Bez kategorii

Ojcowie i córki

Jest takie bardzo stare powiedzenie: córeczka tatusia i jest w nim wiele prawdy. Od dawien dawna sprawdza się bowiem, że matki wolą synów, a ojcowie dostają prawdziwego hopla , kiedy im się urodzi córka. Wprawdzie w naszym patrialchalnym społeczeństwie, którego początki datuje się na początek komuny w Polsce, kiedy to prawdziwymi członkami społeczeństwa stali się robotnicy i chłopi, liczył się tylko męski potomek. Każdy homo sovieticus w czasach komuny za punkt honoru sobie stawiał, by spłodzić syna. Tymczasem w XIX wieku w opowieści o starym Południu Amerykańskim pt. ” Przeminęło z wiatrem” bohater tej książki Rett Boutler cieszył się, kiedy mu się urodziła córka. Na wyrzut niani, która go przepraszała, że to nie chłopiec, powiedział: A co mi po chłopcu. Chłopcy są nieznośni, wystarczy spojrzeć na mnie. I tak Bonnie Boutler stała się ukochaną córeczką tatusia…Tyle przykład literacki, a w życiu jest tak samo.
Kiedy zjawia się konkurent…
Mój tato z moim Mirkiem, to byli najlepsi przyjaciele. Pokłócili się po słynnych Andrzejkach w 1981r. Mój tato nie mógł Mirkowi wybaczyć, że mnie uwiódł, że…jego ukochana córeczka przestała być dzieckiem. Konflikt był tak silny, że przez długi czas mój tato się do Mirka nie odzywał. A Mirek się go bał do tego stopnia, że kiedy do mnie dzwonił, a odebrał telefon ktoś z rodziców, to się nie odzywał i odkładał słuchawkę. Mirek myślał, że mój tato nigdy mu nie wybaczy. A wcale tak nie było.. Tato tylko udawał, że nie lubi Mirka, a w rzeczywistości już dawno upatrzył go sobie na zięcia, choć mówił do mnie ze śmiechem, iż miał nadzieję, że jego zięć będzie więcej od niego młodszy niż o pięć lat. Kiedy wychodziłam za mąż, to za każdym razem symbolicznie dawał mi dychę i mówił, że to na rozwód kościelny. Kiedy zaś wreszcie spełniły się jego marzenia i w 1999r wyszłam za Mirka, zażartował sobie: Ale ten mój zięć …naiwny, ja bym nie wziął sobie takiej …przechodzonej.
Kargule i …Pawlaki
W słynnej polskiej trylogii komediowej o dwóch zwaśnionych rodzinach zza Buga, czyli o Kargulach i Pawlakach obie rodziny pogodziła wspólna wnuczka Ania. I moja rodzina była jak Kargule i Pawlaki. Taty rodzina to przedwojenna niemiecka arystokracja i bohema malarska, która stosunek do życia miała iście malarski. Rodzina mamy to stara szlachta polska o szkockich korzeniach z kieleckiego o bardzo konserwatywnych poglądach na życie. Obie rodziny były zwaśnione, na co niemały wpływ miały niemieckie korzenie rodziny ojca i ciężkie doświadczenia wojenne. Po wojnie jak wszystkie rodziny przedwojennej inteligencji i moją spotkała deklasacja. Moja mama spotkała mojego ojca i się pokochali i…urodziłam się ja, wspólna wnuczka. Dziadek Feliks był głową rodziny. On to jeszcze jak byłam mała przeznaczył mnie na żonę dla Mirka, który choć nie był jego synem, ale był mu bardzo drogi. W latach osiemdziesiątych, kiedy już stracił nadzieję, że kiedykolwiek odzyska rodowe gniazdo w Kunowie / woj. świętokrzyskie/, za swój dom uznał dom, który zajął po Niemcach w Górze / woj. dolnośląskie/ Zapisał go w testamencie mi z myślą, że wyjdę za mąż za Mirka i dom przypadnie jemu. Tak ukochana córeczka tatusia i ukochana wnuczka pogodziła zwaśnione rodziny.
Lata lecą…
Mirek zawsze się dziwił, skąd ta nagła niechęć mojego ojca do dawnego przyjaciela. Dziś kiedy z Mirkiem mamy wspólne dzieci, a nasza najstarsza córka, Angelika ma lat tyle co ja, kiedy po raz pierwszy przeżyłam największą miłość w moim życiu i …właśnie wkracza w dorosłość, poznał smak, co to znaczy mieć ukochaną córeczkę. Dziewczynę syna, Stasia lubi, ale chłopaka Angeliki nie toleruje. Nie potrafi mu wybaczyć, że ma czelność zabrać mu ukochaną córeczkę. Mnie zaś bardzo ciekawi, jak by się zakochał, gdyby jego ukochana tak jak ja zakochała się…w facecie w jego wieku. Mój Mirek ma bardzo konserwatywne poglądy: żadnego życia na kocią łapę i…niech jakiś facet spróbuje uwieść jego ukochaną córeczkę. Tymczasem dzisiejsza młodzież jest bardzo nowoczesna. Wspólne życie zaczyna bardzo wcześnie, a…o ślubie mówi: Po co nam papier, kiedy się kochamy. Choć miałam za sobą życie z trzynastoma mężami, mój Mirek zbyt mnie szanował, by zaproponować mi życie na kocią łapę.
Jest takie stare , ludowe przysłowie: Jaka mać, taka nać! I jak w każdej mądrości ludowej jest w nim wiele prawdy. Wartości wynosimy z domu. Kiedy mój ojciec w latach sześćdziesiątych zalecał się do mojej mamy, nie do pomyślenia było, by młodzi zostali sami w pokoju. Kiedy dziadek zobaczył, że mój ojciec całuje moją mamę, kazał mu się żenić. Kiedy ja wchodziłam w życie w latach osiemdziesiątych, byłam prekursorką i jawnogrzesznicą. Wtedy bowiem uważano, że panna młoda musi zachować wianek do ślubu, a dziecko ma się urodzić po ślubie. I na masową skalę w latach osiemdziesiątych były śluby, w których panna młoda szła przed ołtarz w białej sukni, welonie i…z dużym brzuchem. Ksiądz zaś dawał ślub. Dziś młodzież uważa, że do szczęścia nie potrzebny jest papier, a ślub kościelny to fałsz. Czy nie mają rację, kiedy się okazało, że urodzili się jako wcześniaki, trzy miesiące po ślubie ich rodziców. Wbrew pozorom młodzież nie jest głupia, obserwuje, myśli i wyciąga wnioski. I bierze przykład z rodziców. Ja mam nadzieję, że mój Mirek kiedyś poprowadzi którąś z naszych córek do ołtarza. A tymczasem mam już dziesięcioro wnucząt, a śluby moich dzieci zaliczyłam tylko trzy i to cywilne bez żadnego wesela. O tempora! O mores! Dokąd idziemy? Dokąd zmierzamy? Czy ku lepszemu? Ja myślę, że moje dzieci odziedziczyły nasze wartości. Jaka mać, taka nać…

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s