi zgotował, to była przyjemność.
Drugą zabawą, która utkwiła mi w pamięci był Sylwester w 1991r. Było to już po zakończeniu studiów na prawie. Moja koleżanka Beata załatwiła zabawę sylwestrową w górach. Była to impreza składkowa. Beata zaprosiła swoich kolegów po medycynie. Było nas razem dwanaście par. Był to rok 1991r – pierwszy rok po przemianie ustrojowej, czas, kiedy zachłysnęły nas pełne półki w sklepach, możliwość robienia biznesu, czyli wolność gospodarcza. Za komuny szampana na Sylwestra trzeba było wystać w kolejce, a i tak miały go najczęściej gospodynie domowe i sprzątaczki, które do południa miały czas stać w kolejce. Na Sylwestra w 1991r każdy z nas przywiózł …wino musujące i mieliśmy po szampanie na parę. Ja znowu nie rozpoznałam, że kolega jest pijany i do rana wdałam się z nim w dyskusję o…Przeminęło z wiatrem. Spaliśmy koedukacyjnie i…nikt nikogo nie zgwałcił. Tylko jedna koleżanka poczuła się żle i obudziliśmy tego kolegę, z którym dyskutowałam o Przeminęło z wiatrem, bo był lekarzem. Do dzisiaj ten kolega się dziwi, że jej nie zaszkodził, bo…był tak pijany, że nic nie pamięta. W Nowy Rok rano zrobiliśmy sobie ognisko. To były czasy wolności! Dla mnie lata dziewięćdziesiąte to okres mojej beztroskiej młodości. Choć byłam żoną Marka, przekonałam się, że miłością mojego życia jest Mirek. Przepraszam cię Marku, jeśli cię skrzywdziłam! Lubię cię i zależy mi na twojej przyjażni!
Obecnie jestem świeżo…po Andrzejkach. W tym roku poszliśmy z mężem trochę na wariackich papierach. Dwa dni przed Andrzejkami znajomy restaurator lubiński z podziękowaniu za przygotowanie córki do egzaminu na aplikację sędziowską dał nam za darmo dwa zaproszenia. W tym roku Andrzejki wypadły w czwartek i planowaliśmy być tylko do północy, by rano być wyspanym do pracy. Bawiliśmy się do…piątej rano, a po powrocie do domu mąż miał jeszcze ochotę na małe co nieco. Było bosko i…zasnęliśmy czule objęci i wciąż jeszcze złączeni. Ja lubię czuć męża w sobie, jesteśmy bowiem jednością. Biblia jednak mądrze uczy! Zabawa była udana, towarzystwo na luzie, orkiestra dobrze grała, a towarzystwo więcej tańczyło niż piło. Mój Mirek od kiedy jego kolega, młodszy od niego przekręcił się przez to, że nie wylewał za kołnierz, przestraszył się i przestał pić. Teraz chętniej napije się ze mną wina niż z kolegami wódki. Zresztą mój Mirek dba o siebie. Ma dzieci, za którymi przepada i mnie, ma dla kogo żyć. Kiedy u mojego taty stwierdzono raka nerki, poszedł do szpitala i gruntownie się przebadał. Mirek jest zdrowy jak byk i teraz martwi się moim zdrowiem. Na Andrzejkach ograniczał mi tańce, bo bał się o moje serce. Moje serce jest już zdrowe, już zapomniałam o operacji i…nie mogę się doczekać wiosny. Znowu zacznie się sezon wycieczkowy. Czekają mnie Beskidy i Tatry…
Co w życiu jest najważniejsze? Ja się przekonałam: najważniejsze jest zdrowie, bo jak żartują moi znajomi, wszystko inne można kupić za pieniądze. Dla mnie najważniejsza jest rodzina, miłość, przyjażń. Najważniejsza wartość to tak przeżyć życie, by było co wspominać, by wspomnienia były piękne i by był ktoś, kto stale towarzyszy wspomnieniom. Ja mam to wszystko. Jestem szczęśliwa! Czy przypadkiem nie za dużo dostałam od losu. Jest takie przysłowie: grosz dany w potrzebie, złotem wróci do ciebie! Pomagam ludziom, dla których życie nie jest balem, którzy to życie chcą tylko kopnąć w d… Pomagam, by los nie doszedł do wniosku, że nie warto mi sprzyjać i by się ode mnie nie odwrócił. Czy to nie egoizm? Wszak Chrystus chciał byśmy pomagali ludziom bezinteresownie. Ja jednak jestem tylko człowiekiem…

Bez kategorii

Wypominki…

Dzień Wszystkich Świętych minął. Mijają Zaduszki. To takie piękne i takie czysto polskie święto, bo choć Dzień Wszystkich Świętych to święto katolickie, to nawet w Austrii i Francji, które w historii były podporą tronu papieskiego nie obchodzi się tego święta. Dzień Zmarłych wywodzący się ze słowiańskiego święta Dziadów, to dzień, kiedy odwiedzamy groby bliskich, palimy im świeczkę w domu przez portretem, dajemy do kościoła na Wypominki. To w końcu dzień, kiedy wspominamy naszych zmarłych, wracamy pamięcią nieraz do bardzo dawnych czasów. I szkoda, że u nas nie promuje się tego święta pośród młodzieży, a lansuje się obce nam, celtyckie zabawy w duchy i upiory – Halloween. Ja oczywiście nie jestem przeciw, by młodzież bawiła się w duchy, ale…znaj proporcjum mocium panie. Promujmy nasze piękne zwyczaje przynajmniej tak jak Amerykanie promują swoje na świecie. W Dzień Wszystkich Świętych niejedna wdowa poszła na cmentarz i w swoich marzeniach spotkała się z nieżyjącym, a niegdyś tak drogim. Oczywiście w Polsce nie Indie, by wdowę palić na stosie razem ze zmarłym małżonkiem, po upływie czasu żałoby, w polskiej obyczajowości rok, wdowa ma prawo ułożyć sobie znowu życie, zakochać się, czasami nawet bardziej niż w zmarłym mężu, bo nikt nie zna dnia ani godziny i kiedy trafimy na tego jednego jedynego. Dzień Zmarłych jest jednak po to, by wspominać dawno odeszłego. Wspominamy więc…
Na pohybel ludzkiej opinii.
W swoim życiu dwa razy zostałam wdową. Pierwszy raz jak Scarlett O’Hara w wieku siedemnastu lat. Byłam mężatką tylko miesiąc. Adam zginął w tzw. Wypadkach Lubińskich w dniu 30 sierpnia 1982r. Został mi po nim syn – Feliks. Kobiety, które wtedy straciły mężów, nie mogły nosić żałoby, bo esbecja ścigała wszelką pamięć o tragedii 30 sierpnia 1982r. Musiały udawać, że…ich bliscy uciekli za granicę. Ja się nie bałam. Ostentacyjnie ubierałam się na czarno. To był jedyny przypadek, kiedy nosiłam żałobę. Drugi raz straciłam męża w 1988r.
Spędzałam wtedy wakacje u mojego dziadka na wsi w Radoszewicach. Radoszewice to rodowa wieś mojej rodziny ze strony ojca, rodowa wieś Stanisława Wyspiańskiego. Pałac do dzisiaj istnieje, choć już stoi pusty i niszczeje. Za komuny była w nim szkoła. Dziadek – syn Wyspiańskiego z racji swojego niemieckiego pochodzenia i przynależności do Armii Krajowej musiał uciekać. Nie potrafił jednak żyć z dala od rodowych włości. Pod zmienionym nazwiskiem chłopskim po swojej matce, a żonie Wyspiańskiego i z tożsamością chłopa małorolnego wrócił do rodzinnej wsi i mieszkał nieopodal rodowego pałacu do śmierci. I tak spędzałam wakacje w Radoszewicach w 1987r…
Zapragnęłam iść na potańcówkę do remizy. Mój kuzyn, dużo starszy, żonaty i dzieciaty, Staś powiedział, że dziewczyny nie chodzą same na wiejską potańcówkę w remizie i poszedł ze mną. I dobrze! Bo była awantura. Odmówiłam tańca jednemu podpitemu wiejskiemu lowelasowi, zaczął mnie napastować, kuzyn to zobaczył i zamierzał sprawić lowelasowi manto. Wywiązała się bójka, wdał się w nią inny mój kuzyn – syn ciotki Ireny, siostry mojej babci. Tak poznałam Cześka. Po krótkich konkurach zostałam jego żoną. Czesiek miał wykształcenie tylko zawodowe, dla mnie studiującej prawo był to mezalians. Ja jednak nie oceniam ludzi za to kim są, a jacy są, a Czesiek był dla mnie bardzo dobry i…choć niewykształcony, mówił po wiejsku, miał inteligencję życiową. Pracował na budowie, miał wypadek i po kilku miesiącach małżeństwa zostałam po raz drugi wdową. Zostawił mnie w ciąży. Została mi po nim córka, a dla ciotki, która straciła wszystkich synów jedyna wnuczka. Dziś jest dorosła, studiowała rolnictwo. Kiedy przywoziłam ją na wieś, moja ciotka widziała, jak interesowały ją kurki, krówki, nie bała się konia. Ciotka miała nadzieję, że wróci na wieś i obejmie gospodarkę. Córka dzisiaj ustawiła się w Warszawie. Może jednak odezwie się w niej kiedyś miłość do rodowych Radoszewic – rodowych włości, które tak kochają wszyscy potomkowie Stanisława Wyspiańskiego?
Tymczasem mijają kolejne Zaduszki. Dzień, w którym nasi drodzy zmarli przychodzą do nas. ” Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie? Co to będzie?” Dzień wspominania… Są różni ludzie. Jedni mają co wspominać, inni swoje życie i swoich przodków woleliby zapomnieć. I żal takich ludzi! Człowiek, który wstydzi się swoich przodków, swojej rodziny, to człowiek okaleczony psychicznie. Tacy okaleczeni na zawsze są potomkowie ubeków i byłych ubeków. Bo jak chwalić się dziadkiem, który kazał polskim bohaterom siedzieć na nodze od krzesła? Jak chwalić się ojcem, który doniósł, że sąsiad z bloku w Stanie Wojennym pędził bimber? A czy my jesteśmy w porządku? Czy kłania się przesłanie z Biblii: Za grzechy ojców będą odpowiadać ich potomkowie do czterdziestego pokolenia? Nic więc dziwnego, że ludzie, którzy nie mają się czym i kim pochwalić żyją w marażmie. Kończy to się często chorobą psychiczną. To nie przypadek, że dziś, kiedy mamy czas rozliczeń z przeszłością, obserwuje się wzrost zachorowań na schizofrenię. Ludzie nie bójcie się leczyć! Terapeuta jest jak ksiądz: wysłucha każdego, nie osądza, znajdzie radę. Wypieranie niewygodnej przeszłości, niewygodnych przodków powoduje większe popadanie w chorobę psychiczną. Warto wyrzucić, co boli. Niedaleko mojego domu mieszkał schizofrenik. Przyjażnił on się z drugim schizofrenikiem. Ich rozmowa wyglądała tak: Jak się pan czuje panie hrabio? Dobrze panie hrabio! Choć żaden nie był hrabią. Ale w swoich urojeniach byli. Cieszmy się swoimi przodkami jacy byli! Bo zdrowy jest ten, który uważa, że jego przodek był wielki, a nieważne jest z jakiej warstwy społecznej pochodził, czy jakie miał wykształcenie. Ja jestem dumna z babci, która…pochodziła z małorolnych chłopów i nie umiała czytać. Tak przynajmniej mówiła…

Bez kategorii

Wybrańcy Boga!

Zwykło się mówić, że chorzy psychicznie to wybrańcy Boga. Coś w tym jest. Chora psychicznie, najprawdopodobniej wg. dzisiejszych kryteriów na chorobę dwubiegunową była Maria Magdalena. Ewangelia Mówi, że Chrystus wypędził z niej…kilkanaście demonów. Niektórzy historycy wysuwają hipotezę, że sam Jezus Chrystus chorował na…schizofrenię. Oczywiście, historycy katoliccy uważają, że takie poglądy tworzą historycy – ateiści i że to szkalowanie Jezusa Chrystusa i że…powinno być ścigane jako obraza uczuć religijnych. Ja nie wiem, czemu: są bowiem religie, w których chorzy psychicznie uważani są za świętych. A w naszej kulturze choroba psychiczna w pewnym sensie nobilituje. Statystyki mówią, że na psychozy cierpią ludzie ponad przeciętnie inteligentni, najczęściej obdarzeni dużą wyobrażnią: artyści, pisarze, malarze, muzycy. Choć nie da się ukryć, że chorują także ludzie o niskim wskażniku inteligencji, a nawet chorzy na …zespół Downa. Nieleczona choroba psychiczna zaburza intelekt, tworzy chaos myśli, zaburza logiczne myślenie, w skrajnych przypadkach prowadzi do zaburzeń otępieńczych, a trzeba powiedzieć, ze np. schizofrenia ma różną skalę zaburzeń jażni i emocji, od lekkich do bardzo ciężkich, kończących się zamknięciem chorego w ośrodku zamkniętym. Stąd prawdopodobnie wzięło się przekonanie ludzi, że cierpiący na psychozę to idiota. A społeczeństwo wciąż mamy nietolerancyjne dla chorych psychicznie. Dlatego ludzie chorzy na schizofrenię czy chorobę dwubiegunową i ich rodziny, te ostatnie zresztą bardziej, bo się wstydzą przypadku choroby psychicznej w swojej rodzinie, ukrywają przed światem fakt choroby. A tymczasem Maria Magdalena cierpiała na chorobę dwubiegunową…
Czy choroba psychiczna jest karą za grzechy?
…Moja mama mawia, że…ja jestem jak Kmicic. Ilekroć uległam jakiemuś wypadkowi, obrażeń doznała moja głowa. A było tego kilka przypadków. Jak Kmicic z Potopy Henryka Sienkiewicza byłam przez rozum zacięta. Nigdy jednak mój rozum nie doznał szwanku. Kiedy mi robili EEG mózgu / tzw. krzywą mózgową, bo za komuny nie było jeszcze tomografii komputerowej/ wynik był prawidłowy. Wszystkie moje wypadki nie pozostawiły śladu. Wyjątkiem było kiedy…w 1982r wypadłam z okna Domu Kultury w Lubinie. Po tym wypadku straciłam pamięć. Wyniki badań mózgu nie wykazały zmian,lekarz powiedział, że przyczyna jest raczej psychosomatyczna. Za porządne leczenie wziął się dopiero…mój były mąż – znany w całej Polsce lekarz psychiatra na początku lat dziewięćdziesiątych, leczył mnie wtedy z choroby dwubiegunowej i…wyleczył. Leczył hipnozą! Spowodował także, że częściowo odzyskałam pamięć. Przypominam sobie zdarzenia z odległej przyszłości. Pamiętam co działo się w moim dzieciństwie, niestety, nie pamiętam, co wydarzyło się wczoraj. Paradoks jest taki, że siedzę z kolegami prawnikami na piwie, a…godzinę potem nie jestem w stanie ich poznać, kiedy ich spotkam na ulicy. Pocieszeniem jest fakt, że przypomnę sobie zdarzenia sprzed dwóch godzin, jak…upłynie od nich dwadzieścia lat. Mój lekarz powiedział, że na dzień dzisiejszy nie jest w stanie nic zrobić i że prawdopodobnie tak już zostanie. Żyję jednak normalnie, pracuję i…nie dam się oszukać metodą na wnuczka, zwłaszcza, że mój najstarszy wnuk ma pięć lat.
Mój kolega i moja koleżanka nie mieli już takiego szczęścia.
Darek – najbardziej ” znany” dziennikarz w Lubinie choruje od dzieciństwa na padaczkę pourazową. Kiedy miał dwanaście lat, spadł z konia. Skutkiem był uraz głowy i skończyło się padaczką.
W Lubinie niegdyś w centrum miasta – vis a vis szpitala było wielkie śmietnisko, zwożono nań gruz z rozbieranych domów. W połowie lat siedemdziesiątych wysypisko zasypano ziemią i zrobiono pagórek. Pagórek ten dzieci zaczęły wykorzystywać w zimie do zjeżdżania na sankach. Moja koleżanka Ewa – z prymuska w podstawówce, miała same piątki i świadectwo z paskiem, była chowana przez rodziców pod kloszem. Rodzice jej byli bardzo apodyktyczni i surowi, na nic jej nie pozwalali, nie miała dzieciństwa, musiała prosto ze szkoły przychodzić do domu i się uczyć. To dziw , że w piątej klasie pozwolili jej iść ze mną na rower. Wycieczka ta zaważyła na…całym jej życiu. Pojechaliśmy na górkę i …wpadłam na durny pomysł, by zjeżdżać rowerami z górki. Ja zjechałam bez przeszkód, ale Ewa się rozpędziła i straciła kontrolę nad rowerem. Przewróciła się i poleciała na głowę. Skutkiem było nieodwracalne uszkodzenie mózgu jak wykazało badanie EEG. To prawdopodobnie ono jest skutkiem, że kiedy w 1986r zawaliła egzaminy i wyrzucono ją z romanistyki w Krakowie zachorowała na schizofrenię. Leczy się do dzisiaj, ale skutek jest mierny. Nie skończyła żadnej szkoły, nie jest w stanie pracować, nie ma rodziny, ma tylko żal do wszystkich o nieudane życie. Wylewa zawiść do wszystkich w internecie używając wyzwisk i wulgarnych słów i…popada w coraz większą schizofrenię. Trudno mieć to jej za złe, bo nie zdaje sobie z tego sprawy , co robi! Nie ma życia. A może życie takiego człowieka to życie w chorobie? Może ona jest szczęśliwa właśnie dlatego, że żyje z daleka od realnego świata? Trudno zrozumieć człowieka chorego na schizofrenię!
Czy choroba psychiczna to kara boska?
Najbardziej uproszczone pytanie jakie można sobie wyobrazić i najbardziej nieskomplikowana intelektualnie odpowiedż.Nie, choroba psychiczna to nie kara boska. To choroba jak każda inna. Dotyka różnych ludzi i tych mniej inteligentnych i tych wybitnych, i dobrych i złych, anioły i kanalie. To choroba, choć przyczyna jej ciągle jest nieznana, a leczenie ciągle jeszcze przypomina lunatyka poruszającego się we mgle. Moja koleżanka powiedziała mi, że leczenie chorego na schizofrenię to loterię. Byli tacy, których wyleczono, choć leczono ich w osiemnastym wieku przykuwając łańcuchem do ściany i polewając wodą, a dzisiaj jak chory ma predyspozycje do leczenia to wyleczy go twoja psychoanaliza. Ważne jest, by chorego na psychozę zaakceptować w społeczeństwie. Chorzy psychicznie to tacy sami ludzie jak my. Jezus Chrystus wyleczył Marię Magdalenę wypędzając z niej kilkanaście demonów. Maria Magdalena była dla Chrystusa najdroższa. Ja też nie powinnam się winić za wypadek i chorobę Ewy… Chory psychicznie wyczuje, kiedy motorem naszego zainteresowania nim jest litość i…zamknie się.

Bez kategorii

Ach, te…małpy tresowane!

Małpami tresowanymi nazwał niegdyś reżyser Kazimierz Kutz aktorów, choć złagodził swój sąd dodając, że zdarzają pośród nich ludzie bardzo inteligentni, o wiele za inteligentni jak na potrzeby tego zawodu. Czy inteligentny człowiek nadaje się na aktora?
Zawód aktora służący dla umilania życia ludziom zwłaszcza bogatym istniał już w starożytności, a w starożytnej Grecji aktor cieszył się dużym szacunkiem społecznym. Ranga aktora do kasty ludzi pogardzanych spadła w średniowieczu. Szczególnie niską rangą w społeczeństwie cieszyła się aktorka – kobieta. Aktorka to była tożsama z prostytutką. I taki pogląd utrzymywał się w społeczeństwach jeszcze w dziewiętnastym wieku. Dopiero dzięki sławie wybitnych aktorek takich jak Sara Bernard czy Modrzejewska zawód aktorki odzyskał prestiż społeczny, a dwudziestym wieku aktorka została Pierwszą Damą – Eva Duarte czyli Eva Peron , żona prezydenta Argentyny, a aktor został prezydentem – prezydent USA Ronald Reagan. Dziś prestiż zawodu aktora doszedł do absurdu. Aktor to celebryta, bożyszcze tłumu, święta krowa, której tknąć nie wolno. A ludzie o…bożyszczach tłumów mają swoje zdanie. W internecie się wypowiadają, że…celebrytka to taka miernota, która chce zyskać sławę przez zaistnienie w mediach. Czy to sprawiedliwy osąd dla każdej aktorki. Za komuny żeby być aktorem trzeba było skończyć studia aktorskie. Utarł się nawet dowcip: magister – aktor. Dziś ponoć by zostać aktorem wystarczy sam talent. A co z tymi co jeszcze mają ambicje skończyć studia aktorskie? Pozostaje im podawanie pizzy…
Komediantka
W 1991r w Teatrze Dramatycznym w Legnicy występował ze swoją sztuką ” Iwona – Księżniczka Burgunda” wg. Witolda Gombrowicza Jerzy Stuhr, w którym występowali jego absolwenci. Pracując wtedy dla Zielonogórskiej Gazety Nowej robiłam z nim wywiad i zapytałam, czy marzy o wystąpieniu razem ze swoimi uczniami. Uśmiechnął się zagadkowo i odpowiedział: Ja występuję ze swoimi uczniami! Jerzy Stuhr był wtedy rektorem Wyższej Szkoły Aktorskiej w Krakowie. W latach osiemdziesiątych Szkoła Aktorska we Wrocławiu była Wydziałem Zamiejscowym Wyższej Szkoły Aktorskiej w Krakowie. W 1983r byłam w trzeciej klasie Ogólniaka, mój kolega i syn mojej chrzestnej Jarosław Góral zdawał właśnie maturę i planował zdawać do szkoły aktorskiej we Wrocławiu. Ja zapragnęłam także zdawać. Ponieważ jako w pewnym sensie już zawodowa aktorka mająca znaczące role filmowe w dorobku i nagrody oraz występy w teatrze, uważałam, że szkoła aktorska to dla mnie czysta formalność. Postanowiłam zdawać do niej rok przed maturą. Moja dyrektorka Zofia Pieńkowska dała mi stosowne zaświadczenie, bo byłam uczennicą rokującą zdanie matury. Startowałam więc do szkoły aktorskiej razem z Jarosławem Góralem. Ja – na Wydział Wokalno – Aktorski, co bardzo rozśmieszyło moją koleżankę Anię. Słynęłam bowiem, że…miałam bardzo rzadki głos – sopran koloraturowy, ale za grosz słuchu i wybitny talent do fałszowania. Kiedyś opowiadałam Ani, że na sławetnych Andrzejkach w 1981r po ” trawce” rzuciłam się na pianino, by śpiewać, ale…to był łabędzi śpiew. Na to Ania odpowiedziała: To nie był łabędzi śpiew, łabędż bardzo ładnie śpiewa, to było skrzeczenie kury. To mi oczywiście nie przeszkadzało wyrywać się do konkursów piosenkarskich i…wygrywać je. Stanęliśmy więc z Jarosławem Góralem na egzaminie wstępnym we Wrocławiu. Jarek zaczął deklamować przygotowany utwór. Komisja egzaminacyjna słynęła z tego, że…zaskakiwała kandydatów. Egzaminator mu przerwał i powiedziała: Jak pan zagra chleb? Jarek się położył na podłodze, skulił i…zaczął się śmiać. – Dlaczego pan się śmieje? – Zapytał egzaminator. – Bo mnie nóż łaskocze! – Odpowiedział Jarek. Dostał się. Mnie nie chciało się przygotowywać utworów na egzamin. Przed komisją egzaminacyjną zadeklamowałam więc Inwokację do Pana Tadeusza, którą znałam od dawna i zaśpiewałam …Karolinkę. Nie wiem, jak zabrzmiała w uszach komisji moja Karolinka śpiewana bez akompaniamentu, ale dostałam się na wydział wokalno – aktorski. Z racji moich trudności …w słuchu nie mogłam zaliczyć na studiach rytmiku. Brałam korepetycje u Bogdana Łazuki. Zdałam na trzy. Ponieważ Wydział we Wrocławiu nie miał roku magisterskiego, ostatni rok musiałam jeżdzić do Krakowa i w Krakowie napisałam pracę magisterską i zdałam egzamin dyplomowy. Jarek także zdał. Jarosław Góral to jeden z nielicznych Lubinian, który zrobił karierę aktorską. Wszyscy pamiętają jego wspaniałą rolę w serialu ” Ballada o Januszku”. Grał nawet w zagranicznych filmach. Jarosław Góral i Marta Grzywacz to dwoje moich kolegów z Lubina, którzy są najbardziej znani. Sława przyjaciół spływa na mnie, a może odwrotnie : moja sława spływa na przyjaciół. Myślę jednak, że powinnam być skromna i nie odpowiem na to pytanie. Niech mieszkańcy mojego miasta sami osądzą.
W latach dziewięćdziesiątych przez dość długi okres był w Telewizji Publicznej konkurs piosenki dla dzieci: Od przedszkola do Opola. Kto jeszcze pamięta! Piosenka tytułowa tego konkursu miała takie słowa: ” Śpiewaj z tatą, śpiewaj z mamą, a kto wie, gdzie będzie finał?”. Każdy z nas marzy od dziecka o karierze aktorskiej. Niejedna mama ze łżą w oku opowiada, jak jej dziecko ładnie grało aniołka w Jasełkach Bożonarodzeniowych w przedszkolu. Potem są różne konkursy recytatorskie w szkołach. I tu zwykle faworytami nauczycieli są inni uczniowie niż ci co faktycznie mają talent. Najczęściej to dzieci nauczycieli, dyrektora szkoły, a karierę najczęściej robi to dziecko, na którego nikt nie stawia. Zdobywanie laurów na polu aktorstwa to ciężka praca i zdobywają jej tylko ci co mają najtrwalszą psychikę. Dlatego kiedy na przygotowaniach do sztuki na Dzień Nauczyciela nauczyciel – opiekun cię szkaluje i umniejsza twoją wartość to…znaczy, że odkrył w tobie talent. Zaciśnij więc zęby i rób swoje! Tylko ludzie twardzi i zdeterminowani zdobywają laury. Marzenia należy realizować, ale… jak pisał poeta, należy mierzyć siły na zamiary. Rozczarowanie może być przykre. Jeśli waszym wymarzonym zawodem jest aktorstwo, to nie bójcie się iść za ciosem! próbujcie na studia aktorskie. Tylko pamiętajcie, przykro jest , kiedy finał okaże się jak w piosence kabaretowej przedwojennej artystki Zuli Pogorzelskiej: ” Panna Mania cudnie gra na mandolinie. Co usłyszy , wszystko gra i wszyscy cieszą się w rodzinie, że córeczka talent ma, co usłyszy wszystko gra.”

Bez kategorii

Miej serce i…patrzaj w serce

Do napisania tej notki natchnęła mnie śmierć znanego dziennikarza Grzegorza Miecugowa. Zbulwersowało mnie, że to był młody człowiek, miał 61 lat i mógł jeszcze pożyć. Niestety, serce mu odmówiło posłuszeństwa. I znów okazało się, że serce to bardzo ważny organ. Trzeba o niego dbać. Stres, tak zwane aktywne życie, które niestety są nieodłącznym towarzyszem każdego człowieka, który pracuje, nie są dobrymi kompanami dla serca. Serce się zużywa, a u ludzi, których praca wiąże się ze stresem, dwa razy szybciej. Należy się obserwować, by nie przegapić chwili, w której można dostrzec, że nasze serce odmówi nam posłuszeństwa. Praca dziennikarza to wieczny stres , aktywne życie stałe obciążenie dla serca. Grzegorz Miecugow w codziennym zagonieniu być może przegapił sygnał, który dawało mu jego serce? Służbę zdrowia, zwłaszcza tę publiczną, a większość ludzi uważa, że składki po to płaci, by leczyć się za darmo i korzysta z publicznej służby zdrowia, mamy jaką mamy. Do specjalistów nie można się dostać bez skierowania od lekarza rodzinnego, a na palcach można policzyć lekarzy rodzinnych, którzy chętnie dają skierowania. Do specjalistów są kolejki. W przychodni w Lubinie do kardiologa nie rejestrują już do końca roku, a na nowy rok jeszcze nie rejestrują, bo nie wiadomo, jaka będzie umowa NFZ. Tymczasem u żadnego lekarza tak nie liczy się szybkość jak u kardiologa. Chory na serce by żyć jak przysłowiowy tonący brzytwy się chwyta, chwyta się każdej okazji by żyć. Czy można mieć do niego pretensje?
Serce to największy skarb.
Niedawno moje serce odmówiło mi posłuszeństwa. Sygnały miałam już wcześniej. Pobolewania w klatce piersiowej, szybko się męczyłam, podczas pływania nie mogłam przyspieszyć. Myślałam jednak, że to normalne, bo zawsze miałam takie dolegliwości i składałam to na karb zmęczenia. Na początku sierpnia zemdlałam na wycieczce w górach. Zawieżli mnie do szpitala, zrobiono koronografię i stwierdzono, że zastawki się rozszczelniły. Wycieczkę dokończyłam, ale od tamtejszego lekarza otrzymałam wskazanie do operacji. Mój mąż, Mirek bardzo się tym przejął, powiedział, że…żona to jego najlepszy przyjaciel i jakby musiał to by nawet zapłacił za operację w Zabrzu. Na szczęście, nie było takiej konieczności! Zajął się mną znany w Lubinie kardiochirurg – przyjaciel mojego męża. Powiedział mi, że ta nieszczelność zastawek to najprawdopodobniej skutek uboczny licznych ciąż i porodów i dał skierowanie do natychmiastowej operacji. Lubiński szpital powiatowy ma chirurgię kardiologiczną na wysokim poziomie, mają sukcesy w zakładaniu bajpasów i stendów, choć wielu mieszkańców Lubina, chyba niesłusznie? nie ma do niego zaufania. Taką operację jak moją robili jednak po raz pierwszy! Przyjaciel mojego męża z racji tej znajomości nie podjął się jej. Robił ją młody lekarz i wykonał wspaniale. Sukces! Już tydzień po operacji pojechałam w góry i…weszłam na Śnieżnik. Nie było to wyczynowe chodzenie po górach. Jeżdżę z emerytami, tempo chodzenia jest dostosowane do możliwości wszystkich uczestników, chodzimy spacerowo. Nie zmienia to jednak faktu, że…Śnieżnik to druga po Śnieżce najwyższa góra w Sudetach, ma ponad 1100 mnpm. Tylko w…seksie mąż mnie oszczędza. Mówi, że…seks to większy wysiłek niż sport i traktuje mnie jak damę. Tymczasem ja bym chciała, by…był odrobinę zazdrosny. Pierwszego września poszłam pierwszy dzień po urlopie do pracy. W prokuraturze moje biurko uginało się od akt. Miałam tyle roboty, że…zapomniałam jak się nazywam. Potem szybko poleciałam do drugiej pracy, też pierwszy dzień po urlopie, do poradni zdrowia psychicznego, gdzie pracuję jako psycholog – terapeuta. Tam …ogonek jak za komuny w sklepie mięsnym. Tak się zmęczyłam, że zemdlałam. Mój szef powiedział, żebym poszła do domu odpocząć, a resztę moich dzisiejszych pacjentów przejmie moja koleżanka psycholog. Zaprotestowałam i powiedziałam, że dam radę. Szef był jednak nieugięty i…sam mnie odwiózł do domu. Rekonwalescencję jednak przechodzę w szybkim tempie, co dziwi nawet mojego lekarza. Już się zaczął sezon basenowy, a siedemnastego września jadę na kolejną wycieczkę w góry. Czy jestem jakimś dziwnym wyjątkiem? Czy to cud? Goi się na mnie jak na psie…
Cud naszej państwowej służby zdrowia…
Ja mimo wszystko wierzę w naszą służbę zdrowia… Skończyły się wakacje, skończyła się kanikuła w telewizji, w publicznej wróciły wszystkie seriale. Wrócił także serial ” Na dobre i na złe”, który ja żartobliwie, ale i z sympatią nazywam…serialem o naszej służbie zdrowia. Pokazuje on bowiem polski szpital w pozytywnym wymiarze, lekarzy pełnych empatii do pacjentów, którzy wykonują najbardziej skomplikowane operacje i nie narzekają na brak lekarstw czy środków do operacji i w tym szpitalu nigdy nie ma kolejek. Większość ludzi mówi gorzko, że ich ten serial denerwuje, bo polski szpital publiczny to nie serial ” Na dobre i na złe”, a sitcom ” Daleko od noszy”. A może to krzywdzące dla naszych lekarzy? Ja w każdym razie zawsze trafiałam na dobrych lekarzy i na ich pracę nie narzekałam. Ludzie mówią, że ja mam wyjątkowe szczęście…Tego szczęścia życzę też innym ludziom. Bo…” Miej serce i patrzaj w serce”, co oznacza zarówno: wsłuchuj się w swoje serce byś nie przegapił jego ostrzeżeń jak Grzegorz Miecugow! jak i : podchodż z sercem do innych ludzi i obdarzaj ich swoim sercem! Pomoc innym ludziom to najpiękniejsza rzecz jaką Bóg doradza człowiekowi. Pomagaj innym ludziom i zawsze bądż wierny swoim ideałom! A i serce będzie zdrowe…