Bez kategorii

Les prix litteraires…

Mój Ogólniak , a było to za Komuny, kiedy ja się w nim uczyłam, to były lata 1980-1984, miał rozszerzony język francuski. Ponieważ szkoła współpracowała ściśle z Ambasadą Francuską, atache kulturalny ambasady pan Pierre Cuisset był serdecznym przyjacielem mojej wychowawczyni i nauczycielki francuskiego pani Marii Słowikowskiej, jako jedyna szkoła w Polsce miała podręczniki do języka francuskiego sprowadzane bezpośrednio w Francji. Udostępniało nam je słynne wydawnictwo Hachette. W podręczniku był tekst o francuskich nagrodach literackich, a w szczególności o słynnych i prestiżowych Goncourtach. Tytuł brzmiał: Les prix litteraires…

Litteraire mon amour!                                                                                                   Od kiedy tylko nauczono mnie czytać ze zrozumieniem i pojawiły się lektury / gdzieś w czwartej klasie szkoły podstawowe/ zapałałam niezwykłą wprost miłością do…samodzielnego pisania. W piątej klasie założyłyśmy z koleżankami na wzór Ani z Zielonego Wzgórza klub powieściowy. Pisałyśmy opowiadania i na głos je sobie odczytywałyśmy. Ileśmy łez wylały, bo były to…siercosciepacielnyle historie wzorowane na Trędowatej Heleny Mniszkówny. Koleżanki zgodnie orzekły, że moje opowiadania są najlepsze i że…powinnam je publikować. Ja więc zarzucałam mojego wujka, który był redaktorem naczelnym gazety swoimi wypocinami, a on…miał niesamowity ubaw czytając je. To zresztą budziło mój bunt, bo…uważałam, że to arcydzieła co najmniej na Nobla.                                      Pierwszy sukces?                                                                                                        Profesjonalnie zadebiutowałam i na poważnie zaczęłam się liczyć na rynku wydawniczym w wieku piętnastu lat w 1980  r. powieścią pt. ” Przyjęcie w wielkim świecie”. I od razu pojawił się sukces. Francuzi uhonorowali mnie nagrodą Goncourtów. Być może ta nagroda sprawiła, że jako literatka weszłam na rynek polski i zaczęłam się liczyć pośród wydawców polskich.                                            Moi mecenasi…                                                                                                             Ludzi, którzy wpłynęli na rozwój mojego talentu literackiego miałam na prawdę niepospolitych. Pierwszym oczywiście i moim ukochanym krytykiem był mój wujek. Ileż on wycierpiał czytając moje wypociny. Mój talent ukierunkował prof. Ludwik Gadzicki, polonista w drugiej szkole średniej w mieście, Technikum Górniczym. Prof. Gadzicki sam był poetą i jego rady były bezcenne. To jemu zawdzięczam przekonanie, że nie zawsze się jest na szczycie, że pisarz niejednokrotnie zostaje oblany błotem, ale dobry pisarz się nie przejmuje, tylko wytrwale pracuje i robi to, do czego został stworzony. Moją prawdziwą krytyczką i nieutrudzoną korektorką / bo…błędy ortograficzne i w tamtym czasie stylistyczne to mój drugi talent/ była moja nauczycielka polskiego w Ogólniaku pani Irena Horoszczak. W 1982r pisałam, trochę dla zabawki, jako żart literacki, powiastkę o zwierzątkach. Pani Horoszczak przeczytała i…powiedziała, że nikt w Polsce mi tego nie opublikuje i…żeby to posłać do Ameryki. Posłuchałam i…w 1984r. dostałam Nagrodę Nobla. Powiastka w czasach Komuny nie weszła na rynek polski. Jej fragmenty drukowała ” Literatura na świecie”.                                             Chwała czy…poruta?                                                                                                    W Polsce czyli w PRL też odniosłam sukces. W 1985r. napisałam powieści o polskiej szlachcie w Warszawie w czasie II Wojny Światowej i w Powstaniu Warszawskim pt. ” U nas na Starówce” i ” Starówka w ogniu”. Za tę pierwszą dostałam nagrodę państwową. Czy jednak nagroda od komunistycznego państwa to dziś powód do chwały? Macierewicz dziś powiedział, że to poruta i całkowicie dementuje pomówienia Michnika, jakoby od komunistów dostawał jakieś nagrody. Te dwie moje książki przyniosły jednak pośród czytelników mi taki sukces jak ” Niewolnica Izaura” w telewizji.  Na specjalne zamówienie społeczne pisałam część trzecią o losach moich bohaterów w powojennej Warszawie. Niestety, pisałam ją w akademiku. Ponieważ zaś miałam brzydki zwyczaj dawania rękopisów do czytania koleżankom, dałam ten rękopis jednej koleżance i…rękopis ” zaginął”.                                                                                                                      Demokracja…                                                                                                                  Demokracja przyniosła mi…drugą nagrodę Nobla. Powieść o polskiej arystokracji na kresach wschodnich miała być żartem literackim. Zamierzałam napisać parodię ” Niewolnicy Izaury” w stylu ” Na ustach grzechu” Magdaleny Samozwaniec , czyli parodii ” Trędowatej” . Drobna powiastka w trakcie pracy zamieniła się w poważną powieść i przyniosła mi Nobla. Ta powieść stała się…krokiem milowym w mojej pracy literackiej. Zaczęłam wydawać pod własnym nazwiskiem…                                                                                                                  Moja mama powiedziała mi, że w nowych czasach człowiekowi utalentowanemu literacko jest bardzo trudno się przebić. Zwykle trzeba mieć pieniądze , by wydać powieść własnym sumptem. Wydawnictwa zwykle inwestują w tych, co mają nazwiska. Namnożyło nam się więc celebrytów, co…nagle odkryli w sobie talent literacki. ” Dzieła”, które wydają są wątpliwej wartości literackiej…                             Ja mam to szczęście, że mam nazwisko i to wydawcy na mnie zarabiają krocie, nawet na wznowieniach. Jeśli o mnie chodzi, to chwalę sobie czasy demokracji. To raj dla pisarza i możność bycia w zgodzie z samym sobą. Przynajmniej na się staram. Jak mi wychodzi? Ludzie oceniają! A pamiętam, jak musiałam się gimnastykować , by powieść ” U nas na Starówce” zadowoliła moje sumienie i…urzędnika na Mysiej.                                                                                                  Nie jedna młoda osoba ma talent, niejedna ma marzenia…Cóż można poradzić? Środowisko pisarzy jest twarde i zazdrosne. Młodemu zdolnemu można poradzić słowami prof. Gadzickiego “Nie załamywać się! Praca pisarza to ciągła walka ze wzlotami i upadkami. Zawistni sprawią, że upadniesz, od ciebie zależy, czy się podniesiesz!                                                                                                                    Młodzi, warto  zawalczyć o sukces. Możecie mi wierzyć, nie ma wspanialszego uczucia niż jak się dostanie w ręce swoją pierwszą książkę, pachnącą farbą drukarską. To uczucie porównywalne z uczuciem kobiety, która po raz pierwszy widzi swoje  nowo narodzone pierwsze dziecko. O te uczucia warto walczyć!          Potrzebę pisania, a często i talent literacki mają ludzie chorzy na schizofrenię. Przebić na rynku wydawniczym jest trudno normalnemu , a co dopiero choremu psychicznie, który z zasady jest wrażliwy i uczuciowo delikatny.                               Ale Witkacy też chorował na schizofrenię…

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s