Bez kategorii

O tym, co dzieje się w szkole, nie mów, choćby cię smażono w smole…

Jest takie stare powiedzenie uczniowskie: ” O tym, co dzieje się w szkole, nie mów, choćby cię smażono w smole.” Było ono aktualne, kiedy ja byłam w podstawówce,, czyli ponad trzydzieści lat temu i…jest ono aktualne dzisiaj. Czasy się zmieniają, mentalność ludzi się zmienia, obyczajowość się zmienia, ale…uczeń pozostaje ten sam. I nic to, że obecnie modne jest pomstowanie na dzisiejszą młodzież, że dzisiejsza młodzież jest rozwydrzona. A za moich czasów…No właśnie, co było za moich czasów? Dokładnie to samo, tylko wiele szczegółów nam się w pamięci zatarło. Pamięć ludzka jest wybiórcza. Pamiętamy, to co chcemy pamiętać, a wiele rzeczy nasza pamięć idealizuje i wspominamy to  co kiedyś, kiedy mieliśmy trzynaście lat było dla nas makabrycznym przeżyciem, dziś jest przyjemnym wspomnieniem.

Młodzież się nie zmienia…                                                                                            W Ogólniaku w drugiej klasie miałam przejścia niczym z popularnego w tamtym czasie serialu o dziewczętach ” Abigel” i być może wiele osób przeczyta ten wpis jako moją konfabulację powstałą pod wpływem oglądanego filmu, który de facto, bardzo mi się podobał. Mam go nagrany na kasetę i nawet dziś chętnie do niego wracam. Uważam, że telewizja powinna go co jakiś czas powtarzać, by go poznały dzisiejsze nastolatki. To bardziej wartościowy serial niż bzdurna ” Rodzinka pl” o partnerskim wychowaniu młodzieży, o której ktoś na forum powiedział, że…gloryfikuje gówniarskie metody wychowawcze.                                 W Ogólniaku byłam w żeńskiej klasie i być może dlatego serial ” Abigel” mnie i moim koleżankom był tak bliski.                                                                                   Było to w styczniu 1982r., w kraju był wtedy Stan Wojenny i wiele ludzi na prawdę się bało nie będąc pewnym jutra. Zima też wtedy była ostra, leżał śnieg. Nasza rusycystka idąc do pracy poślizgnęła się na oblodzonym chodniku i złamała nogę. Tego dnia przyszłam do szkoły w ” bojowym’ nastroju, miałam ochotę się kłócić z całym światem i chętnie bym sprowokowała kłótnię. Byłam wtedy w ciąży, o czym nikt nie wiedział, ja jeszcze też nie. Nie wiem, co wywołało tę kłótnie w klasie przed językiem polskim. Można powiedzieć, że to był taki ” cichy kwadrans”, nie było jeszcze wtedy nauczycielki. Zdenerwowana krzyknęłam na cały głos do koleżanki: – Zostaniesz starą panną, bo jesteś gruba i nie masz chłopaka, a ja mam narzeczonego! Właśnie w tej chwili weszła nauczycielka i…wyrzuciła mnie  z klasy. Byłam wściekła i na klasę i na nauczycielkę. Na korytarzu znalazła mnie pani dyrektor i moja wychowawczyni. Na pytanie, co tu robię, odpowiedziałam bezczelnie: Wyrzucono mnie z klasy, bo…i wykablowałam tajemnicę klasy. Weszłyśmy do klasy. Pani dyrektor grożnie poinformowała klasę, że dowiedziała się ode mnie o niedopuszczalnych praktykach w klasie i ukarała klasę. Dziewczyny po wyjściu dyrektorki ostentacyjnie opuściły ławkę, w której siedziałam i…przestały się do mnie odzywać. Traktowanie mnie jak powietrze trwało kilka dni. Ja udawałam twardą i okazywałam, że klasa mi wisi. Jednakże muszę się po cichu przyznać, że ostracyzm mnie bolał. Trwało to kilka dni i…skończyło się dla mnie szczęśliwie. W kilka dni póżniej zdarzył się wypadek: wypadłam z okna Domu Kultury i w ciężkim stanie leżałam w szpitalu. Dziewczyny zapomniały o mojej głupocie i swojej urazie. Odwiedzały mnie w szpitalu i dały się poznać jako prawdziwe koleżanki. Nasza przyjażń trwa do dzisiaj, a ze szczeniackich humorów szczerze się śmiejemy na naszych cotygodniowych herbatkach.                                                                                        Jednakże te…” szczeniackie humory” to dla nastolatka być albo nie być.                  Dzieci są okrutne i bardzo rzadko ich postępowanie związane jest z myśleniem. Można nawet śmiało stwierdzić, że…najpierw działają , a potem myślą. Ja nie byłam inna. Pamiętam, że kiedy w podstawówce spędzałam wakacje u babci, z kuzynem i koleżanką upatrzyliśmy sobie niejakiego Arturka. Nic nam nie zawinił, a z uporem maniaka żeśmy go prześladowali. Ganialiśmy go. On uciekał przed nami, płakał, a to nas mobilizowało do jeszcze większych szykan. W końcu jego rodzice wyprowadzili się.                                                                                              W podstawówce nie było lepiej. W mojej klasie był Darek, najsłabszy fizycznie, do szkoły prowadzała go babcia. Chłopcom to się nie podobało. Bili go. Stawałam w jego obronie i nieraz  pobiłam chłopców. Jaki był skutek? A no chłopcy się cieszyli: Baba nas bije! I…bili go jeszcze bardziej. Ten Darek zszedł na złą drogę. Młodość spędził w więzieniu. Chodzi napompowany sterydami i w półświatku słynie jako ten , który podporządkowuje sobie słabszych. A pewnie zupełnie inaczej by się potoczyły jego losy, gdyby nie traumatyczne przeżycia z dzieciństwa?                     To są oczywiście skrajne przypadki…                                                                          Klasa to jednak zbiorowość. Jak w każdej zbiorowości trafia się przywódca, który trzęsie klasą. W każdej niemal klasie zdarza się, że pojawi się ktoś, kto dla klasy staje się chłopcem lub dziewczynką do bicia. Rodzice takich dzieci stają się zazwyczaj nadopiekuńczy. Chodzą do dyrektora, skarżą się wychowawcy i robią aferę na całą szkołę. I żle robią! Swoją nadopiekuńczością robią dziecku niedżwiedzią przysługę. Bowiem nie ma nic gorszego jak na szykany kolegów poskarżyć się rodzicom. Jak rodzice idą z pomocą dziecku. To wywołuje jeszcze gorsze szykany ze strony uczniów i taki uczeń zyskuje miano: Kapusia! A…nazwa kapuś eliminuje ze społeczności klasowej.                                                                  Jak sobie radzić z…przywarą chłopca do bicia?                                                          Najlepiej samemu. Nic tak nie daje poważania w klasie, jak pokazanie, że się ma silną pięść. Dzieci w końcu dojdą do porozumienia bez pomocy dorosłych.              Sytuacje skrajne…                                                                                                        Oczywiście są sytuacje skrajne, kiedy w szkole / zwłaszcza publicznej, do której chodzi różna młodzież, z marginesu i zdemoralizowana też/ pojawia się gang, który terroryzuje uczniów, zwłaszcza młodszych i kiedy w szkole ma miejsce tzw. kotowanie. To jest przestępstwo, które trzeba zwalczać z całą surowością prawa i powiadomienie dyrektora szkoły czy policji o takich wypadkach to…nie jest lizusostwo. Uczniowie  w szkole uczą się odróżniać dobro od zła i powinni reagować na przejawy przestępczości w szkole. A nie tworzyć fałszywą solidarność z grupą przestępczą i przypiąć łatkę temu, co wychyli się z gromady i zawiadomi właściwe organy o takim postępowaniu. To nie jest kapuś!                      Szkoła, klasa to zbiorowość!                                                                                        Zbiorowość rządzi się swoimi prawami…                                                                    Pozwólmy naszym dzieciom samym kreować swój mały świat!                               To na pewno zaprocentuje na przyszłość i nasza mała Magdalenka czy Angelika będzie w przyszłości zdrowym psychicznie człowiekiem potrafiącym samej kreować swoje życie.                                                                                                   To jest najważniejsze!                                                                                                  O tym, co dzieje się w szkole, nie mów choćby was smażono w smole!                  Bądżmy przyjaciółmi naszych dzieci, co z oddali usuwają przeszkody z ich życia!  Bądżmy Abigel…

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s